Spacerku c.d.
Na czym to ja skończyłam? Aha, eksplorujemy wyspę. Może ktoś myślał, że będziemy z maczetą torować sobie drogę przez dżunglę. No nie
Zgodnie z obietnicą doszliśmy do pięknej, bezludnej plaży.
Tu mieliśmy czas na napoje chłodzące i sprawdzenie jak wygląda okolica z góry.
Podczas około godzinnego spaceru nie spotkaliśmy ani jednej osoby.
Te białe kamyczki to martwe koralowce wyrzucone na brzeg a takim orzeszkiem można dostać w głowę jak się ma pecha
W okolicy tej skały zrobiliśmy postój na kąpiel. Dało się popływać, ale woda była dość płytka.
Na skałkę można wejść. Zatem wchodzę, jest altanka, a z niej ładny widoczek.
Trasa naszego spaceru przebiegała tak:
Końcóweczka na skróty:
Gdy wróciliśmy do bazy, zjedliśmy tradycyjny filipiński obiad przygotowany przez gościnną rodzinę z Connies Cottage.
Po obiedzie przewidziana była pokazowa walka kogutów, taka szkoleniowa. Ostrogi są zasłonięte, żeby nie zrobiły sobie krzywdy.
Koguciki stroszą piórka na widok rywala, ale w obecności ludzi są łagodne.
Później był czas wolny, więc jeszcze ostatnie fotki:
Na Pamilacan byliśmy prawie do zachodu słońca.
Na pokład!
To był wyjątkowy dzień.

.png)
.png)
rajskie okoliczności przyrody , idealny peeling dla stóp , a dodatkowo można znaleźć piękne muszle i korale . . .
.