Pyjo, do Ulcinj w mojej relacji też zajedziemy

ale najpierw...
TROGIR

Po zebraniu się z plaży wsiadamy w samochód i kierujemy się na Trogir. Dzięki dość późnej porze nie było korka przy wjeździe do miasta. Zaparkowaliśmy na dużym,płatnym parkingu tuż nad wodą i poszliśmy na stare miasto.




W tym roku z Trogiru mam stosunkowo mało zdjęć. Powód? W zeszłym roku byłam tam kilka razy, także zrobiłam tysiące różnych zdjęć. Może jak zacznę relację z 2011 roku to się nimi z Wami podzielę

Na początek - obiad!!!
Byliśmy nieziemsko głodni

Chcieliśmy znaleźć knajpę, w której stołowaliśmy się w zeszłym roku i...udało się!


Polecam bardzo gorąco! Mają tam przepyszne pizze i wspaniałą obsługę. Nas obsługiwał nawet ten sam kelner co rok wcześniej

Ja, jak zwykle, zamówiłam kalmary. Oto co dostałam:

Wszystko fajnie, ale spodziewałam się raczej kalmarów 'w kawałkach', bo takie zamówiłam
Było dobre, ale tak już mam, że nie lubię się, przepraszam za słowo, "pieprzyć" z jedzeniem. Wybierać co mogę zjeść, a czego nie...

shame on me.
No cóż, trzeba było domówić jeszcze jedną pizzę dla wybrednej pani
Po pysznym obiadku krótki spacerek wąskimi (i chłodnymi!) uliczkami Trogiru.




I dochodzimy do promenady




W zeszłym roku nie udało nam się wejść na twierdzę, tym razem postanowiliśmy to zrobić.





Widoki...ach

cudowne!








No trochę jednak się tych zdjęć nazbierało

Schodzimy na dół. Teraz idziemy już w kierunku targu, kupić jakieś pamiątki. Ale wcześniej jeszcze obowiązkowe lody


na tym placu sprzedają pyyyyszne lody





Na targu kupujemy jakieś winko, lawendę, nic wielkiego.
Jest już naprawdę późno, mała zmęczona,idziemy do samochodu i wracamy Jadranką do Marusici.
Jak co wieczór na tarasie wypijamy z siostrą Karlovacko Radler i pochłaniamy książki

Kolejny dzień zakończony wyjątkowo późno...
Do następnego!
