9 listopada 2025, dzień 3, niedzielaDziś pełne słońce ma być od południa, stąd decyzja, że z rana pojedziemy coś zobaczyć. Wyczytałam też, że najlepiej w tym miejscu być do godz. 11, aby kolory robiły efekt….
Po śniadaniu wskakujemy do auta, pogoda bardzo fajna i jedziemy dobrze znaną nam trasą.
Przeskakujemy przez rondo z wielbłądami…
… mijamy wiatrak nie-wiatrak…
…mijamy skręt na PN Timanfaya i jedziemy drogą wytyczoną przez pola lawowe….
Przed nami wyrasta stożek wulkaniczny z wyraźnie widocznymi jęzorami zastygniętej lawy…
….a potem na skrzyżowaniu dróg kolejny wulkan Montaña del Golfo
A potem droga opada w dół i widać białą wioskę El Golfo…
…widać też spore fale….a co ważne niebo jest błękitne

Bez problemów parkujemy na pierwszym
parkingiu. Są dwa duże autokary wycieczkowe – w sumie się zgadza, bo ten punkt jest zwykle pierwszy w planie wycieczek, które zaczynają się w kurortach ok. 9 rano, teraz jest po 10tej…
Z punktu widokowego na końcu parkingu patrzmy na czarną plaże, która jest pod nami…. Niestety słońce (jego położenie) nam nie sprzyja….
Nie namyślając się wiele idziemy za innymi turystami…. Idziemy lekko pod górkę kamienną (wulkaniczną) ścieżką, ja dla komfortu mam na nogach adidaski sportowe, choć średnio mi do dzisiejszego outfitu pasują, ale białych żal mi było ubierać… Idąc ścieżką zmienia się kąt patrzenia na plażę, która teraz ukazuje się w pełni…
….widok na kolejną plażę….
Jeszcze trochę i dochodzimy do celu…Charco Verde – czyli Zielone Jezioro (inna nazwa to Charco de los Clicos). Jest przed 11tą, tak 15 min. przed, więc zgodnie z informacjami z netu powinniśmy mieć mega widok… Ale tak nie jest…. Mamy słońce prosto w oczy, a jezioro jest jeszcze częściowo w cieniu…
Jak powstało jezioro
To tak w mocnym skrócie: był przybrzeżny wulkan El Golfo, doszło do erupcji, ale podwodnej
(przy samym brzegu, erupcja hydromagmowa), gorąca lawa styka się z zimnym oceanem, powstają „szkliste” elementy erupcji, które gromadzą się przy brzegu tworząc swoisty „falochron”, który rośnie i wynurza się z oceanu tworząc lagunę – no i mamy jeziorko. Rysunek z tablicy informacyjnej, może będzie niektórym prościej będzie sobie wyobrazić jak jeziorko powstało…
Woda w Charco to woda oceaniczna, a swój nietypowy zielony kolor zawdzięcza gromadzącemu się na powierzchni planktonowi-algom, różnym siarkom, minerałom i dużej ilości unikalnych mikroorganizmów, które zamieszkują to miejsce. Kolor jeziorka mocno kontrastuje z czarną plażą i rudo-brązowymi stokami wulkanu…. Z wulkanu El Golfo pozostała tylko wschodnia część, która została w późniejszym okresie przykryta opadem piroklastycznym z innych erupcji pobliskich wulkanów…
Jezioro objęte jest pełną ochroną, nie można się do niego zbliżać. Na plaży jest ogrodzenie, widoczne nawet z góry… Z mirador prowadziła kiedyś na plażę ścieżka, widać ją nawet na gogle maps, ale zejście jest obecnie ogrodzone, więc nie ma możliwości zejścia na tą plażę… Przynajmniej z tej strony….
W listopadzie zdecydowanie lepiej być tu po godz. 12 lub na zachód słońca wtedy podejrzewam, że skały są pięknie oświetlone… Wczoraj jak byliśmy w Playa Blanca to Pan M. proponował tu podjechać, ale ja pomna wiedzy z neta (być przed 11) uparłam się

, że to nie będzie dobry czas…a pewnie byłby lepszy niż teraz…
Na mirador spędzamy kilka minut. Przez chwilę nawet udało się być prawie samym… Jak zaczynają nadchodzić kolejne grupy turystów (także z przewodnikami, więc pewnie autokary podjechały) robimy odwrót…

Nie idziemy jeszcze do auta. Podchodzimy na kolejny mirador i oglądamy, jak ocean uderza w skały….

Idziemy do miasteczka….choć wiemy, że tu nic nie ma…
Cisza, spokój, część lokali dopiero szykuje się na gości, część jeszcze całkiem zamknięta… Siadamy w otwartej knajpce przy oceanie…no prawie przy oceanie bo rozdziela nas sporej szerokości pas zastygniętej lawy… Widok jest miły dla oka i siedzimy tu z półgodziny….
Wracamy do auta, ale postanawiamy jeszcze raz zajrzeć na Jezioro… I akurat nadeszła chmura i jezioro jest w cieniu…
Jesteśmy przez chwilę całkiem sami, Pan M. każe cierpliwie czekać i po chwili jest lepiej….widać te różnorodne kolory, choć pełnego słońca się nie doczekamy…
Chmury zawisły, chyba na dłużej….
To pojedziemy dalej…