Nie wiem czy to, co naświetlę ma z wyżej opisanym coś wspólnego ale zauważyłem dość ciekawe zachowania. Polaków właśnie. U innych nie zauważyłem (co nie oznacza, że takich zachowań wsród przedstawicieli innych nacji nie ma).
Mieszkam w Niemczech "już" 27 lat. Na co dzień posługuję się 4 językami (RU, DE, PL, EN). Znam wielu Rosjan (w tym moją żonę

), Anglików, Amerykanów (w tym jednego, który na stałe mieszka -naście lat w Finlandii), Polaków no i oczywiście Niemców
I teraz najciekawsze: oprócz Polaków (tych mi znanych) żaden inny po powrocie z długiego urlopu za granicą nie robi wtrętów językowych podczas rozmowy. Tylko u Polaków jeszcze kilka tygodni po ich urlopie słyszę "pozdrav, hvala" i inne. Tylko na polskim forum takoż czytam te "pozdravy", na niemieckim ich nie znajduję. Ów amerykański Fin ani razu nie pozwoli sobie na na jakieś "perkele" podczas rozmowy ze mną lub z innymi po angielsku, choć mieszka tam już długo i z żoną gada po fińsku. Mojej żonie po długim pobycie w Hiszpanii ani do głowy nie przyszło mówić do kogoś "ola" przy spotkaniu. Inni Rosjanie, których znam, też nie mają takiego problemu. Niemcy również.
Znajomi z Polski (w Polsce) mówią, że mi się akcent zmienił - OK, ale "Scheiße" to ja wyrzucę z siebie podczas rozmowy z nimi tylko jeśli mi coś ciężkiego na nogę spadnie, a nie co drugie słowo.
Jest sieć stacji benzynowych BP, są krążki do odtwarzania muzyki CD.
Nie ma w Polsce liter Bi, Pi, Si, Di, ale z uporem godnym lepszej sprawy właśnie tak to w Polsce się wymawia.
Powiecie, że to nazwy własne?
To dlaczego w Niemczech jest to wciąż CeDe, DeFauDe (DVD), BePe itd.?
Dość trafnie pokazał to reżyser Chęciński w "Kochaj albo rzuć" w sytuacji na statku: "u nas bleks to problem". ("bleks" napisane celowo)
A teraz powiedzcie mi na czym to polega, bo ja niestety nie potrafię podążyć tokiem myślenia tych "poliglotów". I czy takie zachowania mają jakieś wspólne punkty/korzenie z tymi opisanymi przez Andeo w poście wyżej?