Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Alpejskie wędrówki i wspinaczki

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 92997
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 25.11.2010 12:54

Franz napisał(a):Popatrzymy na Alpy z dolin.

Obrazek



Głowa i twarzowa czapeczka :wink: :D
dangol
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8428
Dołączył(a): 29.06.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) dangol » 25.11.2010 16:20

Franz napisał(a):Ale z góry przepraszam, że niektóre fotki będą wyraźnie gorsze. Bardziej zależy mi na pokazaniu, jak tam jest naprawdę, niż na błyśnięciu kilkoma wyselekcjonowanymi fotkami.


No i bardzo dobrze, że tak będzie :D , przecież to relacja, a nie konkurs foto. Nie ma szans, żeby wszystkie fotki nadawały sie na konkurs (chociaż wiele z nich na pewno spełnia warunki ku temu :D ), zwłaszcza jak czasami aparat trzymasz zębami :wink:
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3456
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 25.11.2010 18:07

Franz napisał(a):Wysokie Taury: Grossglockner

Kiedyś wspominałeś że tam byłeś. A ja z tych miejsc tylko tam byłem, na pozostałe życia nie starczy.
Nie ma co, umiesz zrobić zajawkę fotograficzną :)
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6217
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 26.11.2010 03:25

Franz napisał(a): Bardziej zależy mi na pokazaniu, jak tam jest naprawdę, niż na błyśnięciu kilkoma wyselekcjonowanymi fotkami.

Pozdrawiam,
Wojtek


Jak dotąd wychodzi Ci to tak dobrze, że...rób tak dalej. :) :wink:
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 42406
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 26.11.2010 13:00

Janusz Bajcer napisał(a):Głowa i twarzowa czapeczka :wink: :D

Albo poduszka leżąca komuś na twarzy. ;)

zawodowiec napisał(a):Nie ma co, umiesz zrobić zajawkę fotograficzną :)

Poświęciłem prawie godzinę na wybór. 8)

dangol napisał(a):No i bardzo dobrze, że tak będzie :D

Fatamorgana napisał(a):Jak dotąd wychodzi Ci to tak dobrze, że...rób tak dalej. :) :wink:

Już szlifuję pierwszą wyprawę. :)

Pozdrawiam,
Wojtek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 42406
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 26.11.2010 16:30

Przynaję, byłem w tych kwestiach laikiem. Zasięgnąłem języka pośród znajomych.
Ferraty? W Dolomitach, we Włoszech są piękne i trudne. W Austrii?.. Ee tam! Co oni tam mają! Jakieś ubezpieczenia na trudniejszych ścieżkach, tu i ówdzie skały trzeba dotknąć - to wszystko. Jak chcesz się powspinać po ferratach, to jedź w Dolomity. W Austrii, to tylko taka namiastka. Ersatz.

Postanowiłem jednak pojechać do Austrii - bliżej, a poza tym nie chciałem się porywać od razu na coś trudnego. Wolę popróbować sił na ubezpieczonych ścieżkach, trochę tylko trudniejszych od Orlej Perci. Minęło wiele lat od czasu, gdy się wspinałem, więc po co ryzykować skakaniem od razu na głęboką wodę. Podejdę spokojnie i ostrożnie do tematu.
Kupiłem dwie mapy - wybór padł na Dachstein i Totes Gebirge. Ładne nazwy - Dachówka i Martwe Góry. Do tego atlas samochodowy Austrii. Zestaw do ferrat?.. Uuu... drogi. Chyba sobie daruję, skoro w Austrii ferrat z prawdziwego zdarzenie nie ma. Pogrzebałem w swoim sprzęcie wspinaczkowym, leżącym tyle lat odłogiem i skompletowałem sobie własny zestaw. Wprawdzie te taśmy - zgodnie z zaleceniami - mogą teraz służyć już tylko do powieszenia na nich co najwyżej doniczek z kwiatami (a i to nie nad chodnikiem), ale przecież na ubezpieczonych ścieżkach pewnie nawet tego na siebie zakładał nie będę. OK, mam wszystko - ruszam w Alpy.

Obrazek

Kierunek: Bratysława, Wiedeń i dalej na Salzburg. Nie dojeżdżając do niego, zjazd z autostrady na południe - Ebensee, Bad Ischl, Bad Goisern i już jadę wzdłuż Hallstaetter See. Za Hallstatt zatrzymuję się nad jeziorem i studiuję dokładnie mapę. Chcę pójść na trzy dni w góry i zanocować w Simonyhütte pod najwyższym szczytem Dachsteinu i teraz muszę podjąć ostateczną decyzję w kwestii trasy.
Mógłbym z Hallstatt pójść szlakiem, najpierw doliną i potem już w ciekawszym terenie. Mógłbym też dojechać przed samo Obertraun i ruszyć stamtąd innym szlakiem. Ale jest również na mapie inna, ciekawsza trasa. Najpierw jest to szlak, dalej grube czerwone kropki, przechodzące szybko w cienkie czerwone kropki. Przy nich ikonka drabinki i napis "Seemauer Klettersteig". To pewnie taka austriacka namiastka ferraty - pięknie, coś dla mnie na początek.

Obrazek

Obrazek

Tylko, gdzie by tu auto zostawić, żeby nie trzeba było daleko drałować. Znajduję mały kawałek łączki tuż przy płocie ogradzającym ładny domek. Ładny... cóż, tu praktycznie wszystkie są ładne. Pakuję plecak na trzy dni - na sam spód upycham ciepły, gruby i ciężki śpiwór. Nie wiem, jakie warunki czekają mnie w schronisku. Trochę to waży, ale co tam - dziś to wtargam do schroniska, a potem większość gratów zostawię, idąc na lekko na Hoher Dachstein. Tam podobno jest jakaś ciekawa ferrata. Ciekawa, jak na austriackie warunki.
Widzę, że ktoś się kręci przy domu, podchodzę więc, by wyklarować sytuację.
- A czemu nie chcesz zaparkować pod wyciągiem kolejki?
- Bo ja nie kolejką, tylko na piechotę i musiałbym nadlkładać drogi.
- No dobrze, auto może tu stać, nam nie przeszkadza. Ale nie oczekujesz od nas, że będziemy go pilnować!
- Nie, nie, oczywiście. Tylko żeby tu sobie mógł stać, nikomu nie przeszkadzając.

Widzę, że trochę się dziwią, ale najważniejsze, że mam parking. Zostawiam wóz i maszeruję prawie dwa kilometry z powrotem szosą - do miejsca, gdzie odchodzi szlak. Teraz już przyjemniej, bo ścieżką, dochodzę do jakiejś tablicy. Rodzaj schematu ścieżki na Seemauer. Seemauer, czyli Jeziorny Mur - też ładna nazwa. Na schemacie kolejne fragmenty oznaczone literkami od B przez C i D po E. Niżej przewaga B i C, wyżej już tylko D i E. Cóż, fajnie - idziemy.
Zaczynam zdobywać wysokość.

Obrazek

Obrazek

Idzie się stromo, ale przyjemnie - w oczach rośnie ściana przede mną. Budzi się we mnie radość i ciekawość - jak też ta ścieżka będzie dalej biegła.
Wyraźnie zmierza ku ścianie, gdzie u dolu dostrzegam jakąś tablicę.

Obrazek

Obrazek

Podchodzę do tablicy. Czuję trochę ciężar plecaka - stroma ścieżka dała wycisk. Za to w dole piękny widok na Hallstaetter See - chwilę sycę nim wzrok. Następnie studiuję tablicę i teren.
Tu się zaczyna Klettersteig. Pora na rozszyfrowanie dosłownego znaczenia: Kletter - wspinaczka, Steig - ścieżka. Czyli przyszła pora na moją pierwszą alpejską ścieżkę z elementami wspinaczki.
Jest stromo, ale skała urzeźbiona i przetykana trawkami. Jest sens wyciągać mój sprzęt z plecaka? Chyba nie - on i tak daje wyłącznie iluzoryczną asekurację. Gdybym miał nim mocniej szarpnąć, taśmy by pewnie tego nie wytrzymały. Dobra, walimy w górę.

Obrazek

Obrazek

Już po kilku krokach czuję, że sprawa nie jest taka prosta. Wyglądało to na znacznie łatwiejsze, niż jest w rzeczywistości. Może, gdyby mi ten plecak tak nie ciążył...
Ale ciąży. Idę powoli, bardzo ostrożnie stawiając stopy, kontrolując kolejne chwyty. Trawki utrudniają, gdyż but się na nich ślizga. Staram się stawiać stopy na skale, ale większość szczelin wypełniona jest zielenią.
OK, pierwszy ostrzejszy fragment za mną. Jak tam było z tymi literkami?.. U dołu przewaga B i C. Wyżej D i E. Mam nadzieję, że ta skala stopniuje w odpowiednią stronę - malejąco. Bo jeśli miałoby wyżej być trudniej, to... No, nie wiem. Przecież bym nie zawracał!
Może jednak E oznacza mniejszą trudność od B. Tego się trzymajmy.
Mam odcinek łatwiejszy, którym podchodzę pod następną ściankę.

Obrazek

Ale zaraz lina staje dęba! Oops... Muszę się przeprosić z moją pseudo-asekuracją. Zakładam uprząż, wiążę, zapinam karabinek. Spoglądam z dezaprobatą na dwudziestopięcioletnie taśmy - może jednak należało się wykosztować na sprzęt z prawdziwego zdarzenia...
Czuję przyspieszone bicie serca, wpinając się w stalową linę. Spoglądam na wiekową uprząż - wytrzymasz, prawda? Poza tym - przecież w ogóle nie będę zmuszony tego sprawdzać! Nie mam najmniejszego zamiaru odpadać od skały. W drogę!

Teraz już napotykam spore trudności - któż mi to opowiadał, że w Austrii nie ma ferrat?! Chyba że... to ma być ta łatwizna! W takim razie raczej nigdy w Dolomity nie pojadę...
Wspinam się z trudnością. Pot zaczyna mi występować na czoło, po chwili pierwsze krople szczypią solą w oku. Puszczam jedną ręką linę, żeby przetrzeć oko i czuję, jak zaczynam zataczać łuk w powietrzu. Nie! Szybko łapię ją obu rękami i przywracam pion. Oko szczypie. Zaciskam mocno - łzy muszą przegonić tę sól.

Czuję coraz większe obciążenie na łapach. Ruszaj się chłopie! Bo jak nie, to długo się tu nie utrzymasz! Rozwieram oczy - jeszcze trochę szczypie lewe oko, ale coś widzę. Szybko w górę - do łatwiejszego miejsca. Ba! Szybko - łatwo powiedzieć. Wspinam się mozolnie, ale zyskuję metr za metrem. Kropla potu wpływa do drugiego oka...
Łapię linę wyżej i próbuję przetrzeć oko ramieniem. Dobra - szczypie, ale coś widzę. Kolejny metr do góry. I następny. Jeszcze kilka i trafiam na łatwiejszy teren. Łapy mdleją, dyszę, oczy szczypią, ale mogę odpocząć. Ufff...

Zadzieram głowę w górę - daleko to jeszcze może być? Może rozsądniej byłoby wrócić? Spoglądam pod stopy - nieee, nie odważę się robić tej trasy w dół. Było pomyśleć wcześniej; teraz mam już tylko tę jedną możliwość - w górę.

Po chwili odpoczynku, ruszam w dalszą trasę. Tylko przez chwilę jest łatwiej, po czym podchodzę bardzo stromo pod ukośną półkę. Półka jest mocno nachylona i wyślizgana - nie można liczyć na tarcie. Chwyty raczej problematyczne - pozostaje zacisnąć dłonie na linie i odchylając się od skały, przesuwać się po pólce, zaledwie opierając na niej stopy.
Tak też robię. Niestety, plecak ciągnie mnie w dół - przyciągam się więc do liny, by środek ciężkości nie wystawał tak daleko nad przepaść. Teraz lepiej, tyle że cały ciężar ciała spoczywa na mocno skurczonych rękach. Szybko, szybko, muszę dotrzeć na koniec półki. Nie puszczam liny z rąk, gdyż nie potrafię się w tej pozycji utrzymać tylko na jednej z nich. Przesuwam dłonie po linie. Auu!!

Cholera, lina jest w średnim stanie - sploty są w wielu miejscach poprzerywane. Nie sprawia wrażenia, że się urwie, ale zadziory kaleczą dłonie. Staram się je wypatrywać i przesuwać dłonie nad nimi, ale występują na tyle gęsto, że raz po raz czuję ich ostre końce. Przestawiam stopy, przesuwam dłonie, znów przestawiam stopy, znów czuję skaleczenie, narasta ból w muskułach.
Muskułach? No dobra, w miejscu, gdzie one powinny się znajdować. Tak czy owak, docieram wreszcie na koniec półki. Mogę tu stanąć i oderwać ręce od liny. Mogę odsapnąć. Spoglądam na dłonie - na obu krwawe plamy.
Pierwsze krwawe plamy...

Obrazek
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 26.11.2010 17:24

Witam.

Opis pierwszego razu na ferracie wyborny! Czyta się świetnie.

Byłeś tak średnio zorientowany i usprzętowiony, że wręcz wygląda to na mały literacki "chwyt"... :wink:

Pozdrawiam
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 26.11.2010 17:44

To już nie relacja ... to pierwsze "kartki" przygodowej opowieści !

Szkoda, że przerwa ... już się tak wciągnąłem ....


Ach ... idę sobie zrobić herbatę !

:)





Pozdrawiam
Crayfish
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1744
Dołączył(a): 11.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Crayfish » 26.11.2010 18:24

No to ... poszeeeeedł. :)
Z odcinka na odcinek coraz bardziej rozgadany się zrobił nasz Wojtek.
Fantastyczna lektura.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 42406
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 27.11.2010 14:06

Interseal napisał(a):Byłeś tak średnio zorientowany i usprzętowiony, że wręcz wygląda to na mały literacki "chwyt"... :wink:

:lol: To jednak był "chwyt" życiowy.
Wspomniałem niedawno w wątku pirenejskim, że tylko raz w życiu bałem sie bardziej niż na tamtej "rozgrzewce". ;) Zbliżamy się właśnie do tego momentu.

mariusz-w napisał(a):Szkoda, że przerwa ... już się tak wciągnąłem ....

Tyle się na tej klawiaturze nastukałem, że muszę odpocząć. :)

Crayfish napisał(a):Z odcinka na odcinek coraz bardziej rozgadany się zrobił nasz Wojtek.

Tak akurat trafiło, że w krótkim odcinku czasu opisuję te najbardziej dramatyczne momenty. Te, które najmocniej w pamięć zapadły.
Potem juz będzie znowu lakonicznie. 8)

Pozdrawiam,
Wojtek
jan_s1
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5432
Dołączył(a): 08.01.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) jan_s1 » 27.11.2010 15:17

Fajnie się to czyta w wygodnym fotelu. Na szczęście fotel mam stabilny (na czterech nogach :wink: ) i nie muszę trzymać się liny.

Będzie jeszcze dramatyczniej? To czekamy - Mariusz z herbatką, a ja z kawką. :D
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45312
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 27.11.2010 15:49

Wody?
Ręcznik?

Franz napisał(a):Wspomniałem niedawno w wątku pirenejskim, że tylko raz w życiu bałem sie bardziej niż na tamtej "rozgrzewce". ;) Zbliżamy się właśnie do tego momentu.


Jestem.

Franz napisał(a):Tyle się na tej klawiaturze nastukałem, że muszę odpocząć.


No tak, bo w miejscu muskułów jest jakiś zamiennik...
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 42406
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 28.11.2010 15:20

jan_s1 napisał(a):Będzie jeszcze dramatyczniej? To czekamy - Mariusz z herbatką, a ja z kawką. :D

Wiesz, w tym momencie miałem jeszcze nadzieję, że w tej skali trudności literki z początku alfabetu oznaczają trudniejsze odcinki i że im dalej w głąb alfabetu, tym łatwiej będzie. Póki co, mocowałem się z tymi B i C. Czekały mnie już tylko D i E. :twisted:

Jacek S napisał(a):No tak, bo w miejscu muskułów jest jakiś zamiennik...

Ćwiczony regularną pracą przy biurku po kilkanaście godzin dziennie... :lol:

Pozdrawiam,
Wojtek
Jolanta M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4521
Dołączył(a): 02.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jolanta M » 06.12.2010 19:03

Wojtku! Jak się powiedziało B i C, to trzeba powiedzieć D i E. :wink:
Czekamy!!! :D


Pozdrawiam
Jola
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6217
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 07.12.2010 00:27

No właśnie...od dawna czekałem na ten opis z tej ściany...
Zwłaszcza, ze dwa razy się na nią z dołu gapiłem i mi do głowy nie przyszło, ze tam jest taka "ścieżka" a już wcale, że będę mógł kiedyś o tym poczytać w relacji na polskim forum.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



Alpejskie wędrówki i wspinaczki - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018