Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Dalmacja 2011 - tysiąc któraś relacja - może niedoszacowałem

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011
Dalmacja 2011 - tysiąc któraś relacja - może niedoszacowałem

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 17.09.2011 20:51

-------------------------------------------------------------------------------

Więcej moich relacji znajdziesz tutaj


-------------------------------------------------------------------------------
SPIS TREŚCI:

Obrazek

WĘGRY:
Szentendre - węgierski Kazimierz

CHORWACJA:
Szybenik - Jak Dalmatinac i Firentinac katedrę budowali
Wodospady Krka - Plitvice czy Krka? - oto jest pytanie!
Split - Dioklecjan na emeryturze
Primosten - Bardzo oszczędna relacja
Trogir - Tropami świętych

Omis - Hmmm...
Rafting po rzece Cetina - Rzeka śmierci :-)
Jadranka - Z aparatem w reku
oraz
(Bacinske Jezera) - Green and blue

WYSPA HVAR:
- prom i droga Sucuraj-Zavala - Wrota Raju Królowej Teuty
- Vrbovska - Jak Matija walczył z Wenecją
- Starogradskie polje - Grecja przed kryzysem
- Stari Grad - Czakać czy sztokać, oraz wizyta w domu poety
- stara droga Stari Grad-Hvar - Lawendowe pola forever
- miasto Hvar - Przewodnikowe kontrowersje i nie tylko

Delta Neretvy - Skąd się wziął Neum i po co Chorwatom most
a także tu:
Delta Neretvy - Wiszące ogrody i owoce

Slano - Stolica komarów
Dubrovnik - Gdy zadrży ziemia
Dubrovnik mury - Słoneczny spacerek przez historię
Ston i Mali Ston - Mury, solanki i ostrygi
Wyspa Mljet - Utracone dziewictwo

BOŚNIA I HERCEGOWINA:
Pocitelj i Blagaj - Kariera Bajicy Nenadića i test usług medycznych w Bośni i Hercegowinie
Wodospady Kravica - Wstęp do przewodnika po Bośni i Hercegowinie
Mostar - Bridge Over Troubled Water

CZARNOGÓRA:
Boka Kotorska i Kotor - Syndrom przyjaźnie nastawionego sojusznika



----------------------------------------------------------------------------------

Plan jest prosty: tydzień w Słowenii (Alpy) i tydzień w Dalmacji. Po pobycie rok temu w Istrii, mamy chęć zobaczyć jakiś nowy kraj - stąd wycofuję się z początkowego pomysłu na 2 tygodnie w Dalamcji.

Kupuje mapę Słowenii i przewodniki, przez 4 dni opracowuję, co byśmy chcieli zobaczyć i potem czekamy. Na co? Na pogodę oczywiście: pogodę w Słowenii.

Patrzę na BBC weather - w Słowenii pada. Patrzę kolejny dzień: pada. Następnego ranka: duże zachmurzenie. I tak mija dzień po dniu. Czas ucieka i zapada decyzja. Wracamy do oryginalnego planu i jedziemy do Dalmacji na 2 tygodnie.

Sprawa pogody jest o tyle istotna, że jedziemy pod namiot. Jest kryzys i trzeba trochę pieniędzy zaoszczędzić i ... odzyskać to, co się zainwestowało w namioty, karimaty, butlę gazową, itp. Ponadto trzeba chronić dziedzictwo narodowe, czyli podtrzymywać stereotyp oszczędnego krakusa.

Wyjeżdżamy późno, niemal w południe, bo chcieliśmy się dobrze wyspać. My, czyli ja, Moje Lepsza (Połowa), Mała 7-latka i Mały 10-latek.

Przejazd przez Słowację jest już trochę nudny. Mamy ją dobrze zjeżdżoną. Jedynie w Bańskiej Bystrzycy musimy uważać, aby nie wjechać na autostradę, która łączy ją ze Zwoleniem. W tym celu szukamy zjazdu na dworzec Radwan, gdzie zaczyna się bezpłatna równoległa droga do Zwolenia. Jedzie się może 10 minut dłużej, a w kieszeni zostaje jakieś 35 zł za winietkę.

Zawsze widząc te puste przestrzenie Słowacji przychodzi mi myśl o wielkiej niesprawiedliwości: 5 milionów Słowaków i taaaakie niezaludnione tereny. Niepotrzebnie wstapiliśmy do Unii - teraz trochę niezręcznie byłoby napaść na Słowację...

Obrazek

Z internetu wynikało, że zastaniemy kemping w miejscowości Leanyfalu, sąsiadującej z pierwszym celem naszej wycieczki, węgierskim miastem artystów Szentendre.

Po 6,5 godzinach jazdy z Krakowa (plus postoje) przyjeżdżamy do Leanyfalu - 15 minut i identyfikujemy miejsce gdzie miał być kemping. Zapuszczony trawą i krzakami teren położony nad samym Dunajem, zabite deskami okna, świadczą, że ten kemping ma swoje lata świetności za sobą. Wysnuwam wniosek, że za komuny Węgrzy nie mieli gdzie za bardzo wyjeżdżać za granicę i duża liczba kempingów miała swoje uzasadnienie, a teraz nie zarobiłyby na siebie.

Jedziemy zatem do samego Szentendre, gdzie szybko znajdujemy kolejny kemping. Za nasze 4 osoby, namiot i auto, biorą mniej więcej 5600 forintów; brzmi strasznie, ale to mniej więcej 87 zł za noc.

Te namioty rozkłada się w 10 sekund, a składa się w ..., no cóż, jeśli poćwiczyłeś w domu, to w 30 sekund, jeśli nie, to możesz spędzić z godzinę na poznawaniu jego konstrukcyjnych tajników...

Obrazek

Kemping okazuje się z kategorii familijnych: nad sanitariami pająki wielkości dłoni zawieszone są całymi rodzinami. Również załatwianie potrzeb fizjologicznych toczy się w rodzinnej atmosferze - bo skoro bezpośrednio nad ubikacjami nie ma dachu, tylko jest zawieszony powyżej - to kilku sąsiadujących ze sobą kabinami facetów, potrafi stworzyć niezły rodzinny koncert.

Rozbijamy się szybko, i 20:30 ruszamy do miasta. Auto zostawiamy na kempingu i po 15 minutach marszu jesteśmy już w zabytkowym centrum. Górujący nad miastem kościół wygląda urokliwie:

Obrazek

Obrazek

Jedyne życie toczy się w knajpach położonych nad Dunajem. Włazimy w labirynt uliczek, gdzie nasz spacer bywa czasami zakłócany zapachem moczu. Trochę surrealistyczne graffiti na jednej z fasad ładnie wpisuje się w nocny klimat:

Obrazek


Kto mówi, że węgierski jest trudny?:

Obrazek

A tu dla porównania ten sam zaułek cyknięty noca i następnego dnia rano:

Obrazek

Obrazek

Rankiem budzi nas deszcz, który jednak po śniadaniu przechodzi (Jeśli tu często pada rano, to może dlatego Wegrzy piją alkohol zasadniczo rano? (źródło: Makłowicz)
Kto był pod namiotem, ten wie, jak bardzo buduje dobry nastrój deszcz o poranku. :-(

Zwijamy się jednak szybko, opuszczamy kemping, parkujemy przed strefa płatnego parkowania i znowu ruszamy do centrum. (Rada: nigdy nie pytaj się tubylców gdzie konczy się strefa parkowania. Zawsze podają stare lub niedokładne informacje.)

Śniadanie kończymy w parku po drodze (pyszne dzikie morelki!), gdzie kontemplujemy faceta ćwiczacego surfing na krowie. No dobra, na byku.

Obrazek

Obok inna muza: kręcą film. Musimy sie zatrzymać, aby nie zepsuć sceny.
Jak filmu nie rozumiemy, to używamy zwrotu "czeski film", a chyba o wiele adekwatniejsze byłoby "węgierski film".
Przelatuję w myslach mój kontakt z węgierskim filmem - czy ktoś pamięta "Abigail"?

Obrazek

Skojarzenia z "Abigail" są oczywiście wzmocnione, gdy natykamy się na sklep blue-dyer'a ("barwnikarza na niebiesko" :-) (?), a w nim chrakterystyczne niebieskie szkolne sukienki:

Obrazek

Miejscami Szentendre ma trochę śródziemnomorski charakter, choć ogólnie jestem rozczarowany - w całym mieście wszystko jest rozkopane lub remontowane, czego nie bylo tak widać nocą. Hmmm, "Węgry w budowie".

Obrazek

Ichniejsze Krupówki - podobno miasto odwiedza milion turystów rocznie:

Obrazek

Obrazek
Ostatnio edytowano 02.05.2015 13:33 przez DarCro, łącznie edytowano 12 razy
rbandula
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 316
Dołączył(a): 17.03.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) rbandula » 17.09.2011 21:39

Schody na "ichniejszych Krupówkach" - super! Czekam na cd.
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 18.09.2011 07:06

Szentendre założyli Rzymianie w I w. (Możemy żałować, że Rzymianom nie chciało się iść dalej na północ i podbić terenów Polski...) Z czasem stało się miastem Serbów, którzy uciekali tu przed Turkami. Do dziś żyje kilkudziesięciu Serbów, którzy 19 sierpnia mają odpust w prawosławnej katedrze (razem kościołów, cerkwi i synagog jest tu siedem, a synagoga jest podobno najmniejszą czynną na świecie). Po serbsku miasto nazywało się Szveti Ondrej, ale zapewne wszyscy już i tak wcześniej się domyslili, że Szentendre, to Święty Andrzej. :-) Oprócz Serbów mieszkali tu Niemcy, Grecy, luterańscy Słowacy i katoliccy Chorwaci - czyli niezła wieża Babel. Aha, no i Węgrzy...

W XIX wieku miasto podupadło, bo nie mogło wytrzymać konkurencji Budapesztu, a choroba zniszczyła plantacje winorośli. Na szczęście na początku XX wieku zaczęli napływać artyści, oczarowani barokowo -średniowiecznym klimatem miasteczka.Zainteresowani sztuką mogą tu oglądnąć muzeum ceramiki, muzeum sztuki serbskiego prawosławia, kilkanaście muzeów węgierskich artystów. Szentendre jest miastem galerii (tak jak Santa Fe w USA, czy Groznjan w Chorwacji i chyba (dawno tam nie byłem...)Kazimierz w Polsce. Podobno jest tu ponad sto pracowni artystycznych:

Obrazek

Ze względu na dzieci, raczej niż do galerii, udajemy się kontemplować kicz do muzeum marcepanu (3000 forintów - ok. 47 zł - wszystkie podawane tu ceny sa za 2 dorosłych i 2 dzieci). Muzeum udowadnia, że z macepanu można zrobić wszystko:

Obrazek

Marcepan, czyli prażone migdały, cukier i olejek migdałowy, staje się plastyczny już pod wpływem dłoni. Okolice Budapesztu akurat znane są z upraw migdałów. Na Węgrzech jest co chwila muzeum marcepanu, gdyż produkt ten sprowadzili do Europy Turcy, którzy przez kilka wieków zajmowali te tereny. Spadek popularności marcepanu spowodował czekolada. (A co spowoduje upadek czekolady?)

Parlament udał się całkiem ładnie (pamiętajcie, że wstęp do tego prawdziwego jest darmowy dla obywateli UE - weźcie paszport!):

Obrazek

Tabliczki przy marcepanowach dziełach, zwykle mówią ile trwała robota i ile waży "obiekt":

Obrazek

A tą postać znacie? Powinniście!

Obrazek

Wujaszek Bem pieczętował przyjaźń polsko-węgierską, choć jak poczyta się historię, to wychodzi, że Węgrzy nieźle dawali popalić Słowianom razem z Austriakami:

Obrazek

Kontynuuję myśl o tym, że Wegrzy w ramach Austro-Węgier nie dały powodu Słowianom, aby sie lubić: zajęto ziemie polskie, czeskie, słowackie, serbskie, chorawckie i słoweńskie. Wegrzy nie byli pionkiem, jakby się wydawało, i jak mówi wikipedia "zwolennicy oderwania się od Austrii stanowili na Węgrzech znikomą mniejszość. Rządząca na Węgrzech arystokracja widziała w silnych związkach z Wiedniem (a potem i z Berlinem) nie tylko skuteczny środek do obrony własnego stanu posiadania, a także ochronę przed ewentualnymi powstaniami mniejszości narodowych stanowiących połowę ludności kraju."

Obrazek

Wychodząc, w muzealnym "shopie", kupujemy rózne odmiany marcepanu, którymi skutecznie będziemy wzmacniać dobre zachowanie naszych pociech.

Jeszcze rzut okiem na Dunaj:

Obrazek

...jeszcze jedno zdjęcie oryginalnej kapliczce (winorośl jasno oddaje profesję mieszkańców):

Obrazek

...i ruszamy na drugi koniec Wegier. (Na następny raz zostawiamy sobie leżące tuż obok Wyszehrad i największy na Węgrzech skansen). Unikając korków jedziemy drugorzędnymi drogami powyżej Balatonu. Omijamy autostrady, aby nie musieć kupować winietki. W praktyce oznacza to, że przejazd przez Węgry wydłuża sie o jakąś godzinę. Drogi są w bardzo dobrym stanie, puste, i często można rozwinąć bezpiecznie prędkość 90-120 km. (Nie należy sie przejmować znakami straszącymi winietkami - dotyczą ciężarówek) . W nagrodę dostajemy takie widoki:

Obrazek

Wegierskie bydło, jak widać poniżej, wciąż; ma się dobrze i żyje
nie tylko w skansenach dla turystów:

Obrazek
Ostatnio edytowano 16.02.2012 15:28 przez DarCro, łącznie edytowano 5 razy
brokers7
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 303
Dołączył(a): 24.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) brokers7 » 18.09.2011 09:41

Jak Dalmacja to i ja muszę tu być :-)
freelancer1
Odkrywca
Avatar użytkownika
Posty: 114
Dołączył(a): 19.07.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) freelancer1 » 18.09.2011 10:18

W te zimne dni i ja poczytam coś optymistycznego.
A na Węgry to dopiero w przyszłym roku się wybieramy.
marko350
Cromaniak
Posty: 1331
Dołączył(a): 14.10.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) marko350 » 18.09.2011 11:00

Czytam i oglądam :D :D :D :D
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 18.09.2011 12:57

freelancer1 napisał(a):W te zimne dni


Jakie zimne?!
Już dawno nie pamiętam tak pieknej końcówki sierpnia i września (okolice Krakowa). Od powrotu z Chorwacji, czyli około 20 sierpnia, było tu może 5 dni deszczu, a temperatura niemal nie spada poniżej 20 za dnia. Nawet teraz jest 25 stopni w cieniu.
kendzior
Odkrywca
Posty: 108
Dołączył(a): 18.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) kendzior » 18.09.2011 20:38

Kurde Węgry dopiero w przyszłym roku będą tak mocniej. W tym z atrakcji Węgierskich był tylko prom na rzece chyba tisza. w drodze do Rumuni.
GAPA
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 40
Dołączył(a): 18.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) GAPA » 18.09.2011 21:45

brokers7 napisał(a):Jak Dalmacja to i ja muszę tu być :-)

To ja też , Dalmacija moje milo...
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 19.09.2011 13:28

Obrazek

Pod wieczór docieramy na skraj Węgier, do Nagykanizsa , na kolejny kemping (http://www.nyirfascamping.fw.hu ). Nieduży, trawiasty i tani ...... Jedyną wadą jest kolonia węgierskich gimnazjalistów. Wkrótce podjeżdżają jeszcze 3 campery z Włochami. Wszyskie panie puszyste, jak na Włoszki przystało, po wyjściu zaczynają rozmowę o kolacji. Mógłbym się dołaczyć ze swoim włoskim (penne, tagiatella, risotto), ale rezygnuję. Skoro panie do garów, to panowie-makaroniarze zebrali się w osobna grupkę, ale temat ich rozmowy pozostał dla mnie tajemnicą.

Udaję się do ubikacji z zamiarem pokonania zatwardzenia. Kibelek ma dobre własciwości akustyczne - jest to ubikacja typu monofonicznego (odgłosy fizjologiczne wedrują zasadniczo w jedną stronę) - część męska nie jest oddzielona ścianą od kobiecych łazienek Po drugiej stronie grupa wegierskich nastolatek-kolonistek myje włosy, suszy je, gada, dzwoni, gada, i znowu gada. Nie ma co czekać...

Moja Lepsza Połowa też ma w ubikacji przygodę. Jedna z kolonistek pyta sie jej" English?". Moja Lepsza, myśląc, że to skrót pytania "Do you speak English?", odpowiada "Yes", na co młoda Wegierka z dumą wali się pięścią w pierś i mówi, "I, Magyar". Potem razem z Moja Lepszą ćwiczymy jak ten gest i słowa brzmią z innymi narodowościami "I, Rom", "I, Eskimos" - też nieźle...

Rano budzi nas deszcz. Znowu. W Polsce także padało przed wyjazdem przez kilka dni, a wczoraj padało w Szentendre. Serdecznie mamy już dosyć deszczu. Co gorsza dziś ten deszcze nie przestaje padać, a my mamy w planach dostać się w okolice Szybenika (dalej unikając autostrad) - co daje ponad 8 godzin samej jazdy. Skoro deszcze nie ustepuja, to ja muszę. Decyduję się bohatersko poświęcić swoją suchość i zwinąć namioty oraz poprzenosić wszystko do bagażnika, aby reszta rodziny mogła wejść do auta suchą nogą. 

Już po minucie jestem mokry. Tata Makaron, Mama Makaron i Córka Makaron obserwują mnie przez okienko w camperze. "Czekajcie, to my, Polacy, przetrwamy kolejną wojną jak wybuchnie!" - pocieszam się wnętrznie, odgarniając wodę z powiek i wylewając ją z uszu.

Przy okazji o mały włos nie dochodzi do tragedii: odkrywam, że nie mam kabelka, którym zgrywam zdjęcia z aparatu na laptopa. Oprócz deszczu zalewa mnie czarna rozpacz i przekopuję wszystko do góry nogami, aby się upewnić. Właściwie to już pływam po bagażach, a kabelka nie ma. Zamykam oczy i widzę go, jak sobie leży przygotowany do drogi na stoliku w domu, 600 kilometrów stąd. Po pierwszym szoku szukam alternatywnych rozwiązań: wracać do domu (Moja Lepsza Połowa jest przeciwna), kupić nową kartę pamięci (ale przy tej ilości zdjęć co cykam, to chyba kilka będzie potrzeba), zgrywać je w zakładach foto (kłopotliwe - czasami jeden dzień wystarczy by moją obecną kartę pamięci zapełnić), próbować kupić kabelek. Wybieram to ostatnie, choć obawiam się, że jest jakiś nietypowy i nie będzie łatwo go kupić.

Ruszamy na Letenye i bez większych problemów odnajdujemy przejście drogowe dla nie-autostradowców. Krótki rzut oka celnika Chorwata w dokumenty i jesteśmy w Chorwacji. Przedzieramy się przez deszcz, a mnie kołacze sie po głowie kabelek. W Cakovec dostrzegamy centrum handlowe i zjeżdżamy do niego. Znajduję coś na kształt nie-dla-idiotów, tylko sporo mniejsze i z nadzieją pytam o kabelek pokazując mojego małego canonka. Pierwszy, młody sprzedawca, kiwa przecząco głową (mi się słabo robi), ale drugi, z miną starego wygi, bierze mi aparat z ręki, wlecze gdzieś w kierunku półek i po chwili triumfalnie przynosi co trzeba. Kabelek okazał się typowy!

Wychodzimy z nie-dla-idiotów w pełni szczęścia, a tu "niespodzianka": deszcz, deszcz, deszcz. Zapada decyzja: wyłożymy na autostradę troche pieniązków i za 4-5 godzin będziemy w Dalmacji, bo jak każdy wie "It Never Rains In Southern ... Dalamtia" (http://youtu.be/-pyC7WnvLT4)

Jak pomyślał tak zrobił. Tylko przy dojeżdzie do autrostrady jeszcze mała przygoda. Za te kilka monet co mi zostały z poprzedniego roku w Istrii postanawiam kupić bułki w piekarni. Pani pięknie nabija mi 8,40 na kasie, więc daję jej 10 lip. Ona czeka i patrzy się na mnie. Ja też czekam i patrzę się na nią. Jak za długo sobie tak patrzymy, to zaczynam myśleć: może to nie jest tak, że 1 lipa równa się 100 maslinkom? (Na jednej z monet pisało "maslinka"...) Mam dobrą, ale krótka pamięć, więc takie skojarzenie mi ostało po ostatnim pobycie w Istrii. Błędne skojarzenie. Eureka: 1 kuna to 100 lip! Na szczęscie kilka kun też miałem, więc zaspokoiliśmy finansowe roszczenia pani ekspedeintki, ale wyszedłem z palącym pytaniem: w takim razie co to jest na cholerna maslinka? Po kilku dniach sprawa się wyklarowała, ze maslinka, (z niewiadomowego powodu, bo podobno słowiańskie języki sa podobne), to oliwka . Jest taki program na Discovery: "Idiota za granicą" - ciekawe kiedy mają nowy casting...

Obrazek

Pod wieczór, 15 km za Szybenikiem i za wioską Grebastica (jedyna zaznaczona w tym regionie na google.maps.pl) docieramy na Camp Tomas (http://www.camp-tomas.com). Własciciel(?) informuje nas, że z całych trzydziestu działek, zostało mu tylko jedno wolne miejsce. Zerkam jeszcze na sąsiedni kemping, równie mały, gdzie okazuje się, że nie ma w ogóle żadnego miejsca. No to skoro mamy wybierać, to wybieramy to jedno. (Kemping został wypatrzony na cro.pl w wątku o tanich kempingach [przepraszam - umówmy się - to była economy class - 124 kuny za noc, czyli jakies 70 zł, licząc po 0,56 zł za 1 kunę ]) .W zapasie miałem jeszcze kilka innych opcji w pobliżu 50 kilometrów. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy: od wjazdu z okolic Cakovca do Szybenika zapłaciliśmy za autostradę 135 kun (około 75zł).

Camp Tomas jest położony na skarpach wzmocnionych kamieniami pośród sosenek. Parcele są ciasne, są też problemy z zaparkowaniem auta. Mam wątpliwości co do swojego hamulca ręcznego, więc zostawiam auto na noc na biegu, a dodatkowo blokuję wszystkie koła kamieniami. W ten sposób unikam w nocy koszmarów o Skodzie-amfibii, bo 50 metrów w dół jest morze i auto mogłoby się swobodnie stoczyć, (z kolei 50 metrów u góry jest Jadranska Magistrala, którą przyjechaliśmy, a z której inne auto może się stoczyć na nas.)

A oto nasz apartament na Camp Tomas. Drugi namiot przysłoniła zielona osłona plażowa, gdzie trzymaliśmy trochę betów:

Obrazek

Właściciel - miło z jego strony - podrzucił nam krzesełka, widząc, że zutylizowaliśmy do siedzenia leżace obok pustaki. Ziemia w około kamienista i przydał sie zabrany z domu młotek, aby wbijać śledzie. No i faktycznie jest słoneczko: już za Zagrzebiem się zaczęło i nie skończyło do końca naszego pobytu.

Młody z młodą szybko wypatrzyli w zaroślach i kamykach jakieś białko zwierzęce, jak ta modliszka, rozgwiazda i gigant-osa:


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzut oka na morze, a właściwie na zatokę i można iśc spać. (Aha, plaża
mała z dużymi głazami, o które można się nieźle walnąć jak sie brodzi
blisko brzegu.)

I tak, dzień trzeci, szczęśliwie, dobiegł końca.

Obrazek
Ostatnio edytowano 16.02.2012 15:26 przez DarCro, łącznie edytowano 4 razy
Arooo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 305
Dołączył(a): 08.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) Arooo » 19.09.2011 14:03

Super że udało Ci się kupić kabelek, ale nie prościej włożyc kartę pamięci do laptoka :?: :?
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 19.09.2011 14:18

Brak takiego slota w moim lapie.
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10893
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 19.09.2011 14:24

DarCro napisał(a):w takim razie co to jest na cholerna maslinka? Po kilku dniach sprawa się wyklarowała, ze maslinka, (z niewiadomowego powodu, bo podobno słowiańskie języki sa podobne), to oliwka .

No no, tylko nie cholerna :evil: :wink:

Oliwka to maslina, Maslinka to ja :wink: :D

Pozdrav.
DarCro
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1196
Dołączył(a): 12.01.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) DarCro » 19.09.2011 14:34

A mała oliwka to nie będzie maslinka?
Arooo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 305
Dołączył(a): 08.08.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) Arooo » 19.09.2011 14:35

DarCro napisał(a):Brak takiego slota w moim lapie.

No tak :oops:
Czasami się zapomina o najprostszych rozwiązaniach.
Nie myśl że złośliwie piszę :twisted: ale też zaliczyłem brak kabla we włoszech, i za chiny Italiańscy "spece" nie umieli mi pomóc.
Dopiero Chińczycy na targu pomogli :D
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Dalmacja 2011 - tysiąc któraś relacja - może niedoszacowałem
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018