12 listopada 2025, dzień 6, środa c.d.Idziemy i mijamy taką to rzeźbę:
Jest to Elegua, el diablillo de Teguise – rzeźba nawiązuje do tutejszej kultury i tutejszego karnawału (Tańce Mahosów, pierwszych osadników (de facto afrykańskich niewolników) Wysp Kanaryjskich) i przedstawia diabła z maską byka, rogami i czerwonym językiem,
A my jesteśmy w Teguise – w jednym z pierwszych miast założonych na Wyspach Kanaryjskich i w pierwszej stolicy Lanzarote (do 1847 r.). Parę kroków i jesteśmy na małym głównym placu miasta Plaza de la Constitucion, do którego przylega charakterystyczny Iglesia de Nuestra Señora de Guadalupe wzniesiony w pierwszej połowie XVI wieku..
Kościół ten był nieraz palony, napadany, gdyż w nim przechowywano cenną monstrancję. Ostatni pożar był w 1922 i dziś jedyną ocalała i oryginalną częścią kościoła jest fragment wieży.
Na placyku jest rzeźba grajka
…a dalej muzeum aloesu, więc zaglądam do dostępnej darmowej części (przy sklepiku)
To idziemy dalej.

Chcemy tu coś zjeść, ale otwarte są albo typowe restauracje, albo bary z drinkami – chyba jest jeszcze za wrześnie na coś konkretniejszego…
W Teguiste jest jeden z nielicznych na wyspie młynów, więc idziemy go poszukać.
Molino de viento de Teguise jest pomiędzy rynkiem, a główną drogą przy niewielkim placu zabaw… Ładnie odnowiony, ale bez jakiegoś polotu…. No szału nie robi, czegoś mu brakuje….

Powoli wracamy do auta.

Piękna strelicje… Ten kwiat o fascynującym kształcie i kolorach to dla mnie powiew egzotyki ….

Na placu, na którym w niedzielę jest słynny targ
(sporo podrób, więc mnie odrzuciło już na etapie wyszukiwania miejsc wartych odwiedzenia), teraz grają w piłkę młode chłopaki….
Wracamy do mieszkania...
A jako że w Teguse nie udało się nic zjeść to idziemy do centrum Arrecife. Wybieramy
jedną z knajpek tuż przy Charco (to był warunek konieczny), niestety trochę wieje i jest chłodno (jak dla mnie), więc nie mogę w pełni cieszyć się z kolacji pod gwiazdami…. Jedzenie smaczne (deska różności dla dwojga, choć dla mnie ciut mało), wulkaniczne wino pyszne, deser średni, a stosunkowo drogi) rachunek (48 eur) przyjemny dla portfela…
Potem jeszcze niespieszny spacerek promenadą...
I tak kończymy nasz 6 dzień na Lanzarote. Tego dnia zrobiliśmy po wyspie autem 75 km… no i coś tam na nogach
