napisał(a) Franz » 17.05.2016 23:09
Widoczność jest kiepska, granie powyżej giną w chmurach, również za mną, po drugiej stronie Sulztal wszystko tonie w jednolitej szaro-bieli. Warstwa obłoków nie jest jednak gruba, gdyż co jakiś czas przesuwają się po zboczach i po dolinie jasne plamy słońca, szybko gnane wiatrem. Postanawiam się uwiecznić w tym miejscu i jako statywu używam plecaka. Chwilę to trwa i udaje mi się strzelić fotkę dokładnie w momencie, gdy taka słoneczna plama przemieszcza się właśnie przez ten dzióbek, na którym stoję. Włączam telefon i odbieram kilka smsów imieninowych. Przychodzi również wiadomość od Bercika, wysłana poprzedniego dnia.
- Nie czekaj na mnie - napisał, kiedy zdecydował się zostać strażnikiem liny. No cóż, w końcu go otrzymałem. Lepiej późno niż wcale. Następnie wyciągam z plecaka bułkę i postanawiam się posilić, czekając na mojego kumpla. Nie zdążę jednak nawet skończyć posiłku, gdy pogoda zmienia się diametralnie i wszystko zaciąga się szczelnie. Zaczyna sypać śnieg, który błyskawicznie przechodzi w zacinającą śnieżycę. Nie, w tej sytuacji nie będę tu sterczał. Ani to przyjemne, ani nie ma gwarancji, że Bercik mnie po prostu nie minie, robiąc jakiś kolejny zakos. A więc - ruszam w drogę powrotną.
Staram się przeczesywać teren wzrokiem, by wyłapać mojego kompana, jeśli nie posuwa się dokładnie moim śladem. Zresztą, mój ślad w błyskawicznym tempie zanika. Śnieg go zasypuje, wiatr zawiewa i już zdarzają się kilkumetrowe odcinki, o których można by rzec, że nikt tędy dziś nie szedł. Śnieżyca nie ustępuje, ale odrobinę zwiększa się zakres widoczności i wtedy dostrzegam mojego towarzysza, nieco w prawo od trasy, którą schodzę.