Po około dziesięciu minutach jestem ponownie na skraju urwiska. Ferrata jest oznaczona jako jednokierunkowa ze strzałką początku wskazującą na zewnętrzną ścianę, sterczącą wyniośle nad doliną z taflą jeziora u stóp. Zaglądam ostrożnie poza krawędź - widać pionową ścianę z wbitymi tu i ówdzie bolcami. Trasa sprowadza kilkadziesiąt metrów w dół, gdzie ginie w czeluści otworu, stanowiącego dolny wylot jaskini. Tą jaskinią następuje potem powrót w pobliże miejsca, gdzie właśnie stoję - dobrze widoczny jest rozszerzający się ku górze lej górnego wylotu jaskini.
Podejmuję decyzję przejścia, ale najpierw - pora na małe co nieco. W tym czasie dochodzi moja znajoma trójka - pani zostaje na trawce z wszystkimi plecakami, a panowie podchodzą do krawędzi i szybko za nią znikają. Ja zostawiam tylko kijki - wprawdzie tabliczka informacyjna sugeruje pozostawienie plecaków, ale aparat fotograficzny przechowuję przy pasku plecaka i nie chce mi się kombinować. Pójdę z plecakiem, może uda mi się nigdzie nie zaklinować.

.png)
.png)