napisał(a) margaret-ka » 05.11.2025 17:46
28 września, niedzielaŚniadanie z widokiem i do roboty. Jedzenie zaczynaliśmy zawsze o 8.00, a z kierowcą umawialiśmy się na 9.00.
Najpierw jedziemy na Hopper Glacier View point, zobaczyć język lodowca Hopper. Patrząc na mapę już wiemy jakiej jakości drogi możemy się spodziewać.
I rzeczywiście, tym razem też jedziemy po krawędzi nad przepaścią, czyli wąwozem rzeki Nagar.
Po drodze mijamy bardzo skromne zabudowania.
W pewnym momencie oprócz bajecznego widoku ośnieżonych szczytów pojawia się grupa ludzi tarasujących przejazd.
Na jezdni leżą spore kamienie i położony w poprzek pień drzewa, a mężczyźni toczą jeszcze większy.
Stoimy. Nam rośnie ciśnienie, a nasz kierowca miło gawędzi sobie z tymi panami i poklepują się po plecach.
Za chwilę dowiadujemy się, że wioska od wielu tygodni jest odcięta od prądu i mieszkańcy w proteście zaplanowali blokadę. Tyle, że starszyzna (z powodu braku kontaktu ze światem) nie wiedziała, że dzisiaj niedziela. A skoro tak, to pozbierają kamienie i pójdą odpoczywać, wrócą tu w poniedziałek.
Jeszcze nas przeprosili za nieporozumienie i mogliśmy pojechać dalej.
W sumie to im się nie dziwię. Ja mam kalendarz, internet i radio, a codziennie rano jak mam wstać do roboty zastanawiam się jaki dziś dzień tygodnia
