Nasz młodzieniec (4 l.) od dawna zaznajamia się z techniką. Efektem jest obsługa wszelkiej elektroniki domowej na poziomie zawstydzającym jego babcie. Jedno słowo sprawia mu problem, mianowicie telewizor. Parę razy usłyszałem poprawną formę, ale najczęściej brzmi ono mniej więcej tak: zidong.
Przedszkole w jego formie to chyba tylko on potrafi wymówić

Ba! Przy powtórzeniu nigdy tak samo nie powie

Zazwyczaj wymawia to w połączeniu z wyrazami nie chcę do spledolka
Na początku roku, z młodym idziemy do wujka i jego starszego kuzyna. Bardzo szybko przechodzimy przez osiedlową uliczkę (przez ulicę nie przejdzie nawet jak w pobliżu jest odpalone auto

), hyc na chodnik i trafiliśmy na proboszcza, który chodził po kolędzie. Młody na cały głos: Tatuś, tatuś Bozia idzie!
Ostatnio byliśmy w innym kościele niż zazwyczaj, dużo mniejszy, pełno ludzi, młody musi siedzieć/stać przy nas. Śpiewamy kolędy, Mateusz kładzie palec na usta i kręci głową, a z ust wydobywa się głośne Ciiiiiiiii.... Ponad połowę mszy wytrzymał na szeptaniu ... a potem się znudziło. Koniec mszy, standardowo ksiądz wychodzi, kolędy śpiewane - nauczony doświadczeniem jestem "Ciiiiiiiii ..." Młody się odwraca i na cały regulator Tatuś śpiewaj!
Ulubionym zwrotem młodego, są zaczerpnięte z gry edukacyjnej słowa spokojnie, spróbuj jeszcze raz. Szczególnie pierwsza część jest stosowana kiedy idzie o sprzątanie (młody lubi twórczy nieład

). Po 2-3 razach proszenia o posprzątanie następuje podniesienie głosu, na co łatwo przewidywalna i rozbrajająca riposta młodego: Ale tatuś, spokojnie ...
Śnieżek spadł, trzeba młodego wyciągnąć na sanki. Ja odbijałem kartę w pracy, więc ta przyjemność spoczęła na mojej połowicy. Nie zaszli/zajechali daleko spotkali sąsiadkę. Krótka wymiana zdań, po czym pada pytanie do młodego: Co Mateuszku, mamusia wyszła z Tobą na sanki? To nie jest mamusia, to jest laska.
Troszku się rozpisałem ... ale jak jedno chcę opisać to od razu drugie na myśl przychodzi
