Po grobowcu trzeba trochę podjechać w górę pod miasto-twierdzę/ te ruinki mają jakieś 3,5 tysiąca lat - to budzi szacunek. Trochę nam się nie chciało chodzić na otwartej, nasłonecznionej górze, ale polecam. Na parkingu w barze objazdowym piliśmy sok z pomarańczy świeżo wyciskanej z lodem. Rewelacja - nie wiem czy to smak pomarańczy czy temperatura- ale było dobre. Na górze zresztą mimo pełnego słońca całkiem mocno wiało, trzeba było uważać na czapki. Potem okaże się, że wyżej wieje jeszcze mocniej.
Lwia brama. Lwy są po drugiej stronie.
Grobowce:
Cysterna
Inne ruiny
Krajobrazy:
To ostatnie to taki mały eksperyment.
Fajne ma zawiasy w kolanach.
Zwiedzanie bardzo nas zmęczyło. Posiedzieliśmhy trochę na ławeczce w cieniu. Na obiad wróciliśmy do TOLO, do knajpki, którą wczoraj wypatrzyliśmy. Jedzonko było bardzo dobre. Lokal nie należał do jakiś wyszukanych, ale smacznie karmili. Najbardziej mi się podobał sposób sprzatanie ze stołu. Wszystko zawinięte w obrus jak na "Krzyżakach".
W takiej blaszance podali nam oliwę. Żonie bardzo się spodobała. Jakby ktoś wiedział gdzie można taką zdobyć to niech pisze. Ja proponowałem, że znajdę jakąś w starym warsztacie, ale żonie ten pomysł nie wiem dlaczego się nie spodobał.
Trzeba zaznaczyć, że jest sobota wieczorem. Mimo ogromnego tłoku udaje nam się zaparkować przy porcie. W knajpkach, na promenadzie pełno ludzi. Jakiś ślub, promocja mercedesów-ładne dziewczyny tam mieli. Zdjęć nie zrobiłem bo i tak nie przeszłyby przez cenzurę. Wakacyjnie. Miasto charakteryzuje się dużą ilością twierdz. Widzieliśmy je tylko z daleka bo były zamknięte. Nawet jesli można byłoby zwiedzać to nie wiem czy mielibyśmy siłę po całym dniu. Zdjęcia i końcówkę opisu z tego dnia w następnym odcinku.

.png)
.png)

















.png)
.png)
































































.png)