sharky napisał(a):A z drugiej strony na egzaminie gimnazjalnym można zdobyć 150 punktów (po 50 za część). Czy 1.5 punktu różnicy między dziećmi urodzonymi w styczniu a grudniu to jest jakiś powód do rozpaczy
Chyba, że to co miesiąc spada o 1,5

Chodzi o egzamin po gimnazjum ?
Za egzamin gimnazjalny można zdobyć maksymalnie 100 punktów. Składa się z dwóch części. Za każdą dostaje się 50 punktów. Drugie 100 punktów dostaje się za oceny, osiągnięcia, pasek na świadectwie i prace społeczne.
1,5 punktu nie jest powodem do rozpaczy ? Owszem, można żyć z tym.
Ale...
Uczniowie przez trzy lata pracują w Caritasie i pomagają starszym by zdobyć 2 punkty do ogólnej liczby punktów kwalifikacyjnych.
To w wersji poważnej. W wersji cwaniackiej, Owsiak, pakowanie zakupów czy okazjonalne projekty.
Oczywiście jeżeli ktoś idzie gdziekolwiek punkty i tak są bez znaczenia. Jeżeli dziecko jednak chce iść do lepszego liceum to już nie tak bardzo.
Teraz do liceum idzie niż demograficzny ale kilka lat temu w lepszych liceach w Krakowie to wszystko rozgrywało się w przedziale 10-15 punktów a większość dzieci mieściła się w przedziale kilku punktów.
Dwa punkty mniej i pryskają marzenia.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Teraz troche ogólnie bez odnoszenia się do wypowiedzi takiej czy innej.
Większość rozdziców myśli, że jeżeli jego dziecko przeszło pomyślnie dwa lata jako "wcześniak" to ma problem z głowy. Nic bardziej mylnego. Szkoła podstawowa a zwłaszcza jej pierwsze klasy to edukacyjna kaszka z mleczkiem, bułka z masłem i szyneczką, piwko w knajpie na plaży w Orebiciu...
Problemy zaczynają się dalej. Po szkole podstawowej następuje hekatomba edukacyjno-wychowawcza pod nazwą gimnazjum. Obecnie do gimnazjum idą trzynastolatkowie, teraz pójdą o rok młodsi. Dwunastoletnie dziecko będzie wyrwane ze zwykle przyjaznej szkoły i znanego sobie środowiska i będzie musiało dojeżdzać (w miastach samodzielnie) do zwykle często odległego gimnazjum. I zetknie się tam programem. który realizują obecnie o rok starsi rówieśnicy.
Gdy moje dziecko przyniosło pierwszy temat rozprawki z polskiego złapałem się za głowe. Miał napisać na temat, którego nie był w stanie zrozumieć bo był za młody, zbyt niedojrzały, nie dość dobrze mógł zrozumieć otaczający świat. Ale program jest program. To było jak uderzenie obuchem, potem jak u Hitchocka napięcie tylko narastało

Z większości przedmoiotów było tak samo. Oczywiscie można było "zlać" edukacje dziecka jak robi to pewna część rodziców i żyć sobie komfortowo.
Teraz to dotknie dzieci o rok młodsze.
Problemy wychowawcze w gimnazjum. Nie rozwodzę się, każdy kto przeszedł wie jak jest, a kto nie przeszedł i tak nie zrozumie. Teraz z młodszymi dziećmi problemy się tylko nasilą. Podobnie w liceum, zabraknie autorytetu dziewiętnastoletnich maturzystów.
Ogrom nauki i pracy. To nie jest tak jak się wydaje, że dwunastolatek ma tyle sił co trzynastolatek a szesnatolatek tyle co siedemnastolatek. Obecnie jest tak, że uczeń uczy się w szkole potem krótka przerwa i w domu standardowo do 10 a nierzadko 11 czy 12 godziny. To wszysztko spadnie na o rok młodsze, o rok słabsze dzieci.
I na koniec powrót jeszcze do szkoły podstawowej. W skrócie. Pomijam sprawy niedostosowania szkoły jako budynku. Do tej pory do szóstego roku życia dzieci były oddzielone od szkoły. I słusznie. Teraz nie. Pięcio czy szęściolatek będzie miał kontakt z wyrośniętym dwunasto czy trzynastolatkiem. Niedojrzałym do tego by napisać rozprawkę z polskiego ale często wystarczająco dojrzałym by obalić tanie wino ze starszymi kolegami. Szkoła obiektywnie rzecz biorąc to bardzo niebezpieczne miejsce. Im starsze, silniejsze fizycznie dziecko do niej przychodzi tym mniejsze jest niebezpieczeństwo dla niego.
A co w zamian ? Jakie plusy ? O rok wcześniej umowa śmieciowa w pracy ?
To co napisałem jest napisane z pozycji faceta, który jest na końcu epopei edukacyjnej. To jest moje zdanie na temat kompletnie bezsensownej reformy u podstaw której z pewnością nie leży dobro dziecka.
Ale żyjemy w wolnym kraju (podobno

) i każdy oczywiście robi jak zechce. Dobrze, że ja już nie muszę stać przed takimi dylematami.
Ps. Doświadczenia dorosłych dziś "wcześniaków" są zupełnie bez znaczenia. Inny świat.