Wstaje nowy dzień ... całkiem ładnie wstaje ... gdyby nie te blokowiska
Chodźcie ze mną zobaczyć to w ładniejszych okolicznościach przyrody
Całkiem szybko się ogarnęłam ... i już jestem na plaży
To jeszcze chodźmy do lasku
Rybki się jeszcze nie grillują
Słoneczko coraz wyżej ... czas chyba wracać do męża
No ale jak tu wracać jak tu tak pięknie ...
Wracając do apartmana nabywam jeszcze coś na śniadanko ...
A zobaczcie jeszcze jakie mamy "lobby blokowe" przy windzie
I po śniadanku ruszamy ...
Pogoda robi się niewyraźna ...
Ale mój ajfon tak właśnie przepowiadał
Ale twierdzi też, że około 11 będzie bezchmur ... oby się nie mylił
Jedziemy przez miasteczko Álora ... to znak, że Italia mnie wzywa
Mój ajfonik to się jednak zna
Zastanawiałam się czy auto lepiej zostawić przy wejściu czy przy wyjściu ...
Zdecydowałam, że wygodniej będzie przy wyjściu i tak też zrobiliśmy.
I wg mnie to wygodniejsze rozwiązanie ... ale jak ktoś zrobi inaczej to nikt strzelać z tego powodu nie będzie
Parkujemy na całkiem sporym darmowym parkingu - 36°54'23.5"N 4°45'36.5"W
Zostawiamy auto i idziemy na przystanek ... autobus zawiezie nas do wejścia.
Jest on dokładnie tu: 36°54'24.4"N 4°45'33.2"W, bo sporo ludzi stawało na przystanku na zakręcie ... i kierowca jadąc do góry machał ręką żeby przeszli na właściwe miejsce
Na właściwym przystanku
Z bilecikiem ustawiamy się w ogonku i czekamy na autobus ...
W czasie oczekiwania pani z budki kilka razy przechodzi i pyta czy aby na pewno wszyscy mają bilety ... bo u kierowcy kupować nie można
Podjeżdża autobus ... ludziów jest na tyle dużo, że nie wszyscy się mieszczą ... ale zanim odjechał pierwszy to podjechał już kolejny, więc spoko
Jedziemy jakieś 15-20 minut z przystankiem na parkingu "środkowym"
Wysiadamy koło restauracji El Kiosko
W planie mam przejście krótkim tunelem koło tego kiosku i spacer dłuższą trasą ... ale niestety jest zamknięta ...
No nic to, pójdziemy wzdłuż drogi to tego dłuższego tunelu ...
A że mamy całkiem sporo czasu do naszego wejścia to się nie spieszymy ...
Mamy czas popatrzeć na lazury Embalse del Conde de Guadalhorce
Przechodzimy przez tunel ...
Po około 10 minutach dochodzimy do początku ścieżki Caminito del Ray
Muszę stwierdzić, że organizacja jest taka sobie ... ludzi jest bardzo dużo ... panuje spory chaos ...
Utworzyły się jakieś trzy kolejki ...
Najkrótsza, po prawej stronie, okazuje się być kolejką do kasy ...
Sporo osób przyszło bez biletu i ma nadzieję jeszcze go kupić ...
I faktycznie, co jakiś czas kasa się otwiera i po kilka osób wychodzi i radośnie macha biletami
Po lewej stronie tworzy się jakaś kolejka dla grup zorganizowanych ...
My stoimy w kolejce dla zwykłych śmiertelników ... bo chociaż mamy te droższe bilety z przewodnikiem, to chcemy iść sami
... takich osób jest najwięcej
Co jakiś czas pani z obsługi głośno pyta czy w kolejce czeka ktoś, kto chciałby iść z przewodnikiem mówiącym po hiszpańsku lub
włosku
I o dziwo takich osób było dosłownie kilka
Cierpliwie czekamy ...
Co prawda do "naszej biletowej godziny" jest jeszcze około pół godzinki, ale ta godzina jest bardzo umowna i nikt tego dokładnie nie sprawdza
Pani wpuszcza grupy po około 20 osób ...
Obsługa rozdaje kaski, odbywa się krótkie "szkolenie BHP", co wolno a czego nie wolno ...
Pan kilka razy powtarza, że na całej trasie nie można zdejmować kasków ... nawet do selfie
... i życzy nam miłej wędrówki Ufffff, można iść ...
Jeszcze troszkę korkuje się koło zapory ... bo są tam "kołowrotkowe" bramki
Teraz już wchodzimy na "właściwą" ścieżkę ... tą którą szedł król ... no prawie tą
Ale to już w kolejnym odcinku ... bo to będzie dość dłuuuuuga i emocjonująca trasa


.png)
.png)
, to ciekawostka na 10 - 15 minut .
.
.png)
.
.png)