Skąd w naszej tradycji polsko-chrześcijańkiej tyle smutku w tym w sumie radosno-refleksyjny dniu?
Owszem, Zaduszki, to jeszcze pojmuję. No bo smutek, że kogoś już z nami nie ma, że żal, że tęsknimy itp.
Ale Dzień Wszystkich Świętych powinien chyba jednak być dla wierzącego w życie wieczne chrześcijanina dniem Radości i Wdzięczności za to, że nasi bliscy już wrócili do Domu Ojca, że skończyli swoją drogę przez życiowe trudy i męki... i że niedługo i my dołączymy do nich.
Przecież chyba taki jest cel każdego chrześcijanina - powrót do Domu?
Np. w wielu krajach, w wielu tradycjach śmierć jest traktowana jako jeden z elementów życia. Znany jest fakt radosnych wręcz orkiestrowych pochodów pogrzebowych wśród Murzynów w USA. W Indiach też palone są zwłoki raczej w atmosferze cichej zadumy, ale nie rozpaczy!
Owszem, rozumiem pogrzeby w byłym ZSRR, gdzie atemizm był "wyznaniem" obowiązującym, więc rozumiem ich żal i rozpacz i poczucie beznadziejności..
Ale i u nich "w narodzie" przetrwała wiara, nawet za czasów sowieckich, dzięki której np. dzień zwany "Pominki" (czyt. paminki) obchodzony był raczej w atmosferze trochę refleksyjnych ale raczej pogodnych "wspominek" o zmarłych. To ichnie święto przypada gdzieś na okolice początku maja i nawet przyroda sprzyja raczej pogodnej niż rozpaczliwie-żałobnej atmosferze.
Kiedyś w latach 70-tych, w czasie jednej z mych wschodnich wędrówek, będąc w Hersonie (Ukraina), zostałem zaproszony na "pominkową" imprezę. Nawet władze sowieckie w pewien sposób dostosowywały się (np. dając w tym dniu więcej autobusów na liniach prowadzących do cmentarzy). Przeżyłem pewnego rodzaju szok. Pierwsze to to, że miejscowi wystroili się jak na jakieś imieniny czy wesele - elegancko i raczej kolorowo. Drugi szok na cmentarzu - taki, można rzec, cichy wesoły piknik. Obok grobów ludzie rozkładali kocyki, wyciągali wyżerkę, polewali do "stakanów" i wesoło gwarzyli. Na tyle mnie to zdziwiło, że ośmieliłem się spytać moich miejscowych znajomków o co tu chodzi, skąd te smiechy itp. Wytłumaczyli mi, że w zwyczaju (szeptem powiedzieli mi, że to z ich ruskiej tradycji chrześcijańskiej) w takim dniu wspomina się zmarłych przyjaciół i krewnych głównie pod kątem pozytywów, często opowiada się zabawne historie z ich życia itp. Z szacunkiem ale raczej na pogodno-wesoło. To było takie trochę dziwne - połączenie smutku z radością i czymś wesołym. Gdy potem rozdyskutowałem się ze znajomym nad sensem takiego podejścia do śmierci, powiedział mi, że trochę go dziwi moja dezaprobata, bo przecież Polska to taki chrześcijański kraj... A poza tym mówił, że śmierć i tak jest nieuchronna, więc po co się smucić, wystarczy tylko pamiętać, że i tak wszystkich nas to czeka i tyle... i wierzyć. Na tym cmentarzu wiele osób otwarcie się modliło i nie widziałem by jakiś ateista-komunista wyrażał swoją dezaprobatę... być może tacy w tym dniu nie chodzili na cmentarze.
Aha, a na odchodnym zostawiają na grobach szklankę mocnej wódki i zagrychę, by każdy przechodzeń mógł wypić łyka z pamięć o zmarłym. Wszyscy też śmiali się, że wieczorem i tak miejscowe pijaczki wszystko wychleją, ale nawet ich pijaczki (według opowieści ludzi, którzy to widzieli) wypijają tylko po łyczku z każdego grobu i większość z nich żegna się lub choć przez chwilkę w skupieniu stoją przed grobem z którego właśnie pociągnęli łyka...
A u nas? Raczej Średniowiecze.
Ponoć w wielu krajach, nawet UE, cmentarze są o wiele "pogodniejsze" niż u nas... coś było o tym wczoraj w TV..

.png)
.png)
.png)