A wiec: KOTOR. Tutaj byly kombinacje do potegi entej.
Planujac wakacje w Chorwacji bardzo chcialem odwiedzic rowniez Kotor w Czarnogorze. Widzialem wczesniej wiele zdjec i szkoda by bylo, zebym odwiedzajac Dubrovnik opuscil w sumie juz niedaleki Kotor.
Po roznych poszukiwaniach znalazlem strone polskiej Zeglugi Pomorskiej, ktora oferowala bardzo fajnie wygladajaca wycieczke Dubrovnik-Kotor. Reklamowano w niej wyprawe statkiem, muzyke na zywo, szwedzki stol, poczestunek (w drodze powrotnej) miejscowym winem. Jeszcze w marcu napisalem do nich maila z roznymi pytaniami dodatkowymi, ktore jednak pozostaly bez odpowiedzi. Wycieczka kosztowala 54 euro od osoby, jednak za to, ze wykupi sie ja 30 dni wczesniej oferowano 25 procent znizki, a za to ze sie ja wykupi przed koncem marca kolejne 25 procent. Dzieci mialy takze znizki. Koszt calodziennej wycieczki wynosil wiec 143 euro za 5 doroslych i 3 dzieci. Za wycieczke placi sie karta. W ostatni dzien marca usiadlem do wykupywania wycieczki i okazalo sie, ze blednie wyczytalem daty. Promocja na dodatkowe 25 procent konczyla sie 30 marca, czyli dzien wczesniej. Nie zrazony napisalem do firmy maila (oczywiscie pozostal bez odpowiedzi), a potem takze zadzwonilem. Mila pani poinformowala mnie, zebym sie nie stresowal, ze przedluzaja te promocje. Rzeczywiscie kilka dni pozniej zakupilem karta wycieczke w interesujacej mnie cenie.
Kilka dni przed wyjazdem, czyli juz w czerwcu, zagladnalem na ich strone aby sprawdzic jeszcze raz szczegoly. I co zobaczylem? Okazalo sie, ze teraz statkiem plynie sie tylko w jedna strone (powrot autobusem), zniknela muzyka na zywo (dzieki Bogu) i poczestunek winem. Jesli chodzi o to wino to takze sie nie zmartwilem, bo obawialem sie tlumu pijakow w drodze powrotnej. Jednak uwazam, ze Zegluga Pomorska powinna mnie zawiadomic mailowo o zmianach i podac jakies wyjasnienie, bo inaczej wiarygodnosc firmy spada na przyslowiowy pysk i tego wymagaja dobre relacje z klientem. Napisalem do nich maila z pytaniem, ktory jak zawsze, zostal bez odpowiedzi.
Ok, 15 czerwca, przeddzien wycieczki, Dubrovnik. Widzimy, ze nasz statek wycieczkowy stoi juz w porcie, co napawa nas otucha. Przed portem stoi duza reklama rejsu z cena 14 (18 z obiadem) euro. Czyli widzimy, ze bez zadnej laski mozna miec wycieczke na miejscu mniej wiecej w cenie po ktorej my mielismy ja w specjalnych promocjach. Teraz, gdy sprawdzilem ceny jeszcze raz na stronie Zeglugi okazalo sie, ze tyle kosztuje tylko przeplyniecie z jedna strone bez powrotu. Ale wtedy wydawalo mi sie, ze tyle wynosi koszt calej wycieczki. Poszukam pozniej reklamowki, ktora wzialem i skoryguje to. W kazdym razie wtedy bylismy zaniepokojeni i podenerwowani, co wplynelo na tzw. postrzeganie rzeczywistosci.
16 czerwca rano poszlismy do biura Guliwer, ktore od strony chorwackiej wspolpracuje przy rejscie. Pokazalem im maila z biletem, stwierdzili, ze oni zalatwiaja tylko autokar i skierowali mnie do portu. Poszlismy do portu, pokazalismy bilety celnikowi, ale cos tam pogadal, ale generalnie nic nie zrobil. Wyszlo na to, ze mamy wycieczke, tylko nie mozemy dostac sie na statek.
W tym momencie zjawila sie rezydentka, chwile pozniej przewodnik i sytuacja odwrocila sie zdecydowanie. Okazalo sie, ze dzien wczesniej dzwonili do nas caly dzien (na komorke, ktora zostawilem w domu), pisali maile (ktorych oczywiscie nie odebralem), w koncu doszli do wniosku, ze skoro zaplacilismy za wycieczke, to bedziemy rano w porcie. Generalnie problemy zniknely.
Co sie okazalo dalej? Ze to pierwszy rejs statku w tym roku, ze jedziemy w 9 osob (my plus angielski turysta) na statku zdolnym pomiescic ponad 100 osob, ze cala zaloga jest polska.
Po prostu zaczelo byc swietnie. Rejs minal bardzo, bardzo milo. Obiad byl pyszny, dzieci dostaly dodatkowo bezplatnie ogromne porcie lodow, my kawe lub wino. Trzeba przyznac, ze zaloga zajmowala sie nami troskliwie i uwaznie. Kto chcial zrobil alkoholowe zakupy w sklepie wolnoclowym. Widoki ze statku cudowne. Wysokie gory, przy nich przycupniete miasteczka, a dalej morze. Male wysepki, na niektorych domki lub kosciolki. Przyznam, ze ta wyprawa - mimo wczesniejszych nerwow - stanowila najpiekniejsza czesc naszych chorwackich wakacji. Moja 9 letnia coreczka probowala swojego angielskiego w pogawedkach z Anglikiem, ktory mowil do niej tak powoli i z taka dykcja, ze zazdroscilem. Bo jak rozmawial ze mna to zaczynal mowic szybko i belkotliwie
Kotor wspanialy, ma w sobie cos z kretych uliczek Splitu i majestatu Dubrovnika. Nie bede tego opisywal, po prostu trzeba tam byc. Z uwag praktycznych, placi sie w euro (i tak bedzie przez najblizsze pol roku, pozniej Czarnogora prawdopodobnie wprowadzi wlasna walute), ceny jedzenia w sklepie takie jak w Krakowie. I jeszcze jedno. Bardzo, ale to bardzo dobre wino. (po ok. 2 do 3 eu). Zaluje do dzisiaj, ze kupilismy tylko dwie butelki.
Po krotkim, bo zaledwie dwugodzinnym pobycie w Kotorze wsiedlismy w klimatyzowany autobus (dalsza czesc wycieczki) i z chorwacka (angielskojezyczna) przemila przewodnik udalismy sie ogladnac z gory wyspe sw. Stefana, a nastepnie do miasta Budva. To dodatkowe zwiedzanie bylo w zamian za powrot autobusem, a nie statkiem. Miasto tez ladniutkie, stare mury, krete uliczki, wspaniale mozaiki na murach domow. Przewodniczka opowiadala troche o historii czarnogory, po czym odczekiwala, za ci co znaja angielski przetlumacza to na polski pozostalym
Podsumawujac wycieczke chce powiedziec, ze bylo warto i polecam ja wszystkim. Podsumowujac organizacje wycieczki powiem tak. Trzeba pamietac, ze wszystko jest dopiero w fazie organizacji i widze, ze poziom tej uslugi bedzie sie podnosil. Pracownicy, ktorzy sa w polskim biurze raczej dostaja moja mierna ocene, natomiast pracownicy w terenie zasluguja na najwyzsza pochwale.
Uff, nastepny na warsztacie Mljet.

.png)
.png)
.png)
.png)
.png)