Dzień 18
11 lipca 2018 r. (środa)
Nie ma to jak dobrze wymoczyć stare kości
Baseny termalne w Egerze i popołudniowy spacer po mieściePlan na dzisiejszy dzień przewiduje błogie baraszkowanie w egerskich basenach (węg. fürdő). Po śniadaniu zabieramy najbardziej niezbędne rzeczy i ruszamy. Dzieci podskakują z radości. Wchodzimy wejściem znajdującym się najbliżej naszego osiedla. Baseny w Egerze to bardzo rozbudowany kompleks, dlatego prowadzi do niego kilka wejść. Po kupieniu biletu rodzinnego udajemy się do przebieralni, a następnie wyruszamy na rekonesans. Najpierw spacerujemy po całym kompleksie. Jest tu mnóstwo atrakcji, czyli wszelkiej maści niecek, basenów krytych i tych na zewnątrz, z wodą bardziej lub mniej ciepłą o rozmaitych właściwościach zdrowotnych, są też zjeżdżalnie, brodziki dla dzieci, baseny z zamkami i zjeżdżalniami. Jest też typowo sportowy basen oraz rozmaite inne boiska do uprawiania sportów.






Zdjęć mam niewiele (nie chcieliśmy brać aparatu), a te, co wstawione robione były telefonem pod koniec naszego pobytu.
Cały teren jest zadbany, rośnie wiele pięknych drzew i krzewów. Jest też obszar rekreacyjny, gdzie można się opalać, zrobić sobie piknik itp. No i oczywiście kramy z wszelkiej maści gastronomią – od ciepłych przekąsek i dań obiadowych po lody, napoje, słodycze. Mnie bardzo do gustu przypadło stoisko, gdzie dziewczyny robiły pyszne napoje i drinki. Ceny w stosunku do Chorwacji baaaardzo atrakcyjne. Są też stoiska z zabawkami, gadżetami do wody i wszelkim innym plastikowym, kolorowym zawrotem głowy.
No dobrze, pora wskoczyć do wody
Na basenach spędzamy kilka godzi. Frajda niesamowita i dla dzieci i dla dorosłych. Po południu na niebie pojawiają się ciemne chmury i przychodzi burza. Wszyscy chowają się do środka, jednak sytuacja robi się dość niebezpieczna, bo pioruny walą na prawo i lewo, dlatego zachodzi konieczność, aby dla bezpieczeństwa wyjść z wody. Robi się wtedy strasznie ciasno i każdy tłoczy się, gdzie może. Na szczęście szybko wraca słońce. Nam – dorosłym najbardziej przypadł do gustu basen w środku budynku z bardzo ciepłą wodą. Było super, dopóki facet o wyglądzie zawodnika sumo do niego nie wszedł i mając cały basen, postanowił moczyć swe potężne cielsko bezpośrednio przy mnie.
Wracamy do mieszkania zanieść basenowe szpargały, a na obiad, tym razem o nieco wcześniejszej porze wychodzimy do miasta.


Po posiłku zakrapianym wspaniałym winem, ruszamy na spacer, tym razem na zamkowe wzgórze.





Pierwotnie, tj. w XIII wieku stał tu zamek, w XIV przebudowany został na potężną twierdzę obronną. Twierdzę można zwiedzać, są tam tematyczne ekspozycje, jednak o tej porze jest już nieczynna, dlatego tylko obchodzimy całe wzgórze.
Na wzgórze przedostajemy się tunelem pod torami kolejowymi.

Zejście do niego wygląda tak:

... i pewnie sama bym tu nie weszła.
Na powierzchni zastajemy chorwackie klimaty:

Z twierdzy roztacza się piękny widok na cały Eger.


Po wieczornym spacerze udajemy się do strefy kibica, gdzie tłumy czekają już na mecz Chorwacja-Anglia.

Atmosfera jest naprawdę fajna, mnóstwo ludzi w każdym wieku. Na razie nie ujawniamy się z sympatiami, ale po pewnym czasie wiemy, że również Węgrzy liczą na zwycięstwo Chorwatów. Niestety obok nas stoi dwóch Anglików. Towarzyszy im babka. O ile ona „jedynie” co robi to pali jeden papieros za drugim, wydmuchując śmierdzący dym na ludzi dookoła, o tyle dwójka jej towarzyszy to typowe angielskie chamy stadionowe. Nie liczyli się z nikim ani niczym. Oprócz tego, że wlewali w siebie ogromne ilości alkoholu, to jeszcze obrzydliwie się zachowywali wykrzykując obelgi. Piękna gra Chorwatów sprawiała, że zachowywali się jeszcze gorzej. Na szczęście w pewnym momencie jeden z nich był już tak pijany, że nie był w stanie wydobywać z siebie chamskich ryków i obwieścił, że idzie popełnić samobójstwo. Jak powiedział, tak też zrobił. Nie pojawił się już w strefie kibica, za to wielbicielka papierosów, zaniepokojona jego deklaracją ruszyła na poszukiwania. Facet nie rzucał chyba słów na wiatr więc babka mocno się przejęła. Zważywszy, że dookoła strefy płynie rzeczka, ruszyła nastawiona na wyławianie pijanego, zrozpaczonego głupka.
O wyniku meczu zdecydowała dogrywka. Chorwaci wygrywają 2:1. Radość ogromna!
Wracamy już głęboko w nocy. Na ulicach żywego ducha, do tego władze Egeru oszczędzają chyba nocą prąd i ulice są bardzo słabo oświetlone. W końcu jesteśmy w mieszkaniu. Marzymy o odpoczynku.