Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

BiH - slalom między minami: bałkański sezon 2019, cz2

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 47489
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 05.06.2011 22:42

Jolanta M napisał(a):- Oj lisku luzaku! - powiem tylko, aby zaznaczyć swą obecność. :lol:

:lol:
Dziękuję. ;)

zawodowiec napisał(a):Jest taka bajka pt. "Misa Lisa Witalisa". Tu mamy nową pt. "Uciecha Lisa Wojciecha" :lol:
Dla niektórych wątpliwa uciecha, ale Lis jest w swoim żywiole...

Lisa Wojciecha wątpliwa uciecha -
lecz nie byle jaka, bo liska luzaka.
8)

Pozdrawiam,
Wojtek
artmal
Odkrywca
Posty: 101
Dołączył(a): 18.07.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) artmal » 07.06.2011 20:02

Nie mogłem się powstrzymać od komentarza . Zdjęcia , wyprawa , przygody...jesteś luzak , ale i debeściak.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 47489
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 08.06.2011 15:07

artmal napisał(a):Nie mogłem się powstrzymać od komentarza .

Co mnie cieszy. :) Witam w tej części crogniska. ;)

artmal napisał(a):Zdjęcia , wyprawa , przygody...jesteś luzak , ale i debeściak.

Dziękuję bardzo.
Mnie się te fotki też podobają, ale w tej sprawie nie jestem obiektywny. ;)
Co do reszty... no cóż, trochę zwariowana ta wyprawa była. 8)

Pozdrawiam,
Wojtek
longtom
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11997
Dołączył(a): 17.02.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) longtom » 09.06.2011 11:41

Franz napisał(a):...jednak staram się skupić na świeżo dopracowanej teorii układania min i prę wciąż w pocie czoła do przodu. Za kolejną zastygłą falą natrafiam na ścieżkę. No, wreszcie coś wygodniejszego! Wchodzę na nią i nagle staję jak wryty. A co z niosącą nadzieję, opracowaną właśnie teorią?..


Zawsze można iść obok ścieżki.

pzdr :wink:
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 47489
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 09.06.2011 17:41

longtom napisał(a):Zawsze można iść obok ścieżki.

Podglądałeś! Przyznaj się. :lol:

Pozdrawiam,
Wojtek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 47489
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 11.06.2011 20:36

Zgodnie z nią, bezpieczniej jest poza ścieżką, a więc schodzę z niej i staram się iść w pobliżu. Jak blisko?.. Hmm... Do pięciu metrów to ja bym minę położył. Ale o wiele gorzej idzie się nierównym bezdrożem po ostrych, wystających kamolach, niż nieco mizerną, ale jednak ścieżką. Nie wytrzymuję i obalam z takim trudem opracowaną teorię. Przecież kładący minę mógł przewidzieć, że ktoś będzie - na wszelki wypadek - trzymał się z dala od wydeptanego traktu. Poza tym - powiedzmy to sobie szczerze i otwarcie - budując tę teorię, próbowałem tylko dodać sobie animuszu. Naukowych podstaw to ona nie ma ani za grosz. Wracam na ścieżkę.

Po kilkudziesięciu metrach problem przestaje w ogóle istnieć, jako że zanikł zupełnie wydeptany trakt i znów mogę się poruszać, jak mi wygodniej. A wygląda na to, że najwygodniej będzie teraz lekko zieloną, podnoszącą się dolinką. Docieram nią na łagodne siodło przełączki, z niej trochę w dół i co widzę?! Szlak! Prawdziwy, turystyczny szlak! Najpierw kopczyk, a nieco dalej mocno wytarte, czerwone kółeczko. Hurra! Nie mam pewności, skąd i dokąd prowadzi ten szlak, ale przypuszczam, że w prawo dałoby się dojść na Wielkiego Kuka, a w lewo - to pewnie mój kierunek: Vilinac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po chwili mijam głaz z dwiema strzałkami i trudnymi do odszyfrowania literami przy każdej z nich. Nie widzę dalszych znaków, brak również ewidentnego śladu, ruszam więc w górę, starając się utrzymywać kierunek strzałki. W efekcie trafiam w gęste zarośla. Muszę je obejść i powyżej znów odnajduję czerwone kółko. Wkrótce widzę strzałkę w lewo, chociaż mój nos mówi mi, że raczej wprost w górę należałoby pójść. Zwłaszcza, że widzę w dali, nieco po prawej, jakieś zabudowania. Na schematycznej mapce mam bardzo schematycznie zaznaczony symbol schroniska z nazwą "Tise", ale podana wysokość wyklucza tę opcję. Jestem znacznie wyżej, a widoczne dwa budynki są jeszcze nade mną. Ponadto, na sztabówkach Tise opisane jest w innym miejscu, ale w pobliżu grzbietu widnieją małe literki "Pl.d.". Planinarski dom. Zakładam, że szlak powinien się kierować w efekcie w tamtą stronę.

Nie mam jednak możliwość sprawdzenia, gdyż już nie udaje mi się go więcej odnaleźć. Próbuję teraz kolejnych wariantów na coraz bardziej stromo podchodzących polanach między bujnie rozrośniętą kosodrzewiną. Odrzucam również pomysł pójścia w stronę schroniska, gdyż straciłem już sporo czasu i wolę raczej skracać trasę, niż ją wydłużać. A najkrócej będzie pójść wprost w górę na prześwitujący coraz wyraźniej grzbiet Vilinaca. Robi się tak stromo, iż nie gardzę pomocą kijków trekingowych. Niestety, już po chwili rozpada mi się jeden kijek. Szybka akcja naprawcza - kijek funkcjonuje. Kilkadziesiąt metrów wyżej kijek rozpada się ponownie. Znów kombinuję, jak mu pomóc, by on mógł pomóc mnie i znów po krótkim czasie z jednego kijka robią się dwa krótsze. Jeszcze raz próba naprawy - w takim stromym terenie nie chcę z tej pomocy rezygnować - i w efekcie osiągam jakoś grzbiet. Otwiera się widok na zasłoniętą do tej pory północną partię Cvrsnicy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 47489
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 11.06.2011 20:36

Chwila podziwiania widoków i wyrównywania oddechu, po czym zasiadam do posiłku. Muszę już bardzo oszczędzać wodę - piję raptem kilka łyków. Mam za sobą dwie trzecie trasy. Składam rzeczy i ruszam grzbietem w górę. Śladu ścieżki tu nie widać, ale grzbiet jest łysy i nie ma żadnych wątpliwości co do przebiegu trasy. Nawet w paru miejscach dostrzegam mocno zatarte czerwone plamki, tworzące - przy odrobinie wyobraźni - zamknięte kręgi. Szlak.

Docieram na mały wyprztyk w grani, dalej lekkie obniżenie i podejście na szczyt - Veliki Vilinac zdobyty! W metalowej puszce świeży kajet, w nim kilkadziesiąt wpisów. Dokładam i swój, po czym lustruję dalszy, prawdopodobny przebieg trasy. Początek oczywisty. Dalej - zobaczymy. Sprawdzam czas - jest 16:30. Zostały mi dwie godziny do zachodu słońca...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 47489
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 28.06.2011 17:49

Nie ma czasu do stracenia. Już wiem, że nie zdążę przed zmrokiem, ale im więcej przejdę przy świetle dziennym, tym mniej będę później błądził. Szybko schodzę grzbietem - najpierw kamienistym, potem z dołu zaczyna otaczać mnie kosodrzewina. Od czasu do czasu mijam wymalowany na kamieniu szlak, pojawiają się też kopczyki, a natrafiam również na mały kopczyk, którego kamieniem węgielnym jest częściowo przysłonięte czerwone kółeczko. Kosówka z wolna zacieśnia się wokół mnie i tu kolejny patent - przywiązane do gałęzi, żółte paski foliowe. To wszystko sprawia, że nie tracę czasu na wyszukiwanie właściwej trasy, która stopniowo odchyla się w kierunku zachodnim. Osiągam siodło pomiędzy Vilinacami i po chwili docieram na wierzchołek Małego Vilinaca. Tuż przed szczytem kopczyki oferowały dwa warianty - ja wybrałem ten bardziej widokowy, natomiast okazuje się, że dalszy kierunek już nie jest taki oczywisty. Schodzę na wąską przełączkę przed kolejną niewysoką kulminacją, ale tu już szlaku w żadnej postaci nie ma. Rozglądam się dookoła, wyszukując wzrokiem czegokolwiek, co stanowiłoby mój drogowskaz, ale bezskutecznie. Przychodzi mi do głowy myśl, że główna trasa omijała wierzchołek i teraz musiałbym kierować się w stronę wariantu trawersującego szczyt. Ścinam więc w lewo i to okazuje się dobrym pomysłem - natrafiam na szlak.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kilkaset metrów dalej znów nie wiadomo, gdzie szlak; nie wiadomo gdzie ścieżka. Staję nad lejem krasowym - od mojej strony kamienistym, po drugiej stronie bardziej zielonym. Baczne spojrzenie wykrywa nikły ślad ścieżki w tej zieleni. Może to moja? Schodzę to kociołka i rzeczywiście trafiam ponownie na szlak, którym wydostaję się z leja na jego drugi kraniec. Teraz jest już wyraźnie bardziej kosówkowo niż kamieniście a szlak nawet w miarę dobrze wyznaczony. Szlak. O ścieżce powiedzieć tego nie można. Kilkakrotnie trasa przemyka w gęstej kosodrzewinie, gdzie grube gałęzie splecione są już na wysokości jednego metra, zostawiając przejście poniżej. Muszę więc się nisko pochylać, kucać i poruszać naprzód kaczuszką. Taki szlak bardziej dla kozic albo owiec. Spowalnia to marsz, a czas płynie nieubłaganie...

Wiem z opisu trasy, że czekają mnie jakieś drabiny w zejściu i zależy mi na tym, żeby je przebyć jeszcze zanim zapadnie zmrok. Trasa kieruje się stopniowo w stronę skalnego muru, cały czas tracąc wysokość. Dno doliny również ucieka coraz bardziej, zachowuję więc stałą od niego odległość. Zbliżam się powoli do wyraźnej wyrwy w grzbiecie, opadającym w moją stronę bliską pionu skałą - pewnie tam gdzieś czekają te drabiny. Wreszcie dochodzę pod samą ścianę i widzę pieczarę, obok której miały być te drabiny. To musi być to wspomniane miejsce. Zaglądam ciekawie, ale ani śladu drabin nie widać. Cóż, widocznie w międzyczasie coś się zmieniło.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 47489
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 28.06.2011 17:50

Teraz zejście jest bardziej strome, urozmaicone krótkimi podejściami na krawędzie kolejnych lejów krasowych. Słoneczna kula opada już na ciemne grzbiety gór, a za mną pojawia się srebrny dysk księżyca. Coraz trudniej wypatrzyć w zapadającym zmroku oznakowanie, ale jednak wciąż udaje mi się utrzymywać właściwy kierunek - co jakiś czas mam tego potwierdzenie. Za wyraźnym przełamaniem doliny otwiera się w przedzie jej daleki wylot. Tam już jest cywilizacja...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze nikły ślad ścieżki, obramowanej skalnymi ścianami płytkiego wąwozu, po czym teren się rozszerza i - nadal stromo - zbliżam się do lasu. Tu jeszcze trzykrotnie udaje mi się natrafić na czerwone kółeczko, ale jest to raczej czysty przypadek, gdyż ścieżki nie ma ani na lekarstwo. Na szczęście las jest rzadki i daje się maszerować. Niestety, wkrótce roślinność gęstnieje i zaczyna się chaszczowanie. Najpierw niewielkie - ot, muszę odginać gałęzie, potem przeciskać się czasem między pniami młodych buków. Słońce już zaszło, ale jeszcze cokolwiek widać. Kluczę coraz bardziej i z coraz większą trudnością, jednak wciąż prę do przodu. Stopniowo zapadają ciemności oraz zmienia się charakter lasu. Buki ustępują miejsca jakimś sosnowatym. Ale cóż to za dziwaczne sosny?! Żadna nie rośnie prosto, tylko przypominają potężne, sięgające kilku metrów kiście kopru - wyrastają z ziemi prawie poziomo, po kilka z jednego miejsca, zaginając się ku górze. Do tego rosną bardzo gęsto, przeplatając się między sobą. Ani to obejść, ani się przez to przedrzeć. Stanowią naturalną, nieregularną kratę. Wykrzywione pnie zagęszczone są do tego stopnia, że nawet przez moment nie mam swobody marszu. Wchodzę na te ni to pnie, ni gałęzie, przeciskam się pomiędzy grubymi ramionami sąsiednich kiści, szarpię plecakiem, który się klinuje między nimi. Czasem noga się ześlizguje i zawisam na drewnianej kracie. Posuwam się po wykrzywionych pniach, zdając sobie sprawę, że chwilami znajduję się parę metrów nad ziemią. Wiewiórka czy co?! Chociaż, raczej małpa. Tylko - bardzo niezdarna małpa.

Obrazek

Obrazek

Nie wytrzymuję i zaczynam obdarzać ten las epitetami, szermując językiem godnym najgorszej speluny. Oczywiście, na sosnowatych koprach nie wywiera to najmniejszego wrażenia. Czasami zapycham się w miejsca tak gęsto zarośnięte, że muszę się wycofywać i próbować innego wariantu. Generalnie moja prędkość spadła do kilku metrów na minutę. Ogarnia mnie wściekłość - w życiu jeszcze nie spotkałem takiego lasu. Wkładam niemały wysiłek w kolejne próby, pot zaczyna spływać ze mnie ciurkiem. Zagęszczenie nie dość, że nie maleje, to zdaje się jeszcze wzrastać. Oczka w drewnianej kracie, przez którą się próbuję przeciskać, są coraz mniejsze. Zaczynam się czuć jak zagubione, bezradne dziecko. Walczę jeszcze przez chwilę, po czym opada mnie absolutna rezygnacja. Czuję totalne zniechęcenie i opanowuje mnie nieodparte wrażenie, że przez ten las to ja już jednak nie dam rady się przecisnąć. Opieram się o wygięty pień, osuwam powoli i klinuję pomiędzy gęstymi ramionami sosen. Uchodzi ze mnie cała para, głowa opada i dociera pełna świadomość mojej bezsilności. Znalazłem się w pułapce. Nie dam rady. Na zmęczenie fizyczne oraz psychiczne całego dnia nakłada się beznadzieja wobec potężnego, drewnianego okratowania. Nie mam woli ani sił dłużej walczyć...
Jolanta M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4521
Dołączył(a): 02.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jolanta M » 28.06.2011 20:37

8O 8O 8O

Slalom między minami, zapadliska krasowe i jeszcze ten upiorny las po zachodzie słońca. Czy to już koniec atrakcji na ten dzień???




Pozdrawiam
Jola
Crayfish
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1744
Dołączył(a): 11.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Crayfish » 28.06.2011 21:02

skóra cierpnie ... brrrr.
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12968
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 28.06.2011 23:05

No faktycznie nieźle..... :roll:
Czyżby tak miał wyglądać podstawowy szlak na Vilinac z okolic Risovca? 8O

Ale chyba mało kto (o ile jeszcze nikt) zdobył dwie , co ja mówię, TRZY najważniejsze góry Cvrsnicy jednego dnia :roll:

Pozdrawiam
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 47489
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 29.06.2011 00:50

Jolanta M napisał(a):Slalom między minami, zapadliska krasowe i jeszcze ten upiorny las po zachodzie słońca.

Crayfish napisał(a):skóra cierpnie ... brrrr.

kulka53 napisał(a):No faktycznie nieźle..... :roll:

Dostałem wtedy w d... jak mało kiedy wcześniej. Pamiętam, że w którymś wątku wspomniałem o tym po powrocie.

kulka53 napisał(a):Czyżby tak miał wyglądać podstawowy szlak na Vilinac z okolic Risovca? 8O

Ba! Gdyby wiedzieć, jak ten szlak przebiega i się go trzymać... ;)

Jolanta M napisał(a):Czy to już koniec atrakcji na ten dzień???

Ja już wtedy miałem atrakcji powyżej uszu... :twisted:

Pozdrawiam,
Wojtek
Dorota_NS
Croentuzjasta
Posty: 135
Dołączył(a): 20.10.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Dorota_NS » 29.06.2011 07:47

Wiele mamy na tej wycieczce emocji ...

Ale, dla mnie, to taki kraj, którego nie da się bez emocji choćby przejechać.


Na wpisy w tym herceg-bośniackim wątku czekam teraz najbardzej sposród wszystkich Twoich opowieści.

Pozdrawiam
Dorota
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 29.06.2011 08:35

Franz napisał(a): Nie dam rady. Na zmęczenie fizyczne oraz psychiczne całego dnia nakłada się beznadzieja wobec potężnego, drewnianego okratowania. Nie mam woli ani sił dłużej walczyć...

... też się zmęczyłem ! :roll:

Pozdrawiam. :)
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
BiH - slalom między minami: bałkański sezon 2019, cz2 - strona 17
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019