Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Jak to było za PRL ? - wczasy w Jugosławii

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13534
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 14.10.2021 18:01

Hodilje?
damianisko5
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2476
Dołączył(a): 02.01.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) damianisko5 » 14.10.2021 19:10

Blisko, coraz bliżej...
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13534
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 14.10.2021 19:14

Może Mali Ston?
damianisko5
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2476
Dołączył(a): 02.01.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) damianisko5 » 14.10.2021 19:23

Maslinka. Jesteś wielka, oczywiście, że Mali Ston. Gratulacje!!!

Taki widok w 2018. Łezka w oku ...
Załączniki:
mali.jpg
Ostatnio edytowano 14.10.2021 19:27 przez damianisko5, łącznie edytowano 1 raz
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13534
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 14.10.2021 19:25

damianisko5 napisał(a):Maslinka. Jesteś wielka, oczywiście, że Mali Ston. Gratulacje!!!

Dopiero za drugim strzałem ;), ale dzięki :mrgreen:
empire13
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1237
Dołączył(a): 26.06.2016

Nieprzeczytany postnapisał(a) empire13 » 15.10.2021 13:27

anakin napisał(a):Kiedyś istniał bardzo fajny wątek - Chorwacja na starych widokówkach
Niestety jego autora już tu nie ma, ale można by ten wątek kontynuować.

Czytam wątek od jakiegoś czasu bo szukam fotki starego Omisia (chciałem ją kupić w większym formacie ale nie zdążyłem :cry: ).
Szkoda że sporo zdjęć jest już niedostępnych. Niestety minus korzystania z różnego rodzaju stron do wrzucania fotek.
luk006
Mistrz Świata 2018
Avatar użytkownika
Posty: 1389
Dołączył(a): 19.12.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) luk006 » 17.10.2021 11:54

Byłem tym farciarzem, ponieważ w latach 80-tych byłem kilka razy w Dubrowniku.

Jak było?

Generalnie biorąc pod uwagę jak się wtedy jeździło, to nie była podróż tylko wyprawa. Cieszę się, że żyjemy w czasach, gdzie realizację pomysłu o wyjeździe można rozpoczynać w tej samej chwili. Wtedy trwało to koło roku. Najpierw przysłanie zaproszeń, wyrobienie paszportów - które tak jak w "Misiu" - należało oddać w pierwszy dzień po powrocie. Wyrobienie książeczek walutowych i wpłacenie na odpowiednie konto kasy, zakup biletów na pociąg/samolot, ewentualnie pakowanie samochodu. Wszystko mając na uwadzę spakowanie jedzenia, które złośliwy celnik mógł znaleźć i kazać wyrzucić, bo taki miał kaprys. Oczywiście należało uwzględnić pakowanie "fantów", które po drodze lub na miejscu wymieniało się na twardą walutę. Radiomagnetofon "Kasprzak", aparat "Zenit", walkman "Kajtek", lornetka "Made in USSR", może jakiś kryształ "na prezent" etc. Pakując auto nie można było zapomnieć o komplecie narzędzi i częściach zapasowych, które często przydawały się po drodze, gdyż assistance było wówczas tylko obco brzmiącym słowem... Teraz psioczymy, gdy trzeba postać godzinę na przejściu granicznym Macelj i kolejną na bramkach w Lućko. Wtedy większość granic to było czekanie, stres, trzepanie auta, wrogość celników, której wówczas nie rozumiałem. A autostrady? Jedyny fragment, to ten z Brna do Bratysławy, poza tym jazda drogami krajowymi z przerwą na dolanie benzny z kanistra, bo zapas trzeba było mieć, gdyż jak wiadomo za granicą jest drożej... Sam czas przejazdu, gdzie obecnie przy sprzyjających warunkach w 12-13h jadę z Wałbrzycha do Dalmacji, wówczas zajmował tak z 36-48h.

Pierwsze skojarzenie z Jugosławią za czasów PRL, które mi się nasuwa... Dworzec w Belgradzie, gdzie mieliśmy przesiadkę na pociąg do Baru. Kilka godzin do przesiadki, więc był czas, by się rozejrzeć. Oprócz tego, że stała przed dworcem wypasiona, prawdziwa lokomotywa, do której można było wejść, to pamiętam jeszcze odpowiedniki naszych kiosków "Ruch". Z tą subtelną różnicą, że te belgradzkie wyglądały jak nasze Pewexy. Dla mnie, jako kilkuletniego bajtla, to był kosmos i mój mały mózg tego nie ogarniał... Prawdziwe resoraki w kiosku "Ruchu", kolorowe komiksy, gumy do żucia, batoniki i słodkości oraz napoje, które u nas można było kupić tylko w Pewexie. Przysięgam, że to właśnie wywarło na mnie największe wrażenie. Dosłownie kolorowy zawrót głowy. Mama, która trzymała całą "flotę" w jakiejś przyszywanej kieszonce koło stanika, porachowała na biegu wydatki i ok. Dzisiaj będzie wypas. Stać nas!!! Zjemy dzisiaj z bratem "Marsa" na pół i popijemy go Coca Colą, oczywiście z puszki. W tamtej chwili nie było szczęśliwszych bajtli od nas na tej planecie. A może jak będziemy wracać i rodzice sprzedadzą radiomagnetofon, to uda mi się nawet wyprosić resoraka??? Nic z tego, z powrotem w Budapeszcie na targu, mama kupiła kilka motków włóczki, z którego sąsiadka zrobiła bratu swetr, do tego rodzice kupili nam po parze dżinsów i bluzę jak z Pewexu. A na ch** mnie ta bluza i dżinsy, przecież marzyłem o resoraku ;-). Pragmatyzm pokonał dziecięce marzenia. Takie czasy, mało z tego rozumiałem...
pavlo
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 490
Dołączył(a): 21.01.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) pavlo » 17.10.2021 19:52

Jugoooooosłaaaaawiaaaaa :D :D :D zakochałem się w tym kraju, tak jak ten bohater filmu (od 5-ej minuty)
https://www.youtube.com/watch?v=alCPbufVLaw

Tuż po studiach to były pierwsze wakacje na tzw. zachodzie. To był wyjazd turystyczno-handlowy.
Kolega odwiódł mnie od zamiaru pojechania w podróż poślubną do Włoch i zaproponował właśnie Jugosławię.
Ło matko, ja nigdy w życiu wcześniej niczym nie handlowałem a tu nagle miałem takie rzeczy robić ??? 8O :mrgreen:
Jeszcze do tego zrobić zakupy w kilku krajach po drodze, wszystko to przeszmug (pi,pi,pi,pi)wać i potem jeszcze sprzedać ??? 8O :mrgreen:
No i pojechałem z żoną w tą podróż poślubno-handlową :lol: :oczko_usmiech:
Kurcze blaszka, pojechałem pożyczonym autem i zarobiłem tyle kasy, że niebawem sprowadziłem z Belgii pierwszy swój samochód made in ZSRR (Łada 2104 - kombi, tak, tak wersja eksportowa), o taka czerwona była:
https://archiwum.allegro.pl/oferta/lada ... 16808.html
To nie moja ładzianka, tylko przykładowe zdjęcie.
Walutą wymiany była wtedy szlachetna DM :D
Fotek z tych wyjazdów raczej nie mam.
Były kolejne wyjazdy i kolejne wyzwania, ale o tym w innym odcinku :lol:
mirko
Rezydent
Avatar użytkownika
Posty: 3565
Dołączył(a): 06.04.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) mirko » 18.10.2021 08:08

Byłem w Polsce w 1975 roku w Zakopanem na nartach. Polska była wtedy dla nas bardzo tanią destynacją. Dwutygodniowy pobyt kosztował trzysta dolarów. Pobyt w Zakopanem pozostał w mojej bardzo miłej pamięci.
Kiepura
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4271
Dołączył(a): 17.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kiepura » 18.10.2021 10:55

Gdzieś koło połowy lat osiemdziesiątych władze komunistyczne poluzowały zasady wydawania i otrzymanie paszportu z z taka adnotacją
nie stanowiło większego problemu. Wystarczyło wykupić voucher w biurze podróży na jakbyśmy to nazwali dzisiaj "świadczenie turystyczne" np. tygodniowy pobyt na kempingu i w drogę.

No więc najpierw należało TAM dojechać. Jeśli chodzi o Jugosławię to nie mam większych doświadczeń z tamtych czasów, przejeżdżałem tylko tranzytem samochodem. Generalnie indywidualnie można było dojechać tam samochodem lub koleją. Jeśli chodzi o ten drugi środek lokomocji to obecnie trwa w innym temacie wielkie poruszenie, bo istnieją plany uruchomienia pociągu z Krakowa do Splitu. Przypomina to trochę poruszenie w związku z obecnymi krótkimi wypadami w kosmos, gdy tymczasem 50 lat temu regularnie lataliśmy na Księżyc. W tamtych czasach z Warszawy do Belgradu kursowały dwa pociągi Polonia i Varsovia które prowadziły także okazjonalnie w okresie letnim wagony do Splitu czy Sarajewa. Polonia wyjeżdżała z Warszawy gdzieś koło południa i już po 24 godzinach meldowała się w Belgradzie. Jeżeli ktoś nie załapał się na wagony bezpośrednie to po kilku godzinach oczekiwania mógł wsiąść w nocny pośpiech do Splitu czy Baru i bladym świtem meldował się nad Adriatykiem. Podróż trwała zatem nieco ponad 40 godzin i czas przejazdu był porównywalny z jazdą samochodem.

Ponieważ forum odwiedzają też amatorzy wyjazdów do innych bałkańskich krajów napiszę parę :lool: słów jak się jechało pociągiem do Grecji i Bułgarii. Pierwszym sposobem było załapanie się na słynny pociąg o nazwie o ile mnie pamięć nie myli Varna. Pociąg ten jechał z Krakowa i Warszawy i prowadził wyłącznie wagony sypialne i kuszetki. W Przemyślu oba składy były łączone i...odstawiane na bocznicę. Tam wagony (oczywiście wraz z pasażerami) były podnoszone o około metr do góry, wózki wagonowe odjeżdżały w jedną stronę a z drugiej wjeżdżały nowe dostosowane do radzieckich standardów. Dalej już tylko bułka z masłem, szczegółowe trzepanie wagonów obejmujące np. wyrywkowe sprawdzanie kratek wentylacyjnych czy odsuwanie siedzeń, potem w każdym wagonie pojawiał się uzbrojony funkcjonariusz KGB, wagony były zamykane i... w drogę.

Wjeżdżaliśmy do zaprzyjaźnionego raju czyli ZSRR :roll: . W czasie przejazdu tranzytowego nie wolno było niczego wyrzucać przez okna, wychylać się itd. Oprócz owych funkcjonariuszy KGB okresowo pojawiali się inni żołnierze, którzy w czasie jazdy stali wychyleni na schodkach wagonów i kontrolowali by nikt przypadkiem nie nawiązał kontaktu z mieszkańcami zaprzyjaźnionego raju na Ziemi. W tej radosnej atmosferze docierało się do Czerniowec, gdzie następowała procedura zmiany wózków na europejskie.

I znów trzepanie wagonów itd. O ile pamiętam jazda przez Rumunię odbywała się nocą i rano pociąg meldował się na moście w Russe. Tutaj Ci którzy podążali do Grecji wysiadali, reszta jechała nad Morze Czarne do Warny.
Podróżujący do Grecji przesiadali się do pociągu do Sofii a tam następna przesiadka na pociąg Sofia- Saloniki. Niestety trzeba było się przespać w Sofii. Wśród młodych ludzi krążył numer autobusu, którym z centrum Sofii jeździło się na pętlę i tam w Hotelu "Pod Złotą Kolbą Kukurydzy" :wink: (ewentualnie "Pod Kwitnącym Słonecznikiem"- w zależności co akurat w tym roku zasadzili) można było przespać się za darmo :D

Pociąg Sofia - Saloniki to była już droga do rzeczywistego raju. Na zewnątrz robiło się już bardzo gorąco, pociąg wił się wśród gór i dojeżdżał do Kułaty czyli stacji granicznej. Po przekroczeniu granicy do wagonów wchodzili celnicy greccy. Ci skoncentrowani byli na szczegółowym trzepaniu bagażów. Jak wiadomo paszporty mają dużo kartek a jak się ma długopis i umie się pisać... No więc greccy celnicy zapisywali jedną lub dwie kartki paszportu wyliczanką jakie to dobra się wwozi do ich pięknego kraju. Jak się nie miało elementów zapisanej wyliczanki przy wyjeździe to podobno mogły być kłopoty. Najlepsze było to, że właściwie nie można było w żaden sposób zweryfikować co Pan Celnik wpisał w paszport. Wpis raczej nie był kaligraficzny no i przy pomocy alfabetu greckiego. Na stacji granicznej część osób wysiadało z przyczyn ekonomicznych. Krótki przejazd po terytorium Grecji do Salonik był droższy niż koszt biletu na trasie Kraków - Kułata.

Trzeba napisać kilka słów o biletach. Te kupowało się w specjalnych kasach w Polsce. Ceny po demoludach nie były specjalnie wysokie, zwłaszcza jak się było studentem :mrgreen: Gorzej gdy przekraczało się żelazną kurtynę, stąd paradoksy o których napisałem wyżej. Oczywiście jak to w czasach komunizmu wszystkiego było za mało, także biletów i te trzeba było "zdobywać".

Szlak z wykorzystaniem pociągu do Warny to była jedna drogą dostania się na południe. Innym praktykowanym sposobem były przejazdy pociągami nocnymi. Wyglądało to tak, że jechało się nocą z Krakowa do Budapesztu, następnie (następną nocą) z Budapesztu do Bukaresztu, potem znów nocą z Bukaresztu do Sofii. No i dalej kto gdzie chciał w Bułgarii lub do Salonik. Zaletą tej formy podróży było to, że nie trzeba było kombinować z noclegami tranzytowymi :lol: . No i zwiedzanie miast po drodze.

W Budapeszcie obowiązkowym punktem było zwiedzanie Wzgórza Zamkowego, wysp, rejonu Parlamentu oraz sklepów z wędlinami gdzie każdy mógł zobaczyć jak wygląda szynka :lol: . Ponadto obowiązkowym punktem programu był sklep kosmetyczny gdzie zaopatrywano się się w mydełka FA oraz dezodoranty. Innym bardzo przydatnym towarem który kupowało się wówczas za ciężkie pieniądze były karimaty. Wówczas była to nowość niedostępna u nas.
Bukareszt sprawiał tak przygnębiające wrażenie, że raczej nikt nie chciał go zwiedzać. Za to przydział dewiz był rozdysponowywany na zakup różnego rodzaju koszulek i innych rzeczy bawełnianych. Wynikało to z faktu iż Ceausescu darł koty z ZSRR (dzięki czemu mamy Trasę Transfogarską) i w ramach symetrii miał konszachty z Chinami. A te były producentem bawełny. I tak z geopolityki wynikało, że w Bukareszcie można było kupić fajne rzeczy z bawełny. :lol: Resztę przydziałowych dewiz wydawało się w najbardziej eleganckiej restauracji w mieście na obiad. Bukareszt to był bowiem ten punkt, w którym kończyły się bułki z połówką kotleta mielonego oraz ćwiartki kurczaka z rożna, które zapobiegliwe rodzicielki wpychały nam do plecaka. :D

To wszystko oczywiście trochę nudno brzmi ale już sama podróż do kraju docelowego była olbrzymią przygodą. Ale jak u Hitchocka najpierw było trzęsienie ziemi (czyli podróż) a potem to już...

Dobra, żeby nie było już całkiem nudno wkleję jakiś obrazek z epoki. Niekoniecznie z Jugosławii, ale każdy chyba pozna gdzie to.

mnjh.jpg


Jak mnie znowu najdzie nostalgia to napiszę jeszcze co nieco np. o tym jak się jeździło samochodem.
dids76
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7506
Dołączył(a): 20.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) dids76 » 18.10.2021 11:16

Niestety zdjęć u rodziców nie znalazłem :( ale trochę sobie powspominałem. :wink:
Tak jak pisz kolega luk006"Generalnie biorąc pod uwagę jak się wtedy jeździło, to nie była podróż tylko wyprawa. Cieszę się, że żyjemy w czasach, gdzie realizację pomysłu o wyjeździe można rozpoczynać w tej samej chwili. Wtedy trwało to koło roku. Najpierw przysłanie zaproszeń, wyrobienie paszportów - które tak jak w "Misiu" - należało oddać w pierwszy dzień po powrocie. Wyrobienie książeczek walutowych i wpłacenie na odpowiednie konto kasy, zakup biletów na pociąg/samolot, ewentualnie pakowanie samochodu."
Z tym że dodałbym jeszcze tutaj zakupy na handel :wink: . Bo nie oszukujmy się, wiele osób łączyło wypoczynek w raju z wyjazdem handlowym.
Za młody wtedy byłem aby pamiętać całą procedurę przed wyjazdem, chociaż do dzisiaj u rodziców są zdjęcia paszportowe na których jestem razem z matką i bratem. Dzieci nie miały wtedy własnych paszportów, tylko razem z rodzicami 8O
Za to dosyć dobrze (pomimo że minęło prawie 35 lat) pamiętam drogę i sam pobyt. Do Jugosławii jechaliśmy w dwa auta, my w cztery osoby ( rodzice, ja i mój starszy brat) VW Passatem b1 z 1974r i kolega ojca z pracy praktycznie nowym fiatem 126 też w cztery osoby 8O .
Dzisiejsza młodzież nie raczej nie zrozumie jaka to była wyprawa, nie było navi tylko mało dokładne atlasy, nie było autostrad. Podróż zajmowała dwa dni.
Dokładnej daty wyjazdu nie pamiętam, ale musiał to być przełom lipca i sierpnia bo wracaliśmy z Jugosławii 13.08. Wyjechaliśmy z Rybnika nad ranem gdy było jeszcze ciemno, ojciec z kolegom umówili się że spotkają się przed Cieszynem. Podjeżdżając na miejsc spotkania zauważyliśmy ż maluch oprócz czteroosobowej załogi ma jeszcze podpiętą przyczepkę towarową 8O 8O . Kolega ojca stwierdził że jak załadował wszystko na bagażnik dachowy to nadkola zasłoniły koła w maluchu jak w Citroenie :oczko_usmiech:
Nasza trasa w pierwszym dniu wyglądała mniej więcej tak:
droga pierwszy dzień.png

Pierwsza granica to Cieszyn, potem jazda przez Czechosłowację i przez Komarno na Węgry. Na Węgrzech zatrzymaliśmy się na zakupy, stamtąd jeszcze do niedawna miałem płetwy i maskę do nurkowania z rurką :oczko_usmiech: Rurka była z jakieś wstrętnej gumy która pozostawiała gorzki posmak w ustach, ale i tka nurkowało się za...iście :oczko_usmiech: :mrgreen:
Dwie pierwsze granice jakoś nie zostały mi w pamięci, natomiast dobrze zapamiętałem granicę Węgiersko - Jugosłowiańską. Podjechaliśmy na przejście po stroni węgierskiej i celnik/strażnik graniczny kazał nam zjechać na boczny pas i staliśmy tam godzinę lub dwie przez które nikt nami się nie interesował. Auta z rejestracjami węgierskimi, jugosłowiańskimi i lepszej części Europy były normalnie odprawiane. My natomiast staliśmy sobie z boku a do naszych dwóch aut dołączyło jeszcze kilka innych na polski rejestracjach. Po jakimś czasie koło naszego auta przechodził węgierski celnik i zauważył na półce pod tylną szybą okulary słoneczne (lustrzane z małą włoską flagą i napisem Italia :mrgreen: ), podchodzi do ojca i mówi że pojedziemy jak da mu te okulary 8O Ojciec oczywiście zgadza się, ale mówi że te auto za nami również jedzie. Maluch kolegi też pojechał, co kosztowało nas jeszcze jedną parę okularów :wink: Okularów mieliśmy chyba z 20 par, oczywiście na handel.
Jugosłowiański celnik nie robił nam już problemów (co najmniej tego nie pamiętam) i gdy już się ściemniało wjechaliśmy na teren Jugosławii. CDN :papa:
luk006
Mistrz Świata 2018
Avatar użytkownika
Posty: 1389
Dołączył(a): 19.12.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) luk006 » 19.10.2021 09:47

dids76 napisał(a):Z tym że dodałbym jeszcze tutaj zakupy na handel :wink: . Bo nie oszukujmy się, wiele osób łączyło wypoczynek w raju z wyjazdem handlowym.

Heh, jakże mógłbym o tym zapomnieć? Wszystko, jak na spowiedzi opisałem:
luk006 napisał(a): Oczywiście należało uwzględnić pakowanie "fantów", które po drodze lub na miejscu wymieniało się na twardą walutę. Radiomagnetofon "Kasprzak", aparat "Zenit", walkman "Kajtek", lornetka "Made in USSR", może jakiś kryształ "na prezent" etc.

Na Kasprzaku to nawet słuchaliśmy z bratem kaset Papa Dance jadąc do Jugosławii :-) .
naszastruga
Croentuzjasta
Posty: 473
Dołączył(a): 08.05.2021

Nieprzeczytany postnapisał(a) naszastruga » 19.10.2021 10:47

Do Jugosławii wtedy nie jeździliśmy. Była Bułgaria i kemping Kamczija i dwa razy Grecja - riwiera olimpijska (wtedy zupełna dzicz, wydmy, trzciny i owczarnia skąd braliśmy wodę) i kemping w Epanomi niedaleko Salonik. Grecja w latach 80 tych był dla nas kosmos, zwłaszcza sklep na kempingu. Dostawaliśmy od rodzicow po dwa dolary dziennie na rozpustę ;)

Jugosławia tylko przejazdem, na noclegu pod Belgradem lokalsi kupili od nas sprzęt turystyczny i chcieli oszukać płacąc podrabianymi markami.

No i granice, celnicy, towar na sprzedaż, bawełna i skóry kupowane w Stambule. Książkę można by napisać. Miałam 10 lat, ale sceny i miejsca do tej pory pamiętam :)
Kruszynka
Turysta
Posty: 10
Dołączył(a): 18.05.2021

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kruszynka » 14.11.2021 11:02

Może i ja dołożę słówko
W byłej Jugosławii byłam w 1987 roku z moim narzeczonym, obecnym mężem. Dodam, że w tym roku byłam pierwszy raz od tego czasu w Chorwacji. Tak jak pisaliście wcześniej to nie był wyjazd, to była wyprawa, ale ja to uwielbiałam. Pakowanie samochodu wypełnionego po brzegi, kanister z wodą, jedzenie na praktycznie cały pobyt, oprócz warzyw i owoców na które nas było stać. I uwaga powiększony bak na paliwo, Który przy załadowanym samochodzie czasami haczył o ziemię, jak zjechało się z asfaltu.
Jeździliśmy wtedy jakby luksusowo tylko we dwójkę, dużym fiatem, ze skrzynią z Poloneza ( mąż mechanik). Jechało się wtedy przez ZSRR, żeby zatankować tanie paliwo i Żeby kupić coś na handel: prześcieradła, sztućce, lalki...nie pamiętam więcej. Pamiętam jak staliśmy na przejściu w Medyce 36 godzin
Ten stres przed granicą, bo nigdy nie wiadomo było na jaką zmianę celników się trafi, jaki humor i czy mężczyzna czy kobieta, gorsza oczywiście. Następna przejście to Czerniowce, potem Subotnica i wjazd do Jugosławii. Jechaliśmy wtedy do Robinii na camping, pod namiot. Wykupiony voucher w biurze. Przyjeżdżamy, a tu się okazuje, że Miejsce do rozbicia dla Polakow to totalna patelnia, pod drzewami Niemcy, Holendrzy. Wogole to pamiętam z tamtego okresu to to, że na nic Nas nie było stać. Mam mata migawkę, że spacerujemy jakimś deptakiem, po super kolacji na campingu, zrobionej samodzielnie na butli gazowej, a w knajpach pełno roześmianych Niemców. Dla porównania dodam, że zarabiałam wtedy po przeliczeniu 20$, a w budce z lodami z schollera rożek kosztował 1 $.

Ale wtedy zupełnie inaczej się jeździło, zawsze kogoś poznaliśmy w drodze, Polacy pozdrawiali się na drodze. Z racji tego, że mąż był mechanikiem, to zawsze poznaliśmy kogoś, komu trzeba było pomoc. Czasami te znajomości przetrwały wiele lat.

W następnym roku była Grecja i Istambuł, samochodem oczywiście. Do dzisiaj czekam na spódnice dżinsowa, która miała przyjść poczta.
Takie to były czasy.
empire13
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1237
Dołączył(a): 26.06.2016

Nieprzeczytany postnapisał(a) empire13 » 14.11.2021 15:13

mirko napisał(a):Polska była wtedy dla nas bardzo tanią destynacją. Dwutygodniowy pobyt kosztował trzysta dolarów.

Ciekawi mnie jak teraz Polska jest odbierana pod tym względem przez przeciętnego Chorwata.
Bo to, że nie jest to najpopularniejszy kierunek wczasowy dla Chorwatów, jest dla mnie oczywiste.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Jak to było za PRL ? - wczasy w Jugosławii - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2022