Wróciłam! Ostatnio dużo się u mnie działo, stąd zaniedbanie tej relacji, ale już będzie lepiej

. No, ale wracając do sedna - zapraszam na wyspę...
Brać (więcej zdjęć: tutaj) Jak wakacjować to pełną parą, stąd pomysł by na jeden dzień znaleźć się na wyspie Brać samochodem i chociaż zakosztować wyspierskiego życia

. Nie było to jednak takie proste. Już 45 minut przed godziną wypłynięcia z Makarskiej stanęliśmy w kolejce na prom. Przed nami może 7 samochodów. Już pół godziny przed wypłynięciem załoga promu zaczęła wpuszczać samochody. Pech chciał, że akurat kierowca samochodu przed nami gdzieś zniknął. Przed nami pusty samochód, za nami cały sznureczek... a załoga promu po chwili zaczęła wpuszczać pojazdy spoza kolejki, napięcie rośnie - bo prom wypełnia się coraz bardziej, samochody za nami nie cofają bo jakiś Chorwat za nami stwierdził, że przecież wszyscy się zmieszczą. Dopiero za kwadrans zjawia się zapominalski. Cudem mieścimy się na pokładzie - tylko zapominalski, my i wyluzowany Chorwat. Wszyscy za nim niestety musieli czekać na następny prom. Organizacja chyba nie jest najmocniejszą stroną Jadrolinii

. Ale cieszymy się, że w ogóle płyniemy! Po drodze dostajemy nawet kiść winogron od sympatycznych panów, którzy mają wypakowany nimi całą pakę. O, tą błękitną:
Szybko przybijamy do Sumartinu, stamtąd pobieramy mapki i ruszamy do Supetaru i Sutivanu. Supetar średnio przypada nam do gustu, za to Sutivan kojarzy nam się trochę ze Starim Gradem na Hvarze - jest tu puściej i spokojniej, super miejsce! Na plaży tuz przy miasteczku jest prysznic, więc nie możemy odmówić sobie kąpieli

. Ale najlepsze dopiero ma nadejść, bo kierujemy się w stronę Vidovej Góry!
Dobrze, że nieuważnie przejrzeliśmy przewodniki turystyczne, bo zupełnie nie wiedzieliśmy co zobaczymy po wjeździe na górę

. A co to były za widoki! Coś wspaniałego! Z takiej perspektywy nawet Bol ze Zlatnim Ratem zdaje się być całkiem znośnym miejscem

) Pomysł z targaniem samochodu na jeden dzień na Brać uznałabym z naszej strony za kompletnie nietrafiony, gdyby nie ten wjazd na górę. On uratował całą wycieczkę

.
Pozdrawiam i zapraszam na kolejne, już końcowe niestety wycieczki
