Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

2007: Bielsko-Biała - Drašnice/Hvar

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 26.09.2007 00:22

Janusz Bajcer napisał(a):Ps. Widzi mi się, że Mister Mariuszem będę dzielił spanko na Zlocie :lol: :papa:


Witam!
Czyżby jakieś przecieki? :wink:
Musimy w takim razie ustalić, kto przywozi "farelkę" :D :D
Pozdrawiam!
:papa:
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 98433
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 26.09.2007 07:30

AnetaA
Cromaniak
Posty: 881
Dołączył(a): 10.08.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) AnetaA » 26.09.2007 09:32

Fajnie opisane.Z drogi do Mostaru mamy podobne wrażenia, mam tylko nadzieję,że trochę inaczej to przedstawię :) i nie zanudzę czytających.
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 26.09.2007 09:56

AnetaA napisał(a):Fajnie opisane.Z drogi do Mostaru mamy podobne wrażenia, mam tylko nadzieję,że trochę inaczej to przedstawię :) i nie zanudzę czytających.


:D ... czyli fajnie i nudno zarazem :wink: :D to mi się podoba! :wink:
Pozdraviam!
AnetaA
Cromaniak
Posty: 881
Dołączył(a): 10.08.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) AnetaA » 26.09.2007 11:29

Nie, nie to nie tak,wcale nie jest nudne to Twoje pisanie :D , ale obawiam sie, że moje o tym samym może być, więc jak ktos przeczyta Twoje i zajrzy do mojego...może się rozczarować, oby nie :wink:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 26.09.2007 11:34

AnetaA napisał(a):Nie, nie to nie tak,wcale nie jest nudne to Twoje pisanie :D , ale obawiam sie, że moje o tym samym może być, więc jak ktos przeczyta Twoje i zajrzy do mojego...może się rozczarować, oby nie :wink:


Na pewno nikt się nie rozczaruje, gdyż na pewno zwrócisz naszą uwagę na inne rzeczy, będą inne zdjęcia, delikatniejszy opis... więc nie marudź tylko pisz! :wink: :D 8)
W oczekiwaniu Pozdraviam!
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 28.09.2007 00:15

Mostar C.D.

Tam gdzie skończyły się góry, a zaczęła płaska dolina, skończyła się Chorwacja, a zaczęła Bośnia. "Bośnia - Państwo, którego nie ma" - tak brzmiał kiedyś artykuł w GW dotyczący tego kraju. Droga prowadzi teraz po równinie, przez raczej mało ciekawe tereny.
Dojeżdżam do miasta Ljubuski. Na zewnętrznym krawężniku ronda oraz na trawniku, siedzi grupka około dwudziestu mężczyzn, mężczyzn którzy na coś czekają. Mam wrażenie, że na pracę. Przed pięcioma laty coś podobnego widziałem w Banja Luce. Czasem trzeba rozładować ciężarówkę, czasem pomóc przy przeprowadzce, czasem... gdyż często do wieczora nic nie trzeba...i nikt nie przystanie i nikt nie zawoła... Nie wiem może się mylę ale od razu skojarzyłem tak tę sytuację.

Na rondzie prosto i droga zaczyna się wspinać. Potem pamiętam jeszcze zjazd do Madjugorje i to, że droga zaznaczona na mapie cienką zółtą kreską jest porównywalna jakością do niejednej naszej drogi krajowej. Generalnie mam słabą pamięć do dróg, nigdy nie potrafię wytłumaczyć drugiej osobie trasy kierując się jakimiś punktami charakterystycznymi... więc niewiele i teraz mogę napisać... Zdjęć nie robiłem. Pamietam tylko na wyjeździe z miasteczka Citluk, mężczyznę nabijającego jagnię na ruszt. Myślałem, że w drodze powrotnej skosztuję, ale wybrałem inną drogę powrotną. Dopiero przed samym Mostarem, robi się na tyle ciekawie i charakterystycznie na serpentynach, wijących się po skalistych jałowych pagórkach więc pamiętam, jak za każdym zakrętem wypatrywałem miasta, a miasta nie było. W końcu kilka ostrych zakrętów i jest!

Droga schodzi serpentynami na peryferie, na osiedle domków. Intuicyjnie kieruje się za samochodami w kierunku centrum miasta. Po jakimś czasie pojawiają się pierwsze tabliczki informacyjne "Stari Most". Oczywiście pochłaniając oczyma wszystko co w koło, gubię drogę, ale mam możliwość zobaczyć po raz kolejny pozostałości po wojnie. Nowe budynki ze szkła i stali obok rozprutych pociskami, porośniętych krzakami, betonowych bloków. Ostrzelane elewacje... Przed pięcioma laty było tego smutnego widoku więcej

Obrazek

Patrząc na usytuowanie miasta w dolinie Neretvy, otoczone pagórkami, aż cud, że miasto całkowicie nie zostało zrównane z ziemią. Wojciech Tochman we wstępie do książki "Jakbyś kamień jadła" pisze o przejeździe przez Mostar w 1992 roku: "Jechaliśmy przez Mostar, ale go nie widzieliśmy. Miasto jak las: niby coś miga za ciemnym oknem, ale nie wiadomo, co to. Strach się zatrzymać, strach w ten las pójść". Strach pomyśleć co może wojna, szczególnie taka jak ta. Jak mówił jeden z bohaterów "Undergroundu" Kusturicy: "Nie ma prawdziwej wojny, dopóki brat nie podniesie ręki na brata"

Robię spore kółeczko i trafiam znowu na drogowskaz "Stari Most", tym razem sprawnie po znakach jadę na parking o nazwie Ruża. Parkingowy i jakiś chłopak mówią mi, że do Mostu mam dwie minuty pieszo. Jak dwie minuty!? A gdzie jakieś stare miasto, średniowieczne zabudowania? Idę we wskazanym kierunku i rzeczywiście niemal od razu wchodzę przez ogródek kawiarenki i kilka schodków, na wąską, wybrukowaną białym, śliskim wapieniem uliczkę. Myślałem że ta zabytkowa, stara część Mostaru jest nieco większa...
Dziewiąta rano. Jestem sam, tylko kilku sklepikarzy rozkłada swoje kramiki. Idę przed siebie, uliczka lekko zakręca i staję przed kamienną bramą mostu. Patrzę przez kamienną balustradę w dół i przed siebie. Jest Neretva. Jest i most.

Stary Most. Obiekt westchnień, obiekt może i marzeń.
Biały nowy łuk mostu wyraźnie odznacza się i odcina od starych szarych przyczółków. Wyraźnie odznaczają się na przyczółkach poziomy, na które podnosi się rzeka. Poziom maksymalny wydaje się być wręcz niemożliwy, ale znajduję potem zdjęcie, gdzie woda jest jeszcze wyżej... Dziś jednak rzeka jest wyjątkowo cicha i spokojna. Pomimo ciemnego, coraz cięższego nieba, ma swój niezapomniany kolor i "smak".

Obrazek

Stoję sam na zwieńczeniu, w najwyższym punkcie mostu. Pod nogami mam wyślizgane białe wapienie, z obu stron znane z widokówek i zdjęć budyneczki z małymi okienkami i arabskimi ozdobami, sięgając okiem dalej widać szpice minaretów, a po drugiej stronie przemknęła młoda dziewczyna w muzułmańskiej chustce na głowie. Tak Buber... ja też nie byłem w Turcji... masz rację jakiś przedsmaczek orientu tutaj jest. :)

Chwila zadumy... przez most przechodzi jakaś starowinka w czarnym ubraniu... fajnie zobaczyć jak z mostu korzystają normalni ludzie w normalny sposób...
Ponownie, tym razem z drugiego brzegu rzucam okiem na biały łuk mostu i stare szare przyczółki. Zwiedzanie Mostaru to coś jak zwiedzanie Zamku Królewkiego w Warszawie. Dokładna do bólu, ale jednak kopia tego co było kiedyś.
Jestem i tak pełen podziwu dla ludzi, którzy podjęli się odbudowy. Widziałem dokumentację, zdjęcia, szkice... wszystko zrobiono jak Turcy przed 500 laty.
W dzisiejszych czasach mogli przecież zrobić lekką konstrukcję, owinąć czymś kamieniopodobnym, środek wypchać gruzem, a ludzie i tak by przyjeżdżali.

Obrazek

Zaraz przy wejściu na most jest kafejka internetowa. Po schodkach w dół, loguję się i zaczynam pisać drugi post w tym temacie. :wink:

Zastanawiam się nad wyjściem na minaret. Co prawda byłem już w Egerze na Węgrzech, ale co to za minaret, co jest zwieńczony chrześcijańskim krzyżem... Niestety meczet jeszcze nie otwarty... Za drugim razem kiedy podszedłem, przed wejściem leżały buty pewnie jakiegoś turysty, nie było nikogo z obsługi przy "kasie", a obuwiem zainteresowane były miejscowe dzieciaki... jeżeli tak to wygląda, to ja boso lub w skórzanych muzułmańskich kapciach nie będę wracał do domu...Dziękuję :wink:

Obrazek

Trzykrotnie przechodzę sobie powolutku tam i z powrotem całą starówkę, za każdym razem ilość turystów i otwartych sklepików jest większa. Na moście zebrały się już grupki turystów, a przez bramę przeciska się zorganizowana spora wycieczka.
Powoli rozglądam się za jakimiś pamiątkami. Koszulki fajne, ale największe XXL, dla mnie zdecydowanie za małe... Miedziana, ręcznie na miejscu wybita biżuteria dla żony w sam raz... a może i hidżab jej kupię? :wink:
Sklepiki już w pełni rozwinięte, z niektórych słychać uderzenia jakby młotkiem, to miejscowi artyści robią ozdoby, ozdabiają stare patery, kawałki blach, łuski pocisków.
Jeden z panów był artystą "pełną gębą", na jego stole, obok stołu, pod stołem, na ścianie, na suficie...no dosłownie wszędzie, było wszystko... Puste buteleczki po perfumach, gwoździe, stare misy miedziane, patery z cyny, śrubokręty, spalona żarówka, Zresztą popatrzcie sami... artystyczny nieład.

Obrazek

Ozdabiał też łuski z największych pocisków artyleryjskich. Efekt ładny, ale dla mnie pamiątka niezbyt na miejscu. Nie zapytałem nawet o cenę.

Obrazek

Powoli zbieram się do wyjazdu. Jeszcze kilka zdjęć, obiad w postaci cevapcici w jednej z wielu nadbrzeżnych restauracyjek i wracam na parking. Most zapchany turystami. Przeciskam się przez tłum. Pani przewodnik tłumaczy po polsku, że Bośnia nie jest już częścią Jugosławii... Tuż obok stoi ksiądz w koloratce. To pielgrzymka z Polski. Byli w Medjugorje teraz zwiedzają Mostar.

W klubie skoczków do wody, ktoś się kręci i ustawia przed wejściem plansze ze zdjęciami zniszczonego przed kilkunastoma laty miasta. Dziś skoków chyba raczej nie będzie. Zimno i zaraz będzie padać.

Obrazek

Wyjeżdżam z miasta, gubię drogę i przejeżdżam przez most drogowy na drugą stronę miasta. Kiedyś czytałem, że już po wojnie, mieszkańcy żyjący po przeciwnych stronach rzeki nie przekraczali mostów, a taksówkarz wysadzał turystów przed wjazdem na most i dalej szło się pieszo. Teraz zawracających taksówek nie widziałem, ludzie przechodzili normalnie poboczem na drugą stronę. Nie znaczy to że problemu nie ma. Znowuż nie mam się od kogo dowiedzieć jak wygląda życie w tym mieście. Czy mosty na Neretvie, które fizycznie łączą dwie części miasta, przestaną kiedykolwiek dzielić ludzi?

C.D.N.
Buber
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3789
Dołączył(a): 11.08.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Buber » 28.09.2007 08:02

O Mostarze (i nie tylko) super napisałeś. Wspaniale czuć klimat. Byle tak dalej :D .
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 28.09.2007 08:55

No Interseal proszę ja Ciebie Twój opis zrobił na mnie wrażenie. Nie bylem tam, ale klimat wydaje mi się taki dość przyciężkawy, smutny... Mosty które dzielą zamiast łączyć... nieźle napisane.
Czekam na c.d.
Pozdrav :papa:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 28.09.2007 11:17

Dzięki Leszku! Dzięki Wojtku!

Temat Bośni jest zawsze dla mnie ciężki.
Już niebawem c.d.
Pozdrawiam!
Jacynty
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 544
Dołączył(a): 13.03.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jacynty » 29.09.2007 11:34

Byłem w tym roku w Mostarze, widziałem wszystko co tak kapitalnie opisałeś. Czytając Twoje wspomnienia, wracam myślami do tego fascynującego miejsca.Super.
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 29.09.2007 22:28

C.D.

Około południa wyjeżdżam z Mostaru.
W lewo do Sarajeva, w prawo i pod wiaduktem kierunek na Split, Dubrovnik. Wybieram to drugie...ale barrrdzo chciałbym pojechać do Sarajeva... Może w przyszłym roku...
Trochę muszę przyspieszyć, gdyż dostałem "krótką wiadomość tekstową" z Drasnic, iż w Trogirze są znajomi mojej żony z czasów liceum i chcą się spotkać gdzieś w pół drogi miedzy nimi a nami. W odpowiedzi zaproponowałem wstępnie Omis.

W kilka minut po opuszczeniu miasta spadł deszcz. Szybka droga biegnąca wzdłuż krętego koryta Neretvy stała się teraz śliska i niebezpieczna. Nie ma szans na sprawne i krótkie hamowanie, lepiej więc trzymać dystans. Po chwili samochody zwalniają i jedziemy długo zwartą kolumną.
Widoki takie sobie. Tak naprawdę prawdziwy przejazd doliną Neretvy zaczyna się właściwie dalej za Mostarem, w głąb Bośni. Tutaj co najwyżej trochę straganów z wódką i owocami, arbuzy polewane wodą i kropione deszczem..
Zerkam na mapę. Decyduję, że pojadę do Capljiny, skręcę w prawo drogą na Ljubuski a potem odbiję do wodospadu Kravica. Myślę, że warto go zobaczyć i choć czas goni, to może nie trzeba tam spędzać dużo czasu. Zresztą nic nie wiedziałem, ani jak duże są to wodospady ani czy płaci się tam wstęp i jak to wszystko wygląda...
Prawie wszyscy z forum robili sobie taką "trójkę obowiązkową" do zrealizowania w jednym dniu, czyli Mostar, Medjugorie, Kravica. Mnie ze względu na wyznanie Medjugorie odpadnie, więc nie powinno być problemu z czasem. Dopiero wczesne popołudnie w Omisu mamy być wstępnie około szesnastej. Jadę.

Skręcam w Capljinie. Pierwsze co rzuca mi się w oczy, to ulica nazwana imieniem dr F. Tudjmana... No tak, jestem w Bośni, ale to terytorium zamieszkiwane przez Chorwatów.
Długo droga wije się i kręci doliną rzeczki Trebiżat. Za miasteczkiem Studenici powinien być skręt do wodospadów. Jadę, jadę i nic. Zawracam. Jest tablica informacyjna. Nie wiem, czy jadąc z przeciwka tablicy nie zauważyłem, czy też rzeczywiście jej tam nie ma. Droga zamienia się teraz w prosty odcinek szerokiej ulicy, z zamontowanymi co kawałek progami zwalniającymi. Nie wiem kto wpadł na pomysł montowania tutaj progów? Teren ewidentnie przeznaczony jest co prawda pod zabudowę, gdyż parę budynków powstaje, ale nie jest na pewno terenem już zabudowanym... ktoś jednak wpadł na lepszy pomysł i wykręcił odcinki progów w śladach kół. Można dodać gazu.

Potem zjazd wąską, choć aktualnie trochę poszerzaną drogą, kilka serpentyn i na dole jest żwirowy, umówmy się, parking. Może około ośmiu, może dziesięć samochodów tutaj stoi, a mój już ledwo się mieści.
Słychać szum i plusk w pobliskich zaroślach i gdzieś dalej grzmot spadającej już z wysokości wody. Wody, której jak widzę jest dostatek. Tegoroczna wrześniowa aura sprzyja bez wątpienia zwiedzającym wszelkie wodospady na Bałkanach.
Wodospad robi wrażenie. Szczególnie wiszące, jakby mające zaraz się oderwać narośla po których spływa woda. Zresztą jakiś fenomen jest we wszystkich wodospadach, gdyż niemal wszyscy ludzie, niemal zawsze, wzdychają przy niemal wszystkich. Ja zbyt dużo wodospadów w życiu nie widziałem, więc westchnąłem sobie podwójnie.

Obrazek

Rozczarowaniem jest brak jakiegokolwiek zaplecza gastronomicznego i sanitarnego. Nic nie jest zagospodarowane, wszystko na dziko. Chcąc zrobić zdjęcie wspinam się po skarpie i między zaroślami trafiam na zaimprowizowany przez zwiedzających szalet. Jeżeli powiem, że skorzystałem, chyba nikogo to nie zdziwi i nie zgorszy.
Pstrykam kilka fotek i wracam. Warto było wpaść tutaj na te dziesięć minut.

W Ljubuski przy rondzie nie siedzi już nikt. Sprawnie i płynnie wracam do granicy BIH – HR, zanim udaje mi się zbliżyć do przejazdu, celnik otwiera szlaban i przejeżdżam bez zatrzymania. Dojeżdżając do Vrgoraca odbieram wiadomość, że spotkania ze znajomymi nie będzie... Szlag... a tak się spieszyłem.... nieważne. Nie zdejmuję nogi z gazu. Jazda drogą pomiędzy Ravcą a Górnym Tucepi, to dwadzieścia kilka kilometrów przyjemności czerpanej z samej jazdy i z krajobrazu.
Po prawej stronie w pewnym momencie trafia mi się osobliwy widok. Przy jednym z przydrożnych zabudowań na drągu wisi kilka obdartych ze skóry jagniąt. Zgięty w pół mężczyzna oprawia na ziemi kolejną sztukę. Pewnie za kilka dni zapeklowane zawisną na okolicznych rożnach...

Jeszcze kilka kilometrów i jestem znów nad mrocznym, ponurym Adriatykiem.
Rozkładam się na łóżku, rozkładam też pamiątki, kartki, przeglądam w aparacie zrobione zdjęcia. Super dzień. Za każdy taki jeden , oddałbym dwa dni leżenia na plaży.

Wieczorem rozmawiamy z sąsiadami zza ściany. To trzypokoleniowa rodzina z Sarajeva. Młode małżeństwo, ich półtoraroczny dzieciak o wdzięcznym imieniu Harris oraz rodzice jednego małżonków i jeszcze jakaś ciotka na dokładkę. Pytam się właśnie o Sarajevo, ile trzeba stąd, z Drasnic jechać, co warto zobaczyć? Gdzie się zatrzymać? Pytam o Trebevic... Miny im rzedną. Nie zachęcają mnie. Przeciwnie, mówią że nie warto. Żebym lepiej nie jechał... Pytają czy wiem, że była wojna? Że miasto teraz brzydkie, cmentarze przy ulicach...Trebević zaminowany...
Wiem... wiem... wiem... Właśnie dlatego chcę tam jechać za rok.

C.D.N.
Hunter
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 338
Dołączył(a): 22.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Hunter » 09.10.2007 20:23

Oglądałem zdjęcia ze zlotu :D Na stołach nieprzebrane ilości trunków więc po zlocie trudno dojść z wątrobą do formy :lol: Ale czekamy na dalszy ciąg relacji.

Ty chłopie trzeźwiej i bierz się do pisania :wink:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 10.10.2007 09:16

Hunter napisał(a):Oglądałem zdjęcia ze zlotu :D Na stołach nieprzebrane ilości trunków więc po zlocie trudno dojść z wątrobą do formy :lol: Ale czekamy na dalszy ciąg relacji.

Ty chłopie trzeźwiej i bierz się do pisania :wink:

Wszyscy :!:, którzy siedzieli za kółkami swoich wspaniałych stalowych maszyn byli trzeźwi wyjeżdżając :D. Co najwyżej można odsypiać, bo impreza była i w dzień i w nocy :lol:, ale tyle czasu odsypiać :?: :lol:
Interseal bierz się do roboty bo i ja czekam :!:

Pozdrav :papa:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 10.10.2007 09:30

Leszek Skupin napisał(a):
Hunter napisał(a):Oglądałem zdjęcia ze zlotu :D Na stołach nieprzebrane ilości trunków więc po zlocie trudno dojść z wątrobą do formy :lol: Ale czekamy na dalszy ciąg relacji.

Ty chłopie trzeźwiej i bierz się do pisania :wink:

Wszyscy :!:, którzy siedzieli za kółkami swoich wspaniałych stalowych maszyn byli trzeźwi wyjeżdżając :D. Co najwyżej można odsypiać, bo impreza była i w dzień i w nocy :lol:, ale tyle czasu odsypiać :?: :lol:
Interseal bierz się do roboty bo i ja czekam :!:

Pozdrav :papa:


... do roboty... do roboty... :wink: :D ...a co będziecie czytać w listopadowe zaduszne wieczory... :wink: :?:

Apropos roboty, to właśnie jestem na etapie zmiany, więc dajcie mi trochę luzu Panowie... :wink: :)
Pozdraviam!
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
2007: Bielsko-Biała - Drašnice/Hvar - strona 4
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019