Dopiero co przyjechaliśmy a już trzeba wyjeżdżać. Kiedy to minęło
Bazylika św. Praksedy to jeden z najstarszych kościołów w Rzymie. Powstał w miejscu willi, w której spotykały na wspólnych modlitwach pierwsze gminy chrześcijańskie. Pierwsza świątynia powstała tu podobno już w połowie II wieku ale obecnie istniejąca budowla stoi na fundamentach z V wieku. Jak na tak odległą historię wejście jest niepozorne i znajduje się tutaj klik. Bazylika jest blisko, może jakieś 150 metrów od Bazyliki Matki Bożej Śnieżnej (Santa Maria Maggiore).
Wewnątrz świątynię zdobią dobrze zachowane bizantyjskie mozaiki powstałe w IX wieku.
Podświetlona mozaika Madonny z Dzieciątkiem w kaplicy św. Zenona.
Szkoda, że tylko ona bo mozaiki na sklepieniu i ścianach też robią wrażenie ale niestety było za ciemno na zdjęcia.
Jest jeszcze chwila więc parę zdjęć można zrobić.
A to kaplica, w której mieliśmy mszę.
A, że to Popielec to i posypanie głów popiołem było.
To już ostatni Rzymski akord. Wracamy do hotelu. By usprawnić transport walizek czterech mężczyzn udaje się na recepcję i ładują ile się da walizek do widny. Na dole ja z Krzyśkiem i jeszcze dwóch pomagierów wyciągamy walizki i przekazujemy oczekującym. Poszło o wiele szybciej niż przy meldunku aczkolwiek parę kursów było. Następnie udajemy się na miejsce odjazdów autobusów Terravision klik koło dworca Termini oznaczone w ten sposób.
Chwilę czekamy na autobus ale i tak jako, że mamy kupione bilety wcześniej omijamy sporą kolejkę oczekujących. Teoretycznie jako grupa zorganizowana mieliśmy być pół godziny przed odjazdem i wtedy sprowadzają dla nas autobus ale w praktyce wpuścili nas do pierwszego, który przyjechał i dopchali na wolne miejsce oczekujących w kolejce.
Wylot mamy o 14:55. Na lotnisku jesteśmy jakieś 2,5 godziny wcześniej. Ktoś tam mówi, że lepiej na tym lotnisku być z 3 godziny wcześniej bo długo trwają kontrole bezpieczeństwa i to były prorocze słowa. O ile nadanie bagaży poszło sprawnie tak faktycznie kontrole bezpieczeństwa ślimaczyły się strasznie. Po kontroli wpadłem jeszcze na chwilę do wolnocłówki (Gosia coś chciała z drogerii), zahaczyłem o miejsce gdzie koronowane głowy piechotą chodzą i na sali odlotów przed naszą bramkę dotarliśmy jakieś 10 minut przed boardingiem. Rzym żegna nas piękna pogodą. Od pasa startowego odrywamy się 2 minuty przed czasem odlotu. Tym razem siedzimy z kolegą obok siebie. Tak się złożyło że wylosowało nam miejsca w sąsiednich rzędach podobnie jak parze spoza naszej pielgrzymki. Zamieniamy się miejscami. Tym razem mamy prawie bezchmurne niebo. Rozpoznajemy z góry miejsca nad którymi lecimy
W następnym odcinku zapraszam na podsumowanie.
CDN

.png)

.png)
.png)

.png)

.