napisał(a) Hercklekot » 26.02.2021 17:03
W pierwszy dzień zaliczamy jeszcze drugie plażowanie, tym razem na betonce przed domem, zejście jest schodkami, bardzo wygodnie. Na przydomowej plaży zapoznajemy sąsiadów: sympatycznych Belgów z potomstwem i pieskiem. Żona realizuje się w konwersacji swoim perfekcyjnym angielskim i oto czego się dowiadujemy: otóż Klada to ich "miejsce na ziemi" i są tu po raz siódmy czy ósmy. Znają ich wszyscy lokalsi w wiosce (nie ma ich za wielu), a podobnież grupa fanów Klady, którzy przyjeżdżają co rok jest duża. Okazuje się, że duża część tych najładniejszych willi w wiosce to domy Niemców i Włochów, ich wakacyjne posiadłości. samochodów na polskich blachach naliczyliśmy dwie sztuki, oprócz naszych sąsiadów z Węgierskiej Górki było jeszcze jedno auto z krakowskimi numerami.
Wieczorem padamy szybko znużeni (ja dosłownie ledwo dopijam puszkę Karlowaczka) zamieniając wcześniej tylko parę słów z gospodynią Żeljką, która jak się okazuje jest emerytowaną pielęgniarką z Rijeki i razem z mężem siedzą w Kladzie od kwietnia do października.
Następny dzień przynosi nam rano lekką korektę w pogodzie, podziwiamy więc lekko wzburzone morze i wiatr wiejący tutaj naprawdę mocno.
Pogoda jednak szybko się normuje, i w południe świeci już piękne słońce, choć jest trochę bardziej rześko. Plażujemy a potem decydujemy się jechać do Senja i spożyć jakiś dobrą obiadokolację w konobie. Na pierwszy ogień idzie "Kod Veska". Bierzemy to, czego w domu nie ma, ośmiornica w sałatce i z grilla, kalmary, blitva - klasyka. Ceny przystępne, ludzi bardzo mało. Siedzimy na ulicy na wolnym powietrzu i chłoniemy atmosferę.
Najedzeni idziemy sobie pooglądać Senj od strony portu. Nie jest to ten poziom zachwytu co dalmatyńskie miasteczka, ale też nie można powiedzieć że jest brzydko, w urocze zaułki starego miasta zapuścimy się zresztą przy innej okazji.