Pani Minister z gospodarską wizytą we wrocławskiej podstawówce czyli jak przekonać opinię publiczną do idei sześciolatka w szkole. Klasyczna pokazówka.
Ja poszłam do szkoły mając siedem lat. Potrafiąc czytać, pisać i liczyć. Wynudziłam się tam przez pierwsze dwa lata nieziemsko. Nie lubiałam szkoły, nie potrafiłam zrozumieć np. po co mam pisać całę linijkę literki "a" czy "b", skoro już to potrafię. Nie mam jednak z tego powodu żadnej traumy.
To, że dziecko pójdzie do szkoły z umiejętnością czytania i pisania nie znaczy, że przez ten rok w pierwszej klasie nie będzie się rozwijać. Bo czy rozwój intelektualny pierwszoklasisty polegać ma wyłącznie na opanowaniu alfabetu i liczenia do stu? Tu jest właśnie pole do popisu dla rodziców i opiekunów. Pokaż dziecku mapę, atlas, zaprowadź do biblioteki, na zajęcia plastyczne. Możliwości jest mnóstwo.
Ktoś napisał, że posłanie dziecka do szkoły rok później jest niczym innym jak zafundowaniem sobie dodatkowego roku laby. Bzdura. Pracować z dzieckiem można niezależnie od obowiązku szkolnego. To tylko kwestia chęci dziecka i rodzica.

.png)
.png)
.png)
.png)