Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Dalmacja 2011 - tysiąc któraś relacja - może niedoszacowałem

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 14991
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 16.10.2011 11:23

DarCro napisał(a):Podsumowując ten etap podróży, w skali od 1-5, wygląda to u mnie tak:

1. NP Krka - 4 punkty - za wodospad dużych rozmiarów plus młyny, plus wyspa z klasztorem, kanion, rozlewiska
2. Split - 3 pkt. - za unikalny rzymski pałac i klimat centrum
3. Trogir - 2 pkt. - za katedrę, klimat centrum i nadbrzeże
4. Szybenik - 1 pkt. - za katedrę


Aż tak dokładnej klasyfikacji nie robiłem , ale może z powodu mojego emocjonalnego podejścia do Chorwacji w ogóle ( o wyjazdach wakacyjnych nie wspominając :wink: ) .

DarCro napisał(a): Ale z drugiej strony, optymalizacja podróży może być tym, co zabija przyjemność podróżowania...
:wink:

. . . i dlatego właśnie zdecydowanie wolę spontaniczne wyjazdy wg zasady " co zobaczę - to moje " , bez sztywnych ram . . .

Bardzo miło się z Tobą spaceruje po znanych i mniej znanych miejscach :D
A historię z dzwonem na wieży znam z autopsji :lol:

Pozdrawiam
Piotr
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 16.10.2011 11:58

piotrf napisał(a):Aż tak dokładnej klasyfikacji nie robiłem , ale może z powodu mojego emocjonalnego podejścia do Chorwacji w ogóle ( o wyjazdach wakacyjnych nie wspominając :wink: ) .


Ja mam tendencje do bardzo analitycznego podejścia.

piotrf napisał(a):
DarCro napisał(a): Ale z drugiej strony, optymalizacja podróży może być tym, co zabija przyjemność podróżowania...
:wink:

. . . i dlatego właśnie zdecydowanie wolę spontaniczne wyjazdy wg zasady " co zobaczę - to moje " , bez sztywnych ram . . .


Też się czasami staram spontanicznie (jeśłi w ogóle można się spontanicznie starać!), ale ... chcę za dużo zobaczyć. :lol: Jeszcze tyle krajów i miejsc zostało do zobaczenie, a ponieważ troszkę się też juz widziało, to trudniej stanąć oko w oko z czymś, co rozdziawi mi gębę ze zdziwienia lub zachwytu, a takie emocje bardzo lubię.

piotrf napisał(a):Bardzo miło się z Tobą spaceruje po znanych i mniej znanych miejscach :D
A historię z dzwonem na wieży znam z autopsji :lol:


Dzięki. Dla Was, doświadczonych cromaniaków, moja wycieczka to i tak tylko deptanie po szlakach, które dobrze znacie...
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45309
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 17.10.2011 08:23

DarCro napisał(a):Jeszcze dwa zdjecia, które się "zapodziały". I mini-zagadka: czy jest to Szybenik, NP Krka, Split, a może Trogir?


Ja nie wiem, cisza...czekam na odpowiedź.
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 18.10.2011 09:17

Konkurs był na bardzo wysokim poziomie, gdyz nie była ŻADNEJ BŁĘDNEJ odpowiedzi!!!

Na zdjęciach jest klasztor na wyspie Visovac. Rzeźba zakonnika, stojąca przy klasztorze, mi osobiście wydaje się jakoś makabryczna - kojarzy mi się z Oświęcimiem...

Jeszcze w temacie męczenników, to warto przeczytać:
http://pytania.wordpress.com/2009/06/29 ... j-kariery/

Co do Legionu Tebanskiego, to pewne jest tylko, że taki legion istniał. Cała reszta jest raczej hagiografią. Ponieważ nie tworzono legionów jednolitych wyznaniowo, a mniej więcej od stu lat nie stosowanu już decymacji, a pierwsze wzmianki o "sprawie" pojawiły się kilkaset lat później.

Zapewne nie bedę oryginalny, bo takie wnioski, historycy musieli już wyciągnąć, że historie świętych wypełniły luki po herosach z mitów greckich i rzymskich, albo patrząc inaczej na tą kwestię: kult świętych zapełnił lukę po wielobóstwie pogańskich religii i pozwolił religii chrześcijańskiej łatwiej zagościć w sercach pogan. Jak wielkie jest zapotrzebowanie na świętych, możemy wciąz obserwować w naszych czasach.


Na koniec jeszcze Legion Tebanski na obrazie El Greco, czyli trochę tak, jakby na okładce Newsweeka. :D

Obrazek
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3503
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 18.10.2011 14:30

Arooo napisał(a):Super że udało Ci się kupić kabelek, ale nie prościej włożyc kartę pamięci do laptoka :?: :?


A najprościej można się zabezpieczyć kupując zewnętrzny czytnik kart pamięci. Cena od 6 zł do 50 zł. Taki mały jest wielkości pendriva. Przydaje się :) gdy kart jest kilka i aparatów też już kilka.

Na Twoją relację trafiłam kilka dni temu. Na ostatnią stronę. Zainteresowała mnie i przeczytałam resztę. Nie interesuję się na co dzień historią, zbyt wszystkim nam brakuje czasu ale zwiedzanie ciekawych miejsc zobowiązuje. Trzeba się cofnąć w czasie. W pośpiechu czytamy pobieżnie historię w jakimś przewodniku. Dlatego fajnie było zanurzyć się w ciekawych Twoich opowieściach. Domyślam się, że coś jeszcze będzie bo jak na razie wydaje mi się, że opowiedziałeś o pierwszym chorwackim tygodniu. No i wciąż 5 punktów nie przydzielone. Może coś zasłuży na 5 :) :D

Splitu i NP Krka jeszcze nie zwiedzaliśmy. Trzeba przyznać, że ponad 400zl na Waszą czwórkę to bardzo wygórowana kwota. W końcu to tylko krótkie przejażdżki stateczkiem. :oops:

Jakim canonem robiłeś zdjęcia? Mnie się jak zawsze bardzo podoba tonacja canona. No ale Twoim kadrom długo można się przyglądać.
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12942
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 18.10.2011 17:58

I ja parę dni temu za namową mojej Lepszej Połowy (patrz post wyżej :D) też przeczytałem Twoją relację.

Jestem pod wrażeniem wiedzy i umiejętności jej przekazania 8O , to WOW nr jeden. WOW nr dwa to opisy życia campingowego :roll: , nigdy nie byliśmy na kempingu, ale właśnie tak sobie je wyobrażamy. Potwierdziłeś tylko te przypuszczenia... nie bez przyczyny wybieramy noclegi na dziko :roll: . WOW nr trzy - świetna narracja i ciekawe spostrzeżenia.

Krkę opisałeś tak, że gdyby nie ceny, nabrałbym ochoty do jej odwiedzenia :idea: . Do Splitu też zachęciłeś. Natomiast Sibenik, nam akurat się podobał, może dlatego, że było to pierwsze większe dalmatyńskie miasto, które odwiedziliśmy.

Pozdrawiam i czekam na c.d
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 19.10.2011 06:37

Dzięki za pozytywne komentarze. Trzeba by się powoli brać za kolejny odcinek...

Lidia K napisał(a):Domyślam się, że coś jeszcze będzie bo jak na razie wydaje mi się, że opowiedziałeś o pierwszym chorwackim tygodniu. No i wciąż 5 punktów nie przydzielone. Może coś zasłuży na 5 :) :D


Skrupulatnie licząc, to o samej Chorwacji opowiedziałem tylko o 5 dniach jak na razie, więc będzie, będzie, jak czas pozwoli... :)
Z poprzedniego wypadu do Istrii (zasadniczo) na 5 zasłużyły Jeziora Plitvickie. ( http://yesdarek.miracle.pl/travelwebsite/istria/plitvice_1.htm ) Myślę, że i tu się znajdzie. Trzeba utrzymać czytelnika w napięciu... :P

Lidia K napisał(a):Splitu i NP Krka jeszcze nie zwiedzaliśmy. Trzeba przyznać, że ponad 400zl na Waszą czwórkę to bardzo wygórowana kwota. W końcu to tylko krótkie przejażdżki stateczkiem. :oops:


Powiedziałbym, że jak na Chorawcję typowa. W sumie nie taka krótka wycieczka do Roski Slap była, bo jakieś 3,5 godziny (minus 1,5 na lądzie :) ).

Lidia K napisał(a):Jakim canonem robiłeś zdjęcia? Mnie się jak zawsze bardzo podoba tonacja canona. No ale Twoim kadrom długo można się przyglądać.
Wplotę informację o tym w któryś z następnych odcinków. Musze mieć o czym pisać, przecież. :D

kulka53 napisał(a):nigdy nie byliśmy na kempingu, ale właśnie tak sobie je wyobrażamy. Potwierdziłeś tylko te przypuszczenia... nie bez przyczyny wybieramy noclegi na dziko

Jak jeżdziłem jeszcze sam też często spałem na dziko w aucie, nawet bez rozbijania jakiegokolwiek namiotu. Ech, pamiętam noclegi na jakiejś pustyni w Utah... Moja Lepsza nie ma na tyle odwagi i traktuej dostęp do ciepłej wody jako priorytet. 8O

kulka53 napisał(a):Natomiast Sibenik, nam akurat się podobał, może dlatego, że było to pierwsze większe dalmatyńskie miasto, które odwiedziliśmy.

Pierwsza miłość...
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 21.10.2011 10:01

Life's a journey, not a destination. Życie to podróż, a nie cel. Sens angielskiego powiedzonka można sprowadzić do carpe diem, ciesz się chwilą, tym co napotykasz dzisiaj w życiu, zamiast czekać ze szczęściem na moment "po", po wykonaniu zadania, po pracy, po studiach, po ...

Po spakowaniu na przykład. Pakowania Pierre nie cierpiał. Wstali rano, kiedy Camp Tomas owiewały ranne mgły. Dzień ósmy wyprawy. Yvonne robiła jedzenie, Pierre przenosił rzeczy z namiotu do bagażnika, a dzieci jeszcze spały w swoim namiocie. Musieli się spieszyć, aby być w Omis na 9:00, bo tak byli umówieni na rafting. Z informacji znalezionych na cro.fr wynikało, że lepiej "zabukować" spływ, czego nie omieszkali zrobić dwa dni wcześniej, podczas wypadu do Splitu.

Omis zachwycił ich swoim położeniem: położony między morzem a górami, z których powoli wytacza się rzeka Cetina, by leniwie zakończyć swój żywot w falach Adriatyku.

Obrazek

Dolina Cetiny zawsze funkcjonowała jako główna droga handlowa między adriatyckim wybrzeżem, a ziemiami w głębi Bałkan. We wczesnym średniowieczu Cetina stanowiła granicę między Słowianami, a resztkami państwa rzymskiego. Okolice Sinja wyrosły z czasem na centrum wczesnego państwa słowiańskiego. Kilkaset lat później na Cetinie powstała granica między Imperium Osmańskim, a Republiką Wenecką.

Obrazek

Zasięgnęli języka przy moście, u wodnych taksówkarzy, rozwalonych leniwie na swoich łódkach i zabijających poranne godziny drzemką. Odesłano ich na drugą stronę rzeki, gdzie w drugiej, może w trzeciej kamienicy od mostu znajdowała się agencja raftingowa.

Młoda, trochę niepozbierana Chorwatka, zaproponowała im atrakcyjną, w ich mniemaniu cenę 380 kun za całą rodzinę, biorąc połowę jako kaucję, dała mapki i łamaną angielszczyzną opisała jak wszystko będzie wyglądać. Za jej namową zdecydowali się wykupić też zdjęcia, które będzie robił fotograf agencji (100 kun). See you in two days!

Wyjechali z Camp Tomas już o siódmej rano, biorąc poprawki na ewentualne korki, szczególnie w Splicie. Czarne Megane posuwało się wolno po Jadrance, wzdłuż wybrzeża Adriatyku, które na tym odcinku nie zachwyca: dużo szybko budowanych willi z przeznaczeniem na noclegi, przemysłowe obiekty, mało porywających krajobrazów.

Pierre zaparkował na dużym parkingu w środku miasta, 5 kn / godzinę - jedyne miejsce podczas całego wypadu, kiedy nie chciało im się zaparkować gdzieś dalej, poza strefą parkingową. Byli pół godziny przed czasem, akurat tyle by przejść się trochę wzdłuż nabrzeża i popatrzeć na góry, za którymi gdzieś miał być początek spływu.

Punktualnie o 9:00 podjechał autobus, do którego wpakowali się razem z kilkunastoma innymi uczestnikami tej przygody. Ruszyli drogą przez tunel, lewym brzegiem rzeki i wkrótce zaczęli piąć się po zboczach doliny, którą płynie Cetina. Zrobiło się malowniczo: małe osady, rzeka prześwitująca między drzewami w dole i wąskie kręte drogi.

Pierre żałował, że zostawił swój aparat w bagażniku samochodu. Bał się, że zamoczy kamerę, a skoro i tak zapłacił agencji za robienie zdjęć w czasie spływu, nie zdecydował się na ryzyko utraty aparatu, który został razem z pieniędzmi i dokumentami w bagażniku auta.

Podróż autobusem dobiegła końca. Kierowca gestem i słowem nakazał wszystkim wysiadać i zabrać swoje bagaże. Byli na rozstaju dróg, obok tablicy z mapą okolicy, którą Pierre zaraz zaczął zgłębiać. Dzieci bawiły się w berka, Yvonne przysiadła pod drzewem. Inni raftowicze albo stali w oczekiwaniu na dalszy ciąg, albo kupowali piwo w sąsiednim minibarze.

Minęło 10 minut, minęło 20 minut. Nic. Twarze uczestników zaczęły zdradzać zniecierpliwienie. Pierre oferował Yvonne kilka żartów odnośnie bycie wystawionym do wiatru. I wtedy nadjechał minibus. Wysiadło z niego trzech ludzie, którzy mieli być skipperami. Przeprosili za spóźnienie i zabrali się za pompowanie gumowych pontonowych łodzi. Każda składała się z trzech niezależnych poduszek, co bez zwątpienia zwiększało bezpieczeństwo.

Po kwadransie wszystko było gotowe. Każdy skipper wybrał osoby do swojej łodzi i poprosił o pomoc w przeniesieniu pontonu nad rzekę.

Obrazek

Obrazek

Pierre z rodziną znaleźli się w pontonie dwudziestokilkuletniego Ivana. Ivan udzielił im krótkiego wprowadzenia.

- Cetina, choć ma zaledwie 105 kilometrów długości jest najdłuższą rzeką Chorwacji. Wypływa z dwóch kraterów u podnóża gór Dinara i Gnjat. Przepłyniemy 10 kilometrów w jakieś 2-2,5 godziny. Pierwszy odcinek jest dość spokojny, potem będzie ciekawiej. Ubierzcie kapoki oraz kaski i nie ściągajcie ich. Faceci niech siądą z przodu, dzieci w środku. Kiedy krzyknę "lewo"; wiosłuje ten po lewej, kiedy krzyknę "prawo", wiosłuje prawy. Jak krzyknę "mocno", wiosłujecie oboje. W razie wypadnięcia trzymajcie ręce i nogi przy sobie. Ktoś umie pływać? Nie? Nie ma sprawy, ja tez nie umiem... (śmiech)

W łodzi Pierra i Yvonne znalazło się czeskie małżeństwo. Wkrótce Pierre i Yvonne nawiązali z nimi kontakt, gdyż Czech mówił słabą angielszczyzną. Początek spływu nie był łatwy. Pierre nigdy nie był na raftingu. Kiedy padało "lewo" miał wrażenie, że wiosłuje albo za mocno, albo za delikatnie. Z tego powodu na dwóch pierwszych zakrętach wpadli na krzaki. Pierre o mało nie zahaczył głową o konary i nie wylądował na starcie w rzece. Skupiony na wiosłowaniu nie miał czasu cieszyć się tym co się działo.

Obrazek

Kiedy wiosłowanie przestało być problemem, spływ stał się czystą przyjemnością. Lekka dawka adrenaliny, piękne krajobrazy i przyjemny chłód idący od rzeki dawały poczucie bezpiecznej przygody. Dzieci witały dzikimi piskami radości każdą fontannę wody, wzbudzaną przez spadający po małych bystrzynach ponton. Yvonne, która faktycznie nie umiała pływać, i na co dzień od wody trzymała się z daleka, zdawała też dobrze bawić.

Obrazek

Są dwie legendy wyjaśniające pochodzenie nazwy "Cetina". Jedna nawiązuje do rzeki Cetyni w południowej Polsce. Według tej teorii, Serbowie, którzy mieli emigrować z tej części Polski do nowej ziemi nad Adriatykiem, nazwali nową rzekę ku pamięci tej starej. Według innej legendy, Dalmaci nazywali tą rzekę Kertona, a nowo przybyli Słowianie zaakceptowali tą nazwę, adaptując ją do fonetyki swojego języka.

Obrazek

Iwan, na spokojniejszych odcinkach ubarwiał spływ opowieściami.
- W górze rzeki tez jest ciekawie, ale bardziej niebezpiecznie. Tam tylko kajakiem da się radę spłynąć. Jedną z atrakcji jest 45-metrowy wodospad. Kiedyś gościu wszedł pod niego, ale został wessany przez próżnię, która się tam wytwarza. Znaleziono go niemal przyklejonego do ściany kilkadziesiąt metrów niżej. Fajnie jest też na Oblaciku. Oblacik, to po chorwacku "obłok" - seria kaskad, które tylko profesjonaliści mogą próbować spłynąć. Nazwa wzięła się od tego, że w zimie, kiedy wody jest najwięcej, całe miejsce tonie w chmurze, którą tworze krople kaskad. Jeden zawodowy skipper zginął tam...

Płynęli przez kolejne bystrzyny o wdzięcznych nazwach "Ferrari", "Labirynt", "Łokieć", "Jawornica" i tak dalej.

Obrazek

Oprócz pontonów ich agencji, płynęły też inne agencje, które mijały ich, gdy zatrzymywali się na krótkie postoje. Już po kwadransie, napotkali na załogę z konkurencji, która wysiadła z łodzi, tylko po to, aby oblewać każdą napływającą łódź. Wkrótce wszyscy w łodzi Pierra byli totalnie mokrzy. Nikt nie miał strojów kąpielowych, ale przy 30 stopniach w cieniu, nie miało to znaczenia, bo ubrania szybko wysychały.

Obrazek

Po kilkudziesięciu minutach przerwa na papierosa. Kto chciał wychodził na brzeg, albo kąpał się w chłodnej, krystalicznej wodzie Cetiny.

Obrazek

Duże wrażenie zrobiły "Tisne Stine", czyli "Wąskie Ściany" - miejsce gdzie skały ponad 50-metrowej wysokości tworzą kanion szeroki na zaledwie 10 metrów. Tu kręcono scenę z Winnetou, kiedy odważny Apacz skacze w przepaść.

Obrazek


Obrazek

Dłuższy postój wypadł przy skale, gdzie śmiałkowie próbowali wejść w rolę Winnetou, skacząc z niedużej skałki do wody. Pierra zaciekawił fotograf, który siedział obok w kajaku przez 8 godzin i co chwila robił zdjęcia każdemu skoczkowi. Facet na taśmie produkcyjnej i to zapewne z pampersem. Ciekawie było też obserwować różne techniki skoków: od pozycji "na motocyklistę" do "połkniętego kija".

Obrazek


Obrazek


Obrazek

Skiperzy agencji Iwana też co jakiś czas zatrzymywali się w czasie spływu i obfotografowywali pozostałe pontony agencji, tak aby każdy, kto zapłacił te 100 kun, dostał obiecane zdjęcia.

Zdumienie Pierre i Yvonne wzbudził urzędnik Urzędu Skarbowego, który wyłonił się na brzegu za jedną ze skał. Wziął od Iwana nazwę agencji, policzył osoby w pontonie i skrupulatnie wszystko zapisał. Iwan stwierdził, że to normalne. Pierre zapytał się Iwana czy nie chciałby założyć własnej agencji raftingowej, na co ten odparł, że ta praca to tylko "summer job" i własny biznes nie byłby łatwy, bo na Cetinie działa około 40 agencji raftingowych.

- Ale uwaga, zbliżamy się do najtrudniejszego momentu na naszym spływie. Trzymajcie wiosła mocno i szybko reagujcie. Na skali od 1 do 6, spływ po Cetinie to 2-3, czyli łatwy albo średni, ale tutaj, przez kilkadziesiąt metrów jest trudniej.

Obrazek

Obrazek

Rzeka zawęziła się znacznie, po bokach pojawiły się duże głazy i z ciszy łagodnego spływu weszli w hałas gwałtownych bystrzyn.
- Lewo! Mocno! Prawo! Ku...a prawo! Praaa...

Obrazek

Obrazek

Głos Iwana zniknął w huku wzburzonej wody. Ponton zakręcił się i pchnięty siłą kaskady wpadł na stromy kamień, potem obrócił się ponownie i przewrócił do góry nogami. Wszyscy nagle znaleźli się pod wodą. Nikt nie zdążył nawet krzyknąć. Woda pociągnęła ponton kilka metrów dalej i wepchnęłą go pod wielki głaz po drugiej stronie.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Czechów i Iwana znaleziono kilka zakrętów dalej. Woda wyrzuciła ich spod pontonu i przeżyli. Francuzi - zakleszczeni pod skałą, przygnieceni przewróconym pontonem - utopili się.

* * *

Z wiersza "Rzeka życia", nieznanego poety:

Płyń Cetino, czysta i chłodna,
Tocz się jak łza ze szczytów Dinary,
I nieś pozdrowienie krajowi mojemu ukochanemu,
I mój smutek nieś, po morze samo.
[..]
Ostatnio edytowano 21.10.2011 18:06 przez DarCro, łącznie edytowano 1 raz
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45309
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 21.10.2011 10:12

Jak przeczytałem "cro.fr" to się uśmiałem ale kiedy doszedłem do końca już mi nie jest do śmiechu.
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 22.10.2011 22:13

Kiedy mówią wam, że historia jest w 95 % prawdziwa, wydaje się wam, że te pozostałe 5% jest nieważne. Te nieprawdziwe 5% w tej historii zaczyna się od ostatnich bystrzyn . To bardzo istiotne 5% - przyznacie sami...

Iwan kazał nam przybić do brzegu i wysiąść.
- Te bystrzyny są zbyt niebezpieczne. Kilka lat temu utonęli tu jacyś Francuzi i od tego czasu ten odcinek jest zamknięty.

A zatem nawet te nieprawdziwe 5% tej historii jest po części prawdziwe. "Jacyś Francuzi"... Są miejsca upamiętnione pamięcią narodu, owe Grunwaldy, Termopile, Westerplatte; są też krzyże na poboczach dróg i kaskady bez krzyży - miejsca tragiczne w jednostkowych tylko wymiarach, bezimienne, skrywające swoje łzy w pamięciach rodzin tych, którzy tam zginęli oraz wspomniania lokalnych strażaków i policjantów.

Nie wiem czy ci Francuzi byli rodziną czy nie, nie wiem ilu ich było, ale ich śmierć być może uratowała mnie i moją rodzinę, albo was, którzy tam dopiero pojedziecie. W sumie - jakkolwiek nam się może na co dzień wydawać inaczej - żyjemy na okrutnym świecie, gdzie bakterie i wirusy mają takie samo prawo do życia jak my, a machnięcie skrzydła motyla zmienia nasz los co chwila, choć nie mamy o tym pojęcia. Potraktujmy więc tą historię jako opowieść in memoriam.

Wróćmy więc do tych prawdziwych 95% opowieści, które były udziałem mnie i mojej rodziny, pożegnajmy Pierra i Ivonne i dokończmy spływ. Podczas gdy skiperzy spływają sami niebezpieczny odcinek rzeki, załogi muszą przejść kilkaset metrów na piechotę na koniec kaskad.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Wchodzimy znowu do łodzi. Na końcowym etapie spływu rzeka się uspokaja. Jest więcej czasu na rozmowę z naszymi Czechami. Łatwiej nam przychodzi porozumiewać się po angielsku niż po słowiańsku. Iwan też woli nam rzucać komendy po angielsku niż po słowiańsku. Jiri okazuje się być pilotem wojskowego helikoptera. Był raz w Polsce polatać na pokazach w Radomiu, gdzie niestety rozbił się samolot i zginął pilot.

Jiri jest na spływie drugi raz, bo uznał, że warto pokazać go dziewczynie. Doskonale się orientuje, że czeskie "hledac" to po polsku "szukać", czyli czeskie "pieprzyć". Sprawdzam u Iwana czy w chorwackim też słowo "szukać" ma rozrodcze znaczenie, ale okazuje się, że nie. Nawiasem mówiąc, nie ma się co dziwić, że Czechów jest tak mało: aby pobaraszkować, muszą się najpierw "naszukać", co zapewne odbiera znaczną cześć sił potrzebnych do prokreacji...

Spływ dobiega końca, żegnamy się z Iwanem (z tych prawdziwych 95% odejmijcie jeszcze 5% - Iwan nie był tak elokwentny w opisywaniu historii regionu jak to wcześniej opisałem). Wysiadamy, czekamy na naszego minibusa i wracamy do Omisa. W biurze znowu spotykamy skipperów, którzy "zrzucają" z aparatów zdjęcia na komputer. Następnie nasza niepozbierana właścicielka agencji, z naszą pomocą, przegrywa je na CD.

Owoc pracy skipperów widzicie powyżej w opowieści ze spływu - żadne zatem zdjęcie ze spływu nie jest moje, choć lekka obróbka i czasem końcowy kadr owszem. Czy warte były 50 zł ekstra? Każdy sobie sam odpowie. Thank you, hvala, goodbye i wychodzimy na miasto.

Jeśli zdecydowaliście się pójść w nasze ślady, kilka praktycznych rad, które nie znalazły się we wcześniejszej narracji. Weźcie aparat, bo skipperzy nie fotografują pejzaży, a są naprawdę fajne. Najlepiej chyba powiesić aparat na szyi osoby siedzącej w głębi pontonu, a nie wiosłującej, bo ta i tak ma dużo roboty i zajęte ręce. Aby uniknąć zalania aparatu wodą, trzeba umieścić go w dwóch plastikowych woreczkach/reklamówkach i wyjmować tylko na okazję zrobienia zdjęcia.

Rezerwacja miejsca wcześniej okazała się nam przydatna, ale myślę, że przy tej ilości agencji, jeśli pojawicie się w okolicy mostu koło 8:30-9:00 i zasięgniecie języka, są szanse załapać się na spływ w okolicy godziny 14:00. Czas do 14:00 warto wypełnić przejażdżką autem wzdłuż rzeki, zatrzymując się w tam gdzie dusza zapragnie...

Jak napisałem wcześniej, główne niebezpieczeństwo na spływie grozi głównie od gałęzi przybrzeżnych krzaków. Znalazłem w wątku o Cetinie na cro.pl uwagę, że spływ przypomina spływ Dunajcem. To nieprawda, o czym świadczą, myślę, zdjęcia. No i musicie uważać na "bombę". Co to jest "bomba"? No cóż, aby się przekonać, musicie już sami trafić na Iwana...

Jeszcze tradycyjnie kupujemy "strudle s jablukom" w lokalnej piekarni. Są też "strudle s wisniom"! Rozglądamy się jeszcze za lokalna specjalnością, soparnikiem - chlebem pieczonym pod popiołem, wzbogaconym boćwiną, który tradycyjnie może dochodzić nawet do 1 metra średnicy, ale nic takiego nie znajdujemy. Możecie sami spróbować upiec:
http://sinisabronic.com/index.php/gourm ... y-soparnik


Koniec gadania. Musimy ruszać dalej w drogę, aby znaleźć nocleg na kolejne dni.
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 23.10.2011 17:47

Przed powrotem na Jadrankę, warto porównać co na temat spływu po Cetinie mówią przewodniki. "Chorwacja, Bośnia i Hercegowina" (Pascal) podaje w około dziesięciu zdaniach krótką charakterystykę spływu, namiary na agencje, itp. Namiary na agencje mamy też w "Chorawcja - zielony przewodnik" (Michelin).

"Chorwacja" (Wiedza i życie) wzmiankuje tylko, że w Dolinie Cetiny "największą popularnością cieszą się wycieczki łodziami po rzece", czyli chyba nie rafting...

"Chorwackie wybrzeże i wyspy" (Bezdroża) nawet nie wzmiankuje Omisu i Doliny Cetiny.

Wniosek: polegając tylko na przewodniku, co do tego co warto zrobić lub zobaczyć, wiele możesz przegapić.

To ruszamy dalej. Na Jadranską Cestę. Od Omisa zaczyna się chyba najładniejszy odcinek, albo przynajmniej taki ładny jak w okolicy wyspy Pag.

Obrazek

Co jakiś czas zatrzymujemy się na poboczu, aby cyknąć jakąś fotkę. Używam Canona Powertshot A710. Kupiony za 800 zł pięć lat temu, dziś zapewne aparat tej klasy byłby za 600 zł. Ma 7 megapikseli, ale zapewne jak każdy wie (?) nie należy się podniecać liczbą pikseli, tylko poczytać w rankingach, jak dobrą ma optykę, bo co z tego, że widzi 7 megapikseli jeśli każdy z nich odwzorowuje niedokładnie.

Obrazek


Obrazek

Kiedyś, w czasach gdy o cyfrówkach dopiero się zaczynało mówić, byłem bardziej napalony na zdjęcia. Miałem lustrzankę Canon 100, wymienne obiektywy, filtry, statyw, itp. Zrobienie zdjęcia wiązało się z całą ceremonią: od wyszukania punktu widzenia poprzez ręczny dobór przysłony i czasu, po wybór filtra. Potrafiłem wstać o 4 rano, aby dostać słońce w tym punkcie, w jakim je chciałem.

Obrazek


Obrazek

Posiadanie dzieci nauczyło mnie zmiany nawyków. Cyfrówka jest malutka, poręczna (jak ja mogłem kiedyś nosić taką ciężką torbę?!) i szybka. Wszystkie zdjęcia tutaj są robione metodą "zatrzymajmy się (lub auto) na 5 sekund, ok, możemy iść dalej". Często nawet nie za bardzo widzę co jest w kadrze, bo ekran tego Canona słabo się sprawdza w dużym słońcu.

Obrazek

Wybieram automatyczne nastawienie "krajobraz" - nie chce mi się już nawet ustawiać głębi ostrości manipulując czasem lub przysłoną (czasu na to też by z rodziną nie było). Lenistwo wieku średniego, kiedy wie się, że dla National Geographic już nie będzie się fotografować, a na domowe potrzeby wystarczy. (Powiększenie wielkości 30 na 40 cm wychodzi z tego aparatu bardzo dobrze.)

Obrazek


Obrazek

Dawniej należało dobrze wybrać kadr, bo każda odbitka kosztowała. Teraz wystarczy cykać, cykać, cykać.
A nuż coś wyjdzie? :-)

Obrazek


Obrazek


Obrazek

I jedziemy, jedziemy, jest ładnie, hej...

Obrazek




Policji w ogóle nie widać. Ewidentnie mój rekord z USA, gdzie roczny pobyt zaowocował bodaj ośmioma kontaktami z policją, nie będzie pobity. I może dobrze...

Obrazek



Obrazek


Czy trzeba kogoś przekonywać, że przejazd Jadranką powinien być w przewodnikach opisany jako turystyczna atrakcja i obowiązkowy punkt programu? Nie będę się fatygował, by zerknąć do moich książek jeszcze raz, ale prawie na pewno nie jest.

Obrazek


Obrazek

Ktoś jedzie jeszcze ze mną tą Jadranką, czt wszyscy sie potopili w Cetinie?! :D
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12942
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 23.10.2011 18:18

DarCro napisał(a):Ktoś jedzie jeszcze ze mną tą Jadranką?

Zgłaszam swą obecność :!: , spłynięcie Cetiną na szczęście przeżyłem, choć wczorajsza historia z zupełnie niespodziewanym zakończeniem zrobiła spore wrażenie :idea: :roll:

Jadę i podziwiam piękne krajobrazy uchwycone rewelacyjnym aparatem, na który nie dam złego słowa powiedzieć, bo mamy taki sam :wink: :lol: .
Nasz został nabyty 4 lata temu i z tego co pamiętam kosztował około 900 zł, może dlatego, że ma na końcu swej nazwy dwie dodatkowe literki IS :D

Lektura tej relacji to punkt obowiązkowy mojej wizyty na forum.

Pozdrawiam
markasyt
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 341
Dołączył(a): 25.10.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) markasyt » 23.10.2011 20:17

DarCro napisał(a):Ktoś jedzie jeszcze ze mną tą Jadranką, czt wszyscy sie potopili w Cetinie?! :D


Jadę dalej. Chciałem zacząc' w niedalekiej przyszłości własną relację z wycieczek do Chorwacji ale strasznie zawyżyłeś poziom :(
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 24.10.2011 09:16

Nic sie nie martw - może mi sie odechce i przestanę pisać. :D
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 24.10.2011 09:23

kulka53 napisał(a):
DarCro napisał(a):Ktoś jedzie jeszcze ze mną tą Jadranką?

Zgłaszam swą obecność :!:


Dobra, że ktoś jeszcze jest, bo niedługo na prom się trzeba będzie zrzucić. :D

kulka53 napisał(a):spłynięcie Cetiną na szczęście przeżyłem, choć wczorajsza historia z zupełnie niespodziewanym zakończeniem zrobiła spore wrażenie :idea: :roll:

Parafrazując Hitchcocka: nic tak nie ożywia narracji jak trup. :lol:

kulka53 napisał(a):Jadę i podziwiam piękne krajobrazy uchwycone rewelacyjnym aparatem, na który nie dam złego słowa powiedzieć, bo mamy taki sam :wink: :lol: .
Nasz został nabyty 4 lata temu i z tego co pamiętam kosztował około 900 zł, może dlatego, że ma na końcu swej nazwy dwie dodatkowe literki IS :D


No to już możemy klub forumowy założyć. Mój też ma te IS. Może to faktycznie było bliżej 800 zł - w sumie to już tyle lat... A ściągałeś przez internet tak jak ja? Rozumiem, ze tez jesteś zadowolony? Używasz w większym stopniu jego funkcje?
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Dalmacja 2011 - tysiąc któraś relacja - może niedoszacowałem - strona ...
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019