Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj! [Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Moje obie pary kupiłam w Cro. Pierwsze na straganie koło plaży w Poreču - tanie nie były. Drugie pod koniec zeszłych wakacji w konzumie na przecenie za 10 kn. Zobaczymy, ile wytrzymają
gusia-s napisał(a):Nie polecam jednak chodzić w takich całych plastikowych bo noga się poci i ślizga. Te nadają się wyłącznie do wody.
No i właśnie ja mam niemal identyczne. Różnią się jedynie kolorem, bo moje są przezroczyste. Próbowałam w nich dojść do cliffbase w SN i niestety właśnie noga mi się ślizgała, a kamienie "uciekały" spod stóp, dlatego z samotnego spaceru wtedy zrezygnowałam Trochę żałuję, ale kto by mnie tam znalazł, jakbym gdzieś kostkę skręciła? A z moją 2,5 latką, to nawet nie miałam zamiaru tam się wybierać, tym bardziej, że znów jakaś taka "niewyraźna" była. Jakoś podczas całego urlopu na Hvarze mała moja niezbyt dobrze się czuła... a to brzusio bolał, a to główka, więc pewnie też wszystko inaczej by wyglądało, gdyby mała się nie skarżyła...
Alex06 napisał(a):A skoro jesteśmy przy cenach - czy ktoś z Was ma porównanie gdzie ogólnie jest drożej na Hvarze czy na Peljesacu? Pozr.
Jeżeli chodzi o zakwaterowanie to zdecydowanie na Peljesacu (wydaje się, że też Hvar zatunelowy jest droższy niż inne jego rejony), gastronomia - w tym roku jakoś wydawało nam się drogo. Przy okazji nie polecam konoby Panorama przy klasztorze Franciszkanów w Orebic, Z uwagi na świetne recenzje na tripadvisor myśleliśmy, że jest to miejsce, gdzie zjemy super jedzenie. Widok z restauracji jest rzeczywiście niesamowity, ale tylko ten na Korculę, bo na to co w pobliżu tej niby restauracji lepiej nie patrzeć, wygląda jak wysypisko śmieci. Ok., przeświadczeni o wyjątkowości tego miejsca – myślimy: lokalna tradycja. Mimo, ze byliśmy jedynymi gośćmi kelner wydawał się zniecierpliwiony, że długo się zastanawiamy co zamówić (może 2 minuty). Przyniósł talerzyki i dosłownie rzucił na stół, rozłożyć musieliśmy sobie sami.Ok. myślimy, może taka lokalna tradycja. Ale jak przyszli goście z Niemiec, kelner odzyskał wigor, nawet sam rozłożył im talerzyki (zamówili więcej dań i to chyba był powód). Od razu stwierdziliśmy, że: menu było bardzo ubogie, a ceny wyższe niż w innych restauracjach. No, ale liczyliśmy na jakość. Zamówiliśmy lemoniadę i kawę oraz kotlety z baraniny z grila. Baranina - twarda, sucha i wyjątkowo tłusta z dużą ilością skóry i trudno nazwać kotletem wąziutki pasek mięsa ściśle przylegający do kości – potrawa wyglądała tak jakby już ktoś to obgryzł , a dla nas zostały resztki. Gdyby nie fakt, ze widzieliśmy jak kelner niósł to na grila, to tak pomyślelibyśmy. Mięso, a właściwie te resztki, które były na kościach, gumowate. Powinniśmy to zostawić i wyjść, no ale przecież wszyscy… chwalą. Lemoniada – zwykła kranówa z wyciśniętą cytryną (z przewagą wody) Kawa tzw. turecka – gorzka i w kubku z epoki Tito. Warunki lokalowe - ktoś napisał, że agroturystyka, ale one były nawet poniżej standardów agroturystycznych. Krzesła prawie się rozpadały, nie mówiąc o stołach. Szmatę, która leżała na stole trudno nazwać obrusem. Ponad głowami wiszące kable, sufit nie malowany od lat (jeżeli w ogóle był kiedyś – bo był czarny od brudu) Za tak beznadziejną jakość zapłaciliśmy 278 kun, więcej niż za dobry obiad w innej restauracji.
no właśnie, z kości zwisało coś takiego jak skóra , wyglądało to tak, że kotleciki zostały wycięte, a to co zostało dostaliśmy my, byliśmy w takim szoku, że nie zrobiliśmy zdjęć Zresztą...szkoda tych fajnych zwierzątek
Alex06 napisał(a):A skoro jesteśmy przy cenach - czy ktoś z Was ma porównanie gdzie ogólnie jest drożej na Hvarze czy na Peljesacu? Pozr.
Z tego co pamiętam to w konobach na Peljesacu były bardzo fajne ceny ale noclegi to jednak taniej można poszukać na Hvarze Ja w Żuljanie w lipcu płaciłem za 2+2 50 euro ale byłem w ciemno i trafiłem na okienko to się mogłem targować ten sam apartman na stronie kosztuje około 80 euro Wiola ma rację
Mikromir napisał(a):Zachód słońca na Sv. Nikola - fantastyczny! Chciałabym kiedyś tam być w takim momencie...
Było super, plusem Svetej Nikoli jest też to, że nikogo tam nie ma...w przeciwieństwie do np. takiej tłumnej Vidovej Gory. Czy wieczorem czy w dzień praktycznie pusto, 2 lata temu będąc tam w ciągu dnia spotkaliśmy tylko forumowego Rafał78. Albo my mieliśmy takie szczeście, bo przecież dojazd nie jest jakiś trudny
piekara114 napisał(a):[No właśnie to są dość delikatne w porównaniu do tych starszych modeli [i][size=85](grubsza podeszwa, mocniejsza siatka z taką jakby podszewk...
Faktycznie na zdjęciach widać, że są bardziej "wzmocnione" niż te aktualnie produkowane, ale jak pisałam jestem zadowolona, że wytrzymały już 1 sezon i będą na kolejny, w przeciwieństwie do lidlowych I są meega wygodne
gusia-s napisał(a):
Mikromir napisał(a):Zachód słońca na Sv. Nikola - fantastyczny! Chciałabym kiedyś tam być w takim momencie...
Nam właśnie Wiola poleciła tę porę więc ostatni zachód słońca na Hvarze był właśnie tam. Cudnie
Pisz relację i pokazuj tu nam
agata26061 napisał(a): Jakoś podczas całego urlopu na Hvarze mała moja niezbyt dobrze się czuła... a to brzusio bolał, a to główka, więc pewnie też wszystko inaczej by wyglądało, gdyby mała się nie skarżyła...
Niestety na takie "problemy" nie mamy wpływu i trzeba wtedy dostosować się pod dzieci, szkoda, że nie mieliście możliwości więcej zobaczyć, ale po to są kolejne razy
ZytaS napisał(a):...Jeżeli chodzi o zakwaterowanie to zdecydowanie na Peljesacu (wydaje się, że też Hvar zatunelowy jest droższy niż inne jego rejony), gastronomia - w tym roku jakoś wydawało nam się drogo. Przy okazji nie polecam konoby Panorama przy klasztorze Franciszkanów w Orebic...
Czasem tak jest, że te najbardziej polecane miejsca okazują się słabe... Albo obrośli w piórka, albo recenzje pisali ci lepiej obsłużeni...
Dzisiaj będzie lazurowo. Pora na kolejny must see tych wakacji Ruszamy do Malej Stinivy. To miejsce, do którego zajechaliśmy 2 lata wcześniej, ale nie znalazłam ścieżki do plaży, dlatego też wtedy wycofaliśmy się Teraz jestem zdziwiona, że nie zauważyłam dróżki między domami, ale chyba nie tylko ja miałam z tym problem Plażując, widzieliśmy wielu ludzi, którzy stawali na dachu budynku, obok którego prowadzi ścieżka, obserwowali plażę, po czym okazywało się, że nikt nie dotarł na plażę.
Droga do, przypomina mi tę na Korculi, z Pupnatu do Knezy
Coś tu się buduje, będą mieć pękne widoki :)
Pierwsze spojrzenia na zatokę, jeszcze nie dotarliśmy, a ja już się rozpływam Tu jest przepięknie.
Spotkany po drodze pajączek
Taki kolor wody chyba nigdzie się nie powtórzy
Po chwili jesteśmy. Jest parę osób, ale nikt nikomu nie wchodzi na ręczniki.
Młodzi szaleją, pływamy, jest super, postanawiam zobaczyć jednak, co znajduje się w sąsiedniej, malutkiej zatoczce, a nuż okaże się tam jeszcze lepiej Najpierw idę do najbardziej wysuniętego i dostępnego punktu zatoki i focę plażę od strony wody.
Chwilę potem ruszam ścieżką między domami, która dość stromo prowadzi do drugiej zatoczki. Po 5 minutach mocno zmachana docieram na miejsce.
Fajnie tu, jest tylko 1 kobieta czytająca książkę, ale niestety przypłynęli i cumują tu, o ile się nie mylę Rosjanie… I to jest niestety mniej fajne, robią dość dużo hałasu. Już wiem ,że nie będziemy się tu przenosić. Strzelam ostatnie fotki i wycofuję się.
Po drodze mijam chyba z 7 osób, na tak małej plaży, to już będzie tłum
Wracam do chłopaków i oddajemy się wodnym szaleństwom. Czas szybko płynie, zostajemy maksymalnie długo, na ile pozwalają nam nasze żołądki Te wakacje były pod tym względem inne od pozostałych, zdarzało nam się plażować aż 3 i pół godziny, co w naszym przypadku jest mega długo ! Wcześniej zazwyczaj po 2 godzinach zwijaliśmy się, ale w tym roku nie wiem czy te piękne miejsca, ciepła woda, czy nasza „starość” spowodowała, że czas na plażowaniu bardzo szybko uciekał W międzyczasie na plaży niedaleko rozkłada się polska ekipa. Mają ze sobą 4 namiociki plażowe. Nie robią jakoś szczególnie dużo hałasu, ale samo to, że jest ich tak wiele, wprowadza mały harmider. No cóż, niestety nie da się mieć takiej plaży tylko dla siebie, ale i tak nie narzekam, mogło by być dużo gorzej.
Później i do nas przypłyneli, jednak przez odległość na szczęście nie było ich słychać...
Gdzie zaczyna się woda ?
Nasza mata z lidla, super się sprawdziła do czytania książek, chętnie bym kupiła kolejne :)
Ostatnie spojrzenie i wracamy na obiad do domu.
Mogłabym mieszkać w takim domku
Wieczorem udajemy się na zorganizowane przez Roxi spotkanie Comaniaków w konobie Kokot w Dolu. Wielu zdjęć nie mam, mam nadzieję, że te co wstawię nie będą nikomu przeszkadzać
Peka z jagnieciną :D Przepyszna, chodź dla mnie sos troszkę słony ;)
Jest bardzo fajnie, jedzenie pyszne i super ludzie, niestety przez to, że jest bardzo duża ekipa, tak naprawdę nie udaje się z każdym poznać, czy zamienić słowo. Ale cieszę się, że mogło do takiego spotkania dojść, i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się zobaczyć w podobnych okolicznościach
Po powrocie, pomimo później pory, idziemy jeszcze w jedyne słuszne, ale tylko dla moich dzieci miejsce- boisko piłkarskie. Zanim wrócimy do domu dochodzi 23, to był dłuugi, ale ponownie bardzo fajny dzień
Dzisiaj będzie lazurowo. Pora na kolejny must see tych wakacji Ruszamy do Malej Stinivy. To miejsce, do którego zajechaliśmy 2 lata wcześniej, ale nie znalazłam ścieżki do plaży, dlatego też wtedy wycofaliśmy się Teraz jestem zdziwiona, że nie zauważyłam dróżki między domami, ale chyba nie tylko ja miałam z tym problem Plażując, widzieliśmy wielu ludzi, którzy stawali na dachu budynku, obok którego prowadzi ścieżka, obserwowali plażę, po czym okazywało się, że nikt nie dotarł na plażę.
Też tam byliśmy i też... nie dotarliśmy na plażę. Przejazdu na pewno nie było, za to cofanie na styk a przejścia nie dojrzeliśmy Chwilę potem ruszam ścieżką między domami, która dość stromo prowadzi do drugiej zatoczki. Po 5 minutach mocno zmachana docieram na miejsce.
Podziwiam te samotne wędrówki, ja raczej się nie decyduję, wyobraźnia pracuje: poskoki, ostre skały = skręcenie nogi lub gorzej itp. Piękne zdjęcia
Mogłabym mieszkać w takim domku My też wypatrzyliśmy na Hvarze, w jednej z zatoczek, zamknięty na głucho, mały domek (miał okiennice dodatkowo pozabijane deskami). Obeszliśmy dookoła, widać, że kiedyś był wynajmowany, bo na zewnątrz były klimatyzatory (oczywiście mocno skorodowane). Przeszliśmy wąziutką ścieżynką do uroczej zatoczki (odgarniając się kijami od ogromnych pająków i ich sieci ) Spytaliśmy później dla żartu naszego gospodarza, czy ten dom jest na sprzedaż. Okazało się, że tak i znał historię tego domu związaną z faktem, że osiedliły się tam (miały gniazda i pod podłogą i na podsufitce - wszędzie) poskoki. No i nie ma sposobu, aby się ich pozbyć. Są pod ochroną, a dodatkowo ponoć zawsze wracają Szkoda
Jest bardzo fajnie, jedzenie pyszne i super ludzie, niestety przez to, że jest bardzo duża ekipa, tak naprawdę nie udaje się z każdym poznać, czy zamienić słowo. Ale cieszę się, że mogło do takiego spotkania dojść, i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się zobaczyć w podobnych okolicznościach
Faktycznie, ekipa spora. Pozdrawiam wszystkich wirtualnie
ZytaS napisał(a):Też tam byliśmy i też... nie dotarliśmy na plażę. Przejazdu na pewno nie było, za to cofanie na styk a przejścia nie dojrzeliśmy
Z cofaniem byliśmy przygotowani, ale było mało aut, więc w najszerszym miejscu R. zawczasu zawrócił na sto, i parkując, ustawił się do wyjazdu Co do ścieżki, wbrew pozorom nie zaczyna się na końcu drogi, tylko przy ostatnim domku po prawej, trzeba zejść obok niego
ZytaS napisał(a):[ My też wypatrzyliśmy na Hvarze, w jednej z zatoczek, zamknięty na głucho, mały domek (miał okiennice dodatkowo pozabijane deskami). Obeszliśmy dookoła, widać, że kiedyś był wynajmowany, bo na zewnątrz były klimatyzatory (oczywiście mocno skorodowane). Przeszliśmy wąziutką ścieżynką do uroczej zatoczki (odgarniając się kijami od ogromnych pająków i ich sieci ) Spytaliśmy później dla żartu naszego gospodarza, czy ten dom jest na sprzedaż. Okazało się, że tak i znał historię tego domu związaną z faktem, że osiedliły się tam (miały gniazda i pod podłogą i na podsufitce - wszędzie) poskoki. No i nie ma sposobu, aby się ich pozbyć. Są pod ochroną, a dodatkowo ponoć zawsze wracają Szkoda
Ooo gdzie ten domek się znajdował ? W której zatoczce ? Dobrze, że nie trafiliście na żadną z tych żmij
Co do samotnych spacerów, to było dosłownie 15 minut i miałam ze sobą telefon
lotnikwsk napisał(a):Ale Was tam było
Na zdjęciu naliczyłam 18 osób, w rzeczywistości deklarowanych było 40, nie wiem czy wszyscy faktycznie dotarli Może Agata w swoim kolejnym odcinku pokaże więcej zdjęć
wiolek_lp napisał(a):Na zdjęciu naliczyłam 18 osób, w rzeczywistości deklarowanych było 40, nie wiem czy wszyscy faktycznie dotarli Może Agata w swoim kolejnym odcinku pokaże więcej zdjęć
Niestety ja też zbyt dużo zdjęć nie mam, ale coś tam pstryknęłam. Zdaje się, że dotarli wszyscy Było nas faktycznie koło 40 osób, ale razem z dzieciakami, a tutaj nie wszystkie były przy stole. No i Dr.kokos z rodziną usiedli przy tym drugim krótszym stole