12 listopada 2025, dzień 6, środa c.d.Słońce świeci, jest ciepło to jedziemy na plażę. Pora odwiedzić jakąś nam jeszcze nie znaną, ale blisko położoną. I pada na Costa Teguise.
Jadąc mijamy Casa Museo del Campesino i charakterystyczny Monumento al Campesino (geometryczny pomnik rolnika)…

….ale za późno się zorientowałam, a ciśnienia nie miałam, aby z bliska oglądać, więc jedziemy dalej….



Po ok. 30 min jazdy
parkujemy dokładnie w tym miejscu. Parking darmowy, a bliżej słynnej
Playa de las Cucharas raczej nie uda się zaparkować. Przebieramy się w ciuszki plażowe (dziś nam niczego nie brakuje

) i idziemy na plażę mijając budowane nowe centrum handlowe
(że też ktoś na to pozwolił, tuż przy samej plaży powstaje 3 czy 4 kondygnacyjne centrum, ehhh….). Słychać pracujące betoniarki, ubijaczki ziemi, ale na szczęście po dojściu do promenady położonej nad samym oceanem już tych odgłosów nie słychać, bo tym tego nie wytrzymała…



Wchodzimy na plaży i zastanawia nas, czemu nikogo nie ma bliżej morza, wszyscy pod murkiem leżą… Po chwili już wiemy… Wiatr… nie taki mały i niosący ze sobą piasek. Jak inni wycofujemy się pod murek, na szczęście udało się znaleźć jakieś sensowne miejsce.

Trochę leżę, trochę próbuję spacerować wzdłuż morza, ale wiatr niosący piaskiem mnie do tego skutecznie zniechęcają… To książka pod murkiem…. Ale kiedy piasek zaczyna przeszkadzać w czytaniu (a Panu M. w oglądaniu filmu, bo nic nie słychać) to zbieramy się. I tak udało się poleżeć ponad 2 godzinki.
Na parkingu kolejny raz się przebieramy, tym razem w ciuszki bardziej miejskie, i idziemy na spacer promenadą. A jest gdzie.... W Costa Teguise kończy się (lub jak kto woli zaczyna) najdłuższa obecnie hiszpańska nadmorska promenada – 26 km….
Brzydko nie jest…







Najpierw pójdziemy na północ, bo chcę zajrzeć na kolejną plażę, a raczej dalszą część tej samej Playa de las Cucharas, bo ona podzielona jest kamiennymi falochronami. Doszliśmy tylko do trzeciej części plaży, na cyplu i najbardziej dzikiej części.

Są tu na plaży kamienne parawany, dość niskie w porównaniu z tymi znanymi nam z El Cotillo na Fuerteventura.

Chowam się za nimi, wiatr czuć mniej, ale nie jest idealnie. Sprawdzamy czy nadbudowa będzie miała sens…i miałaby, ale czasowo zajmie nam to za dużo czasu, więc odpuszczamy…
Patrzę jeszcze w kierunku ostatniej części Playa de las Cucharas, ale odpuszczamy… Pójdziemy na kawę… Mam upatrzone miejsce, gdzie siedzi się w fotelach przy oceanie na piasku. To Bar
Alula Beach Bar, ale niestety wszystkie interesujące mnie miejsca są zajęte i nie wygląda na to, aby miały się szybko zwolnić…

Można wejść do środka, ale nie będzie widoku, więc wolę gdzie indziej…. Wracamy ku naszej części plaży...


... i tam zasiadamy. Piję tu najdroższą w życiu kawę barraquito, bo po 6,5 eur, ale widoczek mi to osładza…

A po kawce idziemy jeszcze promenadą dalej. Jest tu sporo barów z TV i meczami, całkowicie nie dla nas. Widoki inne, ale dalej jest ładnie...


W trakcie spaceru ustalamy co dalej robimy... Zawrót i idziemy do auta...
*Informacyjnie: przy promenadzie jest budynek z darmowymi toaletami i prysznicami, fajnie wkomponowany, nie rzucający się w oczy (lekko poniżej promenady, a jednak tuż obok).