Schodzimy do wozu i zjeżdżając do centrum, widzimy coraz liczniejszych pielgrzymów zajadających coś w knajpkach, a jeden - już w drodze - jeszcze coś z trzymanego w ręku kubka popija. Parkujemy tuż obok klasztoru, który już o tej porze jest otwarty dla zwiedzających, kupujemy bilety po trzy euro i zanurzamy się w trzymających jeszcze poranny chłodek krużgankach.

.png)
.png)