Pod koniec maja wybraliśmy się rodzinnie w roadtrip ze Szwajcarii do północnych Włoch. Chciałem się podzielić wrażeniami, bo może komuś się przyda, kogoś rozbawi, a może po prostu zainspiruje do podobnej wyprawy. Całość podróży nagrałem i wrzuciłem jako krótki vlog, więc jeśli ktoś woli w ruchomy obraz to zapraszam serdecznie do obejrzenia i jeśli się spodoba do zostania na dłużej:
No ale po kolei.
Trasa: start spod Bazylei, cel: Bolzano Novarese (region Piemont). Do przejechania ok. 350 km – czyli w teorii niedużo, ale jak to w podróży bywa, atrakcji i przygód po drodze nie brakowało.
Po drodze:
- Tankowanie w Szwajcarii: zatrzymaliśmy się na stacji w Füllinsdorfie. Polecam, bo benzyna 95 jest tam bez dodatku biokomponentów i w zwykle w najlepszej cenie w okolicy.
- Szwajcarskie autostrady: ograniczenie 120 km/h, ale dzięki temu można jechać naprawdę ekonomicznie. Udało mi się zejść do 4,9 l/100 km – jestem z siebie dumny
- Alpy w maju: widoki absolutnie bajkowe – śnieg w górach, soczysta zieleń w dolinach. Jedzie się i tylko chce się robić postoje na zdjęcia.
- Tunel Gotarda: 17 km długości. Ciekawostka, bo po wjeździe radio samo przełącza się na kanał informacyjny i nadają komunikaty. Ograniczenie do 80 km/h, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto jedzie 50… Na szczęście korek przed tunelem tym razem niewielki – środek tygodnia chyba faktycznie jest dobrym terminem.
- Kanton Ticino: postój za tunelem na fajnym parkingu Lavorgo Sud z duża ilością cienia, fontanną i… najdziwniejsza toaleta, jaką widziałem. Wyglądała jak kosmiczna kapsuła – podświetlenia, automaty, bajer. Trochę surrealistyczne wrażenie jak na zwykły parking przy autostradzie.
Na miejscu:
- Bolzano Novarese: zameldowaliśmy się w klimatycznym rustykalnym domu z tarasem i aneksem kuchennym. Samo miasteczko szału nie robi, ale ma wąskie uliczki i włoski klimat.
- Jedzenie: tu pojawił się pierwszy problem. Restauracje otwierają się dopiero od 19:00, więc skończyło się na lodach w agroturystyce i desperackich poszukiwaniach pizzy. Ostatecznie się udało, ale Włochy mają swój rytm i warto to uwzględnić
- Castello di Buccione: w oczekiwaniu na pizzę wybrałem się na małą wędrówkę. Na wzgórzu stoją ruiny średniowiecznego zamku – w praktyce to głównie baszta. Panorama na jezioro Orta naprawdę piękna, choć widoki trochę zasłonięte roślinnością. Niestety wieża była zamknięta na kłódkę, więc nie udało się wejść wyżej.
Ciąg dalszy nastąpi, bo to pierwszy dzień, a było ich w liczbie około tygodnia


.png)
.png)
.png)
.png)