Dzień czwarty
Gdy budzik mnie szturcha o 5:45, jest jeszcze szaro. Podczas gdy się pakuję, zajeżdża wóz na austriackich numerach, z którego wysiada dwóch facetów z pełnym ekwipunkiem. Postanawiam zasięgnąć języka:
- Idziecie może na Hochfeiler?
- Tak.
- A wiecie coś więcej o aktualnych warunkach? Potrzebne są raki i czekan?
- Dzwoniliśmy wczoraj do schroniska i szef stwierdził, że nie, ale i tak na wszelki wypadek raki bierzemy ze sobą.
Wyruszają, a ja w tej sytuacji zostawiam zimowy ekwipunek w bagażniku - skoro szef tak powiedział...

.png)
.png)