napisał(a) Franz » 10.09.2015 14:34
Zastanawiam się nad sposobem powrotu do samochodu. Rozważany w charakterze bonusu najwyższy szczyt grupy - Reißeck - odpada. Po pierwsze - tkwi w chmurach. Po drugie - spostrzegam, że mój but zatęsknił za szewcem. Po trzecie - odczuwam zmęczenie. Więc co - powrót przez przełęcz i zejście poznaną rano, wyślizganą drogą?.. A może skorzystać z kolejki wąskotorowej, zjechać dwie stacje, skąd już blisko do auta?
Ha! Zobaczmy, jak wygląda ta kolejka. Właśnie wpuszczają tych, co odjeżdżają o 16:00. Bramka otwiera się po włożeniu plastikowego biletu, pytam więc, jak mam wejść, skoro nie mam takiego biletu. Pani przy bramce wpuszcza mnie na swój, służbowy bilet i dowiaduję się, że zapłacę przy wysiadaniu. Uprzedzam, że nie jadę do końca, tylko wysiadam w Trog.
Kiedy pasażerowie już upakowani, jak sardynki w puszce, pociąg rusza i zaraz wjeżdża w długi tunel a wokół mnie głośne śmiechy i rozmowy licznej grupy rodaków. Gdy wyjeżdżamy z tunelu, jesteśmy już prawie na pierwszej stacji, gdzie trzeba się przesiąść do pojedynczych wagoników. Tam też kupuję bilet za jedyne 10 euro. Na moje hasło, że chcę wysiąść w Trog, by dojść do Zandlacher Boden, zostaję powierzony opiece motorniczego, który mówi, że wysadzi mnie przy kaplicy za Trog, bo tak mi będzie wygodniej. Cóż, zapewne wie lepiej. W Trog i tak się trzeba przesiąść do innego, analogicznego wagonika i tam ląduję w kabinie motorniczego, który wysadza mnie niżej przy kapliczce, nie musząc otwierać drzwi pozostałym pasażerom. Nie ma tu normalnej stacji i motorniczy żartuje, że za tę usługę należy się pięć euro. Przystaję na tę propozycję, oferując mu swój bilet i prosząc o pięć euro reszty. Żegnamy się ze śmiechem na ustach i zostaję znów sam na sam z górami.