Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Chorwacka przygoda po raz pierwszy...

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 21.09.2007 12:50

Oj tam ;), nie dopisałem m.in. :P ;)
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 23.09.2007 23:23

Kochani,
strasznie was przepraszam, ale nie dałam rady w ten weekend pisać,
obiecuje szybko nadrobić braki ... :roll: :roll:
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 24.09.2007 23:06

11.10.2006
Dziś nas czeka zwiedzanie Dubrownika. Ponieważ chcemy posiedzieć tam do wieczora, żeby i nocne zdjęcia porobić, to uzgodnione było z Anią i Zuzią, że wyjazd z Zivogosce około 11. Niestety z psem jesteśmy trochę ograniczeni, jeśli chodzi o zwiedzanie, nie wszędzie jesteśmy w stanie wejść. Tak, więc na spokojnie zjedliśmy śniadanko, poranna kawka na schodkach (i tu się przyznam, że ja kawy nie pijam w ogóle, więc jak oni kawkę to ja herbatkę albo coś chłodnego), poranny papierosek, jeszcze chwila relaksu, przygotowanie aparatu i zapasu baterii, statyw nie tylko mały, ale i ten większy, zapakowanie "suchego prowiantu" i picia do auta, pies, my w czwórkę i w drogę!!!!
Na początku zatrzymaliśmy się przy straganie w dolinie Neretvy, gdzie mogliśmy skosztować różnych rakiji, mandarynki prosto z drzewa, figi i co tylko chcieliśmy. Spodobało nam się to, a i kobiecina była bardzo miła. Tak więc zakupiliśmy sobie do domu ze dwie rakije (mandarynka i gruszka), świeże figi, "żywe" mandarynki, migdały i pojechaliśmy w dalszą drogę. Wyjaśnienie terminu "żywe" mandarynki - to są takie, które chodzą i na drzewie siedzą, ha ha ha.... A na poważnie to powiedzenie wzięło się od Plumka. No bo martwe mandarynki są w puszce, a żywe na drzewach.... Po drodze Ania radzi zwolnić, bo przy wiadukcie, gdzie jest rozjazd na Mostar i Sarajewo policja lubi stać i łapać. I faktycznie - stała policja, ale nie mieli powodu, aby nas zatrzymywać. Tylko się popatrzyli na nas i tyle. Jeszcze tylko fotka z doliną Neretvy jak już wjechaliśmy wyżej, bo widok niesamowity... i jazda dalej!
Po drodze wjeżdżamy do Bośni, tam mały postój w Neum - dziewczyny idą na zakupy, a my z psem na trawę. Pogoda jest bardzo ładna, słonko świeci i nas ogrzewa. Po jakiś 30 minutach opuszczamy Neum, kawałek dalej już wyjeżdżamy z Bośni. Jeszcze raz się zatrzymujemy po drodze, bo Ania chciała fotki porobić, no to ja też. Potem jedziemy dalej i zatrzymujemy się dopiero przed mostem. Kolejna porcja fotek, akurat statek-olbrzym stał w porcie.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Wjeżdżamy do Dubrownika. Zuza jako dobry pilot kieruje nami, gdzie skręcić, gdzie zaparkować, co by nie płacić, ale niestety miejsca te są pozajmowane, więc jeździmy w kółko szukając czegoś wolnego. W końcu znajdujemy marny kawałek parkingu, gdzie udaje nam się stanąć nic nie płacąc, bierzemy swoje manele i idziemy w kierunku Starego Miasta. Trochę mamy do przejścia... Teraz to z górki, cały czas schodami w dół, gorzej będzie nam się wracać, bo pod górkę, ale co tam, będziemy się tym martwic potem. Schodami zeszliśmy akurat naprzeciwko bramy Pile. W pierwszej kolejności - toaleta. Chyba te schody tak na nas wszystkich zadziałały. Potem my schodzimy z psem pod mury, bo potem w mieście będzie się jej ciężko załatwić, a dziewczyny korzystając z okazji idą na szybkie jedzenie. Widzimy z parku twierdzę Lovrijenac - ogromna! Wszyscy zadowoleni wchodzimy w progi "perły Adriatyku"....

Obrazek Obrazek Obrazek

Najpierw Zuza zaprowadza nas pod tablicę przedstawiającą atak na miasto. Robi wrażenie. Potem już wchodzimy do miasta. Na pierwszym planie Wielka Studnia Onufrego i oczywiście Stradun. Kierujemy się w stronę portu, Zuza pokazuje kolejno kościół Zbawiciela, Klasztor Franciszkanów, mijamy wąskie i tajemnicze boczne uliczki i podchodzimy pod wieżę zegarową. Tam oglądamy Pałac Sponza, Kolumnę Rolanda, ratusz, kościół św. Błażeja i kierujemy się bramą pod wieżą zegarową w stronę portu. Tam zostawiamy dziewczyny, będą na nas czekać a my zaraz obok wieży wchodzimy na mury miejskie.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Wstęp 50 kun od osoby, pies gratis - nie ma problemu, że chce zwiedzić mury. Zaczynamy naszą wędrówkę. Słonko praży na niebie i powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie spacerowania tu przy ogromnym upale, a już nie z psem, który ma nos niżej, a tam to już w ogóle parówka. Idąc i rozglądając się na wszystkie strony robimy pełno zdjęć. Żałujemy tylko, że słonce nam świeci z jednej strony i pod słońce zdjęcia nie wyjdą ładne (jak się nie ma odpowiedniego sprzętu, filtrów, itp.). Ale za to mamy statyw to i we dwójkę na zdjęciach jesteśmy. Co jakiś czas poimy naszego psa wodą i sami również popijamy. Tłoku dużego nie ma, więc spokojnie można spacerować. Nie spieszy się nam. Idąc murami nie mogliśmy się napatrzeć na widoki, na te uliczki w Dubrowniku, zabudowania. Widoki piękne.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

A pies na murach sprawiał, że każdy prawie ją głaskał, wzdychał, nawet jedna pani Chorwatka pracująca na murach przyniosła jej miseczkę z wodą, żeby się napiła. Byliśmy w szoku, że tak się dba o zwierzęta. W końcu po jakiejś godzinie dochodzimy do portu i niedługo mieliśmy się spotkać z dziewczynami. Nawet je widzieliśmy jak czekają w knajpce na nas.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Bardzo się ucieszyły na nasz widok, bo podobno już się nudziły. A my po murach zgłodnieliśmy. Zuza zachwalała kalmary w panierce, no to zamówiliśmy sobie wspólna potrójną porcje na naszą czwórkę, bo wieczorem mieliśmy sobie jeszcze małą kolacyjkę zjeść w Dubrowniku, więc nie chcieliśmy się najadać. Miała Zuza rację - kalmary pyszności!!! Ja nie przepadam za "takimi rzeczami", ale sposób zrobienia tych kalmarów spowodował, że je polubiłam. Ale tylko w tej knajpce, tylko w Dubrowniku. Przynajmniej jest pretekst do kolejnego tu przyjechania - na pyszne kalmary!!!
Po jedzeniu poszliśmy na główną ulice i skierowaliśmy się w stronę katedry. Stwierdziliśmy, ze teraz sobie połazimy po tych pięknych wąskich uliczkach miasta, a potem kawka i deserek. Tak więc poszliśmy lewa stroną miasta, wchodziliśmy raz w górę, raz w dół, a to na jakieś podwórko trafiliśmy, a to pod jakimś praniem staliśmy, a to papierosek na schodach. Czas nam przyjemnie mijał, sporo fotek po drodze i w końcu przez klasztor Klary trafiliśmy znów pod Studnie Onufrego.

ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek

Poszliśmy w stronę wieży Zegarowej, tam usiedliśmy sobie w knajpce, kawosze zamówili kawę, a ja poszłam sobie na lody. Nie ma to jak pyszne lody... I nie zawiodłam się, po prostu miodzio! My jesteśmy z mężem wielbicielami wanilii, więc wszędzie gdzie jesteśmy próbujemy wanilię. Dubrownicka - pierwsza klasa!!! Polecam gorąco. Nawet pistacja była niezła, a to też niespotykane. No i tak siedząc sobie w knajpce powoli robiło się już ciemno. W końcu to październik, to dni są krótkie. Ania zaczęła focić Stradun i wszystko, co oświetlone, potem ja wkroczyłam do akcji, a pozostali wycieczkowicze grzecznie siedzieli w knajpce i odpoczywali po całym dniu łażenia. Nawet pies chrapał pod stołem, tak ją uliczki dubrownickie wykończyły... Mieliśmy zjeść kolacje w jakieś restauracyjce, ale jeszcze kalmary nam pływały w żołądkach, to i głodni nie byliśmy. Tak więc około 19.00 stwierdziliśmy, że pora wracać do domu. Wiem, może powiecie dlaczego tak wcześnie, ale już pisałam wcześniej - z psem zwiedzanie to nie to samo co samemu, ona cały dzień z nami chodziła, jest zmęczona i pewnie potrzebuje trawy (chodzi mi tu o toaletę). Na szczęście jest tak wychowana, że na chodniku nie załatwi się, choćby nie wiem co. No i do tego ciemno wcześnie się robi to już i oczy zmęczone chcą iść spać. Tylko jeszcze najgorsze przed nami - musimy wejść po schodach w górę, żeby dostać się do samochodu. Troszkę to trwało, ale po ciężkim wysiłku udało się. Nawet samochód stał na swoim miejscu, bez żadnych oznak mandatu. Zapakowaliśmy się i jeszcze podjechaliśmy na punkt widokowy, co by porobić oświetlony Dubrownik z góry. Potem już kierunek Zivogosce. Dojechaliśmy na miejsce około 22.30 i jeszcze zgodnie stwierdziliśmy, że pora do łóżek. Dzień był męczący, a jutro.... No właśnie, co się wydarzyło dnia następnego zaraz się dowiecie. Miłych snów!

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Ostatnio edytowano 25.09.2007 21:37 przez witki, łącznie edytowano 1 raz
Jacynty
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 544
Dołączył(a): 13.03.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jacynty » 25.09.2007 00:34

Witam
Po przeczytaniu wspomnień i oglądnięciu fotek nachodzi mnie przeogromna chęć jeszcze raz tego roku pojechać do Dalmacji,właśnie w październiku.No ale że urlop się wyczerpał, pozostaje mi pilne wczytywanie się w uroki Cro promieniujące z opisów Witki.Dzięki za to, będę pilnym obserwatorem. 8)
marsylia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 882
Dołączył(a): 19.07.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) marsylia » 25.09.2007 11:52

rozmarzyłam się... wspomnienia wracają :D
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 25.09.2007 21:38

Dubrownik dokończony.... :lol: :lol:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 25.09.2007 23:31

Witam!

Ostatnie zdjęcie nocne na prawdę mi się podoba! Odjechaliście trochę, czy też tam właśnie mieliście zparkowany samochód?

Tajemniczo brzmi zapowiedź dnia następnego... :wink:
Pozdraviam!
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 25.09.2007 23:36

Interseal napisał(a):Witam!
Ostatnie zdjęcie nocne na prawdę mi się podoba! Odjechaliście trochę, czy też tam właśnie mieliście zparkowany samochód?


Nie, no to było daleko...
Samochód to mielismy zaparkowany w Dubrowniku niedaleko Starego Miasta, a to jest zdjęcie zrobione z drogi w stronę Cavtat. Kawałek odjechalismy od miasta aby właśnie taką fotkę zrobić. Potem zawrócilismy i pojechaliśmy w stronę Makarskiej.
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 25.09.2007 23:55

12.10.2007
Z samego rana dziewczyny pojechały sobie do Czarnogóry na parę dni, a my zostaliśmy sami na gospodarstwie. Mieliśmy za zadanie pilnować domu, baru, kotów i siebie. Słyszałam jak się krzątały z rana i odjeżdżały, ale potem dalej poszłam spać, bo to była jakaś wczesna godzina. Potem jak już wstaliśmy, to tak jakoś pusto było. Nie ma Plumka na schodach, Medo na szelkach nie wita się z Fidżi, Zuza nie zapala z nami porannego papieroska, smutno jakoś.... Ale nic to, na dziś przewidzieliśmy wjazd na Sv. Jure. Tyle się nasłuchaliśmy o tej górze, tyle ciekawych informacji wyczytałam na forum, że koniecznie musimy tam pojechać. Cieszyliśmy się, że pogoda ładna to i może widoki będą cudne w koło.

Obrazek Obrazek Obrazek

Po śniadanku wsiedliśmy w bryczkę i rura w góry. Zuza podpowiedziała, żeby w Podgorze skręcić na Vrgorac i tamtędy też dojedziemy. No fajnie się zapowiada ta droga. Nasz samochód to raczej duże bydle, więc na zakrętach nieźle Michał je ścinał. Dobrze że nikt z naprzeciwka nie jechał. Już mi się to podobało, ale były momenty, że nie bardzo. Ja chyba mam jakiś lęk, jak z mojej strony jest przepaść. Dojechaliśmy do drogi Makarska - Vrgorac i kawałek dalej był wjazd do Parku Biokovo. Zakupiliśmy bilety i pojechaliśmy dalej. Po drodze oczywiście zdjęcia tam gdzie się da, i po niezłej jeździe dojechaliśmy na sam szczyt. W sumie to nie mijaliśmy się z żadnym autem jadąc pod górę. Na parkingu stał tylko jeden samochód, jakieś dziadka Niemca, z otwartą maską i para leciała - ale dziadek jechał ostro na górę..... My wysiadamy z samochodu szczęśliwi, że całkiem szybko się dojechało i tu pojawia się niespodzianka. Cholercia - para z ust leci... troszke tak jakby zimno było? A my jak to turysty niemyślące w sandałkach, w spódnicy, no bo kto myslał że na 1700 będziemy wjeżdżać, prawda? Tak więc szybka decyzja - idziemy do kościółka i spadamy, bo nam zimno w stopy....

Obrazek Obrazek Obrazek

Widoki były naprawdę super bo i pogoda była ładna, tylko jakoś zimno... Jak już wsiedliśmy do auta to od razu nam sie lepiej zrobiło. Teraz przed nami zjazd z góry. Początek niezły, potem nawet udało mi się parę widoczków udokumentować. Widać, że jesień....

Obrazek Obrazek Obrazek

Teraz zjeżdżając udało nam się po drodze wyminąć chyba ze trzy samochody - ale ruch, pewnie w sezonie to tu jest jak na Marszałkowskiej?

Obrazek Obrazek Obrazek

Po drodze stajemy jeszcze na kolejnym punkcie widokowym, gdzie pięknie widać z góry Makarską. Oczywiście fotki obowiązkowo....

Obrazek Obrazek Obrazek

Na szczęście tam było cieplej niż na górze, więc chwilkę sobie posiedzieliśmy na dachu, żeby słonka załapać i podziwiać piękne widoki....

Obrazek Obrazek Obrazek

Po wyjechaniu z parku Biokovo zjechaliśmy do Makarskiej żeby zatankować samochód, wymienić walutę, zrobić małe zakupy. Potem wróciliśmy do Zivogosce i skorzystaliśmy jeszcze z pięknej pogody leniuchując na plaży i opalając się. Michał standardowo nurkowanie, a ja stwierdziłam, że porobię parę fotek naszej opustoszałej wiosce.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Potem dołączyłam do niego i próbowałam nauczyć naszą sunie pływać. Niestety ona tylko po warszawsku - brzuchem po piasku. Jak nie czuła pod łapami dna to dalej nie szła. Ale jak już była na głębszej wodzie (bo pani ją tam delikatnie przeniosła) to skubana do brzegu potrafiła dopłynąć. A potem znów to samo - chce wejść, ale się boi bo dna nie czuje. Skubaniec z tego psa. Po tak meczących zajęciach zjedliśmy pudliszkowy obiad - gołąbki z makaronem, i poszliśmy sobie na spacer w stronę kampingu.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Akurat słoneczko ładnie zachodziło i brzeg był ładnie oświetlony.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Potem to już troszkę ciemniej było, a jak wracaliśmy to już totalna ciemnica. I to była dopiero 19.00. To chyba jeden minus wyprawy do Chorwacji w październiku - szybko się robi ciemno.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Nie bardzo wiedzieliśmy co ze sobą zrobić, bo tak jakoś pusto było bez dziewczyn, więc stwierdziliśmy, że sobie jutro zrobimy całodzienna wycieczkę w piękne miejsca, a teraz chwilę posiedzimy na tarasie i pójdziemy spać, co by siły mieć na jutro.

Obrazek Obrazek Obrazek
Ostatnio edytowano 26.09.2007 19:58 przez witki, łącznie edytowano 1 raz
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 26.09.2007 10:20

witki napisał(a):...
Obrazek
...

Ja rozumiem, że chcieliście zrobić sobie zdjęcie z pięknymi widokami, ale żeby tak się maskować, żeby twarzy nie było widać :?: :lol:

Troszkę Was podretuszowałem ;) i już Was widać ;). Że tak powiem wyciągnąłem Was z mroku ;)

Obrazek

Pozdrav :papa:

P.S. A na Sv. Jure i tak kiedyś wjadę ;)
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 26.09.2007 19:40

Leszek Skupin napisał(a):Ja rozumiem, że chcieliście zrobić sobie zdjęcie z pięknymi widokami, ale żeby tak się maskować, żeby twarzy nie było widać :?: :lol:

Troszkę Was podretuszowałem ;) i już Was widać ;). Że tak powiem wyciągnąłem Was z mroku ;)

Obrazek

Pozdrav :papa:

P.S. A na Sv. Jure i tak kiedyś wjadę ;)


Jak dla mnie to troszke za jasne, ale twarzyczki widać...
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 27.09.2007 00:11

13.10.2006
Z samego rana szybkie śniadanko, kawka, jakiś prowiant na drogę i ruszamy do Bośni. Chcieliśmy zobaczyć Mostar, Medugorje i wodospady Kravica jednego dnia. Tylko trzeba wziąć pod uwagę szybkość nadchodzących wieczorów, więc wyjechaliśmy z Zivogosce około 8.00 rano. Pojechaliśmy również przez Podgore na Vrgorac - drogę już znamy, to i łatwiej się nam nią jechało, a potem dojechaliśmy do główniejszej i przez góry jechaliśmy w stronę Bośni. Widoki zapierające dech w piersiach, szkoda tylko że przepaście znów są po mojej stronie... W sumie to całkiem pusto na drodze i dosyć szybko udało nam się dojechać do granicy. Tylko droga kręta i od tego skręcania non stop głowa mnie rozbolała. Może również ciśnienie, no bo cały czas w górach. Mówię do męża - Możesz tak nie kręcić tą kierownicą? A on spokojnie się na mnie popatrzył i powiedział: "Nie no, w sumie to mogę jechać prosto". A tam nie było drogi tylko przepaść... Uśmiał się ze mnie jak nic, ale nie o to mi chodziło.
Do Mostaru wjechaliśmy koło 11.00, szukaliśmy drogi na "stary most" i cały czas jeździliśmy w kółko. W pewnym momencie to już jechaliśmy drogą na Dubrownik i prawie z miasta wyjechaliśmy, no to zawrotka i jak wjechaliśmy znów do miasta to już szukaliśmy parkingu. Znaleźliśmy i nawet okazało się, ze niedaleko mamy do mostu. Uradowani skierowaliśmy się w jego stronę.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Most piękny, zrobił na mnie wrażenie. Widać, że dopiero co odbudowany, bo kamień biały, ale wiemy, że taka sama metoda była wykorzystywana do odbudowy jaką był zbudowany te 500 lat temu. Starówka wokół mostu również ładna, ale widać wszędzie pozostałości po wojnie. Sporo kamieni z napisami "Don't forget", a i pamiątki z Mostaru nie pozwalają zapomnieć: łuski z karabinów z napisem Mostar, hełmy z dziurami, długopisy w nabojach. Wrażenie okropne, ja bym czegoś takiego nawet nie sprzedawała, tylko chciała zapomnieć. A oni jak widać chyba tak szybko nie chcą. Przeszliśmy mostem nad Neretvą na drugą stronę starego miasta. Niestety na wieże nie weszliśmy, no bo pies, ale jak to się mówi następnym razem. Za to weszliśmy obok wieży na wystawę fotografii, jak most wyglądał przed, w czasie i po wojnie. Fotografie bardzo piękne, szkoda tylko że niektóre bardzo smutne.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Doszliśmy do końca starówki, tam w okolicy był targ i jeszcze parę sprzedawców było, ale my sobie usiedliśmy na murku i podziwialiśmy z daleka most. Chcieliśmy tez, aby pies odpoczął. Oczywiście długo sobie nie posiedzieliśmy, bo zaraz do nas przyplątały się bośniackie dzieci i zaczęły żebrać. Więc się zebraliśmy i wróciliśmy tą samą drogą do samochodu, po drodze jeszcze schodząc na dół nad rzekę i tam Fidżi uszczęśliwiona wlazła do wody żeby się ochłodzić.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Na moście zbierał się do skoku młody chłopak, ale on tak od samego naszego wejścia na most się zbierał i to trwało już jakąś godzinę. Chyba nikt mu nie chciał zapłacić to nie skakał. W pewnym momencie on zszedł z mostu a pojawił się inny skoczek, raz dwa trzy - i już wykonał skok do wody. Ale jakoś bez żadnych efektów.....

ObrazekObrazekObrazekObrazek

No nic, chwile potem już poszliśmy do auta. Pan z parkingu zapytał się gdzie jedziemy i nam wskazał drogę jak jechać - to miłe. A my teraz jechaliśmy do Medugorje.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Nie było problemu z dojazdem do miasta, bo są drogowskazy i to czytelne. Jedynie nie był dobrze oznaczony dojazd pod samą Górę Objawień, bo to kawałek od miasta. W końcu za pielgrzymami i autokarami udało nam się dojechać, gdzieś zaparkować i udaliśmy się na górę. Ja tylko zmieniłam sobie obuwie, żeby nie mieć problemów z wejściem i zmieniłam spódnice na spodnie, co by wygodniej było. Jakie było zdziwienie ludzi, że pies wchodzi razem z nami na wzgórze! Ale ona dzielnie wspinała się razem z nami. Zauważyliśmy, że sporo pielgrzymów wchodziło na bosaka. Ja bym nie dała rady - zobaczcie jakie tam były kamienie!!!!

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Chwile pomodliliśmy się na wzgórzu, odpoczęliśmy po wchodzeniu, pies też nabierał sił i powoli zeszliśmy na dół. Po drodze parę pamiątek i kolejny cel dzisiejszego dnia - wodospady Kravica.
Tyle się nasłuchałam o wodospadach, że będąc w Bośni uznaliśmy za konieczne tam podjechać. Zuza nam narysowała mapkę co i jak, wiedzieliśmy że tam można się kąpać, to po całym dniu łażenia w słońcu taka kąpiel to jak zbawienie! W sumie nawet szybko dojechaliśmy i bez większych problemów. Wiedzieliśmy, że na drogowskazie tylko ze trzy literki zostały, ale łatwo było się domyśleć. Zjechaliśmy na sam dół i po zaparkowaniu samochodu szybko przebraliśmy się w kostiumy. Poszliśmy w stronę wodospadów. Jakie one piękne!!!

Obrazek Obrazek Obrazek

No to sprawdzamy wodę, żeby się wykapać i tu niestety okazuje się że to lód!!!! No bo górska woda w październiku raczej nie nadaje się do kąpieli, a my o tym zupełnie nie pomyśleliśmy. Bardzo nam miny posmutniały, ale nic na siłę. Jak to się mówi - następnym razem. Tak więc chwile potem wróciliśmy do samochodu, ja się ponownie przebrałam i ruszyliśmy w drogę powrotną do Zivogosce.

Obrazek Obrazek Obrazek

A żeby sobie poprawić humory to wracając wpadliśmy do Konzuma w Makarskiej i kupiliśmy sobie procenty na wieczór, żeby smutno nie było. I po zjedzeniu kolejnego pudliszkowego obiadu, a raczej kolacji, posiedzieliśmy sobie na tarasie upijając smutki nie wykąpania się w wodospadach.
Ostatnio edytowano 03.10.2007 00:05 przez witki, łącznie edytowano 1 raz
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.09.2007 08:27

witki napisał(a):Jak dla mnie to troszke za jasne, ale twarzyczki widać...

Jeśli robicie zdjęcia pod słońce dobrze jest doświetlić lampą - wymusić błysk ;). To tak na przyszlość.

Pozdrav i wracam do lektury :D
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 27.09.2007 08:54

Leszek Skupin napisał(a):
witki napisał(a):Jak dla mnie to troszke za jasne, ale twarzyczki widać...

Jeśli robicie zdjęcia pod słońce dobrze jest doświetlić lampą - wymusić błysk ;). To tak na przyszlość.

Pozdrav i wracam do lektury :D


Dzieki Leszku za podpowiedź, nie omieszkam wypróbować!!!!
No to miłego czytania, jak się uda to dziś Bośnię dokończę.
witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 28.09.2007 15:45

Interseal napisał(a):
witki napisał(a):Dziś nie dam rady opisac Dubrovnika, ale postaram sie to zrobić albo w piatek albo w sobotę w ciągu dnia. I na dodatek dodam jeszcze Sv. Jure.... :lol:


Sv. Jure w pażdzierniku ...miodzio! :wink:
Tego jestem chyba teraz bardziej ciekaw...
Pozdraviam!


No i jakie wrażenia z jesiennej Jury???
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Chorwacka przygoda po raz pierwszy... - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019