I znów sypnęło śniegiem jak kozie z d...., ku pokrzepieniu znowu zajrzałem do folderu z fotkami i cóż - ciąg dalszy.
Kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę w miejsca w których co prawda byłem, ale chętnie tam popłynę po raz kolejny, kolejny, kolejny i jeszcze raz kolejny. Wykupiliśmy rejs wokół Vis, Bisevo, Zielona grota i Niebieska grota i wszystkie atrakcje po drodze.
Zielona grota była na wyciągnięcie ręki z Rukovaca.
Planowałem, to duuuużo wcześniej i nawet żeby przyoszczędzić na kosztach, przed wyjazdem, uknułem plan. Jaki plan?
Zajefajnie sprytny.
Otóż, przed wyjazdem nabyliśmy drogą kupna ponton 5 osobowy z silnikiem 5km. No przecież nie trzeba żadnych patentów na taką jednostkę pływającą.
Myślę taką łajbą opłyniemy Vis i Bisevo.
W google earts pomierzyłem odległości i cyk - wyszło, że mieścimy się w 2 milach morskich od brzegu.
Udałem się do odpowiedniego urzędu aby ten okręt zarejestrować.
Bardzo pomocna Pani urzędniczka zadała kilka pytań, w tym kluczowe "kto będzie armatorem tej jednostki?"
Mnie zamurowało arma co? pytam. "No właścicielem". Wziąwszy komplet dokumentów udałem się do miejsca zakwaterowania (czyli domu) aby to przetrawić na spokojnie.
Trochę pogooglowałem i wyszło, że w Chorwacji na taką jednostkę pływająca trzeba mieć patent.
Ponton co prawda wzięliśmy, ale z wiosłami, silnik został w piwnicy.
Oszczędności psu w budę, bo silnik został w Krakowie, a za wycieczkę i tak trzeba zapłacić.
No ale do brzegu, to znaczy od brzegu.
Wypłynęliśmy z portu Vis, przepraszam jak ktoś napisał w ciekawej relacji na tym portalu: wypływają kaczki, łódź wychodzi z portu.
W trakcie rejsu, od strony morza zaobserwowaliśmy coś, co wcześniej przeoczyliśmy.
Pod naszym nosem nieopodal Rukovaca jakiś kolejny bunkier.
Na szczęście jest motywacja by tam kiedyś wrócić.
Z zielonej groty niestety nie mam fotek.
Wpływa się tam małą łódeczką, plusem jest to, że można tam popływać.
Po drodze plaża Stiniva, nie odważyłem się popłynąć wpław, ale córka i kuzyn nie odpuścili takiej frajdy.
Kiedyś statki wycieczkowe dopływały bliżej plaży.
I po krótkim postoju płyniemy dalej ku Bisevo.
Trzeba przyznać, że kapitan i jego brat steward staneli na wysokości zadania.
Oprócz tego, że pomogli ogarnąć wszystkie formalności związane z biletami, chętnie opowiadali o tym co widzieliśmy z pokładu.
A takie perełki poruszają się po Bisevo. Żal tyłek ściska, bo w Krakowie ruszyła strefa czystego transportu.
Do Błękitnej groty wpływamy małą łódeczką efekt za każdym razem robi duże wrażenie trochę jak efekt Czerenkowa.
Później obiadek w klimatycznej konobie na Bisevo i powrót na kwaterę.
Tyle na dzisiaj, może "głos rozsądku" dołoży coś od siebie, bo mi niestety poginęło trochę fotek z tej wycieczki.
Choć Błękitna grota na Bisevo jest najbardziej znana, nie jest to jedyna taka atrakcja na Adriatyku.
Wiele lat temu miałem przyjemność odwiedzić podobną jaskinię w Czarnogórze i tam jest ten plus, że czas spędzony w grocie jest znacznie dłuższy i można spokojnie popływać.