TrzebiatówPociągiem z Kołobrzegu do Trzebiatowa jedzie się około pół godziny, w jedną z niedziel (wtedy bowiem nie ma sanatoryjnych zabiegów) więc się tam wybrałam.
Jako że wypadu do Trzebiatowa nie planowałam, toteż nie za bardzo byłam do tego przygotowana. Nic więc dziwnego, że nie zobaczyłam wszystkiego, co w miasteczku warte obejrzenia, a przecież czasu mi nie brakowało. Niemniej jednak, i tak sporo się udało!
Trzebiatów (a zwłaszcza jego stara część) nie jest duży, leży w zakolu rzeki Regi. Do dziś zachował się średniowieczny układ miasta, częściowo otoczony murami obronnymi i fosą. Stare Miasto ma szachownicowy układ ulic, który powstał już w XIII wieku! Tworzą go 3 ulice wzdłużne (ze wschodu na zachód) i 5 poprzecznych (z północy na południe). W czasie przebudowy na przełomie XVII i XVIII wieku (po wielkim pożarze miasta) zachowano ten układ i zabudowę kamienic w rynku.
(fotka z Wikipedii)
Całość zespołu staromiejskiego wpisana jest do rejestru zabytków, a bogactwo architektury sprawia, że Trzebiatów zyskał przydomek Kazimierza Północy. W Kazimierzu Dolnym kiedyś byłam, ale że to dość dawno temu, więc jakoś takiego skojarzenia nie mam, chociaż w Trzebiatowie podobało mi się. Gdyby jeszcze aura tego dnia była bardziej słoneczna…
Zwiedzając Trzebiatów, można przejść Szlakiem Słonia

. Czytałam o nim co nieco dzień przed przyjazdem do miasteczka, ale ostatecznie zrobiłam inaczej, chociaż znak szlaku widziałam (czerwona, słoniopodobna plama

) i moja trasa nieco się z nim pokrywała. Gdybym jednak przeszła tym szlakiem, to nie przegapiłabym jednego z ważnych jednego elementów, ale o tym potem.
Na razie ulica Wąska, do której dotarłam wkrótce po opuszczeniu dworca kolejowego. Tu właśnie można zobaczyć część murów miejskich. Zezwolenie na ich budowę miasto otrzymało od księcia pomorskiego Bogusława IV w 1299 roku, mury powstały do 1337 roku. Otaczały średniowieczną zabudowę miasta, w murach były wówczas 4 bramy (Kołobrzeska, Gryficka, Żeglarska i Łaziebna), ale żadna się nie zachowała.
Inne fragmenty ceglanych murów (przetrwało około 1600 m z 2500 m, tyle że są niższe niż w średniowieczu) znajdują się przy uliczkach: Kręta, Kozia, Łukowa – ale tam nie byłam.
Skupiłam się na najciekawszym elemencie murów – Wieży Prochowej. To jedyna ocalała baszta, powstała w pierwszej połowie XIV wieku, a w XV wieku została podwyższona.
Ceglana cylindryczna wieża ma wysokość około 21 m (pierwotnie miała 14 m) i średnicę 5,6 m. W przyziemiu znajduje się loch więzienny z nowym otworem wejściowym, na wyższych poziomach znajdowały się strzelnice i drewniany ganek obronny. Pierwotne wejście do baszty znajdowało się na drugiej kondygnacji, z ganku obronnego. Na szczycie był wcześniej taras wartowniczy, a całość zwieńczona była wieżyczką z ceglanym stożkiem. Początkowo baszta pełniła funkcję obronną i obserwacyjną, później służyła do przechowywania prochu strzelniczego.
Baszta została odbudowana w 1994 roku, w sezonie letnim jest udostępniona do zwiedzania.
Inna nazwa wieży to Baszta Kaszana. Związana jest z tą nazwą legenda o kaszy, która w XV wieku ocaliła miasto podczas ataku Gryficzan, mających liczne zatargi z Trzebiatowem o prawo do żeglugi rzeką Regą płynącą do morza…
Podczas jednego z napadów na Trzebiatów, Gryficzanie chcieli zakraść się do miasta po cichu. Jednemu z wojaków stróżujących na baszcie jego ukochana przyniosła michę gorącej kaszy. Kiedy młodzi przytulali się do siebie, w pewnym momencie przypadkiem potrącili miskę z gorącą kaszą stojącą w oknie baszty. Miska z gorącą kaszą spadła wprost na głowy wrogów skradających się pod murami wieży. Wrzask zaskoczonych i poparzonych Gryficzan zaalarmował obrońców Trzebiatowa.