napisał(a) margaret-ka » 13.12.2025 09:20
Obiad zjedliśmy już w domu w Islamabadzie.
Taki dom to twierdza- wysoki płot i jeszcze drut kolczasty, kamery, kraty w oknach, przed bramą buda uzbrojonego strażnika, który dysponuje guzikiem wzywającym w razie potrzeby pomoc. Po osiedlu jeździ kilkuosobowy patrol, który zjawi się w ciągu 3-4 minut.
Jedyną zaleta budynku jest jego ogromna powierzchnia i ogródek. Cienkie ściany nie mają żadnej izolacji, klima musi chodzić non stop. W zimie służy do ogrzewania, bo grzejniki które wiszą na ścianach to tylko atrapa, rury są na ślepo zamurowane w ścianie.
Standard wykończenia jest tragiczny, a lokatorzy nie maja możliwości kontaktowania się z właścicielem. Z naprawami muszą radzić sobie we własnym zakresie. I mają cieszyć się z dobrej lokalizacji, bo takich budynków w mieście jest niewiele, a popyt na nie ogromny. Zwłaszcza teraz jak, w związku z wojną, z Afganistanu przenoszą się kolejne urzędy.
Za wynajęcie takiego lokum swojemu pracownikowi ambasada płaci astronomiczną kwotę 2,5 do 3,5 tysięcy dolarów na miesiąc (nie pomyliłam się).
Po południu poszliśmy na spacer. Obowiązkowo należy mieć w kieszeni gaz łzawiący, a w ręku kij. Zagrożeniem są dziko żyjące psy i małpy, rzadziej pospolici przestępcy.
Moją zazdrość wzbudziły tylko roślinki z przydomowego ogródka.