6 lipca: NiedzielaDo LovisteWystarczyło jedno spojrzenie na poranny Jadran i już zapadła decyzja. Płyniemy na piwo do Loviste
Dla pewności, odpowiednim sprzętem, zostały wykonane wszystkie niezbędne pomiary.
W sumie to zawsze mamy wiosła, ale lepiej jednak wiedzieć ile zapasu paliwa zabrać


Płyniemy tutaj... plus kawałek za cyplem, aż do zatoczki.

Jadran wyglądał tego ranka prawie jak jezioro



Mijamy Dubę, wypatrując delfinów. Niestety nic nie widać, pewnie śpią




Przy takiej flaucie mkniemy w ślizgu i cieszymy się słońcem, widokami...
- Uważaj na tą dużą reklamówkę na wodzie.
- To nie reklamówka, to skała wystaje. Ominę ją lewej...
Ejjjjj to nie skala, to nie reklamówka! To żółw!
Ruda, po co do Egiptu jeździć, jak tu mamy i delfiny i żółwie! I tak to było. Lewą burtą minęliśmy dużego żółwia, który wygrzewał sobie skorupę w słońcu. Zanim wyjęłam aparat, zanim się ustawiłam... byłam dla niego zbyt wolna. Odpłynął.
Co widzieliśmy, to jednak nasze


Jesteśmy coraz bliżej cypla, gdzieś za nim jest Loviste.


Zwalniamy i powolutku płyniemy wzdłuż brzegu. Jest pięknie.


Pięknie i tak... płasko




Ostatni zakręt.


I jesteśmy.



Wpływamy do mariny i kotwiczymy.
Pełnię bardzo poważną funkcję, trzymacza liny




Dwa kroki i jesteśmy w knajpie.



Zrobiliśmy sobie krótki spacerek i stwierdziłam, że w tym Loviste to jest całkiem ładnie... a widzieliśmy tylko malutką część tej mieściny





Szyszunie







Pokazały się fale. Czas wracać. Przed nami kawał drogi, a nie wiadomo jak wygląda Jadran
za zakrętem.





Loviste



Droga powrotna była trochę bardziej urozmaicona, bo zrobiły się małe fale. Trzeba było się linek trzymać, ale ponton dalej szedł w ślizgu.
Zanim wylądowaliśmy na plaży, wymyśliłam sobie... narty wodne

Wyskoczyłam z pontonu i zażyczyłam sobie liny, którą Artur miał mnie do brzegu pociągnąć. Chciałam zrobić tak jak filmach- narty wodne bez nart
Nie dałam sobie wytłumaczyć, że nic z tego nie wyjdzie. Musiałam się o tym sama przekonać...i się przekonałam

Słona woda skutecznie przeczyściła mi zatoki, a kawałek za sobą zostawiłam strój kąpielowy
W końcu dopływamy na naszą plażę.

A tak wyglądała nasza wycieczka:

Tego dnia przepłynęliśmy trochę ponad 20km w jedną stronę i zużyliśmy coś z 12l paliwa.