Platforma cro.pl© Chorwacja online™ - podróżuj z nami po całym świecie! Odkryj Chorwację i nie tylko na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków ツ

Azja - maj 2025

60% ludności świata żyje w Azji. Chiny są tak szerokie, że naturalnie powinny przeciąć do 5 oddzielnych stref czasowych, ale mają tylko jedną - narodową strefę czasową. Obywatele Singapuru, Korei Południowej i Japonii mają najwyższe średnie IQ na świecie.
W Azji znajduje się najwyższy punkt na lądzie – Mount Everest (8848 m n.p.m.) oraz najniżej położony punkt – wybrzeże Morza Martwego (430,5 m p.p.m.). Spośród 10 najwyższych budynków na świecie 9 znajduje się w Azji.
ziemniak
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1395
Dołączył(a): 17.07.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) ziemniak » 14.10.2025 20:33

Piątek, 16 maja – Ogród w niebiosach

Hotel opuszczamy parę minut po 7:00. Grab a lotnisko kosztuje 13 ringgitów za 10 kilometrowy przejazd. Jesteśmy około 2 godzin przed czasem, bo wylot do Johor Bahru mamy o 9:35. Najdroższe bilety, bo po 165 złotych od osoby. Najtaniej widziałem za około 120 złotych. Za kontrolą bezpieczeństwa jemy dobre śniadanie. Za dwa pudełka śniadaniowe wychodzi niecałe 24 złote. Po śniadaniu nie możemy iść do naszej bramki mimo, że wyświetla się „boarding”. Lotnisko w Miri jest naprawdę dziwne. Na dużej hali są stanowiska ABCDE (stanowiska linii lotniczych) skąd obsługa przepuszcza do bramek 1-5. Gdy ustawia się kolejka do stanowiska Air Asia to nie wiadomo na który lot.

Mimo to startujemy przed czasem. Siadamy w rzędzie wcześniej niż ten co mamy na bilecie, dzięki czemu siedzimy sami. Długo lecimy w chmurach, ale przed lądowaniem zaczyna się przejaśniać, dzięki czemu możemy zobaczyć w całej okazałości lotnisko w Singapurze, potem sam Singapur i na końcu Johor Bahru, przy którym lądujemy. Około 11:30 wsiadamy w Graba i za 32 kilometrowy odcinek do granicy z Singapurem pokazuje nam 32 ringgity czyli ok. 28 złotych. Cena benzyny to równe 2, a diesla 2,80 ringgita.

01.jpg


12:10 jesteśmy przy budynku straży granicznej. Pamiętam, że kawałek dalej jest sklepik. Kasia zostaje, a ja biegnę kupić dwa piwa i napój. Rachunek idealny – 30,50 ringitta, bo w portfelu miałem niecałe 31. Przejście do kontroli paszportowej zajmuje kilka minut. Potem schodzimy pod budynek skąd autobusy przewożą przez most pomiędzy punktami granicznymi. Z kilku stanowisk odjeżdżają różne linie singapurskie i malezyjskie. Gdy przejeżdżamy przez most widzimy jak kilkaset metrów dalej jest na ukończeniu budowa mostu dla przedłużenia singapurskiej linii metra, która powinna znacznie przyspieszyć przekraczanie granicy.

Po stronie singapurskiej również idzie sprawnie, automatyczna bramka paszportowa, a tu na samym końcu niespodzianka kontrola bagaży. Widzę jak przed nami celnik wyrzuca komuś paczkę papierosów i kilka pojedynczych sztuk. Nam została jedna puszka piwa, bo druga podczas długich przejść szybko wyparowała. Przed kontrolą wyjmujemy ją i pytamy. Celnik mówi, że możemy wyrzucić lub zapłacić akcyzę. Wylicza na kalkulatorze i pokazuje 25. Wyrzucamy. Jednak potem przychodzi nam do głowy, że to może było 2,5…

Mimo, że sprawnie przejeżdżamy dalej autobusem kilka przystanków, a następnie metrem to łączny czas przejazdu z lotniska do hotelu wychodzi nam 2 godziny i 40 minut. Zameldowanie przebiega sprawnie, przebieramy się i o 14:30 wychodzimy. Zostało nam około 30 minut żeby coś zjeść i dotrzeć do stacji metra, do której mamy około 700 metrów. Bierzemy na wynos za 7 S$ ryż z kawałkami kurczaka i sosem w woreczku. Niestety nie da się tego zjeść idąc, bo jest zawinięte w papier. Siadamy pod drzewem w cieniu na murku. Mam wrażenie, że wyglądamy trochę dziwnie i ludzie ukradkiem na nas spoglądają, ale nie mamy wyjścia jeśli nie chcemy być głodni.

Około 15:20 jesteśmy już w Marinie skąd wypływamy na około 40 minutowy rejs żaglówką. Dodatkową atrakcją tego rejsu jest, że jedne z popularniejszych miejsc możemy zobaczyć z innej perspektywy. Jest to darmowa atrakcja, na którą miejsca bardzo szybko znikają. Kalendarz na kolejny miesiąc pojawia się pod koniec danego miesiąca. Trzeba regularnie odwiedzać stronę aby zdobyć bilety na interesujący nas termin.

04.jpg


05.jpg


Po rejsie czujemy, że mimo wiaterku dość mocno nas przygrzało. Kupujemy ziemną herbatę i piwo. Siadamy chwilę na murku i zastawiamy się co dalej. Spróbujemy dostać się na następną darmową atrakcję dużo przed czasem. Czynna jest od 14:30, a my bilety mamy od 17:30. Wchodzimy do jednego z najwyższych wieżowców w Singapurze. Pani sprawdza czy jesteśmy na liście i wskazuje nam windę. Świetnie, bo ponad godzinę przed czasem. Wciskam przycisk „51” i ostro ruszamy w górę aż zatyka uszy. Szkoda, że nic nie widać, bo kabina jest cała zabudowana. Gdy wysiadamy, czuję niesamowitą ulgę. Nie lubię i boję się jeździć widami. Kolega, który pracuje przy montażu wind nieraz zapewniał mnie, że są bardzo bezpieczne i nie ma możliwości aby spadła to i tak wsiadając czuję duży niepokój.

Na górze czujemy się jak w podniebnym ogrodzie. Praktycznie cały dach jest pokryty głównie ziołami, krzakami i drzewkami z przyprawami, które są wykorzystywane w restauracji obok. Dodatkowo zachwycają widoki na panoramę Singapuru. Jesteśmy dużo wyżej niż dach słynnego hotelu Marina Bay Sands. Podniebny spacer zajmuje nam prawie czterdzieści minut. Coś czujemy, że to będzie dla nas najlepsza atrakcja w Singapurze.

06.jpg


07.jpg


08.jpg


09.jpg


10.jpg


11.jpg


Według planu na dzisiaj została nam ponowna wizyta w Ogrodach nad Zatoką, tym razem za dnia, a po zmroku zobaczyć ponownie spektakl, tym razem na spokojnie. Jednak po takiej dawce zielonego decydujemy się odpuścić ogrody i zrealizować część jutrzejszego planu. Spod wieżowca mamy kilkaset metrów do Chinatown. Przechodzimy obok świątyni taoistycznej Thian Hock Keng, a dalej świątyni hinduskiej Mariamman. Przechodzimy słynną Pagoda Street, na której spotykamy ciekawego człowieka, od którego kupujemy magnesy. Na każde moje pytanie szczerzy zęby i energicznie potakuje głową. Na końcu ulicy znajduje się stacja metra, więc płynnie odjeżdżamy w kierunku Little India.

12.jpg


13.jpg




14.jpg


Dzielnica oprócz ciekawych, zabytkowych kamienic ma do zaoferowania świątynie hinduską Veeramakaliamman oraz dom Tan Teng Niah, który jet ostatnią chińską istniejącą willą w tej dzielnicy. Na koniec przechodzimy przez centrum Tekka gdzie jest dużo stoisk z rybami i owocami morza.

15.jpg


Pieszo przechodzimy pod meczet Malabar (niebieski), wchodząc do kolejnej dzielnicy – tym razem arabskiej (Kampong Glam), która zmienia się, pewnie przez szybko zapadający zmrok i zaczyna wyglądać jak z baśni tysiąca i jednej nocy. W tym miejscu popełniamy błąd, a raczej zdajemy sobie sprawę, że wcześniej go popełniliśmy. Przeszliśmy obok meczetu Abdul Gafoor. Przechodzimy spory dystans i tracimy dużo czasu. Ponownie widzimy terminal autobusowy, skąd odjeżdżają dalekobieżne autobusy i jeszcze dłuższą kolejkę ludzi okalającą z trzech stron terminal – dobrze ponad 100 metrów.

16.jpg


17.jpg




Przejeżdżamy kawałek metrem, a dalej łapiemy piętrowy autobus, który zawozi nas pod drzwi hotelu. Dzięki temu mamy panoramiczny objazd centrum Singapuru. Chwila w hotelu i idziemy przez najbardziej rozrywkową dzielnicę, w której mieszkamy do pięknej kamienicy Kang Ha Pheng Simkok. Tutaj siadamy w tajskiej knajpce, ale słynne Pad Thai, które uwielbialiśmy jeść w Tajlandii słabo nam smakuje. Na plus piwo Leo. Przy naszym hotelu jest kilka domów publicznych, ale są one dyskretne, wejścia są zastawione doniczkami z krzewami. Jest bardzo spokojnie. Czasami mała grupa młodych chłopaków chichocząc przechodzi od drzwi do drzwi i można zobaczyć panie witające swoich gości. Najbardziej rozrywkowa dzielnica okazała się spokojna, czysta i niezbyt gwarna. Mimo pewnie, że nigdy nie śpi, a nasze okno jest skierowane w kierunku jej centrum noc przebiega nam bardzo spokojnie.

18.jpg


:piwo:
te kiero
Mistrz Ligi Narodów UEFA
Posty: 12069
Dołączył(a): 27.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) te kiero » 15.10.2025 05:51

Ten odcinek mnie zaciekawił, byłoby co oglądać i podziwiać, zarówno nowoczesna zabudowa jak i ta w dzielnicy muzułmańskiej.
Bartek Czukiewski z bezplanu raczej tam nie dotarł lub już nie pamiętam.
I oczywiście "mostarskie" żyrandole.

Ps. Raczej się tam nie wybieram i nie skorzystam, ale lubię te wpisy o samej podróży.
majkik75
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2930
Dołączył(a): 25.10.2017

Nieprzeczytany postnapisał(a) majkik75 » 15.10.2025 08:33

Super :serduszka: Muszę tam kiedyś dotrzeć :verryhappy:
piotrf
Weteran
Avatar użytkownika
Posty: 19765
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 18.10.2025 11:02

Piękny , kolorowy świat , faktycznie miejscami wygląda jak z baśni tysiąca i jednej nocy .
A ta nowoczesna część miasta podlega ciągłym zmianom , czasem już po upływie 10 lat zmiany są takie , że trudno poznać miasto


Pozdrawiam
Piotr
ziemniak
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1395
Dołączył(a): 17.07.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) ziemniak » 25.10.2025 08:28

@te kiero dziękuje

@majkik75 :piwo:

@piotrf Wczoraj przejechałem się drogą od Kamieńska do Radomska. Ostatnio tym odcinkiem drogi jechałem 3-5 lat temu. Chwilami zastanawiałem się gdzie jestem.
ziemniak
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1395
Dołączył(a): 17.07.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) ziemniak » 25.10.2025 08:50

Sobota, 17 maja - Miejska dżungla

Nasz najdroższy hotel podczas tego wyjazdu opuszczamy przed ósmą rano, zostawiając plecaki w specjalnym pokoju, do których zostają przywiązane plakietki, a my dostajemy karty do ich odbioru. Cena za nocleg to 300 złotych. Bez bezpłatnego odwołania wyszłoby 50 złotych taniej. Mieliśmy opcję rezerwową w hotelu 81 Gold za 230 złotych, ale Kasia postawiła na ten i stwierdziła, że był to nasz najlepszy nocleg podczas tego wyjazdu. Dla mnie wydawał się nieskazitelnie czysty, a przede wszystkim miał najwygodniejsze łóżka z pozostałych. Do tego świetny personel.

Na śniadanie wybieramy zespół straganów/knajpek o nazwie Old Airport Road Food Centre. Zamawiamy bardzo dobre śniadanie: ryż z jajkiem sadzonym, smażonymi rybkami z orzeszkami ziemnymi. Do tego w jednym zestawie mamy kawałek ryby, a w drugim kurczaka.

01.jpg


Na stacji metra mamy małe kłopoty żołądkowe. Podejrzewamy, że naszym brzuchom tak jak nam nie do końca posmakowała wczorajsza kolacja. Na szczęście toalety w metrze są ogólnodostępne i w większości jest możliwość higieny intymnej.

Ten dzień miał kipieć zieloną częścią Singapuru, a przez wczorajsze zmiany planów wypełnił nam niemal cały dzień. Jako pierwszy odwiedzamy historyczny park, w którym główną atrakcją jest Fort Canning Tree Tunnel. Jest 9:15, a kolejka do zdjęcia ma już kilkadziesiąt osób. Dziękujemy, idziemy dalej robiąc zdjęcie bez pozującej osoby. Gdy ktoś przechodzi reszta musi czekać na ten idealny moment na zrobienie zdjęcia. Przechodzimy do Spice Garden, który świeci pustkami, a jest naprawdę bardzo ciekawy. Ogólnie cały park zdecydowanie na plus.

02.jpg


03.jpg


04.jpg


Metrem dojeżdżamy do ścieżki „Marang Trail”, którą dochodzimy do kolejki linowej kursującej a wyspę Sentosa. Nam jednak nie w głowie plażowanie, ale i tak przy stacji kolejki czeka nas około 20 minutowy postój przez chwilową ulewę. Dzięki temu odkrywamy polskie dzwony szczęścia, które chyba za niedługo dadzą wieczne szczęście kolejnym nowożeńcom.



05.jpg


06.jpg


Przez punkt widokowy nieopodal dochodzimy do Henderson Waves, który zachwyca nie tylko oryginalnym kształtem, ale jest również najwyżej położoną kładką w Singapurze. Na koniec planujemy przejść przez Southern Ridges, która jest podobno malowniczym kompleksem kładek wśród drzew. Niestety okazuje się, że od dłuższego czasu jest zamknięta z powodu zniszczenia części szlaku. Po dłuższym spacerze niż planowaliśmy odjeżdżamy metrem do ogrodów botanicznych.

07.jpg


08.jpg


W ogrodach spędzamy prawie półtorej godziny. Niestety upał i zmęczenie dają o sobie znać. Ogrody robią wrażenie, spotykamy wiele zwierząt, ale nie mamy ochoty dłużej spacerować po tym ogromnym kompleksie. Metrem przejeżdżamy do Maxwell Food Centre – tutaj, gdzie byliśmy pierwszego dnia, w drodze do granicy z Malezją. Chwilę zastawiamy się, gdzie zjeść, ale ostatecznie Kasia wybiera tę samą budkę co pierwszego dnia. Tym razem piwo kupujemy dużo taniej w sklepie przy stacji metra. Zastanawiają nas długie kolejki do budek z kaczką, podczas gdy do wielu innych nikt nie czeka. Świątynia buddyjska obok za dnia nie robi już takiego wrażenia jak wieczorem. Tym razem jednak zaglądamy do środka, gdzie odbywa się rytuał.

09.jpg


10.jpg


11.jpg


12.jpg




O równej szesnastej lądujemy na plaży. Zdajemy sobie sprawę, że nie jest to zbyt popularne miejsce do kąpieli, ale i tak jesteśmy zdziwieni, bo osób w wodzie jest garstka. Za to pobliską ścieżką biegają lub jeżdżą na rowerze tłumy ludzi. Sporo osób spędza również czas na trawie przy plaży. Siedzą w grupkach spożywając spore ilości jedzenia i głównie patrzą w telefony. Jest to bardzo częsty widok, w metrze jeśli ktoś nie śpi to na 99% patrzy w telefon. W metrze tylko raz widzieliśmy osobę z książką w ręku. Po godzinie zbieramy się, woda bardzo słona i ciepła - ponad 30 stopni. Minusem jest brak przebieralni i natrysków. Tego się spodziewaliśmy, więc przed przyjściem nabraliśmy wodę do pustych butelek na stacji metra.

13.jpg


14.jpg


Mijając wybieg/plac zabaw dla psów, a także dedykowany im basen przechodzimy do dzielnicy Katong z jej główną ulicą Joo Chiat, przy której w jednej z bocznych ulic znajdują się słynne domy Peranakan. Przy tych kolorowych domkach spotykamy już którąś z kolei podczas tej podróży parę młodych. Na końcu tej długiej ulicy wsiadamy w autobus, którym dojeżdżamy do hotelu. Odbieramy nasze plecaki i odjeżdżamy metrem w stronę lotniska, na które docieramy przed dwudziestą.

15.jpg


16.jpg


17.jpg


Jesteśmy zachwyceni czasem spędzonym w Singapurze. Myślimy, że to był doskonały wybór zostać tutaj i dobrze, że odpuściliśmy indonezyjską wyspę Batam.

Lotnisko to również duże centrum handlowe. Mieliśmy w planach trochę pobłądzić po nim, ale ilość ludzi mnie przeraża. Odprawiamy się czym prędzej i szukamy saloniku. Bierzemy prysznic i przy piwku oczekujemy na nasz lot. Około dwudziestej trzeciej wchodzimy na pokład jako jedni z ostatnich. Mamy małą zagwozdkę, bo w aplikacji dostajemy miejsca 24 od okna przy trzech fotelach, a przy stanowisku odprawy dostaliśmy 40 od okna przy trzech fotelach. Przy 24 od przejścia siedzi jedna pani. Kasia idzie zobaczyć jak sytuacja przy 40. Ta sama sytuacja. Pyta się pani z 24 czy chce od okna w innym rzędzie i będzie miała pusty fotel obok. Pani zgadza się, ale po chwili wraca i mówi, że ona chce siedzieć od przejścia. Patrzymy na siebie… Kasia zostań tutaj, będziesz miała dwa miejsca dla siebie, a ja idę tam i też wygodnie się rozłożę, bo przed nami teoretycznie czternaście godzin lotu. To była świetna decyzja, bo z trwającego około trzynaście i pół godziny lotu Kasia większość przespała, a ja przespałem kołowanie i start. Stewardesa obudziła mnie na kolację i znowu usnąłem. Po około ośmiu godzinach obejrzałem „Psy 2” i pochodziłem około godzinę na tyłach samolotu. Świetne miejsce bez pasażerów, gdzie nie przeszkadzając nikomu miałem kilkumetrowy spacerniak.

18.jpg


Niedziela, 18 maja - Szczęśliwej drogi

6:15 lądujemy. Niestety prognozy nie sprawdziły się i nie mogłem podziwiać Londynu z góry. Sam samolot oprócz wielkości i delikatniejszego startu czy lądowania raczej niczym specjalnym się nie wyróżnia. Do tego linie British Airways, które według nas wypadają najsłabiej z grupy tradycyjnych linii, z którymi lecieliśmy dotychczas.

Na lotnisku musimy przedostać się z terminala 5 na 3. Jako ostatni wciskamy się do kolejki jeżdżącej do głównej części terminala, a potem jeszcze około 10 minut jedziemy autobusem, kursującym pomiędzy terminalami. Mimo tego, że nie opuszczamy „zamkniętej” części lotniska to i tak musimy przejść kontrolę bezpieczeństwa. Po wizycie w saloniku mamy dobry czas, więc idziemy jeszcze zajrzeć do sklepu. Po około 5 minutach patrzę na monitor i widzę „gate closing” bez wcześniejszych standardowych komunikatów. Robi nam się gorąco i ile sił w nogach biegniemy do bramki. Gdy podbiegamy Pani mówi do nas: spokojnie, nie musicie się spieszyć, w rękawie jest kolejka. W nim spędzamy jeszcze około 10 minut, przy okazji robię zdjęcia trzem startującym samolotom.

Na płycie kołuje kilka samolotów gotowych do startu, a po starcie naszego samolotu znowu widać ogrom lotniska. Lot przebiega spokojnie i około 12:10 najpierw podziwiając panoramę Krakowa, a potem przelatując tuż nad autostradą A4 lądujemy. Około dwadzieścia minut później opuszczamy lotnisko. Całe szczęście mogliśmy przejść przez automatyczne bramki, bo kolejka do tradycyjnych stanowisk była bardzo, bardzo długa. Tym razem oboje wsiadamy do pociągu, bo pogoda jest okropna i przejeżdżamy jedną stację – około 2 minuty, gdzie zaparkowałem samochód.

Po 14:30 nastaje najlepszy moment podróży, padamy w objęcia naszych chłopaków. Pogoda w Polsce ich nie rozpieszczała. Nie udało im się łowić ryb czy chociaż chwilę pograć w piłkę na podwórku.

19.jpg


20.jpg


:piwo:
piotrf
Weteran
Avatar użytkownika
Posty: 19765
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 04.01.2026 22:29

Cały dzień w Singapurze to rarytas na koniec ciekawej podróży :spoko:
Dziękuję za relację
:piwo:


Pozdrawiam
Piotr
yarko2000
Cromaniak
Posty: 1023
Dołączył(a): 24.03.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) yarko2000 » 06.01.2026 21:01

Dziękuję za relację :proszedzieki:
Razem z Aglaią natchnęliście mnie na nowy kierunek :)
A kroplą, była ciekawostka o urodzinach sułtana Brunei :)
Szybko znalazłem informację, że kolejne okrągłe urodziny są w lipcu.
Wprawdzie będę trochę krążył, ale bilety już kupione.
Poprzednia strona

Powrót do Azja


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Azja - maj 2025 - strona 6
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Platforma cro.pl© Chorwacja online™ wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja platformy cro.pl© Chorwacja online™ nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl© nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

Copyright: cro.pl© 1999-2026 Wszystkie prawa zastrzeżone