Re: Chile i Argentyna marzec 20026.
napisał(a) margaret-ka » 14.05.2026 15:37
12 marca, czwartek.Przelot do
Calamy mamy o 6.30. Jemy śniadanie o jakiejś nieludzkiej porze i po ciemku wsiadamy do samolotu.
Lotów w tym kierunku jest wyjątkowo dużo. Latają pracownicy kopalni miedzi na Atacamie, którzy zjeżdżają do domu zwykle co dwa tygodnie.
Część z nich mieszka z rodzinami w okolicy Calamy na takich osiedlach. Są najlepiej wynagradzanymi robotnikami w tym kraju i poziom życia jest tu stosunkowo wysoki.
Przejeżdżaliśmy obok największej kopalni odkrywkowej, w której wydobywa się miedź, a także molibden i trochę złota. Hałdy odpadów, czyli pozostającego żwiru mają niewyobrażalną wysokość i już wyglądają jak nowe pasmo górskie. A przybywa ich w zastraszającym tempie i nie są nikomu potrzebne, bo tego materiału w całym kraju jest pod dostatkiem.
Zawartość miedzi w rudzie jest tu bardzo niska i wynosi około 0,4%, podczas gdy w naszej dolnośląskiej kopalni Rudna to około 2%. Mimo to KGHM zakupił 55% udziałów w kopalni Sierra Gorda. Podobno biznes już przynosi zyski.
Kopalnie do pracy potrzebują wody, której na pustyni brakuje. Buduje się trzystukilometrowy wodociąg tłoczący wodę morską.
Urobek na powierzchnię wywożą ciężarówki o ładowności powyżej 300 ton. Każdy inny samochód oraz sprzęt wjeżdżający na teren kopalni musi mieć dwumetrową „antenę” z chorągiewką widoczną dla kierowców tak dużych ciężarówek.
Księżycowy krajobraz pustyni i Góry Domeyki podziwialiśmy głównie z okien busika. Zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym, na którym znajdował się grób Indianina. Można było otworzyć metalowe pudełko i obejrzeć zdjęcia zmarłego.
Przy chilijskich drogach spotykaliśmy wyjątkowo dużo kapliczek upamiętniających ofiary wypadków; często były tam wraki pojazdów.