W Grenadzie mieliśmy dwa noclegi. Dobra lokalizacja mieszkania i parking w cenie były na tyle kuszące, że zdecydowałem na ten wybór pomimo tego, że musiałem wpłacić kaucje (pierwszy i ostatni raz). Niestety to przez nią nie udało nam się zbyt wcześnie opuścić mieszkania, bo musieliśmy czekać na zarządcę i zwrot kasy. Z grubsza miasto zobaczyliśmy poprzedniego dnia, do zobaczenia została głównie Alhambra i na nic innego nie było już za bardzo czasu. Bilety kupowałem ponad miesiąc wcześniej. Na konkretną godzinę rezerwuje się wejście do Pałacu Nasrydów. Na miejsce podjechaliśmy autem i zaparkowaliśmy na dużym parkingu, skąd do wejścia jest kilka minut spacerem, nie pamiętam, ile kosztuje za godzinę, bo często na parkingach cena była podana za minutę np 0,0375E/min

, tacy z nich żartownisie. Nie to żebym nie umiał liczyć, bo z grubsza można sobie to oszacować, ale co komu po czymś takim, wolałbym cenę za godzinę i informacje o naliczaniu minutowym, no ale mniejsza z tym. W sumie za kilka godzin zapłaciliśmy ze 12E, dramatu nie ma.
Przy wejściu, obsłudze trzeba pokazać bilet, ale na bramce skanowany jest dokument, którego dane są podawane podczas zakupu. Oczywiście na teren Alhambry można wejść o dowolnej porze (w godzinach otwarcia oczywiście), jedynie na zwiedzanie Pałacu Nasrydów, leżacego na jej terenie należy się stawić na wykupioną godzinę.
Idziemy więc aleją z okazałym żywopłotem, mijając po drodze różne obiekty. A to po prawej pałac, przekształcony po zdobyciu Granady przez chrześcijan na klasztor San Francisco, a to jakieś ruiny po lewej,



zaglądamy na chwilę do dawnych łaźni.





Po prawej mijamy kościół Santa María de la Encarnación, a następnie pałac Karola V.




Za nim, przed wejściem na teren warowni - Alcazaby skręcamy w prawo, gdzie jest wejście do islamskiego pałacu. Chwilę czekamy na naszą porę. Wczoraj spod tego białego kościoła oglądaliśmy Alhambrę, wprawne oko dojrzy sporą grupę turystów.

Pałac to tak naprawdę kompleks, który skupiony jest wokół trzech głównych części, pierwsza - Mexuar, to tu trafiamy na początku.


Nie będę się rozpisywał o szczegółach i historii, bo sam nic odkrywczego nie napiszę, zainteresowani znajdą mniej lub bardziej obszerne opisy poszczególnych miejsc, skupię się raczej na wrażeniach (artystycznych;) ).Od razu możemy zobaczyć bogato (tak się wydaje) zdobione sztukaterią, kaligrafią islamskich sentencji i ceramiką ściany oraz drewniane sufity. Te połacie ścian misternie zdobionych, otaczają niczym jedna wielka koronkowa zasłona.




Przechodzimy tak przez kolejne pomieszczenia, z każdą chwilą zachwyt jest coraz większy. Pałac Comares jest niesamowity, sklepienia mukarnas przypominające stalaktyty są oszałamiające. Człowiek podnosi głowę, a szczęka opada i to nie tylko anatomicznie.










