Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rejs

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rejs

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 24.11.2020 13:14

Ten rok zaczął się tragicznie i jak widać nic nie wskazuje na to by było lepiej, Najpierw pandemia, potem znowu pandemia. A żyć trzeba.

Wszyscy czytelnicy relacji Kapitańskiej Baby kojarzą pewnie postać Doktora, który dzięki Kapitańskiej i jej Mężowi – Kapitanowi, wciągną się w żeglarstwo. Kto jeszcze nie kojarzy to zapraszam do lektury opowieści o księżniczkach (opowiesc-o-pieciu-ksiezniczkach-doktorze-i-kapitanie-t51801.html) i o cycatym żeglowaniu na Queen (zeglowanie-na-queen-najbardziej-cycata-relacja-z-cro-t53250.html) oraz na rejsie dla dorosłych. Tam się pojawiam po raz pierwszy. Równolegle z pływaniem po Chorwacji odbyłem jeszcze rejs przepięknym jachtem s/y Roztocze po Bałtyku, oraz oczywiście, również na naszym morzu zdobyłem uprawnienia Jachtowego sternika morskiego. No więc stało się. Trzeba się odważyć i zrobić samodzielny rejs. Jako Kapitan, w końcu po to uczyłem się tego wszystkiego. Na poczatek skromnie. Ja z dziewczyna i znajomy ze swoją. Już na jesieni wybrałem łódkę pod kontem takiego rejsu. Był to cały proces podejmowania decyzji: jaka łódka i z jakim wyposażeniem. Ważne było aby tak je dobrać abym i ja i załogo czuli się komfortowo i bezpiecznie. Wybór padł na jacht typu Sun odyssey 33i (nigdy Bavaria! lodki te są bardzo przechylające się – a wiadomo, że klyent bez krawata jest bardziej...). Zdecydowałem się na odrobinę szaleństwa w postaci grotu pełno listwowego (a nie nawijanego na grot), który daje większa moc. Ale za to mam internet na łodzi – a więc cały czas dostęp do aktualnej prognozy pogody i chartploter w kokpicie, czyli dodatkowe elektroniczne wspomaganie nawigacji przez system GPS.
Przygotowania idą. Pierwsza rata opłacona jest jeszcze na początku grudnia i uzbrajamy się w cierpliwość czekając na wrzesień. W międzyczasie wybucha epidemia. Wszyscy jesteśmy od marca zamknięci i mysl o pływaniu jest tym co pozwala otrzymać się przy życiu bez popadania w szaleństwo. Jednak i we mnie i w załodze narasta obawa o wakacje. Jak będzie wyglądała sytuacja. Majowe wyjazdy nie wypaliły. W wakacje nieustająco śledzę informacje na Cro.pl o obostrzeniach pandemicznych w Chorwacji i na trasie do niej. Cały czas, jako urodzony i z przekonania optymista mam nadzieję na udany wyjazd.
W sierpniu siedzę tylko w moim mieście pływając po lokalnym sztucznym jeziorku (Zalewie) na mojej małej regatowej łódeczce – czyli mojej Francuzeczce . Wyjazd zbliża się coraz szybciej i wraz z nim rośnie napięcie czy się uda. Rezerwuje nocleg po drodze w winnicy, gdzie mamy zatankować cyce z winem.
Dyskusje i informacje z Cro.pl, grupy Chorwacja dla żeglarzy na FB i innych źródeł potwierdzają, że można jechać. Więc jedziemy. Mamy by c w czwartek rano u załoganta (mieszka w innym mieści) i już od niego w piątek jechać na Chorwację. W środę wypisuję wniosek o urlop, sledze nieustająco prognozy, coraz bardziej optymistyczne dla Adriatyku a tu zonk. Około drugiej, gdy już mam nawet kupiony bilet kolejowy do miasta załoganta zostaję info, że jest na kwarantannie bo miał kontakt z zarażonym. Czyli cały subtelny plan poszedł…. sobie. Błyska jeszcze światełko nadziei. Dostaje info od osoby zorientowanej, że jeśli załogant zrobi test i wyjdzie negatywny to go puszczą po 24 godzinach. Błyskawicznie uruchamiany procedurę. Niestety wynik pozytywny. Jest czwartek w południe. Myślimy z dziewczyną co robić. Przesuwać wyjazd? Firma czarterowa nie bardzo jest skłonna, rozumiem to, dla nich to strata. Dla nas też. Ten rok był dla mnie bardzo ciężki w pracy, i ten wypoczynek „mi się po prostu należy” jak mawiają w wyższych sferach. Co robić. Po dłuższych rozważaniach, obdzwonieniu kilku znajomych i sprawdzeniu moich możliwości podejmuje decyzję. Raz kozie śmierć. Jedziemy we dwójkę. Udaje mi się w miare rozsądnie kupić bilety lotnicze na sobotę. Stracimy tylko pół dnia pływania.
Wraz z dziewczyna szybko się pakujemy. Z żalem zostawiam prywatny genaker, który chciałem wypróbować i przede wszystkim puste cyce na wino (tych co nie wiedzą czym są cyce odsyłam do relacji o Queen zalinkowanej powyżej). Radość ale i strach czy się uda i czy sam poradzę sobie na morzu. Radziłem sobie tak na Mazurach, sam ogarniając łódkę, manewry, żagle i całą technikę. Ale tutaj jednak jest morze, tu żartów nie ma, a jak groźny może być Adriatyk też się przekonałem. Ale trzeba spróbować. Obiecuję sobie, że będę pływał tak jak babcia radziła wnukowi lotnikowi: nisko i powoli – czyli bez brawury.
CROberto
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4612
Dołączył(a): 03.02.2012
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) CROberto » 24.11.2020 16:52

Relacja powstaje , więc wilkiej tragedii nie było... :oczko_usmiech:
Zapowiada się ciekawie - czekam na dalszy ciąg :)
Morski Pas
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3919
Dołączył(a): 12.03.2005
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) Morski Pas » 24.11.2020 19:07

Tytuł brzmi sensacyjnie. Chętnie poczytam zwłaszcza, że mój pierwszy samodzielny rejs morski też był dwuosobowy. Tylko na trochę mniejszym okręcie.
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 103301
Dołączył(a): 10.09.2004
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 24.11.2020 19:30

Ponieważ taki rejs na mnie nie czeka realu, okrętuję się wirtualnie. :lol: :idea:
ventus
Odkrywca
Posty: 91
Dołączył(a): 08.07.2020
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) ventus » 24.11.2020 20:36

To sobie popływamy, siadam na dziobie
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 25.11.2020 11:05

Podróż przebiega spokojnie choć stres jest. W pociągu wszyscy duszą się w maskach. W Warszawie latam po Dworcu centralnym i okolicach, żeby wydrukować karty pokładowe. Wszystko pozamykane, dopiero na stacji metra znajduję kawiarenkę internetową. Wrażenie okropne. Podziemia Dworca centralnego puste, połowa zakładów i sklepików zamknięta albo pusta – zbankrutowały. Tutaj uświadamiam sobie jak poważna jest sytuacja gospodarcza – a ja się denerwuję, że mam problemy z wyjazdem na wakacje, gdy ludzie pracę tracą-trochę mi wstyd. Podobnie niewesoło jest na lotnisku. Wejścia na Okęcie pilnują cerberzy mierzący temperaturę. U mojej dziewczyny jest nieznacznie podwyższona. Przed chwilą wbiegła po schodach i trochę się zgrzała. Panika w oczach i surowy wzrok umundurowanego strażnika. Patrzy na drugiego i macha ręką: mieści się normie. Ufff . Wchodzimy na lotnisko. Każdy, kto był na jakimkolwiek lotnisku podczas sezonu wakacyjnego wie jak ono wygląda. Dzikie tłumy przewalające się w różne strony, tłok i ścisk, taki dworzec PeKaEs-u tylko ładniej pachnie. A tu szok. Pustki, cisza i szaruga jak po jakiejś apokalipsie zombie. Odruchowo zaczynamy mówić do siebie szeptem. Mamy jeszcze czas więc siedzimy trochę przestraszeni w poczekalni patrząc na patrole strażników. Czuję się coraz bardziej jak w świecie Orwella. Przechodzimy przez kontrole bezpieczeństwa. Przy bramkach nadal pusto, ale jakby radośniej, widać ludzi, za oknem samoloty. Nie jest źle. Słońce zachodzi i do naszego autobusu PeKaEs do Splitu wchodzimy już po zmroku. Lot jest szybki i spokojny. Lądując widzimy wspaniałe refleksy księżycowego światła na powierzchni morza, jest pełnia. Wspaniały i nierealny widok.
Na lotnisku w Splicie zostajemy tylko spisani na okoliczność ewentualnego kontaktu w razie zakażenia i już jesteśmy na zewnątrz. Palmy!!! Wciągam pełna piersią powietrze w płuca. Tego zapachu nie da się pomylić z niczym innym. Tak pachnie świat Śródziemnomorza. Ciepłe powietrze, zapach pinii, olejków, wszystko intensywne i zupełnie inne niż w na północy Europy. Śródziemnomorze jest niezwykłe.
Zaklepana taksówka już czeka. Jedziemy w mrok, do mariny o nazwie Kremik mamy ok. 60 km. Po drodze widać pierwsze jachty w mijanej zatoczce, jeszcze o niej będzie mowa. Tymczasem dojeżdżamy na miejsce. Jest już północ, cicho, głucho, nikogo nie ma. Znowuż postapokaliptyczny klimat. Wiemy tylko, że łódź na nas czeka i jest dla nas otwarta. Szukamy dłuższą chwilkę i jest!!! nasza Sun Odyssey Zdravka. Malutka (10 m) zgrabna łódeczka. Ale mi na razie wydaje się ogromna. I stoi zaraz na początku pirsu, w ciasnym zakątku mariny. Zmęczeni rozpakowujemy się i szykujemy do snu, ale niecierpliwy oglądam Zdravkę, jej urządzenia i wyposażenie. Staram się wypatrzeć jakieś usterki na szybko, jednak rozsadek i zmęczenie każą zostawić to na jutro. Zmęczeni kładziemy się spać.
Znowu na morzu, znowu na łódce. Zasypiam szczęśliwy.
Ostatnio edytowano 28.11.2020 22:14 przez DoktorDoktor, łącznie edytowano 1 raz
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 25.11.2020 11:44

Wszystkich uczestników rejsu witam serdecznie na pokładzie
Magda O.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1652
Dołączył(a): 20.07.2010
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magda O. » 25.11.2020 13:10

DoktorDoktor napisał(a):
Lądując widzimy wspaniałe refleksy księżycowego światła na powierzchni morza, jest pełnia. Wspaniały i nierealny widok.


Szkoda, że nie ma zdjęcia... w zeszłym roku lecąc do Palermo ( za 5 dni minie rok od tej podróży...) miałam przepiękny widok na Adriatyk, wybrzeże Chorwacji, wyspy, turkusowe niebo, wszystko w pełnym słońcu. Było tak pięknie, że nie traciłam czasu na szukanie telefonu, żeby zrobić zdjęcie. Trochę żałuję :roll:

DoktorDoktor napisał(a):Wciągam pełna piersią powietrze w płuca. Tego zapachu nie da się pomylić z niczym innym. Tak pachnie świat Śródziemnomorza. Ciepłe powietrze, zapach pinii, olejków, wszystko intensywne i zupełnie inne niż w na północy Europy. Śródziemnomorze jest niezwykłe.


Uwielbiam ten moment. Normalnie to poczułam :D
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 26.11.2020 15:05

Niedzielny poranek jest bardzo słoneczny i rześki. Robię rozpoznanie bojem mariny, Biuro armatora jeszcze zamknięte. Co gorsza zamknięty ze względu na pandemię jest również supermarket. A do najbliższej miejscowości czyli Primostenu mamy zbyt daleko aby dojśc tam pieszo. Idziemy do baru, ten na szczęście jest czynny więc winszujemy sobie sniadanie na bogato – kelner, stolik pod palmą – te sprawy. Potem oglądam łódź już na spokojnie. Przybywa również przedstawiciel armatora. Check lista, instrukcja obsługi silników (mam dwa główny i do pontonu), ważne wskazówki co do obsługi windy kotwicznej. Bardzo się przydały. W kajucie rufowej pod koją jest pstryczek, który złośliwie przeskakuje i wtedy winda kotwiczna nie działa – muszę o tym pamiętać. Podpisujemy umowę. Jacht jest mój na tydzień. Teraz już mogę wciągać banderę. Uważni obserwatorzy zauważą, że wzór mojej bandery różni się od obowiązującego. Tak wyglądała polska bandera morska w latach 1918-1926 czyli do czasu zamachu majowego, kiedy sanacjoniści pod wodza Dziadka wprowadzili wzór Godła absolutnie niezgodny z regułami heraldycznymi (info dla lubiących spiski i teorie tajne – Orła pełnego masońskiej symboliki). Ja, będąc z przekonania zwolennikiem powrotu króla na tron zażywam takowej.
flaga.jpg
g;aga.jpg

No i co dalej, jest południe mamy trochę owoców kupionych na stoisku u przemiłej starszej pani ale nie mamy jedzenia ani samochodu żeby pojechać do najbliższego czynnego sklepu. Ale mamy jacht. Dedcyzja – Płyniemy do Primostenu i tam stajemy na kotwicy i robimy zakupy. Dziewczyna idzie na dziób. Odpalam silinik, szykuje cumę rufowa na biegowo i jedziemy. Pierwszy raz samodzielnie muszę wymanewrować z y-bomu i jeszcze z jednosobową załoga. Jesteśmy na końcu pirsu a prze dziobem mam wielki luksusowy jacht stojący przy nabrzeżu prostopadle do osi mojej łódki. Ruszam powolutku, najpierw staram się obrócić nieco dziób w bok na cumie, ale słabo mi to idzie. Leciutki gaz… jeszcze nie mam wyczucia tej łódki, w dodatku bimini czyli daszek słabo się składa i ogranicza mi widzenie trochę. Kadłub rusza do przodu, chyba za szybko. Burta luksusowego jachtu zbliża się niebezpiecznie szybko do mojego dziobu uzbrojonego w kotwicę. Już raz tak skasowałem jedna motorówkę na Mazurach więc lekko panikuję, włączam luz i lekko wsteczny, jacht nieznacznie się cofa, opierając się na odbijaczu prawej burty. Na szczęście nie wieje. Obracam ster i znowu do przodu. Tym razem dziób obraca się się powoli i mijam jacht. Teraz powolutku wyjść z labiryntu mariny. Dokładnie ją sobie przed rejsem przestudiowałem na google maps (genialny wynalazek, który nie raz ratował mi cztery litery) i w locji więc udaje mi się bez zadraśnięcia czegokolwiek wyjść w zatokę. Już czuje się pewniej. Choć lekko ręce mi się spociły z nerwów. Po wyjściu z zatoki daję ster w prawo i idziemy kawałeczek do szerokiej zatoki przy miasteczku Primosten. W końcu je zobaczę.
kurs.jpg

Stajemy na kotwicy, która to dobrze trzyma, a potem musimy zostawić jacht, szykuję ponton i zasuwamy na plażę. Na wiosłach bym padł a silnikiem to raz dwa i fasonem lądujemy na plaży miejskiej. Jest tu kilka pontonów. Trochę się boję zostawić nasz, w końcu silnik, ale widzę, że nikt się tu nie przejmuje zabezpieczaniem czegokolwiek. No tak, w obecnej sytuacji każdy turysta jest na wagę złota więc się ich nie okrada, nie opłaca się bo optem nie przyjedzie taki. Tak to sobie tłumacze ale proszę też sprzedawcę z pobliskiego stoiska, żeby dawał jakieś baczenie.

W miasteczku pustki. Kilku turystów, w barach nikogo. Konzum na szczęście otwarty więc możemy się zaopatrzyć i obładowani jak wielbłądy wracamy na Zdravkę, która grzecznie wisi na kotwicy w swoim miejscu. Ponton załadowany pod korek ale daje rade.
Teraz możemy już wypić za pomyślność rejsu,m choć niestety bez cyca.

Obok Promostenu przepływałem trzykrotnie a teraz w końcu mogę zobaczyć to miasteczko. Ubieramy się elegancko (wiadomo żeglarstwo sport ekskluzywny :) więc trzeba trzymać fason) i płyniemy jeszcze raz tym razem turystycznie poszwendać się po uliczkach.
primosten1.jpg
primosten2.jpg
primosten3.jpg
Moja dziewczyna jest pierwszy raz nad morzem śródziemnym więc wszystko ja zachwyca. Dochodzimy aż do cmentarza i kościoła, niestety zamkniętego. A później kontemplujemy zachód słońca i już o zmierzchu wracamy na jacht zachwycając się widokiem miasteczka w ciemnościach.
primosten4.jpg
Ostatnio edytowano 27.11.2020 10:12 przez DoktorDoktor, łącznie edytowano 2 razy
gusia-s
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5831
Dołączył(a): 15.01.2013
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) gusia-s » 26.11.2020 17:24

Dołączam do załogi choć nie wiem czy to nie samobójstwo :mrgreen:
Doktor nadaje z tego świata na pewno? :wink:

Strasznie pechowo się zaczyna. Szkoda, że część załogi się wykruszyła tak niespodziewanie tuż przed startem przez co zdaje się straciliście również transport kołowy a to przełożyło się z kolei na brak możliwości zaopatrzenia jachtu w cyce i całą resztę prowiantu.
No ale może wynikły też z tego jakieś plusy.

DoktorDoktor napisał(a):
... Stajemy na kotwicy, która to dobrze trzyma, a potem musimy zostawić jacht, szykuję ponton i zasuwamy na plażę ...
Nie baliście się zostawić jacht na kotwicy tak bez opieki?

Szczęśliwie nie odpłynął ;) więc wnioskuję o podniesienie kotwicy i postawienie już żagli bo czas ucieka.
Dawigs
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 935
Dołączył(a): 27.01.2012
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) Dawigs » 27.11.2020 08:43

Ze mnie co prawda szczur lądowy :wink: ale z chęcią będę śledził relację :lol: .
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 27.11.2020 10:04

DoktorDoktor napisał(a):
... Stajemy na kotwicy, która to dobrze trzyma, a potem musimy zostawić jacht, szykuję ponton i zasuwamy na plażę ...
Nie baliście się zostawić jacht na kotwicy tak bez opieki?

Szczęśliwie nie odpłynął ;) więc wnioskuję o podniesienie kotwicy i postawienie już żagli bo czas ucieka.[/quote]


trochę się bałem, ale nie miałem innego wyjścia. dlatego stanąłem daleko od brzegu i dałem dużo łańcucha. No i nie wiało całkowicie.
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 27.11.2020 10:10

Uwaga techniczna. dopiero teraz ogarnąłem fotografie,

teraz już będą., Na razie dodałem zdjęcia d oprzedniej relacji
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 27.11.2020 13:39

Poranek zastaje nas na kotwicy. Jacht nawet nie drgnął. Jest ciepło a na niebie niewinne cumulusy. I widok na oswietlony porannym słońcem Primosten.
IMG_2843 — kopia.jpg
Sprawdzam dokładnie prognozę pogody. Tego pilnuję i analizuję ja bardzo dokładnie. Na dzisiaj zapowiedzi są bardzo optymistyczne. Więc śniadanie, kawka-herbatka i kotwica góra.
IMG_2845 — kopia.jpg
Ruszamy i natychmiast po wyjściu z zatoczki portowej stawiam szmaty. Dziewczyna za sterem radzi sobie bardzo dobrze a to jej pierwszy raz na morzu, wcześniej była tylko dwa razy na Mazurach. Grot góra, fok góra, silnik stop. Cisza i szum wiatru.
IMG_2852 — kopia.jpg
IMG_2862 — kopia.jpg
IMG_2937 — kopia.jpg
Zdravka płynie bardzo ładnie, choć wiatr coraz słabszy, opieramy kurs na południowy wschód w stronę wyspy Brac Po chwili zmieniam hals, żeby wypłynąć bardziej w głąb morza, gdzie może być więcej wiatru.
IMG_3060 — kopia.jpg
Ta taktyka jest jednak bezskuteczna. Wracam więc na kurs i odpalam autopilota.
IMG_2864 — kopia.jpg
IMG_2923 — kopia.jpg
IMG_2935 — kopia.jpg
Żagle generalnie słabo pracują bo i wiatru co kot napłakał, a w końcu robi się flauta a temperatura rośnie. No to co robimy? Do wody. Obwiązujemy się cumami (a mam takie ładne, bielutkie) i wskakujemy do wody odświeżającej i przyjemnej. Taaak, woda jest w tym roku wyjątkowo mokra.
IMG_2959 — kopia.jpg
Cieszymy się tym pływaniem, tym bardziej, że wokół praktycznie nie ma jachtów, jakiś żagiel na horyzoncie a tak to puściutko, całe morze dla nas.

Po miłym pływaniu zaczynają mi piszczeć urządzenia nawigacyjne, że mają za mało prądu. Tak szybko? Zaczynam myśleć co tak prąd żre, bo przecież nie używamy zbyt wielu urządzeń. W końcu odkrywam: to autopilot jest taki nienażarty. Trudno. I tak nie wieje, więc odpalamy katarynę. Podładujemy się. No i pytanie gdzie płyniemy? Na Brac już nie damy rady przed zmierzchem no i potrzebujemy porciku z prądem i wodą. Sprawdzam możliwości w locji i wybór pada na miejscowość Marina Agana. Wygląda sympatycznie, ma porcik miejski i średniowieczna wieżę celną. Co prawda muszę zawinąć do głębokiej zatoki, ale za to będę osłonięty od wiatru. Skręcamy więc w lewo i płyniemy. Podziwiając głęboka, coraz bardziej zwężająca się zatokę otoczoną łagodnymi stokami, na końcu widać las masztów i zabudowania. Szykuję się do cumowania. Odbijacze, cumy itp.
IMG_3157 — kopia.JPG
IMG_3138 — kopia.JPG
Będę stał na muringu. I co ważniejsze sam będe musiał to ogarnąć, bo dziewczyna nie bardzo sobie poradzi z muringiem itp. Uważnie oglądam przez lornetkę sytuację, wczesniej oglądam locję i mam cały czas ustawiony chartploter.
IMG_3165 — kopia.JPG
Musze mieć 1,9 m pod kilem. Wpływam do portu, powolutku. Wiatr mi sprzyja – praktycznie nie wieje. Niestety, porcik miejski, pod XV-wieczną wieżą jest w całości zajęty. Tymczasem macha do nas pracownik mariny, która tak naprawdę jest częścia portu. Nie ma wyjścia, wpływam powolutku między pirsy. Pracownik wskazuje miejsce w które mam wpłynąć. Wiatr wieje akurat dokładnie w moją rufe od pirsu, ładnie pomagając mi się wyprostować i wyhamować łódkę. Pracownik odbiera cumę, łapie muring rach ciach i tak stoimy, silnik stop. Wszystko poszło bardzo ładnie i bez zbędnej nerwowości. Nawet nie dotknąłem burt jachtów obok. Jestem z siebie bardzo dumny. Teraz możemy odpocząć, jedzonko, tankowanie wody itp. Marina wyglądną na pełną. Wszystkie miejsca zajęte jachtami. Niestety wszystkie z jednej stajni czarterowej i wszystkie puste. Na naszym pirsie jesteśmy jedyna załogą. W rozmowie z pracownikiem mariny narzekamy na sytuację i brak turystów, bardzo dla gospodarki chorwackiej dotkliwy. Miasteczko jest bardzo malutkie i też puste praktycznie. Szwendamy się po nim do zmroku a potem na jacht na kolacyjkę.
IMG_3182 — kopia.JPG
IMG_3183 — kopia.JPG
IMG_3184 — kopia.JPG
IMG_3186 — kopia.JPG
IMG_3188 — kopia.JPG
IMG_3193 — kopia.JPG
IMG_3211.jpg

Już po zmroku widzę jak wpływa do mariny potężny katamaran. Manewruje i staje kilka miejsc od nas. Ponieważ nie ma już muringowego, więc nauczony żeglarską etykietą i poczuciem pomocniczości idę pomóc. Odbieram cumy, podaję muring itp. I co? Jakiej słabe thank you i tyle. Nawet puszki piwa nie sprezentowali. Nie to, że oczekiwałem jakiejkolwiek nagrody, ale jakieś zwyczaje obowiązują przecież. Czyż nie? O tempora!O Mores! Upadają obyczaje! W dodatku załoga katamaranu, dość liczna, jest również dość rozrywkowa i bawi się do późna w nocy, co w pustej marinie jest szczególnie dotkliwe.
[color=#0040FF][/color]
Załączniki:
IMG_3098 — kopia.JPG
IMG_3097 — kopia.JPG
IMG_3044 — kopia.jpg
IMG_3038 — kopia.jpg
IMG_2945 — kopia.jpg
IMG_2916 — kopia.jpg
IMG_2857 — kopia.jpg
Ostatnio edytowano 30.11.2020 10:30 przez DoktorDoktor, łącznie edytowano 1 raz
Chris_M
Croentuzjasta
Posty: 495
Dołączył(a): 12.07.2008
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) Chris_M » 27.11.2020 22:18

DoktorDoktor napisał(a):
Zaklepana taksówka już czeka. Jedziemy w mrok, do mariny o nazwie Pirovac mamy ok. 60 km.
[...]
Niedzielny poranek jest bardzo słoneczny i rześki. Robię rozpoznanie bojem mariny, Biuro armatora jeszcze zamknięte. Co gorsza zamknięty ze względu na pandemię jest również supermarket. A do najbliższej miejscowości czyli Primostenu mamy zbyt daleko aby dojśc tam pieszo.

Po tym fragmencie zaczynam podejrzewać, ze to nie Pirovac, tylko Marina Kremik ;)
DoktorDoktor napisał(a):
Po wyjściu z zatoki daję ster w prawo i idziemy kawałeczek do szerokiej zatoki przy miasteczku Primosten. W końcu je zobaczę.

A teraz już mam pewność!
Czy się mylę? :mrgreen:

Całe szczęście, że taksiarzowi nie kazałeś jechać do Pirovaca!

Po miłym pływaniu zaczynają mi piszczeć urządzenia nawigacyjne, że mają za mało prądu. Tak szybko? Zaczynam myśleć co tak prąd żre, bo przecież nie używamy zbyt wielu urządzeń. W końcu odkrywam: to autopilot jest taki nienażarty.

Wbrew pozorom, to nie autopilot jest największym pożeraczem prądu na jachcie!
Najwięcej energii elektrycznej pochłania lodówka, o której się nie pamięta, bo nie widać tego jak ona pracuje.
U mnie najstarszy wnuk odpowiada za włączanie lodówki gdy odpalamy silnik i wyłączanie jej gdy silnik odstawiamy.

Dawaj następne odcinki, bo po bałtyckich przygodach Kapitańskiej stęskniłem się za Adriatykiem!
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rejs
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2021