Mam syna z lutego 2003 roku, poszedł do szkoły jako siedmiolatek, czego bardzo żałuję.
Pierwszym argumentem za posłaniem dziecka wcześniej jest to, że pierwsza klasa realizuje program dawnej zerówki. Niestety za późno się zorientowałam, że tak jest – gdy syn poszedł do zerówki kompletnie niczego się nie uczyli – przedszkolanki dostały zakaz uczenia - tylko zabawy, bo autentycznie materiał dawnej zerówki to teraz pierwsza klasa. Te dzieci, które poszły wówczas do pierwszej klasy powtarzały to samo co w zerówce!
Trzeba sobie uświadomić, że dzieci
nie uczą się wcześniej niż dawniej, tylko w innym miejscu i to najbardziej budzi zastrzeżenia, bo może rzeczywiście są jeszcze szkoły niedostosowane. Nasza jest, ma salę do zabaw, świetlicę dla dzieci I-III ( z której jednak trzecioklasiści już nie korzystają).
Odrabianie pracy domowej w pierwszej klasie zajmowało góra 20 minut. Długo miał na zadanie jedynie napisać dwie linijki jakiejś literki czy cyferki

(Teraz w trzeciej klasie też mało co ma zadane

ale to już chyba zależy od nauczyciela)
Sprawdziłam swoje zeszyty z podstawówki, które przechowuje moja mama

– w drugiej klasie mnożyliśmy do 100, a teraz jest to w trzeciej klasie – czyli według nowego programu w tym samym wieku co dawniej!!! Pamiętam, że w zerówce mieliśmy książkę pt. „Mam sześć lat” i tam był m. in . wierszyk „mama rak tata rak, a tam rośnie tata rak”, który też pisaliśmy – z takim poziomem teraz dzieci kończą pierwszą klasę podstawówki.
Jakby nie patrzeć dzieci z okresu przejściowego (siedmiolatki posłane do szkoły według nowej podstawy) straciły rok.
Ja żałuję, że nie posłałam syna wcześniej bo widzę, że te trzy lata zwyczajnie go rozleniwiły . Wszystko jest łatwe i proste, nudzi się bo Pani ciągle powtarza to samo (według niego) Np. wyczaił, że nie ma co się zgłaszać jak się coś zrobi wcześniej, bo zamiast innego zadania dostaje …. rysunek do pokolorowania na zajęciach zintegrowanych i na angielskim to samo - jak zrobiłeś zadanie to pokoloruj postaci w ćwiczeniu.

Jak dziecko nie nauczy się w pierwszych latach, że do nauki trzeba się przyłożyć, że nie wszystko samo wchodzi do głowy i jest takie proste, to potem będzie problem.
Córka w przyszłym roku (2014) pójdzie do pierwszej klasy jako sześciolatek obowiązkowo, ale i tak bym ją posłała wcześniej gdyby był wybór. Ona już ma „spakowany” plecak, książki „odrabia lekcje” razem z bratem, i mówi „Mamo, a Pani nam w kółko pokazuje tylko 3 literki a,b,c – ale żal” –tekst oryginalny
Jeszcze kwestia niedostosowania społecznego – właśnie dlatego nie brałam pod uwagę wcześniejszego posłania syna do pierwszej klasy, że jest nieśmiały, nie chce chodzić do przedszkola, słabo nawiązuje kontakty – czyli jakiś taki niedostosowany. Zerówka to była tragedia – tak strasznie nie chciał chodzić, na siłę go prowadzaliśmy z płaczem i krzykami. Więc oczywiście sądziliśmy, że takie dziecko nie ma szans by iść do szkoły. Gdy poszedł do pierwszej klasy wszystko minęło jak ręką odjął!!! (choć i tak znalazł się w innej klasie niż dwaj ulubieni koledzy z przedszkola). Co się okazało- jemu się zwyczajnie nudziło w tym przedszkolu!!! W szkole były cztery lekcje z czego jedna dziennie to w-f albo zabawy w specjalnej „zabawowni” dla pierwszaków, potem świetlica ( rodzic decyduje czy dziecko ma odrobić lekcje, wtedy pani świetliczanka pilnuje takie dzieci). Uwierzcie mi niewiele to się różni od przedszkola, a jednak bardziej rozwijające dla dziecka niż siedzenie w jednej sali z Panią w przedszkolu.
Weź jeszcze pod uwagę, że dziewczynki na ogół szybciej dojrzewają emocjonalnie i bardziej chcą i starają się ładnie pisać, nauczyć się, pokazać że potrafią.
I druga rzecz – gdy pójdzie do szkoły jako siedmiolatek będzie miała pewnie połowę klasy sześciolatków i Pani dostosuje poziom do nich, a on będzie za niski dla siedmiolatka normalnie rozgarniętego. A z obserwacji poczynionych w całym mym życiu widzę, że więcej szkody może wyrządzić zbyt niski poziom wymagań niż zbyt wysoki
Oczywiście to jest moje zdanie, każdy robi jak chce.
