My nie mieliśmy tak różowo

Na granicach spoko, rzeczywiście nikt nawet na psy nie zwrócił uwagi, nawet na chorwacko-bośniackiej.
Niestety z apartamentami już nie było tak kolorowo. Nie mieliśmy nic zarezerwowanego, jechaliśmy w ciemno.
Zatrzymaliśmy się w małej miejscowości Podaca i nikt nawet nie chciał z nami rozmawiać, jak wspomniałam o psach,
sztuk 2 - i nie ważne, że małe. W końcu po długim poszukiwaniu (również w mieścinie obok - tak w ogóle polecanej nam
przez znajomych nie wiem czemu), spoceni (40 st.C, 96% wilgotności), zmęczeni, z obtartymi do krwi stopami, znaleźliśmy
pokoik na poddaszu!!! bez klimy, z małym okienkiem przy podłodze, które musiało być zamknięte z uwagi na psy, ze wspólną
łazienką i kuchnią, 3 km w dół do plaży, na której oczywiście był zakaz wprowadzania psów, a ludzie stłoczeni jak śledzie-masakra. Byliśmy w takim stanie, że to wszystko było nie ważne, ważna była zamrażarka (jedzenie na 3 tyg. urlop) i miejsce do spania. Wylądowaliśmy tam tylko na 3 noce, bo chcieliśmy pozwiedzać Dubrownik, Medjugorie i Mostar. Sierpień to ZDECYDOWANIE NIE JEST miesiąc do zwiedzania! No cóż ale tylko ten miesiąc w tym roku wchodził w grę. Niestety te 4 dni to była mega meczarnia, nawet na plaży. Psy - ciężko to zniosły, my też. Po 4 dniach przenosiliśmy się w okolice Trogiru, do naszej gospodyni. Tu już z psami nie było problemu ale ona wiedziała wcześniej i wyraziła zgodę na ich pobyt, chociaż generalnie się nie zgadza na czworonożnych gości. Na plaży oczywiście zakaz wprowadzania psów ale nasze stworki wolały zostawać w domu, natomiast wieczorami chodziliśmy na długi spacery. Teraz wakacje wspominamy z uśmiechem ale łatwo nie było.
aaaa i jeszcze jeden minus -nie można ubezpieczyć psa, jadącego w taką podróż
