Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Szwecja i Norwegia, czyli trochę zimy latem

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Użytkownik usunięty
Szwecja i Norwegia, czyli trochę zimy latem

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.11.2013 00:24

Dzień Dobry, to znów ja.
Za oknem jesienna wichura. Chyba spadnie śnieg.
Najwyższa pora, by opowiedzieć o wakacjach i nikogo z ciepłolubnych nie wkurzyć.
No to do dzieła.
Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Właściwie kobyłka w Skandynawii.
Kilka lat z rzędu wygrzewaliśmy kości na Korculi, moczyliśmy kupry w Adriatyku, raczyliśmy się ciepłem,słońcem i czerwonym winem. Czegoś jednak mi brakowało,wiedziałam,że coś nowego czeka na mnie gdzieś daleko. A może całkiem blisko? Wypad w Alpy – Taury Wysokie, krótki wyskok na Mazury, nad Bałtyk, do sąsiadów Czechów i Szpindlerowego Młyna, wycieczka do Sztokholmu... Tak. Już wiedziałam, czego potrzebuję. Spokoju, chłodu i dzikości Skandynawii.
Chociaż raz.
Przygotowania jak zwykle rozpoczęłam we wrześniu od analizy map Szwecji i Norwegii, stron internetowych, relacji. Potem przystapiłam do pracy nad mężem,który niekoniecznie marzył o wakacjach na północy. Dał się przekonać, ale organizację scedował na mnie. A jakże.
Ten wyjazd miał być całkiem inny. I był.

1.Język kompletnie niezrozumiały utrudniał zrozumienie czegokolwiek, co nie było opatrzone dodatkowymi piktogramami.
2.Namiot. Materac. Koce, kołdry. Stolik z krzesłami i parasolem.
3.Gary, butla z gazem.
4.Płetwy, pianki, kapok. I stroje kąpielowe (po co?)
5.Wędka i coś, co się do niej przyczepia,żeby ryba się nabrała.
6.Pożywienie w puszkach, torebkach, słoikach.
7.Apteczka ze szczególnym uwzględnieniem środków przeciwkomarowych i kleszczowych.
8.Ubezpieczenia assistance, zdrowotne EKUZ, dodatkowe kosztów leczenia, transportu itp.
9.Ubrania – od letnich po czapki i rękawiczki. Buty sportowe, trekkingi, klapki, sandały.
10.Samochód – vw multivan wyposażony w stolik, lodówkę, trzyosobową kanapę do spania. (Wymiary mieszczące się w kategorii "osobowe").
11.Bilety na prom. Paszporty.
12.Plan trasy.

Oto my - startujemy!
Załączniki:
2013_07_08 09_36_14.JPG
Ostatnio edytowano 27.11.2013 18:12 przez Użytkownik usunięty, łącznie edytowano 1 raz
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.11.2013 00:30

PS Samochód nie nasz- pożyczony, cobyście nie myśleli, że szpanujemy. Chcę tylko pokazać nasz dom przez trzy tygodnie ( salon, sypialnia i czasem kuchnia).
Aż trudno uwierzyć,że sama zaplanowałam sobie taki los. Ale twardym trzeba być... :?
frape
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 248
Dołączył(a): 21.06.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) frape » 25.11.2013 00:42

jakbym się cofnęła w czasie - lato 2010 :) auto identyczne tyle że czerwone, ale funkcje spełniało te same :) czekam na cd:)
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.11.2013 01:12

Witaj frape, mam nadzieję, że przywołam swoją opowieścią miłe wspomnienia :D

8 lipca
Wyjeżdżamy. Samochód załadowany po brzegi.
W Gdańsku jesteśmy wczesnym wieczorem. Spacerujemy po Starym Mieście, chłoniemy atmosferę charakterystyczną dla takich niesamowitych miejsc.
Kupujemy ostatnie potrzebne leki w aptece, idziemy na pizzę.
Zapada zmrok, miasto rozświetla się tysiącami świateł. Jeszcze raz wyruszamy ku pomnikowi Neptuna.
Wyjątkowa atmosfera, kolory. Zazdroszczę gdańszczanom, że mogą co dzień cieszyć oczy swoim miastem. :wink:
Załączniki:
2013_07_08 22_12_27.JPG
2013_07_08 22_10_10.JPG
2013_07_08 21_56_30.JPG
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 14233
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 25.11.2013 01:55

Jadę z Wami , bo lubię taką formę podróżowania i kierunek również bardzo interesujący a bardzo mało jeszcze przez nas poznany :D
Jeżeli chodzi o samochód - toż to salonka kategorii "S+" w porównaniu z naszym Żółtkiem :lol:


Pozdrawiam
Piotr
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45312
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 25.11.2013 08:45

agnieszka-bg napisał(a): Zazdroszczę gdańszczanom, że mogą co dzień cieszyć oczy swoim miastem. :wink:


Cześć.

Czyli wypływacie z Nowego Portu? Na noc?
Jeśli tak to trochę szkoda bo przy promie jest do zwiedzania fajna latarnia morska.

Pozdrawiam
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 43313
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 25.11.2013 14:56

Piętnaście lat temu odpływałem ze Świnoujścia. Chętnie zobaczę teraz Waszą trasę.

Pozdrawiam,
Wojtek
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10744
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 25.11.2013 15:01

Do Szwecji też płynęłam trasą: Gdańsk - Nynashamn. Nieźle bujało ;) Chętnie zobaczę, jak było u Was :)
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.11.2013 16:36

Miło Was tu gościć. Maslinko, Franz, Piotrze. Dawno nie gadaliśmy :lol:
Vjetar czyżby z Gdańska?

Muszę Was troszkę zaskoczyć. Płynęliśmy z Gdyni do Karlskrony, ale czy można odpuścić sobie Gdańsk, jak jest się tak blisko?

W Sztokholmie byłam w marcu. Zamarznięty port w Nynashamn, sztorm podobno 9 w skali Beauforta na otwartym morzu. Wszyscy z naszej wycieczki oddawali morzu, co zjedli. Tylko ja zadbałam, by nie zmarnować kolacji. A co, zapłacone, to moje :lol:
Całkiem przez przypadek tego dnia biegła Justyna Kowalczyk, więc z promu pożyczono nam wielką flagę.
A potem, z tą wielką flagą wędrowaliśmy uliczkami Storgatan i sam król, jadący samochodem, zatrzymał się i ustąpił nam drogi (gdyby przewodniczka nie krzyczała: Król!, Król! Zdjęcia róbcie! to byśmy byli do dziś nieświadomi, kto nas przepuścił). Z początku wcale nie spodziewaliśmy się, że głowa koronowana może jechać tak, ot sobie. W jednym aucie ochrona, w drugim król, ale przewodniczka wytłumaczyła nam, że król Szwecji nie boi się swojego narodu.
Oj, jak nasz premier odwiedzał moje strony, to takie kawalkady samochodów jechały, jakby sami trzej królowie z Biblii przybywali. :lol:

145.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg


Ale dość tych dygresji. Wracam do lata.

Potem udajemy się do Gdyni, robimy ostatnie zakupy w supermarkecie i ... układamy się do snu w samochodzie w pobliżu portu promowego.
Koszmar. Wokół tiry z łoskotem wjeżdżające na parking, hałas,kurz. Uchylone okna w samochodzie powodują,że nie mogę zmrużyć oka, bo co rusz wydaje mi się, że ktoś nadchodzi, obserwuje.

Nareszcie ranek. 9 lipca.

Szybka toaleta w łazience na stacji benzynowej i na prom. Odbieram karty pokładowe, Antek dostaje malowanki i kredki. Odprawa. Czekamy w kolejce na wjazd. Trwa to dosyć długo, więc piszemy sms-y do rodziny, wysyłamy mms-y, Antoś skacze. Jakiś nerwowy pasażer co rusz wyskakuje ze swego terenowego wozu, biegnie do kierujących załadunkiem promu, macha rękami, pokrzykuje. Pomstuje po drodze i szuka poparcia wśród oczekujących. Nie znajduje. Niektórzy zagadują : " Gdzie pracujecie? W Polsce? To po co tu jedziecie? Na wakacje???"
Wreszcie prom. Obserwujemy wyjście z portu. Wieje. Słońce pali na górnym pokładzie.

2013_07_09 09_25_55.JPG


2013_07_09 09_19_15.JPG



Idę do sklepu, ale nie znajduję nic ciekawego. Potem odszukujemy plac zabaw dla dzieci, gry telewizyjne. Bary. Pojawia się "pirat" i zaprasza najmłodszych do zabawy w wyścigi konne. Antek wybiera konia nr 1 i wygrywa wyścig. Pirat dekoruje go złotym medalem, towarzysząca mu pani rozdaje słodycze.

Potem gra w darta. Antek prowadzi,ale rzutem na taśmę wyprzedza go Szwed. Po minie syna wnioskuję, że zaraz uderzy w płacz, ale odwraca się ukradkiem,ociera rękawem oczy i wyciąga rękę do zwycięzcy, gratulując mu sukcesu. Uff. Skandalu międzynarodowego nie będzie.

Potem udaję się do baru, gdzie odbywa się pokaz robienia drinków. Ślina kapie mi z pyska, gdy widzę truskawki, jakieś dziwne owoce w lodzie i co tu gadać, kolorowe alkohole.
Barman prosi, bym weszła za bar i pochwaliła się tym, czego nauczyłam się od mistrza. Wchodzę, a jakże. Tylko nie przyznaję się, że miałam przez jakiś czas pub i praca za barem nie jest mi obca. W każdym razie wykonuję zadanie i, co oczywiste, efekt wypijam.
Potem, wraz z innymi paniami w wieku emerytalnym i jednym obcojęzycznym panem, przenoszę się do restauracji, gdzie szef kuchni pokazuje, jak dekorować potrawy. Na stole stoją kosze warzyw i owoców, przed nami deseczki i nożyki. Do roboty! Nie rozumiem, dlaczego wszystko wychodzi mi odwrotnie niż panu kucharzowi.

100_2042.jak-zmniejszyc-fotke_pl.jpeg


100_2066.jak-zmniejszyc-fotke_pl(1).jpeg


Antek podłącza się do x-boxa i gra w najlepsze albo szaleje w sali zabaw. Po godzinie pojawia się cały umalowany. No co, pan pirat buzie malował. Obiad. Kawka. Kawka. Ciaseczko. Kawka. Zaczynamy się nudzić. Podchodzi do nas pani i zaprasza do gry w bingo i na konkurs muzyczny. W bingo szczęścia nie mamy, zagadek muzycznych nie jesteśmy w stanie rozwiązać, owszem, zaśpiewać tak, ale nic więcej.
Potem już niecierpliwie wyglądamy wysepek Karlskrony.

2013_07_09 14_03_23.JPG


2013_07_09 16_36_41.JPG


2013_07_09 16_53_50.JPG


Niestety, prom nie wpływa długo do portu. Wyokrętowanie następuje prawie 2 godziny później niż planowano. Zjeżdżamy z promu, odprawa paszportowa się przeciąga.
8-O Przed nami nasz krajan (nawet z naszego miasta) nie może dogadać się z celnikiem. Ten podchodzi do nas i pyta czy mówimy po polsku i szwedzku lub angielsku. Prosi, żebyśmy tłumaczyli. Pytany chłopina jest wyraźnie przerażony. 8O Tłumaczy po co i dokąd jedzie, prezentuje narzędzia stolarskie. Celnik nie odpuszcza, każe mu zjechać na bok. Do nas podchodzi celniczka, prosi o paszporty, pyta po co jedziemy, a gdy informujemy, że na wakacje, dopytuje tylko czy mamy psa lub kota.
Tylko syna mamy – wskazujemy na Antoniego, który prezentuje w uśmiechu całe uzębienie. Pani się śmieje. Jechać. :papa:
Obecność dziecka natychmiast zjednuje do nas ludzi, o czym przekonaliśmy się wielokrotnie podczas podróży. No to jedziemy. W pierwszym lepszym punkcie informacji turystycznej zaopatrujemy się w mapy miasta i regionu ( Blekinge) i w drogę. Szukamy noclegu.
I tu, o czym jeszcze nie informowałam, ważna uwaga – w całej Szwecji i Norwegii obowiązuje prawo dostępu do przyrody i jej zasobów dla każdego człowieka. Na jedną noc można pozostać nawet na czyjeś ziemi, pod warunkiem, że będzie to 150 m od domu i że pozostawi się po sobie miejsce w takim stanie, w jakim się je zastało. Jesteśmy tu z postanowieniem, że z prawa tego skorzystamy i, jeśli wytrwamy, to żyjemy w naturze i z naturą w zgodzie. Jak na podróżników przystało. Szukamy jakiegoś kąpieliska na nocleg. :hut:
Dlaczego kąpieliska?
Jest lato, trzeba popływać; zaopatrzyliśmy się w wędki, trzeba połowić ( w Szwecji z darmo tylko w morzu, w Norwegii wszędzie za darmo, chyba że jakiś miejscowy zakaz); na kąpieliskach są toalety,przebieralnie,miejsca na ognisko i wykoszona trawa albo piaseczek.
Jest.
Nazywa się Fur.
Zjeżdżamy w krzaczory. Na polance stoją dwa kampery – z Niemiec i Szwecji. Trochę panikuję, że może nie wolno, że może nas wygonią, że nie wiem, że ktoś nas napadnie a może tu jakiś łoś albo co innego.
S. kategorycznie odmawia dalszej jazdy, rozkłada stolik, gotuje wodę na kawę. Jemy kolację. W kamperach brak oznak życia.Rozkładamy kanapę w samochodzie. Trochę to trwa, bo niektóre bagaże z tyłu muszą trafić na przednie siedzenia, ale S daje radę. Komary. Spryskujemy się środkiem z DEET podarowanym nam w dużej ilości przez przyjaciela pracującego w tropikach. Mucha ani komar ani nic nie siada.
Śpimy. Jak susły. Nic mnie nie gniecie, nic nie uwiera. Cisza.

2013_07_10 06_30_52.JPG


(Podliczenia dla zainteresowanych – 878 zł -prom dla 3 osób i samochodu osobowego >6m dł. I >2m wys., bilety kupione w kwietniu, w ofercie bezzwrotnej; obiad w barze Metropolitan +napoje+kawa do syta dla 3 os. - 98zł)
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.11.2013 17:34

Jeśli chodzi o zdjęcia, to te porządne robił S., rozmazane, nieostre, zrobione w deszczu i zza szyb samochodu w celach li tylko dokumentalnych robiłam idiotkamerą samodzielnie lub na spółę z synusiem :roll:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.11.2013 18:23

Ciekawie się zapowiada, będę podczytywać.
Jeśli chodzi o zabawy carvingowe. Nie tak dawno miałam okazję oglądać konkurs carvingu. Nie dość, że wszystko pięknie się prezentowało to jeszcze kapitalny zapach owocowo-warzywny wypełniał całą salę. :D
travel
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1175
Dołączył(a): 20.11.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) travel » 25.11.2013 18:28

Wszędzie lubię , gdzie mnie nie ma :D - Czekam na ciąg dalszy :papa:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.11.2013 20:27

Dzięki, Kenik, nawet nie wiedziałam, że ozdabianie potraw ma swoją nazwę. Ale, w rzeczy samej, masz rację z tymi zapachami, kolorami. Trudno było się powstrzymać, żeby nie zjeść. No i specjalnie się nie powstrzymywałam.
Travel, zabieraj się z nami, zapraszamy! :D

10 lipca

Wstaję o 6. Udaję się do toalety, potem myję się w misce wodą z jeziora. Budzę chłopaków.
Antek wrzeszczy wniebogłosy. Że on nigdzie nie wstaje, nie jedzie, nie ubiera się, bo zimno i nie będzie jadł śniadania, bo nie, ani pił, bo też nie. To ja na to: nie chcesz to nie. Obiad o 14.
Pakuję gary i jedzenie do skrzynki, wsuwam do bagażnika. S składa kanapę. Idzie wykąpać się w jeziorze. Antek nie, bo nie. Odpalamy.
Trasa na północ wyznaczona.
Ups, nie odpalamy.
Siadł akumulator. S panikuje. Spokojnie. Co należy zrobić, żeby odpalił? Popchnąć? No to już. Co prawda stoimy pod górkę, ale raz, dwa, trzy. Samochód ani drgnie. Antoni zakasuje rękawy, staje u mego boku i raz, dwa, trzy. Drgnął, ale mało. Musimy obrócić go, żeby stanął z górki, wtedy damy radę. Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. Marne szanse.
Nagle jak diabełek z pudełeczka pojawia się jakiś mężczyzna i po niemiecku pyta, co się stało. S na to że motor kaput. On że baterie kaput. Przyznajemy mu rację i już w większej grupie pchamy. I raz, i dwa, i trzy, i ein, i zwei, i drei. Odpalił. Dziękujemy. Drugi raz w naszych podróżach Niemiec udziela nam bezinteresownie pomocy. Machamy na pożegnanie. Jedziemy. Niepokój pozostał. O co chodzi? Nie wiadomo. E tam, najwyżej kupimy nowy akumulator.
Zaczynam niepokoić się o lodówkę, która co prawda ma inny akumulator, ale...

2013_07_10 06_33_09.JPG


2013_07_10 06_34_12.JPG


Nasz dzisiejszy plan to Vimmerby – rodzinne miasto Astrid Lindgren, Bullerbyn ( czyli Svedetorp) – pierwowzór wioski opisanej w "Dzieciach z Bullerbyn" i Lonneberga, a konkretnie Katthult – zagroda, w której mieszkał Emil- bohater powieści Astrid Lindgren " Emil ze Smalandii". Kto ma dzieci w postaci małych chłopców niech kupi i przeczyta. Boki zrywać.
Po drodze podjeżdżamy do punktu informacji turystycznej. Przed nim ogrmny plac zabaw.
Wchodzę do środka. Ani żywej duszy. Na półkach poukładane tematycznie przewodniki, mapy, foldery. Zaopatruję się w potrzebne mi materiały. Zauważam kartkę, że gdyby ktoś coś chciał kupić , to należy dzwonić dzwonkiem. Sklepik stoi otworem. Żadnych kamer, ochroniarzy. Na artykułach przeznaczonych do sprzedaży umieszczono ceny. Pieniądze można wrzucić do koszyka na stole, jeśli nie potrzebujemy sprzedawcy do szczęścia. Trochę głupio się czuję.
Czy ja aby nie kradnę tych folderów? Wracam do półki. Nie. Wielkimi literami napisano, że to darmowa półka.

_s0.zmniejszacz.pl_100_2095_zmniejszacz-pl_384121.jpg


_s0.zmniejszacz.pl_100_2094_zmniejszacz-pl_777653.jpg


Jedziemy dalej. Najpierw Bullerbyn. Wioska jak z bajki. Skręcamy na parking.
Parkujemy na wszelki wypadek z górki. Wjazd, postój i zwiedzanie 30 koron.
W kasie siedzą dwaj kilkunastoletni chłopcy. Mam nieodparte wrażenie, że to Lasse i Bosse.
Trzy czerwone (tzw. czerwień faluńska) domki otoczone ogródkami – to zagrody : północna, południowa
i środkowa, zagroda z króliczkami do głaskania i to, co chłopaki lubią najbardziej – stodoła z prawdziwym sianem do skakania.
Antkowi nie trzeba dwa razy powtarzać, Drabina- skok, schodki- skok i tak w kółko.
Zostawiam go z S i oglądam przepiękne ogródki pełne kwiatów. Charakterystyczne jest to, że uderza w nich mnogość barw, kształtów, faktur – niemalże nieograniczonych ludzką ręką.
Nie ma tu ogrodów francuskich z dokładnie wyznaczonymi klombami, alejkami. Jest naturalnie, lekko, letnio i radośnie. W dwóch zagrodach mieszkają ludzie, więc nie pchamy się im na ganek. Ale środkową oglądamy ze wszystkich stron. W ogródku stoi dość duże drewniane łóżeczko dla lalek.
Kiedy byłam dziewczynką, marzyłam, żeby tatuś zrobił mi takie, jak w książce, ale nawet mu tego nie powiedziałam, nie był zdolnym stolarzem. Robi mi się ciepło na sercu. W głębi ogrodu szopa – sklepik ze starociami. Moją uwagę przyciąga zawieszona na drzwiach ręcznie haftowana makatka z jakimiś napisami, które, jako że po szwedzku, są dla mnie kompletnie nieodgadnione. Mam nieodparte wrażenie, że taka właśnie wisiała u mojej babci nad kuchnią węglową. A mądrość na niej uwieczniona brzmiała następująco: "Mądra żona tym się chlubi, że gotuje, co mąż lubi". Dobre.
Nad dachami oświetlonymi południowym słońcem pojawia się ciemnogranatowa chmura. S wykrzykuje,że na takie światło czekał i "trzaska" zdjęcie za zdjęciem. Antek, po szalonym skakaniu na sianie usiłuje wejść do wielkiej dziupli w drzewie, a potem ze zdziwieniem stwierdza, że go wszystko kłuje. Wybieramy maleńkie źdźbła z włosów, skarpet, spodni. Mały jest szczęśliwy. Jeszcze tylko parę kroków pod tablicę z nazwą miejscowości i do samochodu.
Z granatowej chmury lunął rzęsisty deszcz.

2013_07_10 11_14_42.JPG


2013_07_10 11_19_58.JPG


2013_07_10 11_31_19.JPG


2013_07_10 11_44_51.JPG


Jakimś cudem udaje się nam dotrzeć do Katthult. Niebo się rozjaśnia. Wstęp do zagrody kosztuje 20 koron. Wszystko jest tak jak w książce. Nawet prosiaki. Kupujemy w sklepiku z pamiątkami ręcznie struganą strzelbę ( 69 koron), pani wypala na niej napis "Katthult, Antoni".
Od tego momentu ten kawał drewna będzie nieodłącznym towarzyszem Antka i źródłem licznych utarczek.

2013_07_10 12_31_35.JPG


2013_07_10 12_31_54.JPG


2013_07_10 12_39_08.JPG


Zaopatrujemy się w mapy i przewodniki po Smalandii i ruszamy dalej.
Antek żąda jedzenia. Nie ma, będzie o 14. Zjedz jabłuszko. Płacz. Ale ja jestem głodny, nie jadłem śniadania. No cóż, nie jadłeś, nie jadłeś.
Droga do Vimmerby trochę nas męczy, a że nie mamy planu miasta i ponownie zaczyna lać, pomijamy ten punkt "programu", przygotowujemy na jakimś parkingu (oczywiście z łazienką i stolikami pod daszkami) obiad. Wyładowuję z puszki grochówkę, podgrzewam. Jestem pewna, że synuś będzie jadł tylko drugie danie, a tu zaskoczenie. Stoi nad garnkiem z pustą miseczką i niecierpliwie tupie. Zjadł całą michę grochówki, której nigdy w życiu nie chciał ruszyć. Do końca naszej podróży jadł wszystko ( nawet chili con carne, które nie było dla niego przewidziane) ani razu nie odmówił, a dokładka zawsze go radowała.
Proszę, jak młode umieją się dostosować do warunków. Morzy nas sen. Mały ogląda film na tablecie, my poobiednia drzemka na kanapie.
Tuż pod wielką mapą okolicy umieszczone są przezroczyste pudełka. Z nich wyjmuje się szczegółowe mapy gminy (czy czegoś tam nazwanego kommun). Ruszamy na północ. Na nocleg zatrzymujemy się na parkingu przed jakimś muzeum.

2013_07_10 22_57_51.JPG


Tym razem tak gwałtownie oponuję, że S jedzie dalej. W końcu znajdujemy piękne kąpielisko z ogromnym placem zabaw, toaletami i wielkim pomostem. Antek bawi się w najlepsze – kopary, dźwigi, rury istne szaleństwo. Mija 23, a tu nadal jasno. Mały nie wierzy, że już noc, awanturuje się, nie chce iść spać. W końcu udaje nam się go spacyfikować. Noc. Kanapa wrzyna mi się w biodra, potem w krzyż, cierpną mi nogi. Wyjątkowo niewygodnie i ta ciągła szarówka. Zrobi się ciemno czy nie? Nie. Nie robi się.
FUX
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13000
Dołączył(a): 14.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) FUX » 25.11.2013 20:41

Północ to chyba kolejny kierunek... :wink:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.11.2013 22:15

Cześć FUX!
11 lipca
Poranek. 6.00. Znów toaleta wodą z jeziora. Tylko jakby zimniejszą i bardziej czerwoną, choć przejrzystą i naprawdę czystą.
Śniadanie.
Mały pędzi znów na plac zabaw, duży skacze do jeziora. Jak szybko skacze, tak jeszcze szybciej wyskakuje. Woda lodowata.
Antek grzebie patykiem w wodzie z pomostu, za nim ze stoickim spokojem siedzi para kaczek z rozczochranymi czubkami na głowach.
Na koniec Antek znów robi scenę, że się nie kąpał, więc dajemy mu ręcznik. Skacz! Skacze. I natychmiast wyskakuje. Zadowolony? Tak. To świetnie.

_s0.zmniejszacz.pl_100_2127_zmniejszacz-pl_986381.jpg


_s0.zmniejszacz.pl_100_2125_zmniejszacz-pl_463996.jpg


_s0.zmniejszacz.pl_100_2145_zmniejszacz-pl_53704.jpg


Jedziemy do Falun.
Oczywiście na północ.
Znajdują się tam kopalnie miedzi pod patronatem UNESCO. Region nazywa się Dalarna i jak każdy poprzednio przez nas odwiedzany, jest świetnie przygotowany na przyjęcie turystów.
W pierwszej lepszej informacji turystycznej dostajemy sterty map, przewodników i reklam.
Dostajemy za darmo też widokówki z Dalarny opatrzone znaczkami- gotowe do wysłania za granicę.
Łatwo wszędzie trafić, bo oznaczenia czytelne i wyraźne. Parkujemy. ( Chyba 10 koron).
Spacerujemy to tu to tam, oglądamy głębokie, wielobarwne ( z przewagą brązów, żółci i czerwieni) wyrobiska. Specjalny punkt widokowy pod daszkiem umożliwia fotografowanie tego cudu.
Dookoła wielkiej dziury w ziemi prowadzi ścieżka, którą można obejść całe wyrobisko (za darmo).
Co leniwsi i, oczywiście, Japończycy, pokonują trasę małym pociągiem.
Na uboczu znajdują się budynki z ekspozycją starych maszyn górniczych, w jednej z sal można usiąść i wysłuchać opowieści górnika o jego życiu w kopalni przed laty. Słuchamy i nic nie rozumiemy.
Na drzwiach wejściowych wisi informacja po angielsku, więc rozszyfrowujemy, o co chodzi.
W pozostałych budynkach kryją się muzea, restauracje, sklepy, informacja turystyczna.
Zainteresowani mogą zjechać pod ziemię z przewodnikiem.
Nie robimy tego, bo ja mam galopującą klaustrofobię, a Antek z S byli w kopalni w Zabrzu (polecam – światowy poziom w Polsce).
Świeci słońce, wieje wiatr. Jest i gorąco i zimno.
W toaletach przy parkingu znajdują się czyściutkie prysznice, więc korzystam na całego i jak młody bóg wyruszam w dalszą drogę.

2013_07_11 11_00_53.JPG


2013_07_11 11_11_55.JPG


2013_07_11 11_03_45.JPG


2013_07_11 11_09_28.JPG


2013_07_11 11_17_00.JPG


2013_07_11 11_10_48.JPG


2013_07_11 11_09_32.JPG


Naszym celem są Mora i Sarna. Ta pierwsza ze względu na walory architektoniczne i konieczność zakupu ręcznie robionego konika z Dalarny. Ta druga stanowić będzie punkt orientacyjny, by skręcić do parku narodowego Fulufjallets i dotrzeć do najwyższego wodospadu w Szwecji (przynajmniej tak zrozumieliśmy).
Bardzo nam się podoba to, że późnym wieczorem słońce świeci jak gdyby nigdy nic, bo nie trzeba się spieszyć, by zdążyć zejść z gór przed zmrokiem.
W miasteczku Siljan, nad jeziorem o tej samej nazwie kupuję konika ( za jedyne 220 koron), jakieś pierdołki z łosiami i w drogę.
Znów obiad na jakimś parkingu.
Upał.
I w drogę.
Docieramy do parkingu w parku narodowym i wędrujemy świetnie przygotowaną i atrakcyjną widokowo trasą do wodospadu.
Na początek zaopatrujemy Antka w lody ( od 7 do 40 koron za sztukę). To go przekonuje do ochoczego marszu w nieznane. Tłumaczymy, jak odnajdywać drogę i zlecamy synowi, by był naszym przewodnikiem. Maszerujemy. Początkowo drewnianymi kładkami po podmokłym terenie, potem kamienistymi ścieżkami wśród drzew i szemrzących strumyków, po drewnianych schodach i już jesteśmy przy wodospadzie. Pozostaję na platformie widokowej, chłopcy po głazach podchodzą pod sam wodospad.
Wracamy. Jest już wieczór, ale słońce delikatnie grzeje i oświetla czerwonym światłem głęboką zieleń omszałych głazów.
Ma się wrażenie, że za chwilę zza skarlałego drzewa wyjdzie jakiś troll albo hobbit (choć to nie ta bajka). Ludzi niemal nie ma. Jest cudownie.

2013_07_11 16_47_43.JPG


2013_07_11 16_47_48.JPG


2013_07_11 16_58_05.JPG


2013_07_11 17_30_59.JPG


2013_07_11 17_34_42.JPG


2013_07_11 17_32_12.JPG


2013_07_11 18_03_49.JPG


2013_07_11 18_14_14.JPG


2013_07_11 18_29_30.JPG


Drogi mają czerwony kolor, co o zachodzie słońca daje jakiś marsowy efekt, drzewa stają się coraz niższe, a lasy z porozrzucanymi gęsto głazami są jakoś bardziej pierwotne i dzikie niż u nas.
Na jednej z polan widzę nieruchomo stojącego łosia, ale zanim orientuję się, co widziałam i że to nie pomnik, zwierzę znika. Łoś! Łoś! Tam był! O tam! - wrzeszczę. Chłopcy się oglądają. Nic. "Przywidziało ci się. Tak chciałaś zobaczyć łosia, że sobie wyobraziłaś" – śmieją się. Szukamy noclegu i znajdujemy go nad pięknym jeziorem. Tuż przy drodze. Rozpalamy ognisko. Antek znów szczęśliwy – nosi chrust, bawi się w jeziorze, kluczy po lesie. Raj dla dziecka. Kolacja. Spać.
Jutro o świcie wjeżdżamy do Norwegii.

2013_07_11 22_29_45.JPG


PS Ognisko palimy w przygotowanym do tego miejscu (ogrodzonym kamieniami palenisku).
Gdyby lało, takie samo jest przygotowane pod daszkiem, a głębiej, w chatce - stół z ławą.
Zdjęcie zrobione bez lampy około godz. 22.
Następna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



Szwecja i Norwegia, czyli trochę zimy latem
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018