napisał(a) Franz » 11.09.2016 23:33
Rozkulbaczam się i teraz już grzecznie schodzę - najpierw trochę jeszcze po piargu, potem coraz wyraźniejszą ścieżką - w kierunku Smoczego Stawu (Drachensee). Chmury zdążyły już wziąć wyższe granie w swoje władanie, częściej zatem kieruję wzrok w stronę jezior i odległych dolin. Skądś dobiega dźwięk Alphorn, czyli odpowiednika naszej trombity - słychać zarówno melodie ludowe, jak i dobrze znane w rodzaju słynnej szkockiej pieśni pożegnalnej.
Nie zaglądam do stojącego na morenie schroniska, tylko znajduję skrót, prowadzący od Drachensee wprost w dół - opadającą dolinką, przechodzącą w wąski żlebik o skalistych ścianach. Kiedy się kończy, wyraźna ścieżka biegnie pośród rzadkiej kosodrzewiny i wkrótce łączę się ze szlakiem, a ścieżka przekształca się w szeroką drogę, którą docieram do Seebensee. Kiedy zerkam w prawo, na Tajakante, udaje mi się dostrzec kolejnych wspinaczy w górnej części ferraty.