Ok, to wywnetrzniam sie dalej. Teraz: SPLIT.
Dojechalismy wieczorem do Podstrany, do wczesniej zamowionego noclegu w Villi Pinnochio. Nie wolno tu niczego reklamowac, wiec nie podam strony, ale moge smialo te wille zarekomendowac. Jesli ktos z Was ma wczesniej zamowiony gdziekolwiek nocleg to powiem od razu, ze go okropnie trudno znalezc. Zawsze bladzilismy pytajac miejscowych, ktorzy na ogol nie wiedzieli. A tutaj kolejna uwaga: jesli macie nocleg i kogos pytacie o droge to duzo lepiej operowac nazwiskiem, zwlaszcza w malych miejscowosciach, a nie adresem.
Za wille zaplacilismy 100 euro za jedna noc dla nas wszystkich plus zamowilismy za 30 euro sniadanie tez dla wszystkich, co okazalo sie swietnym pomyslem. Ceny na czerwiec, wiec w sezonie wzrosna.
Spalismy w 3 duzych pokojach, kazdy z lazienka i telewizorem (niestety, bo zobaczylem jak nam Niemcy wkopali bramke w ostatnich minutach). Moja zona twierdzi, ze byla tam tez klimatyzacja, ale nie pamietam. W kazdym razie nie korzystalismy, bo przyjechalismy przed zmrokiem, a rano jechalismy dalej. Dom jest polozony niedaleko plazy, niedaleko to znaczy przechodzi sie przez podworko innego domu i wlazi sie do wody pokonujac kamienista plaze. Bylismy tam na krotkim spacerku.
A zapomnialem o tarasie, byl, i w dodatku chyba najlepszy taras jaki spotkalismy w Chorwacji z cudownie pachnacymi roslinami
Parkuje sie przy bocznej, slepej ulicy. Spokojnie.
Podobalo mi sie, ale musze tez przyznac, ze z wyjatkiem Mljetu szukalem kwater, na jeden, dwa noclegi, wiec otoczenie mialo dla mnie drugorzedne znaczenie. Ale bylo tam ladnie.
Rano dostalismy sniadanie, ktorego ilosc i jakosc nas zaskoczyla. Nie wiem, moze sie spodziewalem kostki dzemu i kromki chleba? A byly rozne rodzaje swiezego pieczywa, zolty ser, salami, kielbasa, desery budyniowe, soki owocowe, dzemy, maslo, cieple jajka na twardo, kawa. mleko i kakao dla dzieci. Full wypas. Wlasciciele bardzo mili. Tyle o kwaterze.
Kolejna uwaga generalna: mialem wydrukowane wszystkie maile z cenami i cala korespondencje. Od razu takiego maila pokazywalem, pytalem czy wszystko ok, czy cena sie nie zmienila itp. Zauwazylem, ze tzw. slowo pisane bardzo tam jest skuteczne i unika sie nieprzyjemnych sytuacji. Chociaz jedna mialem bardzo nieprzyjemna sytuacje na Mljecie, ale o tym pozniej.
Poczatkowo mielismy pojechac do Splitu autobusem lokalnym, a auta zostawic w Podstranie, ale zmienilismy zdanie, bo do 12 mielismy opuscic pokoje i nie chcielismy sie spieszyc ze zwiedzaniem i powrotem po auta. Ale dobrze zrobilismy.
Split jest maly. Wjezdajac do Splitu kierowalismy sie drogowskazami na centrum i zaparkowalismy na nosa, jak zobaczylismy kawalek wolnego miejsca. Samego starego miasta z drogi nie widac, wiec trzeba kierowac sie wyczuciem. My akurat zatrzymalismy sie jakies 400 metrow od palacu Dioklecjana, po czym fajna ocieniona alejka poszlismy troche w przeciwnym kierunku. Ale co tam, dwa razy zapytalem i trafilismy na Rive.
Ludzie bardzo chetnie wskazuja droge, przy czym mozna uzywac angielskiego, a jak pytamy kogos starszego to chorwackiego (zaczynajac zdanie od "oprostite molim"), a potem nawet po polsku.
Split robi wrazenie wspaniale, po prostu nie da sie w prostych slowach opisac. Jest malenki (wiem, ze malo co w Chorwacji wytrzymuje porownanie z Rynkiem w Krakowie, ale jakos mi sie nasuwa), ale cudowny. Duzo waskich uliczek, tak waskich, ze mozna sie oprzec o jedna sciane, a reka dotknac drugiej strony. Poza tym one nagle skrecaja pod roznymi dziwnymi katami, przecinaja sie tworzac labirynt. Polazilismy po Rivie, przeszlismy przez podrum perystylu (nie placi sie za wstep, wejscie malutkie, trzeba patrzec gdzie ludziska ida). Na wieze nie wylazilismy, ale sycilismy sie klimatem miasta. Zreszta takie mielismy zalozenie, ze poniewaz mieszkamy w Krakowie to nie ma sensu wchodzic do jeszcze jednego muzeum, a raczej trzeba poczuc klimat miejsca, w ktorym jestesmy i generalnie nie lamalismy tej zasady. Kupilismy lody, o ile pamietam to po 5 kun za galke, poza tym okulary przeciwsloneczne dla dzieci 75 kun za dwie sztuki. Bylismy po sniadaniu wiec niczego nie kupowalismy do jedzenia, mielismy tylko wode ze soba.
Wiec powloczylismy sie po uliczkach, dotknelismy noge Grgura myslac zyczenie i bylismy na targu rybnym (mule tanie, z tego co pamietam po 7 kun za kilo). Przeznaczylismy na Split 4 godziny, po czym okazalo sie, ze przeszlismy go w troche niecale dwie, wiec ...przeszlismy go jeszcze raz. Miasto ma niezapomniany klimat i powiem cicho, ale tak bardzo cicho, zeby zona nie slyszala, ze bardziej mi sie podoba niz Dubrovnik.
Ogromne wrazenie robia palmy, oleandry i wszystkie rosliny sa wieksze i pacha mocniej niz u nas

Takze gra swiatel slonca i cienia oraz fakt, ze w tym zabytku zyja zywi ludzie, susza sie na sznurkach wyprane gacie itp. Zyjace, cudowne stare miasto. Powalajace.
Potem troszke pobladzilismy szukajac aut i ok 13 bylismy juz na drodze do Dubrovnika.