majkik75 napisał(a):. Sam bym poszedł bez wahania, Żona jak sądzę też, ale niestety z dziećmi to dla mnie niewykonalne ...
Macie chyba dwa wyjścia- poszukać dzieciom tymczasowej opieki, albo poczekać aż urosną i nie będą chciały jeździć ze
staruszkami 
na wakacje.
Andzik napisał(a):My jechaliśmy z Makarskiej quadami - polecam - fajna zabawa

O, tego bym też spróbowała
28.08.2020, piątek. Plażing bez plaży
Po wczorajszej wycieczce nie robiliśmy żadnych konkretnych planów na kolejny dzień. Wcześniej myślałam, że pójdziemy na plażę i będziemy tam siedzieć cały dzień, albo pojedziemy autem...Ale nawet tego nam się nie chciało
Rano wstaliśmy tradycyjnie o 7.30, żeby wypić kawę na balkonie, zanim słońce zacznie zabijać. O dziwo mogłam nawet ruszyć nogą
Śniadanie zjemy nie na balkonie, a na tarasie na dachu. Mieliśmy jeszcze tego melona od właścicieli, więc wymyśliłam, że go zjemy z pršutem
Małż oczywiście kręci nosem, że jak to ten słodki melon z tym słonym pršutem

, no ale ostatecznie chyba mu nawet smakuje. Skoro kawę już wypiliśmy to do śniadania robimy sobie lekkie drinki

I tak będziemy je pić przez cały dzień

Dzień spędzamy na graniu w scrable, opalaniu i piciu wina. Zaraz po naszym śniadaniu na taras przyszli właściciele, żeby trochę ogarnąć. Trochę się czułam nieswojo i spodziewałam się, że powiedzą coś w stylu
Wynocha, bo my teraz będziemy sprzątać. Ale oni zamiast tego przynieśli nam domaćą pitę z serem(mniam!)
Miałam trochę mieszane uczucia(a może to nawet były wyrzuty sumienia), że nigdzie dziś nie poszliśmy(bo jak na nas to bardzo dziwne), ale Pan S. w taki sposób podsumował sytuację:
Przecież jak ludzie jadą na allinclusiv to też cały dzień leżą na hotelowym leżaku nie idąc nawet na najbliższą plażę
Podczas gdy my robimy nic, gdzieś nieopodal przepływa
Beata z ekipą(

) Ale oni nie zamierzają zatrzymywać się w Makarskiej tylko płyną do Podgory. Beata zaprasza, ale my nie możemy skorzystać, bo za dużo już drinków było od samego rana

więc do jazdy samochodem do Podgory się nie nadajemy
Późnym popołudniem domowy plażing trochę nam się już nudzi, więc urządzamy w apartmanie
małe pindrzonko 
(
maslinka, mogę ukraść to określenie?) i idziemy na miasto.
Po wyjściu spotykamy kota właścicieli:
To niestety nie jest kotek-przytulasek, powiedziałabym nawet, że okazywał nam pogardę
Dziś również nie jesteśmy zbyt głodni, więc po drodze do portu wstąpimy po jakiegoś burka. No i tak idąc do portu odkrywamy ciekawostkę:
To mozaika ułożona z morskich kamieni
Ułożył ją ten
GospodinPan nazywał się Miro, od kilku lat nie ma go już na tym świecie, ale dożył prawie setki
Podziwiamy jego dzieło:
Dochodzimy w końcu do portu, gdzie około godziny 18 zjadany tradycyjne chorwackie śniadanie czyli burka i jogurt:
Robimy 15 takich samych zdjęć, więc wstawiam jedno:
Obserwujemy też pływadło, które wygląda na luksusowe, ale jest brzydkie:
Jak się już prawie ściemni, pójdziemy do kawiarni na lody z 3 kugli, a potem na koncert jakiejś
klapy. Ale zamiast koncertu zastajemy tylko wielki napis
OTKAZANO 
No to wracamy na Gubałówkę, jutro będzie dzień z przygodami
