Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rejs

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 28.11.2020 22:14

[/color][/quote]
Po tym fragmencie zaczynam podejrzewać, ze to nie Pirovac, tylko Marina Kremik ;)
DoktorDoktor napisał(a):
Po wyjściu z zatoki daję ster w prawo i idziemy kawałeczek do szerokiej zatoki przy miasteczku Primosten. W końcu je zobaczę.

A teraz już mam pewność!
Czy się mylę? :mrgreen:

Całe szczęście, że taksiarzowi nie kazałeś jechać do Pirovaca!

Po miłym pływaniu zaczynają mi piszczeć urządzenia nawigacyjne, że mają za mało prądu. Tak szybko? Zaczynam myśleć co tak prąd żre, bo przecież nie używamy zbyt wielu urządzeń. W końcu odkrywam: to autopilot jest taki nienażarty.

Wbrew pozorom, to nie autopilot jest największym pożeraczem prądu na jachcie!
Najwięcej energii elektrycznej pochłania lodówka, o której się nie pamięta, bo nie widać tego jak ona pracuje.
U mnie najstarszy wnuk odpowiada za włączanie lodówki gdy odpalamy silnik i wyłączanie jej gdy silnik odstawiamy.

Dawaj następne odcinki, bo po bałtyckich przygodach Kapitańskiej stęskniłem się za Adriatykiem![/quote]

O lodówce pamiętam zawsze, wiem, że żre prąd strasznie.

Dzięki za uwagę o marinie. Oczywiście, że Kremik a nie Pirovac, tak to jest jak się pisze a nie ma dobrego redaktora-już poprawiam! Z Pirovaca startowałem na moim pierwszym rejsie, jeszcze z Kapitańską i Kapitanem .

Taksówkaż dojechał do Kremik tak jak było w planie :)
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 30.11.2020 12:01

Kolejny poranek. Pełen zapachów sródziemnomorskiego świata. Kaaawa poranna na rozruch.
IMG_3213.JPG
Kawa jest bardzo ważna, to też jest istotny składnik tego świata. Co prawda powinienem ograniczać, ale o poranku misi być. Szybkie śniadanko i ruszamy, oddaję muringi, cumy i do przodu. Ta marina na szczęście nie jest tak ciasna i tez coraz lepiej czuję łódke, więc zgrabnie i bez stresu, powolutku wypływam.
IMG_3215.JPG
IMG_3217.JPG
IMG_3222.JPG
Wiatr znowu mi sprzyja bo nie wieje, więc bez wpadania na mielizny lub inne jachty elegancko płyne przez głęboka zatoczkę podziwiając oddalające się miasteczko, winnice na stokach, potem również Trogir w głębi zatoki leżącej naprzeciw.
IMG_3224.JPG
IMG_3227.JPG
IMG_3235.JPG
IMG_3236.JPG
IMG_3258.jpg
Dopiero po minięciu lewą burtą cypla z miasteczkiem Okrug Donij rozwijam żagle, coś zaczyna wiać. W sam raz na spokojną żeglugę dla przyjemności. Powoli mijamy malutki, skalisty archipelag
IMG_3291.JPG
i płyniemy w stronę Brac, Przez moment widzimy delfiny, które zauważa moja dziewczyna, Niestety są zbyt daleko na zdjęcia i nie bardzo mam ochotę je gonić. Toczymy się swoim kursem. Wiatr trochę tężeje, wieje z zachodu więc mamy ładny spokojny baksztag, który dowozi nad do zachodniego brzegu wyspy.
IMG_3293.JPG
IMG_3303.JPG
IMG_3325.JPG
IMG_3332.JPG
IMG_3338.JPG
IMG_3346.JPG
IMG_3355.JPG
IMG_3364.JPG
IMG_3447.JPG
Jest późne popołudnie. Można by jeszcze popływać, ale nie bardzo mam pomysł na dalszą trasę a nie chcę pływac po nocy, słońce zachodzi około godziny 20, więc nie chce ryzykować. Znowu analiza locji. Tym razem będzie bojka lub kotwica. Pierwsza zatoczka - Stipanska, z pięknym trójmasztowym żaglowcem stojącym przy brzegu niestety zatłoczona.
IMG_3454.JPG
Nie ma miejsc. Obracam ster i płyniemy na południe do kolejnej, bez nazwy, bardzo płytko wchodzącej w ląd. Zarzucam kotwicę, według locji jest to miejsce gdzie moge to zrobić.
IMG_3467.JPG
IMG_3476.JPG
Ale nie jestem zadowolony, czuje ustawiczny niepokój. Wiatr od zachodu ustawia nas rufą do skał bardzo groźnie wyglądających. Zatoka jest tak płytka, że mam wrażenie jakbym stał na pustym wielkim placu jakim jest morze, jedynie za plecami mając ścianę. Co gorsza wiatr, wiejący z zachodu rozbujał morze. Fale ok, 30-40 cm wchodzą w zatokę i dają nieprzyjemny rozkołys jachtu. To raz że utrudni sen a dwa może zerwać – obluzować kotwicę i w rezultacie wylądujemy na skałach. Nie! Ja tak nie mam zamiaru spędzić nocy. Znowu uważna lektura niezawodnych trzech ósemek czyli locji chorwackiej. Wynika z niej, że następna zatoczka – Bobovisca jest głęboka, bezpieczna i są bojki. Więc kotwica góra i płyniemy dalej w dół Wpływamy powoli do tej zatoczki. Wygląda bajkowo. Wysokie zbocza dobrze osłaniają od wiatru. Na nich zabudowa eleganckich willi otoczonych gęsta roślinnością.
IMG_3499.JPG
IMG_3503.JPG
IMG_3506.JPG
IMG_3511.JPG
Od razu przyjemniej. Jachty stoją na bojkach. Harbor master, sympatyczny staruszek podpływa na pontonie, wskazuje bojke i pomaga nam zacumować. Dziób do bojki a rufa do muringu poprowadzonego do brzegu. Teraz czuję się bezpiecznie.
Dopływając do bojki mijamy piękny jacht z polską banderą. Duży, oceaniczny – na oko 12-13 metrów, baby sztag, radar.
IMG_3508.JPG
Witamy się radośnie. Polaków jak mrówków chciało by się rzec. Odpalam ponton i robimy jeszcze rundę po zatoce wypływając nawet kawałeczek w morze. Ciagle rozbujane i pełne wiatru. Wracając zahaczamy jeszcze o brzeg. Tam spotykamy przemiłych Chorwatów (chłopak i dwie dziewczyny – taki menage a trois), którzy zrobili sobie tutaj plenerową imprezę z winkiem własnej roboty, którym zostajemy poczęstowani. Oni również uświadamiają nas jak ciężka jest sytuacja ich ojczyzny w związku z pandemią i upadkiem gospodarczym.
Dziękujemy za poczęstunek i wracamy na jacht już w zapadających ciemnościach. Rozkoszujemy się ciepłem wieczoru na pokładzie, słuchając szant śpiewanych przez naszych sąsiadów z polskiego jachtu. Wśród nich po wodach chorwackiej zatoki, rozkosznie śródziemnomorskich niesie się jakże znana wszystkim żeglarzom pieśń: Na Mazury Mazury Mazury, popływamy tą łódka z tektury…. Od razu czuje się jak w domu.
Później,
IMG_3520.JPG
wspominając tą chwilkę wymyśliłem zwrotkę, która jak sądzę powinna być dodawanana Jadranie:
Na Chorwację Chorwację Chorwację
Popływamy, bo mamy wakacje
tam gdzie bora i jugo i wino
i gdzie pływam ze swoją dziewczyną

(to śpiewałem ja, Jarząbek...)
Załączniki:
IMG_3285.JPG
Epepa
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 374
Dołączył(a): 29.10.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) Epepa » 30.11.2020 22:19

DoktorDoktor napisał(a):Poranek zastaje nas na kotwicy. Jacht nawet nie drgnął. Jest ciepło a na niebie niewinne cumulusy. I widok na oswietlony porannym słońcem Primosten.
Obrazek

Taki widok z "apartmana" to ja rozumiem. :D Coś pięknego!
Chris_M
Croentuzjasta
Posty: 495
Dołączył(a): 12.07.2008
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) Chris_M » 30.11.2020 22:31

Epepa napisał(a):Taki widok z "apartmana" to ja rozumiem. :D Coś pięknego!

A w dodatku codziennie rano inny! :D
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 01.12.2020 11:59

[color=#0080FF]Poranek dnia następnego jest wspaniały. Cieplutki. Cichy, pełen zapachów spływających ze stoków wokół zatoki.
IMG_3524.JPG
Oddaję muring i cumy i ruszamy dalej. Dzisiaj chce osiągnąć najdalszy punkt tego rejsu. Prognoza sprzyja, żadnych jugo, bor i innych takich niebezpiecznych zjawisk. Wiatr ma wiać z zachodu i to wiatr o sile ok 4B.
IMG_3525.JPG
IMG_3526.JPG
IMG_3537.JPG
IMG_3548.JPG
Na niebie najmniejszej chmurki. Wychodzimy z zatoki i na autopilocie stawiam żagle a potem ster lewo i kładę się na kurs na południe w stronę Splitskich wrót i dalej Hvaru. Wieje od otwartego morza. Bardzo przyjemnie. Ustawiam żagle do półwiatru i rozkoszuję się chwilą. W cieśninie Śplitskich wrót oprócz promów nie ma praktycznie nikogo. Po jej minięciu jacht rozpędza się. Na szczęście morze nie jest zafalowane, zaś wiatr daje nam możliwość płynięcia ok 5-6 węzłów. Jest wspaniale. W pływaniu morskim jak już mamy wiatr to w zasadzie nie trzeba się bawić w halsówkę. Dobre dwie godziny nie dotykam się do żagli. Nie to co na Mazurach, gdzie zwroty trzaska się niemal co chwilkę. I znowu mamy morze praktycznie dla siebie. Wokół pusto. Jedynie szum wody wokół jachtu i wiatr. Podziwiamy również wyłaniający się w zamglonym powietrzu zarys wyspy Vis. Bimini nad całym kokpitem a ja nie widze żagli. Trochę mnie to denerwuje. Wychylam się do tyłu, żeby na nie spojrzeć ponad daszkiem bimini. No i nieszczęście gotowe. Zaczepiam daszkiem czapki o bimini. Czapka z odznaka kapitana jej królewskiej mości, z koroną i kotwicą w złotych wieńcach laurowych, kupiona w specjalnym sklepie ląduje na pomoście kąpielowym, a chwile później w wodzie.
IMG_3558.JPG
IMG_3563.JPG
IMG_3572.JPG
Płyniemy za szybko by ja złapać. Czapka zresztą szybko idzie na dno i tracimy ją z oczu. Ta czapka była specjalnie dla mnie wyszukana jako prezent przez moja dziewczynę. Robi się trochę smutna a ja schylam głowę przepraszająco. Trudno – czapka poszła za ofiarę dla Neptuna. To tylko czapka, choć żal jest.

IMG_3580.JPG
IMG_3590.JPG
IMG_3600.JPG
IMG_3616.JPG
IMG_3617.JPG

Tymczasem dopływamy do Hvaru i idziemy wzdłuż jego południowego brzegu między miastem Hvar a Paklinskimi wyspami. Tutaj musimy zmienić kurs na baksztag i halsować robiąc zwroty przez rufę. Na szczęście z moja dziewczyna za sterem da się to ogarnąć, choć przy wietrze sięgającym już 17 węzłów robi się to dynamicznie i z pewnym wysiłkiem. Ale szybkość jest taka, że nie redukuję żagli. Szkoda. Nie będziemy stali w Hvarze.
IMG_3632.JPG
IMG_3651.JPG
IMG_3668.JPG
IMG_3678.JPG
IMG_3709.JPG
IMG_3719.JPG
Cumowanie w miasteczku jest dość problematyczne. Wole kotwicę. Płyniemy dalej do zatoczki obok miejscowości Milna.
IMG_3730.JPG
Stoją tu już katamarany. My zajmujemy miejsce w środku i wrzucam większość łańcucha kotwicznego. Wiatr wieje od lądu ale wysoki brzeg go nie hamuje. Szybkość nie schodzi poniżej 10 węzłów a bandera cały czas łopoce. Za rufa mamy bardzo piękne i budzące grozę skały. Jak nas na nie zniesie to mogiła. Wiedzę, że w drugiej odnodze zatoki stoi na kotwicy duży jacht i też obraca się pod wpływem podmuchów zmiennego wiatru. To mi daje nadzieję. Wybieram dwa punkty na przeciwległych brzegach i patrze jak obraca jacht, czy nami dryfuje czy kotwica trzyma. Wydaje się, że tak, choć cały czas mam wrażenie, że przybliżam się do skał. W końcu zniecierpliwiony podnoszę kotwicę, podpływam bliżej i znowu ja rzucam. Tym razem lepiej, choć wiatr cały czas obraca jachtem jak wahadłem o jakieś 15-20 stopni. Ta noc będzie niespokojna. Zapada mrok. Gwiazdy błyszczą i mrugają co jest zapowiedzią silnego wiatru – tam na górze gdzie prąd strumieniowy płynie na 10 km. Są duże zawirowania powietrza o różnej gęstości i wilgotności. To powoduje refrakcję, którą my widzimy jako mruganie. Ten wiatr przyjdzie i do nas. Tymczasem podziwiamy Drogę mleczną nad naszymi głowami. Jest coraz późniejsza noc a mi nie chce się spać. Sączę wino i obserwuję zachowanie jachtu, czy kotwica trzyma czy nie? Chyba trzyma.
IMG_3743.JPG
IMG_3748.JPG
IMG_3754.JPG
a tak wygląda Zdravka widziana z wody. Prawda, że ładna?
IMG_3859.JPG
IMG_3912.JPG
Potem ustawiam alarm kotwiczny i idę spać płytkim snem. Budzę się w nocy. Jest pierwsza. Wiatr nie zelżał nawet na chwilkę. Z latarką idę cichutko na pokład. Stoimy, mino, że jacht obraca się na łańcuchu kotwicznym, brzeg się nie przybliżył. Banderka łopoce sztywno. Wieje naprawdę solidnie. Siedzę na pokładzie dobrą godzinę, chłonąc mroki nocy i ciesząc się chwilą i zapachami z lądu, niestety nie cisza i spokojem, Wiatr wieje ciągle. W końcu idę znowu spać ale budzę się przed świtem. Dalej stoimy gdzie staliśmy. Dzielna Zdravka nie zerwała się z łańcucha.
[color=#0080FF][/color][/color]
Załączniki:
IMG_3731.JPG
IMG_3549.JPG
Habanero
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5371
Dołączył(a): 14.09.2016
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) Habanero » 01.12.2020 13:40

Fajnie się czyta i ogląda Twoją relację.
Ciekawie opisujesz swoje przeżycia związane
z pierwszym samodzielnym rejsem.
Z chęcią będę śledzić Wasze dalsze przygody.
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 15403
Dołączył(a): 26.07.2009
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 02.12.2020 20:01

Habanero napisał(a):Fajnie się czyta i ogląda Twoją relację.
Ciekawie opisujesz swoje przeżycia związane
z pierwszym samodzielnym rejsem.
Z chęcią będę śledzić Wasze dalsze przygody.


W pełni zgadzam się z Konradem , a Zdravka na wodzie wygląda bardzo dobrze 8)
Czekam na ciąg dalszy


Pozdrawiam
Piotr
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 03.12.2020 15:30

piotrf napisał(a):
Habanero napisał(a):Fajnie się czyta i ogląda Twoją relację.
Ciekawie opisujesz swoje przeżycia związane
z pierwszym samodzielnym rejsem.
Z chęcią będę śledzić Wasze dalsze przygody.


W pełni zgadzam się z Konradem , a Zdravka na wodzie wygląda bardzo dobrze 8)
Czekam na ciąg dalszy


Pozdrawiam
Piotr



Serdecznie dziękuję za miłe słowa i sledzenie mojej relacji
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 03.12.2020 15:47

W czwartek obudziłem się jeszcze przed świtem. Było jasno i cicho. Jacht stał na kotwicy bezpiecznie.
IMG_3916.jpg
Nie zdryfował nawet na centymetr. Mino małej ilości snu czułem się wypoczęty i odprężony, choć zaczęło się pojawiać we mnie powoli uczucie smutku. Już trzeba zawracać i płynąć w stronę portu macierzystego. A to jednak daleko. Siedzieliśmy z dziewczyną na pokładzie ciesząc się spokojem poranka i pięknym słońcem wynurzającym się zza gór.
IMG_3918.jpg
IMG_3923.jpg
Na niebie najmniejszej chmurki ale wiatr cały czas ostro wieje. Z prognozy wynika, że będzie wiało do 20 węzłów, ale potem, wieczorem ma wiatr ustać. Cóż, zgodnie z obietnicą, że będę latał nisko i powoli zakładam, że jak wiatr stężeje to się zarefuję. Wiatr ma wiać z zachodu czyli żadna bora albo jugo. Śniadanie, kotwica góra i płyniemy. Musimy dopłynąć do porciku jakiegoś bo od dwóch dni nie braliśmy prądu ani wody. Co prawda oboje nie zużywany go tyle co sześcioosobowa załoga, jaka mogłaby płynąć Zdrawką, ale już tak zapasów ubywa.
Generalnie celem jest Veli Drvenik, zgodnie jednak z dobrą praktyką morską, żeby nie zapeszać nie wpisuję go jeszcze w dziennik pokładowy.

Kotwica góra. Wypływamy z zatoki i ster prawo. Wiatr od zachodu więc tym razem musimy halsować. Na razie postawiłem wszystkie żagle. Wieje 12 węzłów, potem 15 gdy mijamy Hvar.
IMG_3949.jpg
IMG_3955.jpg
IMG_3967.jpg
IMG_3984.jpg
IMG_3992.jpg
Woda niemal płaska więc cieszymy się szybkością i wiatrem. Już przy końcu Hvaru szybkość wiatru osiąga 17 węzłów. W oddali widzę zamglony kontur wyspy Solta, za którą jest nasz cel. Wypływamy na niemal otwarte morze, od prawej burty mamy wyspy, od lewej morze i wiatr i co gorsza fale. Wiatr stężał już do 20 węzłów. Na falach robią się pojedyncze grzywacze a i same fale coraz większe. Odpalam silnik, moja dziewczyna dzielnie staje za sterem i idziemy na wiatr. Refuję grot i fok. Na szczęści mam taki sprytny system reflinek, że wystarczy opuścić żagiel na fale, wybrać odpowiednią reflinkę stojąc bezpiecznie w kokpicie i wybrać fał na sztywno. Nie muszę wychodzić na podład i wiązać refów na bomie. Teraz mam maksymalnie zredukowane żagle. Wracamy na kurs bajdewind lewego halsu i silnik stop.
IMG_4001.jpg
IMG_4012.jpg
IMG_4018.jpg
IMG_4033.jpg
IMG_4034.jpg
IMG_4039.jpg
Jak jechaliśmy na motorze, to jacht niemiłosiernie skakał na fali głucho uderzając dziobem o wodę. Teraz się ustabilizował i je pięknie tnie. Co prawda dziady chodzą na pokład, więc muszę sprawdzić czy wszystkie luki zamknięte ale jachtem nie rzuca. Powoli toczymy się przez morze w kierunku Solty. Jedna z fal jest tak duża, że dociera aż do kokpitu i zalewa mnie gdy stoję za sterem.
IMG_4063.jpg
IMG_4064.jpg
IMG_4065.jpg

Wiatr tężeje już do 26-w porywach nawet 27 węzłów, górna granica 6 w skali Boforta. Mam trochę duszę na ramieniu, fale robią się duże. Niektóre, sądząc na oko (co jest dość zwodnicze) wyglądają na metr do półtora. Zdravka dzielnie się z nich ześlizguje. Czytałem opisy sztormowania i wiem, że do fal nie wolno i stawiać się bokiem a i prosto na fale też niedobrze wjeżdżać, natomiast wpływanie ukosem i ześlizgiwanie się, tak jakby si ę surfowało daje spokojną i bezpieczną żeglugę. Powoli zbliżamy się do wyspy, Już wiem, że będzie trzeba halsować i wpłynąć znowu w morze, aby dotrzeć do celu. Tymczasem nagle pada stwierdzenie: To nie jest nasz odbijacz? CHOLERA! Rzeczywiście. Odbijacze leżały na pokładzie przywiązane do relingu i jeden musiał się obluzować. Wiatr trochę słabszy już tylko 24-5 węzłów i fala troszkę mniejsza ale jednak, chcę machnąć ręka to tylko odbijacz, trudno, potrącą mi z kaucji, ale dziewczyna nie daje za wgraną. Ratujmy go, szkoda forsy. Więc szybka akcja: silni,, zwijam żagle i obracam łódź. Ćwiczenia człowiek za burtą w praktyce. Odbijacz, duży i biały unosi się na wodzie choć chwilami znika zasłonięty falą. To daje wyobrażenie w jakim niebezpieczeństwie jest człowiek za burta na morzu. Jego głowa bardzo szybko przestaje być w takich warunkach widoczna. Obserwator jest bardzo ważny. Kilkakrotnie próbujemy podejść burtą bądź rufą w tym wietrze do odbijacza. Nie jest to proste a dziewczyna sam musi go wyłowić. Musi uważać, żeby sama nie wypaść za burtę, gdy ja steruję. W końcu się udało. Duży sukces w tych warunkach i przy takiej załodze. Profilaktycznie chowamy odbijacze do bakisty, grot góra i silnik stop.
Płyniemy dalej w stronę Solty. Dochodzimy powoli do brzegu., Trzeba zrobić zwrot i odpłynąć na drugim halsie bajdewindu, bo tym kursem zaraz wbijemy się w krajobraz. Wykładam ster w lewo, łódka powoli skręca, staje w linii wiatru i wraca na poprzedni kurs. Cholera. Za mała prędkość, żeby przejść linię wiatru, a brzeg coraz bliżej. Nie chcę ryzykować, szybko odpalam silnik i z jego pomocą robię zwrot. Wpływam trochę w morze, gdzie fale znowu robią się większe, choć nie tak jak poprzednio. Wiatr też już nie tak silny. Zmęczyła mnie ta walka, patrzę na mapę, czas - jest późne popołudnie, i na locję. Nie dojdziemy do Drvenika. Najbliższym portem jest Maslinica. Znam ten porcik a właściwie marinę. Przyjazna ale droga, byłem tu na pierwszym rejsie i nawet nie pamiętam rozkładu, ale z locji wynika, że nie jest zbyt skomplikowany. Anonsuję swoje przybycie przez radio. Wiatr cichnie całkowicie niemal. Gdy zawijamy za rogiem wyspy. Zbliżamy się do portu woda jest niemal płaska. W Maslinicy już na mnie czekają. Wpływam powoli. I znowu wiatr mi sprzyja delikatnym zefirkiem przyklejając mnie do jachtu po prawej stronie, co daje mi czas na obłożenie cum i muringów. Potem jeszcze nas osłania drugi jacht oczywiście z polską załogą. Możemy wypić za cudowne ocalenie siebie i odbijacza, zjeść i odpocząć. Lodówka nie działała od dwóch dni. Jest w niej paczka warzyw na patelnię. Wyglądają dość dobrze, ale czy je jeść? Unosi się nad nimi lekko wyczuwalna nuta dziwnych zapachów. Ja bym nie ryzykował ale wrodzone skąpstwo każe nam oszczędzić na restauracji. Zapijamy tą kolację dużą ilością wina. To na pewno pomoże w trawieniu. A potem już bezpieczni możemy oddać się w objęcia Morfeusza.
Załączniki:
IMG_4095.jpg
gusia-s
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5831
Dołączył(a): 15.01.2013
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) gusia-s » 03.12.2020 21:03

DoktorDoktor napisał(a):Kolejny poranek. Pełen zapachów sródziemnomorskiego świata...
Mam z nimi problem obecnie, tęsknie już za jakimkolwiek zapachem ;)

DoktorDoktor napisał(a): ... Na Chorwację Chorwację Chorwację ...
To bardzo ryzykowny zwrot NA tym forum ;)
Może lepiej by było ...
Do Chorwacji, Chorwacji, Chorwacji
Popływamy w czasie wakacji ... ;)

DoktorDoktor napisał(a): ... W cieśninie Śplitskich wrót oprócz promów nie ma praktycznie nikogo....
A to chyba rzadkość, bo tam się roi zazwyczaj od żagli ... taki to był sezon, że nawet na morzu pusto.

DoktorDoktor napisał(a): ... Dzielna Zdravka nie zerwała się z łańcucha...
Uff :)

DoktorDoktor napisał(a): ... Na razie postawiłem wszystkie żagle...
Jako nieliczny ;)

DoktorDoktor napisał(a): ... Możemy wypić za cudowne ocalenie siebie i odbijacza, zjeść i odpocząć...
Fajna to była "przejażdżka" :)
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 03.12.2020 22:03

gusia-s napisał(a):
DoktorDoktor napisał(a):Kolejny poranek. Pełen zapachów sródziemnomorskiego świata...
Mam z nimi problem obecnie, tęsknie już za jakimkolwiek zapachem ;)

DoktorDoktor napisał(a): ... Na Chorwację Chorwację Chorwację ...
To bardzo ryzykowny zwrot NA tym forum ;)
Może lepiej by było ...
Do Chorwacji, Chorwacji, Chorwacji
Popływamy w czasie wakacji ... ;)

Dziekuję za uwagę i poprawkę tekstu

DoktorDoktor napisał(a): ... W cieśninie Śplitskich wrót oprócz promów nie ma praktycznie nikogo....
A to chyba rzadkość, bo tam się roi zazwyczaj od żagli ... taki to był sezon, że nawet na morzu pusto.

DoktorDoktor napisał(a): ... Dzielna Zdravka nie zerwała się z łańcucha...
Uff :)

DoktorDoktor napisał(a): ... Na razie postawiłem wszystkie żagle...
Jako nieliczny ;)
No jeszcze paru ambitnyh było
DoktorDoktor napisał(a): ... Możemy wypić za cudowne ocalenie siebie i odbijacza, zjeść i odpocząć...
Fajna to była "przejażdżka" :)


do tej pory wspominam tą przejażdzkę jako najlepszy dzień rejsu. Dużo mnie nauczyła
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 04.12.2020 13:02

Piątek. Ostatni dzień rejsu. Smutek i nostalgia. Wstajemy w piękny i spokojny dzień. Trzeba jeszcze dotrzeć do macierzystej mariny. Dziewczyna leży jednak jak nieżywa, wino jak wino ale te warzywa ją struły strasznie. Biedna cierpi. Dobrze , że pogoda sprzyja, ma być gorąco i niestety bezwietrznie. Śniadanie jest szybkie. Potem odpalam silnik, i oddaję muringi i cumy. Teraz mam trudniej bo jest ciasno i muszę się wydłubać spomiędzy dwóch innych jachtów. Na szczęście udaje się to bezproblemowo. Nic nie porysowałem o nic nie zaczepiłem, możemy płynąć.
Wpływam między wyspy wokół Drvenika i stawiam żagle. Mam jeszcze flashbacki po dniu wczorajszym
IMG_4107.JPG
IMG_4111.JPG
a tu tym razem nic a nic nie ma. Ani włókna wiatru....wszyscy na silnikach--
IMG_4123.JPG

Próbuję się toczyć powoli, dziewczyna cierpi pod pokładem i na pokładzie... a my stoimy a czas ucieka. Wiec trudno, odpalam katarynę i jedziemy na autopilocie. Dopływając do celu jeszcze postanawiamy zajrzeć na chwilkę do Promostenu po ostatnie zakupy pamiątek. Ścigamy się z drugą polska załogą płynącą na silniku. Gdy jednak na chwilę znowu zaczyna wiać jeszcze stawiam żagle. Zdravka rusza do przodu jak rączy koń. miga po płaskiej wodzie 7 węzłów przeganiając jacht na silniku.. Potem zatoczka przy Primosten i ostatni raz zrzucam ponton na wodę. Wracając z zakupami skaczemy po fali która wchodzi czasami od morza i zalewa nas jakby Adriatyk chciał nam dać całusa na pożegnanie. Wskakujemy na jacht i do Mariny. Mam kolejnego stresa. Muszę podejść burtą do stacji benzynowej na samym końcu ciasnej mariny a tu zaczyna wiać taki świeży wiaterek. Na szczęście marina Kremik jest bardzo dobrze osłonięta. Płynę powolutku odpowiednio obłożony odbijaczami. Wszystkimi! Dziewczyna na dziobie z cumą. Przeciskam się powolutku przez marinę a tu kolejka do stacji. Wszyscy wracają i chcą się zatankować. Muszę czekać. Delikatnymi ruchami manetki i steru utrzymuję Zdravkę w jednej pozycji, a ona mnie posłuszie słucha. Mam poczucie pełnej kontroli sytuacji. Łódka robi dokładnie to co chcę a ja wiem co chcę i jak to zrobić. Czuję niemal jedność ze Zdravką. Nawet nie zbliżam się do sytuacji niebezpiecznej i napawa mnie to spokojem. W końcu jest miejsce. Podpływam longsidem czyli burtą. Pracownik stacji pomaga zacumować.
IMG_4124.JPG
Tankuję i również z pomocą z brzegu odklejam się od nabrzeża. Teraz ostatnia prosta. Zacumować na swoim miejscu w y-bomie. Trzeba uważać i nie pozwolić sobie na dekoncentrację.
IMG_4126.JPG
Rok temu na mazura straciłem część kaucji w ostatnim manewrze gdy podpływałem ostatni raz do portu macierzystego – zerwałem fał płetwy sterowej pod kadłubem i trzeba było nurka, żeby to naprawił. Tym razem jadę wolniutko na swoje miejsce. Pracownicy armatora odbierają cumy. Knaguję je, silnik stop i tak stoimy. I ogarnia mnie z jednej strony radość, że nic się nie stało a z drugiej dojmujący smutek, że to już koniec, że już nie będę płyną dalej.
Odbiór jachtu przebiega sprawnie. Kontrola silników, żagli i wyposażenia przebiega pomyślnie i kaucja wraca w całości do portfela.
Teraz można już się pakować.
Ostatnia noc mija spokojnie. Jeszcze tylko droga na lotnisko w Splicie PeKaEs do Warszawy na Okęcie i szara zimna noc w pociągu. Na następny rejs trzeba czekać tak długo....

Podsumowując mam ogromną radość i satysfakcję, że się odważyłem mimo tylu trudności. Nauczyłem się wiele i uświadomiłem sobie ile jeszcze muszę się nauczyć. Analizując ten rejs teraz na pewno już pewne rzeczy (np. wybór trasy) zrobię inaczej. Na pewno ten rejs wzmocnił moje poczucie pewności siebie i na pewno wrócę tu za rok, Inaczej jednak pływa się jako załogant a inaczej jako kapitan. Zupełnie inny jest nawet odbiór przestrzeni. Jako załogant gdzieś płynąłem i nawet nie zawsze rejestrowałem gdzie. A jako kapitan pamiętam każdy szczegół trasy, niemal każdą falę.

Dziękuję wszystkim, którzy śledzili moją relację. Mam nadzieję, że się spodobała i że kiedyś w jakimś porcie się spotkamy. Wypatrujcie mojej banderki.
Dziękuję też za wszystkie uwagi krytyczne. Były cenne i pomocne.
gusia-s
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5831
Dołączył(a): 15.01.2013
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) gusia-s » 04.12.2020 13:44

Jaka szkoda, że już koniec :( Strasznie szybko zleciało, ale były emocje. To nie jest łatwe ogarniać wszystko samemu na łódce. Jakiś stres był jak piszesz ale podziałał na Ciebie jak widać mobilizująco. Wy cali, łódka bez skazy, wrażenie są! Czyli wszystko super :) Jedyna strata to kapitańska czapka :( Pozostało życzyć kolejnego udanego rejsu :)

Zapytam jeszcze, czemu nie złożyłeś bimini ? miałbyś wtedy lepszą widoczność.
DoktorDoktor
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 47
Dołączył(a): 05.03.2017
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) DoktorDoktor » 04.12.2020 14:44

gusia-s napisał(a):Jaka szkoda, że już koniec :( Strasznie szybko zleciało, ale były emocje. To nie jest łatwe ogarniać wszystko samemu na łódce. Jakiś stres był jak piszesz ale podziałał na Ciebie jak widać mobilizująco. Wy cali, łódka bez skazy, wrażenie są! Czyli wszystko super :) Jedyna strata to kapitańska czapka :( Pozostało życzyć kolejnego udanego rejsu :)

Zapytam jeszcze, czemu nie złożyłeś bimini ? miałbyś wtedy lepszą widoczność.


z tym bimini był kłopot i mnie denerwowało. Miało taki dziwny system rurek - na dwóch neizależnych kabłąkach, że nijak nie dało się tego sensownie złożyć. Nawet przestawiałem jeden z tych kabłąków ale wtedy daszek mi się plątał dziwnie. Kosztowało mnie to trochę nerwów i w końcu zostawiłem jak było.
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 15403
Dołączył(a): 26.07.2009
Re: Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rej

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 04.12.2020 19:41

Dziękuję za możliwość wirtualnego pływania z Wami , a dzięki opisom również poznania emocji związanych z pierwszym , samodzielnym , morskim żeglowaniem jako kapitan 8)
Skoro wszyscy cali , łódka nie ucierpiała , to należą się gratulacje :D
Teraz będę czekał na relacje z kolejnych rejsów


Pozdrawiam
Piotr
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
Captain disaster czyli Doktor i pierwszy samodzielny rejs - strona 2
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2021