Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Pudelkowe wędrówki po górach

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 19.06.2017 12:28

Zostajemy w Beskidach, ale zmieniamy jest ze Wschodnich na Zachodnie i zachodzimy do Rep. Czeskiej :) Pod koniec 2014 roku wpadłem na pomysł, aby wyciągnąć w góry tatę - kiedyś coś tam chodziliśmy, ale potem nastąpiła długa przerwa (tata dalej wędrował, ale głównie w towarzystwie mamy).

Mam blisko do czeskich Beskidów (zarówno Śląskiego jak i Śląsko-Morawskiego), więc postanowiliśmy zacząć penetrować właśnie je - mnie już nieco znane, ojcu praktycznie w ogóle. Od tego czasu uskuteczniliśmy ponad 10 wycieczek i coraz trudniej znaleźć szlak, który byłby dla nas całkowicie dziewiczy :)

Poniżej relacja z października ubiegłego roku.
-------
Prognozy wskazywały na niezłą pogodę, co w październiku wcale nie było normą.

Samochodem docieramy do osady Visalaje, administracyjnie części Krásnej. Na płatnym parkingu znajdującym się w końcu doliny sporo samochodów, jakieś autokary - słowem, pusto nie ma. Dominują wycieczki rodzinne, grupowe, z dziećmi, rodzice targają ze sobą różne zabawki i pojazdy.
Obrazek

Tłum jednak urywa się już po kilkuset metrach, gdzie na skrzyżowaniu Ježánky wszyscy cisną szlakiem w górę. A my, dla odmiany, w dół ;)
Obrazek

Wkrótce od następnego rozcestníka też będziemy się spokojnie wspinać. Na polance mijamy samotne gospodarstwo, gdzie mieszka facet jako żywo przypominającego Ducha Gór ze swoimi długimi siwymi włosami i zarostem.
Obrazek

Dzięki wycince odsłoniły się pierwsze widoki w kierunku północno-zachodnim: na lewo Travný, na prawo wyrównana rzeźba ze szczytami Ropica i Slavíč. Między nimi dolina Moravki.
Obrazek

Niezależnie jak wolno byśmy szli to odległość jest na tyle mała, że po niecałej godzinie osiągamy Bílý Kříž (słow. Biely Kríž, niem. Weisses Kreuz). To dawna górska, a dziś turystyczna osada położona na granicy czesko-słowackiej. Na jej straży stoją dwie góry - czeski Sulov (943 metry) oraz położony naprzeciwko słowacki Súľov (903). Zabudowania ciągną się po obu stronach linii granicznej.

Bílý Kříž był wykorzystywany turystycznie już od końca XIX wieku. W 1897 Beskidenverein wydzierżawiło od czeskiego właściciela gospodę i otwarło schronisko "Beskidenheim". W 1907 roku inna sekcja tego stowarzyszenia otwarło willę letnią "Josefinenheim". Te dwa budynki nie przetrwały próby czasu w 20 stuleciu.

W okresie międzywojennym ruch turystyczny nie zmalał, a rosły potrzeby. Niemcy kupili nowe grunty i w 1924 uruchomili dwupiętrowy hotel "Weisse Kreuz". Drewniany obiekt padł ofiarą pożaru dwanaście lat później. Był solidnie ubezpieczony, więc już w następnym roku świętowano otwarcie luksusowego "Berghotelu", który dotrwał do dnia dzisiejszego.
Obrazek

Spod dawnego hotelu słabe widoki na zachód, gdzie będziemy później szli. W przeszłości było w tym miejscu znacznie bardziej widokowo.
Obrazek

Poniżej "Bergotelu" stoi "Chata Sulov", jedno z pierwszych czeskich schronisk w tej części Beskidów. Daty budowy nie znam, ale prawdopodobnie były to lata 20..
Dzieciaki pod wiekowymi ścianami bawią się pierwszymi kupkami śniegu.
Obrazek

Ofertę turystyczną uzupełnił "hotel Baron", wybudowany w 1932 przez... kelnera "Berghotelu" Adolfa Barona. Zarobki nie były jednak tak wysokie, aby mógł sobie na to pozwolić z własnej kieszeni, więc wykorzystał spory majątek żony ;). "Baron" zwie się obecnie "Kysuca" i stoi kilkaset metrów od drzwi schroniska, ale już na Słowacji.
Obrazek

W schronisku tłoczno, co nie dziwi, skoro cały parking z dołu przyszedł tu na obiad. Znajdujemy jednak wolny stolik i to przy widokowym oknie. Ja tradycyjnie zamawiam piwo, tata tradycyjnie coś mocniejszego ;)
Obrazek

Niektórzy goście przy barze są trochę nieociosani!
Obrazek

Widok na "Sulov" i "Berghotel" w tle.
Obrazek

A tak to miejsce wyglądało przed wojną.
Obrazek

Za schroniskiem znajduje się kilka domów letniskowych. Dojechać można do nich i do "Sulova" wąską, boczną drogą od strony zbiornika Šance, aczkolwiek nie wiem, czy jest ona ogólnie dostępna. Zaraz przy drodze stoją słupki graniczne - niewielki stary wyciąg biegnie właściwie po niej.
Obrazek

Spojrzenie na główne budynki turystyczne ze słowackiej strony.
Obrazek

Gdy budowano hotel "Baron" granica wewnątrzczechosłowacka nie miała większego znaczenia, podobnie jak w okresie socjalizmu. Nie wiem jak radzono sobie w czasie wojny, gdy jeden budynek leżał w Protektoracie, a drugi w Słowacji księdza Tiso. No i co się tu działo od 1993 do 2007 roku? Jedyna droga dla transportu i ludzi to wspomniana czeska szosa od zbiornika. Czy dowożono nią towary do "Kysucy"? Jak docierali tu turyści? Tylko piechotą? Wątpliwe. Po słowackiej stronie jest także niewielkie osiedle domów. Były specjalne pozwolenia? A może funkcjonowało w tym miejscu jakieś przejście graniczne?
Obrazek

Jak dla mnie tak zamknięta granica po pokojowym podziale zaprzyjaźnionych narodów była głupotą. Nie był to zresztą jedyny przypadek w Europie po 1989...

Jeszcze odnośnie granic - kąsek na południe w okolicach źródła potoku Černá Ostravice znajduje się trójstyk - Moraw, Śląska i Słowacji. Jakoś go jednak przeoczyliśmy :|

Podeszliśmy kawałek do góry słowacką stroną; między drzewami widać niepozorną kapliczkę.
Obrazek

Tata zabrał się za poszukiwanie grzybów w soczyście zielonej trawie...
Obrazek

...ale znaleźliśmy tylko grób porucznika bezpieki, który zginął w 1947 roku z rąk "banderowców". Daleko się zapuścili, niechybnie próbowali zwiewać na zachód.
Obrazek

Do szlaku wracamy przez "Berghotel". Podobnie jak "Baron" został ukradziony przez państwo w 1945 roku. Przekazano go związkom zawodowym, ale okres kiedy odpoczywał tu lud pracujący już dawno się skończył. Ostatnio przeszedł kompleksowy remont i pełni funkcję apartamentowca.
Obrazek

Osada Bílý Kříž nazywała się kiedyś Karlovice. Tereny te były doskonałe dla przemytników kursujących miedzy Węgrami a krajami Korony Czeskiej. Według legendy zabili oni tutaj jednego z jegrów strzegącego górskich traktów, a w miejscu śmierci stanął biały krzyż. Było to koło 1830 roku, ten stary dawno się rozsypał, przy ścieżce stoi współczesna kopia.
Obrazek
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 21.06.2017 10:04

Żółty szlak prowadzi na zachód. Po odcinku w lesie dochodzimy do rozległej polany, gdzie imprezuje spora grupa dorosłych i dzieci. Chyba też widzieliśmy ich na parkingu. Są jakieś zabawy, gonitwy. A jeszcze kilkadziesiąt lat temu stało tu kilka domów, tworząc przysiółek Muroňka. Mieszkańcy pracowali w lesie, ale warunki bytowania były tak ciężkie (m. in. nie było tu studni, wodę trzeba było nosić z daleka), że w 1946 odeszli w poszukiwaniu lepszego życia.
Obrazek

Po wyjściu z lasu zaczyna się najładniejsza część szlaku - polany z rzadką zabudową. To jednak Czechy, cywilizacja, rychło więc szutrówka zmienia się w asfalt, a przy niektórych domach stoją całkiem wypasione wozy łącznie z białymi BMW.
Obrazek

Mimo całkiem niezłej pogody widoczność nie powala - Mała Fatra to jedynie słabe zarysy.
Obrazek

Jeden z wielu sympatycznych domków przy drodze.
Obrazek

Słowacja na talerzu.
Obrazek

O ile Bílý Kříž był przez długi czas mekką turystyczną Niemców, o tyle Gruň, osada rozłożona na grzbiecie Gruň, była królestwem Czechów. Stara chałupa kupiona przez małżeństwo Pichov została w pierwszych latach XX wieku przekształcona w schronisko "Švarná Hanka". Nazwa pochodziła od gospodyni, którą nazywano także "mamuśką czeskiej turystyki" ;).

Schronisko istnieje do dziś, ale działa raczej jako bufet z noclegami, w dodatku tego dnia było zamknięte z powodu jakiejś imprezy.
Obrazek

Na stokach pasą się krowy. Zbliżamy się do chyży...
Obrazek

Wybudowano ją zapewne jeszcze w XIX wieku, w 1911 została kupiona przez spółdzielnię góralską aby służyć jako mieszkanie i gospodarstwo bacy.
Za komuny włączono ją do PGR-u. Teraz wyglądała na opuszczoną, choć z boku sterczała satelita i ponoć jeszcze całkiem niedawno służyła turystom.
Obrazek

Turyści przemierzali ten szlak już sto lat temu, o czym świadczą stare pocztówki. Kroczymy i my, nawet asfalt i mijające grupy nie przeszkadzają.
Obrazek

Za bacówką postawiono pomnik owcy wołoskiej. Zwierzęta te znakomicie radziły sobie w trudnych warunkach górskich, miały bardzo małe wymagania. Jak to jednak bywało, człowiek zaczął kombinować i krzyżować z innymi odmianami, które dawały miększą wełnę i w większych ilościach. Doszło do tego, że w 1980 roku gatunek była na skraju wyginięcia. W ostatnim momencie udało się ocalić kilka stad, żyjących m.in. w tutejszym PGR-ze i dziś owca wołoska może z optymizmem patrzeć na przyszłość swego rodu.
Obrazek

Gdy spojrzymy w tył to świetnie widać białą sylwetkę "Berghotelu" na Bílým Křížu, wcześniej też odsłonięte były inne budynki.
Obrazek

Z kolei w drugą stronę dostojnie wychyla się Gigula (Lysa Hora). Szczyt jest lekko przyprószony.
Obrazek
Obrazek

Obok asfaltu ktoś wyznaczył "chodnik bosych stóp". Nie wiem czemu akurat tutaj, bo z umieszczonej obok tablicy wyczytałem jedynie, że miejsce to nazywano kiedyś "Hranice" i celnicy kontrolowali towary noszone do Węgier. No i że miejscowe dzieciaki łaziły boso do szkoły, a że chodzenie bez butów jest zdrowe, to skorzystałem :D
Obrazek

Schodzimy do niedużej przełęczy Kozlena. W dole widać spore zabudowania gospodarcze, kiedyś na pewno część JZD (PGR-u w czeskiej części Czechosłowacji). Jest też kilka budynków noclegowych, mają one długie tradycje, bo tak jak wyżej działała Švarná Hanka, tak tutaj przed wiekiem Czesi mieli hotel górski Charbulák.
Obrazek

Latawce, dmuchawce, wiatr...
Obrazek

Lysa Hora i znów Travný. Oraz piękna linia z prądem.
Obrazek

Między drzewami przycupnęłał drewniana kaplica Maryi Panny z 1890 roku.
Obrazek

Tu kończy się nasze wędrowanie grzbietem. Odbijamy na północ, cały czas mając przed sobą Gigulę.
Obrazek
Obrazek

Następnie wchodzimy do lasu i przez pewien czas idziemy wzdłuż potoku Říčky. Przy okazji wypada mi z kieszeni mapa, ale odnajdują ją Czesi idący za nami.
Obrazek

Na skrzyżowaniu Těšiňoky mogliśmy już pójść prosto w kierunku auta, ale postanawiamy jeszcze wdrapać się do przysiółka Vyšní Mohelnice, rozłożonego znów na polanie. Tamtędy biegnie jedna z popularnych tras w kierunku Lysej Hory.
Obrazek
Obrazek

Niektóre mijane domki są naprawdę urocze.
Obrazek

Na parkingu już znacznie luźniej... Chcieliśmy coś zjeść w niedalekim hotelu z 1932 roku, lecz tam już nie szło szpilki wcisnąć, więc tradycyjnie uderzyliśmy do Czeskiego Cieszyna.

Po drodze mieliśmy ciągle widoki na najwyższy szczyt Śląska Cieszyńskiego. A złota jesień dopiero się zaczynała...
Obrazek
Obrazek
słoma79
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2166
Dołączył(a): 29.11.2015

Nieprzeczytany postnapisał(a) słoma79 » 26.06.2017 19:51

jak dla mnie za dużo asfaltu i cywilizacji...ale i tak chętnie pójdę dalej, w końcu to góry, a góry zawsze piękne...
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 27.06.2017 00:13

Czeskie góry są, niestety, w wielu miejscach dość mocno wyasfaltowane :|
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 30.06.2017 11:04

Kolejna wycieczka z tatą nastąpiła w listopadzie. Tym razem dla odmiany wybraliśmy czeski Beskid Śląski.

Parkujemy pod sklepem w Hrádku (Gródek, Grudek), niedaleko przystanku kolejowego. Zaczyna się tu zielony szlak, początkowo biegnący pod górę asfaltową drogą.
Obrazek

Już stąd doskonale widać rozciągające się za nami góry Beskidu Śląsko-Morawskiego z wyróżniającym się szczytem Ostrý. W górnych partiach jest trochę białego.
Obrazek

Na końcu asfaltu stoi biały budynek przypominający z daleka pałacyk - połączenie zboru czeskobraterskiego (o czym informuje dwujęzyczna tablica) oraz chyba budynku mieszkalnego.
Obrazek

Obok stoi pomnik Wincentego Witosa, który podczas pobytu na emigracji w Czechosłowacji w 1937 roku przyjechał do Hrádku na kuracje ziołowe, mające złagodzić jego problemy gastryczne.
Obrazek

Widok z parkingu na Kozubową, po lewej Wielki Połom.
Obrazek

Szlak przez chwilę biegnie lasem, następnie znów wraca na drogę. Dochodzimy do przysiółka z niedługim wyciągiem. Warunki narciarskie raczej jeszcze kiepskie ;) Ale owce widać nie narzekają.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dla turystów otwarta jest chata Hrádek, mieszcząca się w zwykłym domu. Można tu dojechać samochodem a i piechotą nie jest daleko z dołu, więc trochę ludzi mimo wczesnej pory się kręci.

Mamy nadzieję na czosnkową, ale ta już wybyła. Zadowalamy się więc czymś innym :).
Obrazek

Z okolic chaty widoczki na dolinę Olzy, budowaną obwodnicę Trzyńca i Javorový ze swoją wieżą, którego odwiedziliśmy w 2015 tuż przed wyborami.
Obrazek

Na polance stoi kaplica św. Izydora wystawiona w 2012 roku przez właścicieli chaty turystycznej.
Obrazek

Robimy sobie zdjęcie; fanę niestety zostawiłem w domu :(.
Obrazek

Za kapliczką znajduje się tzw. Aleja Dobra. Wytyczono ją w 2014 roku: szesnastu włodarzy okolicznych miejscowości posadziło na niej jabłonie różnych czeskich odmian. Każdego roku dosadza się trzy kolejne drzewka - zaszczytu tego dostępują wybrani ludzie dobrej woli, którzy bezinteresownie pomagają innym. Przechodzący obok turyści oczywiście mogą się częstować w sezonie jabłkami, a nawet powinni ;).
Obrazek
Obrazek

Blokowiska i zakłady Trzyńca.
Obrazek
Obrazek

Po około kilometrze chodzimy do Filipki - składającej się z kilkunastu chałup rozłożonych pod szczytem o tej samej nazwie.
Obrazek

Miejsce jest w tym momencie nieco zatłoczone - sporo ludzi przybywa do niego w czasie spacerów, zwłaszcza do sympatycznego bufetu. Na razie jednak go mijamy i idziemy dalej wzdłuż polan z widokami na pasmo graniczne z Małym i Wielkim Stożkiem.
Obrazek
Obrazek

Bufetowy kot wysokogórski ;).
Obrazek

Fajna drewniana chałupa.
Obrazek

Stary pomnik z napisem "Forstmeister Emil Merk † 24. VI. 1911". Jeśli tu zmarł, to przynajmniej w ładnym miejscu.
Obrazek

Czuć już zbliżającą się zimę, gdyż pojawił się pierwszy bałwan :D. Lekko uświniony liśćmi, może to kolory maskujące?
Obrazek

Szczyt Filipki (polska Wikipedia podaje 768 metrów wysokości, czeska i mapy 771) to trójstyk. Zbiegają się na nim tereny gmin Hrádek, Návsí i Nýdek.
Obrazek

Filipka jest węzłem kilku szlaków, największym w tym rejonie obok Stożka. Postawiono na niej również niewielką wiatę.
Obrazek

Widoki w kierunku przełęczy Jabłonkowskiej zamglone...
Obrazek

...w stronę doliny potoku Hluchová (Głuchówka) trochę mniej.
Obrazek

My natomiast obieramy kurs na Wielki Stożek - ostatni raz byłem na nim ponad cztery lata temu, ale nigdy od czeskiej strony. Liczba turystów momentalnie spada do zera, widać Czechów tam nie ciągnie.
Obrazek

Końcówka do granicy jest ostrzejsza, a ścieżka węższa.
Obrazek

Wychodzimy obok pozostałości po tablicy przy węźle nazywanym "Pod Velkým Stožkem".
Obrazek

Niezbyt fortunnie postanowiliśmy wejść na szczyt niebieskim szlakiem granicznym. To ledwo kilkaset metrów, ale stromo i ślisko.
Obrazek
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 05.07.2017 13:59

W schronisku PTTK tłok i ścisk, w powietrzu czuć zaduch. Szybko rzucam okiem na ceny - piwo o 100% droższe niż dwa kilometry dalej w czeskim przybytku.
- Chcesz coś zjeść? - pytam tatę.
- Nie, a ty?
- Też nie.
- To idziemy stąd.
Wizyta zajęła nam mniej niż minutę ;). Fotografuję jeszcze widoczki na polską stronę. Beskid Żywiecki ledwo widoczny.
Obrazek
Obrazek

Schodzimy w stronę Małego Stożka. Pogoda zaczyna się psuć, ale i tak była nam łaskawa, bo prognozy zapowiadały znacznie gorszą.

Przy dawnym przejściu turystycznym ponownie wchodzimy na czeską ziemię. Po wyjściu z lasu doskonale widać zabudowania Filipki.
Obrazek

W dolinie Hluchovej podobno jest jakaś gastronomia, ale budynek wygląda na zamknięty. Gramolimy się zatem z powrotem do Filipki, tym razem mając za sobą Wielki Stożek.
Obrazek

Obok bufetu rozłożył się miejscowy i sprzedaje swojskie sery. Kupujemy, po czym udaje nam się znaleźć wolny stolik w środku i zjeść obiad :).
Obrazek

Zastanawiamy się którędy wracać do samochodu: trasą, którą przyszliśmy czy może dłuższą do Návsí? Z powodu zbliżającego się zmroku preferowałem tą pierwszą, ale tata podejmuje ojcowską decyzję, aby pójść czymś nowym.
Obrazek

Na szlaku mijamy gospodarstwo w którym produkują wspomniane sery. Są też głodne i ciekawskie owce ;).
Obrazek

W lesie widzę nietypowy słupek Teschner Kammer. Nietypowy, bo z cyframi. Dodano je później i wykorzystano jako oznaczenie sektora leśnego?
Obrazek

Noc coraz bliżej. Bardzo lubię ten moment, gdy góry kładą się spać.
Obrazek
Obrazek

W Návsí (pol. Nawsie, niem. Nawsy) ucieka nam autobus, ale za trzy kwadranse będziemy mieli pociąg. Zaglądamy więc do dworcowej knajpy, typowej spelunki.
- Klimat jak ze Szwejka - mówi tata. - W Polsce takie coś na dworcu byłoby niemożliwe.

Fakt. Tu czuję się jak w domu, podobnie jak stali bywalcy oglądający mecz hokeja. ;)
Obrazek

Ciekawostką jest fakt, że przez długie lata miejscowy dworzec nosił nazwę "Jabłonków". Samo miasto położone kilka kilometrów dalej takowego nie posiada, gdyż w czasie budowy kolei w XIX wieku rajcy nie chcieli go u siebie (pociągi miały straszyć zwierzęta i wywoływać pożary). Gdy po upadku komunizmu Nawsie odłączyło się od Jabłonkowa (procesy dokładnie odwrotne niż ostatnio w RP) po kilku latach zmieniono nazwę na obecną.
Obrazek

Piętrowa Škoda CityElefant (oficjalnie Elektryczny Zespół Trakcyjny serii 471) przyjeżdża punktualnie. Skład nowy, czyściutki i cichy. Świetnie się musi sprawdzać na zatłoczonych trasach podmiejskich. Przejazd do sąsiedniej stacji trwa trzy minuty, za bilety płacimy około czterech złotych.
Obrazek

Samochód na nas grzecznie czeka tam, gdzie go zostawiliśmy. Kolejna udana wyprawa uskuteczniona :)
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 11.07.2017 17:36

Na początku grudnia wybrałem się z koleżanką w Beskid Śląski odwiedzin inną kumpelę, która pracuje w schronisku pod Przysłopem. Ruszyliśmy w piątek późnym popołudniem z Kubalonki. Ciemno, mróz, śnieg się szkli. Zima :).

Na Stecówce oświetlony kościółek, odbudowany po pożarze.
Obrazek

W sobotę próbowaliśmy zdobyć Baranią Górę, ale warunki nas pokonały (nie tylko nas, to była dramatyczna noc, kilka interwencji GOPR-owców), do tego zero widoczności. Za to w niedzielę warunki były świetne! Mimo konieczności zejścia na autobus powrotny postanowiliśmy ruszyć w górę jeszcze raz!

Jest pięknie - niebieskie niebo i bielutki śnieg. Muzeum PTTK wygląda jak domek z bajki.
Obrazek

Tempo jest znacznie szybsze niż wczoraj. Na tyle szybkie, iż prędko robi się za ciepło. Ciągniemy do góry zachwyceni, aparaty nie przestają robić kolejnych zdjęć. A pierwsze widoki są już na polanie nad schroniskiem!
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Do tego pniaka gramoliliśmy się wczoraj prawie godzinę - dziś około dwudziestu minut.
Obrazek

Czasem miałem ochotę się uszczypnąć ;)
Obrazek
Obrazek

Martwy las także nabrał uroku.
Obrazek

Na rozwidleniu przy Wierchu Wisełka widać, że czarny szlak do Kamesznicy używany był tylko przez jakiegoś pojedynczego narciarza. A przed wyjazdem zastanawiałem się czy w sobotę nie zejść sobie tędy i zrobić pętelki?
Obrazek

Oczywiście pojawia się Królowa, wydaje się być na wyciągnięcie ręki. To w sumie niedaleko - niecałe 40 kilometrów.
Obrazek

Widać już wieżę na szczycie. Ale ten fragment strasznie nam się wydłuża - raz, że zdjęcia, dwa, iż śnieg jest tu grząski, kopny i nie tak stabilny, więc co chwilę się zapadamy.
Obrazek

Kiedy ja ostatni raz byłem na Baraniej Górze? Nie pamiętam dokładnie, ale wtedy najwyższy szczyt polskiego Górnego i Cieszyńskiego Śląska był jeszcze ze wszystkich stron otoczony lasem, a więc musiało to być dawno!
Obrazek

Przy wieży kręci się kilka osób, ale tłumów nie ma. Niemal wszyscy przyszli od strony schroniska - z uśmiechami na ustach, jeszcze w lesie mówili, że najlepsze dopiero przed nami ;). Z przeciwnej strony dotarło tylko dwóch chłopaków - torowali drogę od Kaskad Rodła. Mówią, że śniegu też po pas, bardzo ciężko, szyli ponad trzy godziny.
Obrazek
Nefer
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3305
Dołączył(a): 06.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Nefer » 12.07.2017 09:33

Pudelek napisał(a):Kiedy ja ostatni raz byłem na Baraniej Górze? Nie pamiętam dokładnie, ale wtedy najwyższy szczyt polskiego Górnego i Cieszyńskiego Śląska był jeszcze ze wszystkich stron otoczony lasem, a więc musiało to być dawno!

Zaciekawiła mnie jedna rzecz (widoki oczywiście też - są fenomenalne): Skrzyczne nie leży w granicach Śląska Cieszyńskiego ani Górnego :?:
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 12.07.2017 10:25

Nie, patrząc na krainy historyczne Skrzyczne to już Małopolska, a konkretnie Żywiecczyzna :) Granica ze Śląskiem przechodzi m.in. na przełęczy Salmopolskiej.
słoma79
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2166
Dołączył(a): 29.11.2015

Nieprzeczytany postnapisał(a) słoma79 » 12.07.2017 10:37

Pięknie :hearts:
Nefer
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3305
Dołączył(a): 06.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Nefer » 12.07.2017 11:38

Pudelek napisał(a):Nie, patrząc na krainy historyczne Skrzyczne to już Małopolska, a konkretnie Żywiecczyzna :) Granica ze Śląskiem przechodzi m.in. na przełęczy Salmopolskiej.

Ok, dzięki za wyjaśnienie :) .
ruzica
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1260
Dołączył(a): 27.03.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) ruzica » 12.07.2017 19:53

Patrząc na te zdjęcia, to za zimą zaczęłam tęsknić 8O :mrgreen:
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 14184
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 14.07.2017 23:30

ruzica napisał(a):Patrząc na te zdjęcia, to za zimą zaczęłam tęsknić 8O :mrgreen:


Marta 8O . . . proszę Cię :roll: takie tęsknoty mogą skrócić lato , zmienić pogodę itd. , itp. , a to dopiero początek . . . :oczko_usmiech:

A swoją drogą obiecałem sobie , że w tym roku na Babiej Górze będę . . . i będę , bo już dawno nie byłem :mrgreen:


Pozdrawiam
Piotr
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 23.07.2017 12:29

Beskid Śląsko-Morawski już od pewnego czasu jest jednym z moich ulubionych. Mam do niego względnie blisko, szlaków do wędrowania tam sporo, w schroniskach czeskie piwo i jedzenie. No i nie grozi nam przyjemność spotkania z crossowcami czy quadowcami.

Prognozy na jeden z lutowych weekendów stopniowo się poprawiały; w niedzielę rano patrząc przez okno nie widzę żadnej chmurki! Budzę tatę, jedziemy!

Po drodze zdarzały się rzeczy dziwne i niepokojące. Np. na WSZYSTKICH skrzyżowaniach z sygnalizacją mieliśmy czerwone światło. W sumie osiem razy. Zmieniło się dopiero po przekroczeniu granicy. Temperatura też szalała: pod domem wskazywało -8, potem -6 nagle przeskoczyło do +2 i znowu na lekki mróz... :!:.

Punktem docelowym jest dziki parking na skraju Łomny Górnej (Horní Lomná, Ober Lomna). Tak jak przypuszczałem: mimo wczesnej pory stoi tu już sporo samochodów.

Przepakowanie i ruszamy na niebieski szlak.
Obrazek

Po wejściu do lasu zaczął się koszmar: ścieżka była tak oblodzona, że nawet trzymając się drewnianej poręczy człowiek nie był w stanie podejść do przodu. Kijki (po raz pierwszy pożyczyłem kijki!) nie pomagały nic, dopiero po założeniu raczków mogliśmy ruszyć.
Obrazek

Potem zrobiło się znacznie lepiej. Przyjemna wędrówka przez las i wychodzimy na szeroką i długą polanę.
Obrazek

Na słońcu czujemy się jakby nagle zmieniła się pora roku: czapka już dawno powędrowała do plecaka, teraz ściągam kurtkę i idę w samym polarze, choć i tak mam wrażenie, że mógłbym go zdjąć. Kilka osób w krótkich rękawkach zresztą spotkaliśmy.

W powietrzu wyraźnie teraz czuć wiosnę. Mnie to nie cieszy - w przeciwieństwie do wielu narzekaczy lubię zimę i to w jej prawdziwym wydaniu. Wreszcie od kilku lat tegoroczna zaoferowała śnieg i mrozy, co przełożyło się m.in. na piękne widoki z Baraniej Góry i Beskidu Sądeckiego.

Póki co maszeruję po śniegu z bananem na twarzy i rozpiera mnie radość :).

Za nami widoki na dolinę Łomnej.
Obrazek

Nasz pierwszy cel coraz bliżej. Liczymy, iż będzie otwarty.
Obrazek

W górnej części polany panorama nieco się rozszerza - to Pasmo Wielkiego Połomu, w którym byłem z tatą pod sam koniec 2015 roku. Wtedy śniegu nie było. Również ruszaliśmy z Górnej Łomnej, ale z centrum wioski.
Obrazek


Chata Kamenitý to typowe prywatne czeskie schronisko - połączenie bufetu z noclegami. Popularne miejsce dla krótkich wędrówek, gdyż od drogi w dolinie dzieli ją zaledwie dwa kilometry.

Jest otwarta, wbrew temu co pisało na mapy.cz, zamykanie w niedzielę takiego obiektu byłoby totalnie nielogiczne. Byliśmy już tutaj półtora roku temu, lecz wtedy wszystko otaczała mgła. Kiedyś wyglądała bardziej górsko, po remoncie już tak bardziej restauracyjnie.
Obrazek

W środku nie ma tłumów, bo wiele osób zostało na zewnątrz grzejąc się w promieniach słońca. Siadamy w głównej sali, gdzie w telewizorze pokazują transmisję z mistrzostw świata w biathlonie. Czeszka właśnie zdobyła brązowy medal.
Obrazek

Zamawiamy czosnkową. Jest gigantyczna, chyba takiej porcji jeszcze nie jadłem! Do tego miseczka z grzankami i serem. Żaden granulat, prawdziwy, ostry czosnek. Można? Można.
Obrazek

Po godzinie wracamy na zimę i robimy sobie szybkie zdjęcie.
Obrazek

Polana ciągnie się jeszcze kawałek za schroniskiem. Potem wchodzimy w las, gdzie momentami pojawiają się oblodzenia, więc znów zakładamy raczki.
Obrazek
Obrazek

Fajnie się idzie, mimo, że widoków tutaj niewiele.
Obrazek

W pewnym momencie orientuję się, iż wypadła mi z kieszeni wydrukowana mapa. Cofam się więc kilkaset metrów i udaje mi się między drzewami dojrzeć Lysą horę.
Obrazek

W okolicach bezimiennego szczytu przebitka w drugą stronę na Beskid Śląski, gdzie dobrze widać Girovą. Za nią majaczy coś, co wygląda na Skalankę.
Obrazek

Ogólnie to widoczność nie powala, jest bardzo słaba przejrzystość. Fakt patrzenia pod słońce także jej nie poprawia. Małą Fatrę odległą o 50 km ledwie widać.
Obrazek

Kozubová (982 metry) podobno ma kształt rogalika. Nie jest też oznaczona w terenie, co u Czechów dość nietypowe.
Obrazek

Często i błędnie jako główny wierch podawane jest położenie kaplicy św. Anny, która w rzeczywistości leży prawie pół kilometra dalej na północ.
Obrazek

Wybudowano ją w 1937 roku z inicjatywy polskich mieszkańców Zaolzia. Oficjalnie podlega parafii w Jabłonkowie. Jej wieża służy jako punkt widokowy, klucze są do odebrania w pobliskim schronisku, ale okoliczne drzewa tak wyrosły, że wątpimy, iż będzie z niej jakaś ładna panorama.
Obrazek

Chata Kozubová to niezbyt ładna konstrukcja z końca lat 80. XX wieku.
Obrazek

W przeszłości stał tu znacznie milszy dla oka budynek, otwarty w 1929 roku i będący własnością PTT "Beskid Śląski" z Orłowej. W polskich rękach znajdował się przez dziesięć lat, potem przejęli je Niemcy, a następnie państwo czechosłowackie. Spłonął w 1973. Zamiast odbudowy zdecydowano się na postawienie takiego klocka.

Na ścianie wisi tablica z dawnego obiektu, uratowana z ognia przez ojca piosenkarki Haliny Młynkowej, który był działaczem mniejszości polskiej.
Obrazek

Spod drzwi widoki na Beskid Śląski ograniczone przez drzewa oraz biel. Czy to smog, czy raczej mgły zapowiadane tego dnia?
Obrazek
Pudelek
Cromaniak
Posty: 1278
Dołączył(a): 06.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Pudelek » 25.07.2017 13:26

Najbardziej wyróżnia się Wielki Stożek, choć początkowo nie umiałem go rozpoznać. Tata mówi, że z polskiej strony wygląda on bardziej stożkowato. No tak, tylko ja oglądam go od dawna prawie wyłącznie z czeskiego Śląska ;).
Obrazek

Wchodzimy do środka. Korytarz sprawia wrażenie chłodnego i mało przyjaznego. W jadalni lepiej, choć powywieszane czaszki zabitych zwierząt średnio tu pasują.

Tym razem na słodko, jemy strudla.
Obrazek

Po wyjściu zauważamy, że nadciągnęły skądś chmury... Tu zima musi czuć się lepiej, ponieważ sporo w okolicy białych drzew, których wcześniej nie było.
Obrazek

Mijamy wyciąg narciarski. Chyba ktoś z niego korzystał tej zimy, bo na śniegu zostały ślady ratraka, jednak dziś przejazd byłby niemożliwy, gdyż droga biegnąca środkiem jest rozjeżdżona i kamienista. Na horyzoncie znów Girova, po lewej na biało Ochodzita oraz po sąsiedzku Tyniok. To tylko 20 kilometrów stąd.
Obrazek

Zauważam, że po raz drugi wypadła mi mapa i muszę się cofnąć w górę. Pierdzielę, trzeci raz nie będę się wracał! Potem dla odmiany poszliśmy źle, gdyż szlak prowadził wzdłuż wyciągu, a nie drogą - zamiast do tyłu postanawiamy skorzystać z zasypanej ścieżki leśnej i w ten sposób dochodzimy do oznaczeń.
Obrazek

Pojawiają się Czesi z dużym psem. Właściciel uspokaja, że pies turystów nie zeżre, bo jadł śniadanie. Pocieszające ;).

Chwilę potem wyłazimy na polankę - sedlo pod Malou Kykulou.
Obrazek

W tym miejscu wiosna zaczęła zdradziecko podgryzać zimę.

A pasmo Wielkiego Połomu nadal w słońcu.
Obrazek

Stamtąd przyszliśmy. Jakieś mgiełki unoszą się i na tej wysokości.
Obrazek
Obrazek

Malá Kykula (Mała Kikula) to nieduży szczyt nad przełęczą. Rozciągają się z niego widoki na dolinę Olzy i Beskid Śląski, ale tak jak pisałem wcześniej: przejrzystość kiepskawa, w dole mleko, a raczej pył.
Obrazek

Kozubová.
Obrazek

I drugie dzisiejszego dnia zdjęcie grupowe.
Obrazek

Pierwotnie chcieliśmy zejść do Bocanovic, ale zerkając na zegarek ustalamy, że należy trasę skrócić. Za górką wybieramy ścieżkę edukacyjną "Krainy dawnych górali". Najwyraźniej współczesnych górali już nie ma. Nie cieszy się ona raczej zbyt dużą popularnością, bowiem przez dłuższy odcinek musimy przedzierać się krzakami. W okresie wegetacyjnym musi być jeszcze ciężej. Oznakowanie ginie wśród drzew.

Tu w ogóle mało śniegu, momentalnie pojawia się błoto.
Obrazek

Z lasu wychodzimy na Polanę. Faktycznie jest tu polana, widoki na dolinę oraz ośrodek wypoczynkowy.
Obrazek

Ściągamy raczki, bo teraz szlak będzie prowadził drogą, która na większym odcinku jest czarna albo chociaż niezamarznięta.
Obrazek

Przed nami zabudowania Łomny Dolnej (Dolní Lomná, Nieder Lomna). W tle pasmo Wielkiego Połomu - okolice schroniska Severka z małym ośrodkiem narciarskim. Z tyłu słońce powoli zabiera się za zachodzenie.
Obrazek
Obrazek

W dole widać dwóch chłopaków kombinujących coś przy ziemi. Podnoszą duży kamień i uderzają w wystający słupek. Wbijają go? Czy może chcą rozbić lód, bo wyglądało to na zamarznięty staw. Tylko co tam robią metalowe trybuny? No i na mapie zaznaczona jest normalna nawierzchnia.
Obrazek

Nasz szlak kończy się w środku wioski. Jest tu zamknięta piekarnio-cukiernia oraz pomnik poległych stojący przed polską podstawówką i przedszkolem im. Henryka Sienkiewicza. Ciekawe czy katują ich "Quo Vadis"?
Obrazek
Obrazek

Na obiad wstępujemy do hotelu, w którym działa restauracja "Chutě Ochodzitej". Też polska i to dosłownie. W środku polska muzyka góralska, większość obsługi z Polski, dania częściowo także. Dziwnie się czuję. Z niepokojem patrzę, czy zaraz nie zaczną polewać jakiegoś Syfca.
Obrazek

Okazuje się, iż to filia karczmy z Koniakowa, właśnie spod Ochodzitej, zatem nazwa jest nieprzypadkowa. Na szczęście jedzenie smaczne, porcje duże i w rozsądnej cenie. Ale miejscowych tu niewielu, dominują narciarze mówiący po polsku. Kelner się pyta skąd jesteśmy i jak do nich trafiliśmy.. No, jednak koniec świata to nie jest i przyjazd do Łomny nie należy do jakiś zadziwiających wyczynów.
Obrazek

Po konsumpcji pozostaje tylko czekać na autobus. Przyjeżdża punktualnie, ale wyświetlacz źle pokazuje przystanki, zatem gdyby ktoś sugerowałby się tylko nim to opuściłby pojazd za późno, co w tych warunkach może oznaczać kilka kilometrów. Na szczęście pamiętamy, gdzie zostawiliśmy samochód, więc nam to nie grozi ;).
Obrazek

Przyjemny dzień z prostą trasą, jeszcze w większości w zimowych klimatach...
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



Pudelkowe wędrówki po górach - strona 8
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018