Po przyplynieciu do portu (porciku) w Prapartnie skierowalismy sie na Ston i dalej na ...Dubrovnik. Tak, tak, bo na tym odcinku jest tylko jedna droga oznakowana DUbrovnik, choc wiedzie ona takze do Splitu. Dopiero przy wyjezdzie z polwyspu Peljesac jest rozjazd i wjezdza sie na droge, ktora okresla sie tutaj Jadranka. Potem bez niespodzianek, mijajac
niemal spiacych bosniackich celnikow w Neum prosciutko do miejscowosci Brela. Tam w pewnym momencie mozna jechac prosto dalej na Split lub odbic na Sinj, do gory w doslownym znaczeniu tego slowa. Tego miejsca nie mozna przegapic, droga waskimi serpentynami wije sie bardzo ostro do gory. Wspanialy, choc ostatni rzut oka na Adriatyk i dalej porzadna droga, czesto prowadzaca przez las na Sinj.
Tu musze powiedziec, ze jesli ktos ciagnie za soba cos ciezkiego, albo boi sie, ze sie nie wyrobi na zakretach lub z jakiegokolwiek innego powodu ma obawy przed wjazdem na te serpentyne moze jechac dalej prosto na Split. Potem minac Split (tablice na Zagrzeb) i dojechac do ronda z robotami drogowymi. Z tego ronda tez mozna pojechac na Sinj (jest tablica), ale nic o tej trasie nie wiem blizej.
Wracajac do mojej trasy, najpierw jedziemy na Sinj, potem na Knin, a za Kninem sa juz tablice na Jeziora Plitvickicie. Drogi oznakowane sa tak, ze sa dlugie odcinki bez zadnych tablic i mozna miec watpliwosc czy jedzie sie dobrze. Ale wszystkie rozjazdy i skrzyzowania sa oznakowane bardzo dobrze. Na ogol dodatkowo jest tez zawsze drogowskaz na Zagrzeb, wiec ciezko sie pogubic. Droga pierwszorzedna, bardzo malo zlych odcinkow.
Zaskakuja ciagle widoczne slady wojny, cale kilometry niemal bezludnych terenow z ruinami domow, zrujnowane koscioly, rozne tablice ostrzegawcze. Po pieknej Dalmacji to naprawde smutny widok. W niektorych miejscach, podejrzewam, ze tam, gdzie mieszkaja Serbowie duza ilosc policji. Widzielismy bardzo duzo patroli. Najczesciej dwa osmoosobowe busiki policjanow w pelnym uzbrojeniu. Mijalismy ich doslownie co kilkaset metrow. Widzielismy jak rewiduja jakis samochod miejscowy i jak policjanci wchodzili pod most i ogladali go z dolu. Smutne to bylo. Wiem, ze w okolicach samych Plitvic byly powazne starcia miedzy Serbami i Chorwatami wlasnie o kontrole nad terenami parku. Duzo roznych pomnikow ofiar tej wojny.
W koncu dotarlismy do Plitvic. Kwatere mielismu w miejscowosci Grabovac, kilka kilometrow od wejsc do parku. Placilismy 12 eu za doroslego i 9 za dziecko. Warunki wysmienite, trzy piekne pokoje z lazienkami (jeden mial lazienke na korytarzu, ale do wylacznego uzytku). Wyposazona kuchnia, w kazdym pokoju tv, w 2 balkony. Bylismy mile zaskoczeni. Gospodarze obecni, ale nie narzucajacy sie. Na wejsciu pani powiedziala, ze akurat dzis sa klopoty z woda i nie bedzie jej przez 3 godziny, ale zdazylismy sie po podrozy wykapac, a upal byl niemilosierny. Dostalismy tez butelki z zimna woda mineralna, wyobrazcie sobie jaka byla smaczna
Ok, teraz konkrety. Widokow w parku i niesamowitej zieleni wody opisywac nie bede, bo ciezko opisac ich piekno. Raniutko, ok. godziny 8 zebralismy sie i pojechalismy do parku. Park ma dwa wejscia, my wybralismy wejscie numer 2, polozone blizej centralnej czesci jezior. Wjezdza sie tam na lewo (od Zagrzebia patrzac), jakis pracownik tam kieruje ruchem rozdzielajac pojazdy na dwa parkingi: dla autobusow i dla aut osobowych. Parking dla aut to tak naprawde dorga w lesie, przy ktorej mozna zaparkowac miedzy skalami i drzewami. Plusem takiego rozwiazania jest to, ze auto stoi w cieniu, minusem, ze mozna o cos zahaczyc podwoziem, co tez uczynilismy
Z parkingu idzie sie wzdluz ciemnobrazowych budyneczkow, w ktorych mieszcza sie sklepiki, biuro informacyjne, itp. Mozna tam kupic bilety (bardzo ladne, z pomocna mapka parku) ceny sa na stronie parku:
http://www.np-plitvice.com/page.aspx?pageID=115&lan=en
Idac za tabliczkami przeszlismy kladka nad droga, potem jeszcze spory kawalek (mijajac hotele i restauracje) roznymi schodkami i alejka (smialismy sie, ze tam wszystko bardzo przypomina Krynice) dotarlismy do wlasciwego wejscia do parku (tez mozna tu kupic bilety). Sa tutaj duze tablice informacyjne z roznymi wariantami tras wycieczkowych (oznaczonych literami, pozniej drogowskazy z tymi literami spotykamy w parku), oraz mapa parku.
Na terenie parku sa przystanki dla ulatwienia orientacji oznaczone literkami S (autobus) i P (statek). Poruszanie sie statkami i autobusami jest juz w cenie biletu.
Przy wejsciu do parku jest przystanek autobusowy S2, tam wsiedlismy i pojechalismy do S4, czyli do konca. Bylismy niemal na samym koncu dolnych jezior. Zreszta poszukam jakiejs mapy, zeby bylo lepiej widac.
Jestem zaskoczony, ale na stronie parku, na ich mapie nie ma zaznaczonych przystankow!!!
Dlatego rzuccie okiem tutaj, co sie naszukalem to moje:
http://www.plitvice.info/mapaplitvice.jpg
Mniej wiecej sie zgadza, tylko przystanek 3 na mapie teraz jest przystankiem 4, stara mapa musi byc. Potem z przystanku S4 (na mapie "3" przy autobusiku), drewnianymi kladkami i ziemnymi drozkami widzac wiele cudow przyrody przeszlismy do punktu P2 (na mapie malo wyrazna "2" przy zaglowce). Potem wsiedlismy na maly stateczek i poplynelismy 20 minut do punktu p3. Piekna, godna polecenia przejazdzka, przy punkcie P3 jest duza polana, ze stoliczkami w cieniu, gdzie mozna odpoczac. Jest tam tez knajpa, sprzedaja tam lody i pamiatki, ale nic nie kupowalismy, albowiem mielismy swoje jedzenie, a poza tym ceny nam sie wydaly wysokie w porownaniu ze sklepikiem w Grabovacu.
Stamtad poszlismy do duzego wodospadu (na mapie veliki slap), i z powrotem do P3 (mozna stamtad isc do punktu S1 i wrocic autobusem do S2). My jednak chcielismy jeszcze raz przeplynac sobie stateczkiem, wiec wrocilismy do P2, a stamtad kolejnym stateczkiem przeplynelismy na druga strone jeziora do P1, znajdujac sie w punkcie wyjscia. (nie ma stateczku z P3 do P1, trzeba sie przesiasc).
Rano w parku bylo prawie pusto, pierwsza czesc wycieczki byla super, pozniej, zwlaszcza w okolicach wielkiego wodospadu byl tlum ludzi, z trudem sie mozna bylo wyminac, szlo sie gesiego w tlumie turystow. Gdybym mial jechac jeszcze raz to zaczalbym od tzw. gornych jezior, czyli najpierw byl poplynal statkiem do wielkiego wodospadu, a dopiero potem autobusem do S4. W parku dowiedzialem sie, ze wiele tzw. wycieczek zorganizowanych zalicza tylko wielki wodospad, wiec lepiej isc tam rano, zanim zwali sie tlum turystow.
Wycieczka zajela nam ok. 7 godzin, przy czym nie spieszylismy sie wcale. Naprawde godna polecenia.
I tu sie w zasadzie konczy nasze zwiedzanie. Po drugim noclegu w Grabovacu skierowalismy sie na Karlovac, gdzie wjechalismy na autostrade i dalej taka sama trasa jak wczesniej tylko w odwrotnym kierunku ruszylismy w strone domu. W Slowenii zlapal nas grad i musielismy sie na chwile zatrzymac, w Austrii przepalil sie nam tlumik i auto zaczelo ryczec tak, ze sie celnicy odsuwali, na Slowacji w Bratyslawie w Hypernowej zrobilismy zakupy (zaskoczyl nas wybor win), i o dziwo nie pogubilismy sie, w koncu w Polsce zlapal nas deszcz, ale jakos dojechalismy. Potem zobaczylismy swiatla Krakowa, potem nasza ulice, potem nasz domek, a potem znowu moglismy sie polozyc w naszych wlasnych lozeczkach
THE END, ale jak sobie cos przypomne to jeszcze dopisze. I odpowiem Kaszubskiemu
