napisał(a) piekara114 » 14.04.2026 18:43
11 listopada 2025, dzień 5, wtorek c.d.Jak wcześniej pisałam na szczycie parkingu jest budynek, że tak powiem wielofunkcyjny, ale dostępny wyłącznie dla osób, które mają bilet do parku. Najpierw zaglądam do sklepiku z pamiątkami. Są tu widokówki, biżuteria z oliwinem (ale czy na pewno tutejszym? – pisałam o tym
tutaj).
Nabywam najbardziej wulkaniczny magnes jaki można (bliżej wulkanu już nie będzie

+ z „wulkanicznym piaskiem”) oraz kolczyki – myślałam o niebieskich, bo mi takich brakowało, ale te czerwone skojarzyły mi się z tutejszymi Górami Ognia, więc padło na nie. A niebieskie kupiłam sobie na kolejnym wyjeździe

Potem zaglądam to toalety, która wyglądem też nawiązuje do miejsca (metal, drewno, rdza). Obok jest słynny diabeł i po odczekaniu w kolejce zdobywam wspólną fotkę.

Pan M. śmiał się, że diabeł z diablicą, ale jak robił mi fotkę, inny turysta zaproponował nam, że zrobi nam wspólne zdjęcie i nie miał wyjścia, też do klanu trafił
Zaglądam do kamiennej budowli…
…w której jest słynny piec, na którym udka z kurczaka ogrzewane są (pieczone) na cieple pochodzącym z wnętrza ziemi (800st.C).
Tuż obok jest restauracja El Diablo zaprojektowana przez C.M. W restauracji planowałam wypić kawę i zjeść jakieś "wulkaniczne" ciastko (choćby z nazwy), ale miejsce mnie rozczarowało. Stoliki są dostępne tylko w środku, na księżyc patrzy się przez lekko zmatowione szyby. W środku jest duszno i „śmierdzi” wulkanicznym piecem, a klimat jest taki jak w restauracjach lat 80/90 – no nie pasuje mi….